miszmasz

Idzie nowe… jak co dzień przychodzi nowy dzień. Teraz czuję to jednak trochę bardziej i nie tylko myślę o tym, że zmieniamy powoli miejsca zamieszkania – dalej w mieście, ale są też inne sprawy. Może wiąże się to z tym, że dzieci są coraz starsze i coraz bardziej samodzielne. Ostatnio tydzień spędziły u dziadków. Przyznaję, że ciężej przeżyłam to ja – kompletnie mnie to zaskoczyło. Wiem, że będę miała coraz więcej czasu na swoje sprawy. Powoli dochodzi do mnie, że będę potrzebna moim dzieciom w inny sposób. Z czasem coraz mniej będzie mnie w ich życiu. Mamę zastąpią przyjaciele, miłości. Taką mam nadzieję, bo gdzieś głęboko w sercu boję się, że zastąpi mnie świat wirtualny. Dzieci wychowuje się dla świata, ale tego prawdziwego. Tu zrobię wszystko co w moje mocy, aby Hania i Ignaś szukali ukojenia, spełnienia w sobie, drugim człowieku i w naturze.

Gotowa do działania!

Nowe pomysły na starych fundamentach

Nie o tym miałam pisać, ale czasem siadam i samo się pisze. Chciałam podzielić się małą częścią planów związanych z tym, że powoli wracam do życia zawodowego. W tym roku udało już mi się napisać bajkę, którą mam zamiar wydać w formie pdf i udostępnić Wam na zasadzie „Pay What You Want”. Czeka mnie jeszcze trochę pracy w związku z tym, ale czuję, że to jest to co zawsze we mnie siedziało. Ta forma łączy w sobie wiele z tego, co moje:

  • zacięcie literackie – zawsze chciałam pisać;
  • macierzyństwo – bajka o dzieciach i dla dzieci;
  • przewodnictwo górskie – tak, będzie o górach i to edukacyjnie;
  • Pałoszówkę – to już miejsce akcji znacie.

Pisanie bajki dla dzieci jest dla mnie zupełnie nowe! Zobaczymy co z tego będzie.

Chatkowe SPA

Naturalne kosmetyki to jest coś czym zajmuję się od lat, bardziej na własny użytek i trochę intuicyjnie. Marzy mi się, że uda mi się to rozkręcić. Z okazji otwarcia szkół polecam się na warsztaty dla dzieci – ofertę znajdziecie tutaj.

Ta część mojego życia łączy się z Kretówkami i naturą. Chciałabym mieć piękną salę na warsztaty, gdzieś na polanie, wannę do kąpieli ziołowych z widokiem na las i saunę, w której będę robić zapachowe seanse z naturalnych olejków eterycznych. To marzenie ostatnio okazało się realne, ale o tym będzie później…. bo będzie mi potrzebna Wasza pomoc. Cudowne jest to, że uświadomiłam sobie ostatnio, że nie jestem sama w tym marzeniu i wiem, że jest mnóstwo osób, które są chętne, żeby pomóc. Gdzieś może jest też ktoś, kto bardziej chce się zaangażować. Ta spawa jeszcze dojrzewa, ale czuje już nowe, wiosenne pąki. Zbliża się coś nowego, szalonego, ale poprzedzonego latami zbierania doświadczeń, ludzi i myśli.

Życzcie mi powodzenia! 😉

miszmasz

Kwiecień daje mi wiele powodów do pisania, a milczę… Nie odezwałam się, gdy stuknęło naszemu byciu razem z Tomkiem 8 lat (rocznica ślubu we wrześniu i też 8 lat), nie napisałam nic na swoje 34 urodziny. Nie skomentowałam na blogu powrotu zimy i spędzenia wiosennego wypoczynku na odśnieżaniu i grzaniu się przy piecu… Dużo się dzieje, a chyba czuję się lekko przemęczona. Zabrakło mi słów. W tym roku tak długo czekaliśmy na pierwszy wyjazd do chaty. Zawsze robiliśmy to w marcu, a w tym roku 9 kwietnia otworzyliśmy skrzypiące drzwi do chaty po raz pierwszy w 2021.

kwiecień plecień - lato
12 kwietnia 2021
kwiecień plecień - zima
13 kwietnia 2021

Zapraszam w sezonie 2021

Myślę, że kwiecień to dobry moment, aby zacząć planować kolejny sezon letni w Pałoszówce. Na to zawsze mam wenę i ochotę i czas, aby Was zaprosić do naszego lasu!

W tym roku wiosną trudniej będzie nas złapać w chacie, bo zatrzyma nas duży projekt w mieście. Jest to konsekwencja pewnych decyzji. Jednak wiecie, że nie umiem długo funkcjonować bez przyrody, bo moje serce jest zielone. Myślę, że będzie bardziej spontanicznie, bo trudno zaplanować ile potrwają prace w mieście. Znalazłam fantastyczną grupę na FB, która otworzyła mnie na nową możliwość, czyli chętnie zostawię chatę komuś pod opieką. Plan jest prosty: majowe i czerwcowe weekendy będę starała się spędzać w chacie (być może bez Tomka, więc będę szukała towarzystwa), a lipiec i sierpień mieszkam w lesie na stałe. Odsyłam Was do wcześniejszych wpisów o tym jak funkcjonujemy w chacie: tu i tu.

Przełomowy kwiecień

Ten kwiecień jest dla mnie przełomowy. Czuję, że w tym roku czekają mnie duże zmiany nie tylko dotyczące życia w mieście, ale i tego czym będę zajmować się w najbliższym czasie. Mogłabym rzec, że szukam pracy, ale ja już mam plan na siebie. Myślę, że bardziej poszukuję możliwości, rozwiązań i recepty na moje marzenia również te związane z chatą. W ostateczności poszukam normalnej pracy 😉 …

Skąd brać siłę?

Jadąc dziś hulajnogą w słońcu poczułam się bardzo młoda i silna. Chyba pomyślałam, że jeszcze jestem w tym wieku, że wypada mi jeździć hulajnogą i wcale nie wyglądać elegancko. Mając naście lat myślałam, że 30latkowie są już starzy, ułożeni i dorośli i zawsze jeżdżą samochodem. Teraz wiem, że dorośli też są trochę jak dzieci, tylko mają więcej obowiązków i odpowiedzialności. Staram się żyć taką dorosłością z dodatkiem dziecinnego zachwytu, radości, spontaniczności. Wiem, że są ludzie (w każdym wieku) dorośli taką zgorzkniałą, pretensjonalną starością. Młodość nie jest związana z metryką, ale ze stanem ducha. Młodość daje nam energię i siłę do działania. Myślę, że receptą na młodość jest po prostu miłość do siebie, świata. Może właśnie taka miłość o jakiej pisałam w lutym.

Życzę Wam wiosny – takiej pory roku, w której wszystko budzi się do życia – zieleń, drzewa i takiej wiosny życiowej, kiedy się chce żyć po prostu!

miszmasz

Pytanie o sens życia to zasadniczy problem, który mimo wielu prób rozumienia, wciąż jest nie rozwiązany… . Do próby odpowiedzi na to bardzo trudne zagadnienie skłoniła mnie pewna rozmowa z koleżanką i film o plemieniu Peanów, którzy zamieszkują wyspę Borneo. Czasem myślę, że to właśnie dzikie plemiona znajdą odpowiedz. Wiedzą jak cieszyć się życiem i po co nam to wszystko.

Jaki jest sen życia takiego człowieka w dzikiej przyrodzie? Żaden… Taka osoba nic po sobie nie zostawi. Może jakieś opowieści przekazywane dzieciom, ale po co? Skoro kolejne pokolenia dalej nic nie zostawią, nawet śladu życia – domy z bambusa się rozpadną, a popiół z ogniska rozniesie wiatr… Może jak przyjdzie ucywilizowany człowiek to zacznie budować, śmiecić i nagle życie tych ludzi stanie się widoczne. Czy o to własnie chodzi?

Może to my tracimy sens?

… bo w życiu chodzi o ulotne piękno i właśnie tacy nieskażeni cywilizacją ludzie to wiedzą. Żyją zgodnie z naturą i wciąż podziwią jej piękno. Ich życie jest częścią czegoś większego – tajemnicy natury. Ich śmierć jest powrotem do ziemi, natury. Zostawiają po sobie jedynie nawóz, z którego wyrastają kolejne zielone drzewa i kwiaty. Tajemnica trwa nadal, cykl życia i śmierci się powtarza.

A my? Wciąż skupiamy się na gromadzeniu rzeczy, doświadczeń, pieniędzy… a po śmierci zostają po nas tylko śmieci – rzeczy brzydkie. Może to my utraciliśmy sens życia? Powinniśmy wrócić do piękna i zbierać uśmiechy, dobre opowieści, chwile radości, a gdy przyjdzie śmierć zostawić po sobie nic i stać się częścią natury.

Może sensem życia jest ulotne piękno. Takie prawdziwe piękno, które jest wynikiem mądrości i dobroci. Doskonale wiecie o co mi chodzi. Nagle sprawy, które nie miały sensu nabierają go… Pamiętam jak pomagałam w rehabilitacji bardzo ciężko chorej Ani, której życie raczej miało być krótkie. Mimo opinii lekarzy, którzy dawali jej kilka miesięcy, Ania miała 8 lat. W jej domu powinnam była spotkać cierpienie, a znalazłam niesamowite piękno zdeformowanego ciałka dziecka i rodziców, którzy patrzyli na nią jak na cud. Wtedy tego nie rozumiałam, a dziś już wiem. Sensem życia tej dziewczynki było ulotne, krótkie piękno. Myślę, że Ani już nie ma. Ja po tych prawie 20 latach pamiętam jej postać, uśmiech, głos i oczy jej ojca. O tak wielu innych sprawach zapomniałam…

bo w życiu nie chodzi o to, aby mieć, ale być ulotnie pięknym i po śmierci przeniknąć do źródła, do Boga, do Natury…

Jaki sens ma kwiat?

kwiaty - sens życia
czerwcowa łąka, fot. Małgosia Cegiełkowska

Kwiat jest po prostu ulotnie piękny i nikt nie kwestionuje sensu jego istnienia. Może powinniśmy być jak kwiaty na chwilę, by cieszyć innych.

miłość, wdzięczność

Na co patrzysz? I nie chodzi mi o to co teraz widzisz… Na co patrzysz sercem?

Gdy wczoraj ktoś zadał mi to pytanie przypomniałam sobie sytuację, która najlepiej to obrazuje. Hania jest w domu kilka dni po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu. Jest mi ciężko naprawdę. Gdy wychodziliśmy z Oddziału Intensywnej Terapii Noworodków byłam pełna nadziei i siły. Wystarczyła jedna rozmowa (z lekarzem z domowego hospicjum, który zupełnie odbierał jakikolwiek optymizm) i kilka dni, aby mnie załamać. Dużo płakałam. Cała energia, pozytywne myślenie gdzieś się ulotniło. Przyszła mi do głowy myśl, żeby gdzieś uciec. Wtedy popatrzyłam na Tomka, który trzymał na ręce swoją córkę i czule do niej mówił. Popatrzyłam na mojego męża, który kochał tą małą istotkę, mimo jej niedoskonałości, mimo diagnozy i niepewności, która nas czekała. Popatrzyłam na jego miłość i akceptację i moje serce się zmieniło. To był moment, w którym wstałam i już zawsze trzymałam się tego obrazu.

Gdy patrzysz na miłość, Twoje serca zamienia się w miłość.

Czasem nie możemy się przemienić, bo widzimy złe rzeczy. Czasem potrzebna jest wymiana okularów – znajomych, środowiska. Zawsze dziękowałam Bogu, że urodziłam się w miarę normalnej rodzinie. Dziękuję, że nie jestem córką ludzi władzy, bogaczy z pierwszych miejsc magazynu Forbes. Oni patrzą na pieniądze. Czasem myślę, że jako polityk mogłabym coś zrobić i byłabym inna od tych skorumpowanych oszustów w rządzie. To nieprawda. Gdym patrzyła na drogie ubrania, szybkie samochody, wille to też bym chciała je mieć. Bogatym na prawdę jest trudno spuść oko z ich bogactwa, przecież mogą je stracić i trzeba go ciągle pilnować. Takie serce robi się coraz bardzie chciwe. Oczywiście to stereotyp. Pewnie dlatego, że ludzie majętni i naprawdę bogaci, którzy mają też szczęście, miłość, potrafią się dzielić, nie obnoszą się z tym i o nich nie słyszymy. Pokazują nam tylko tych gorszych, których pieniądz zaślepił. To też zły obraz.

Zawsze staram się patrzeć ze wdzięcznością na to co mam. To sprawia, że widzę jak wiele posiadam. Pisałam już o tym, wiec odsyłam Was po receptę na szczęście.

Na co patrzysz? czyli okazja czyni złodzieja

Ktoś mi kiedyś powiedział, ze jego sposobem na wierność jest nie dawanie sobie okazji. Gdy Twoje serce ogląda inne kobiety/innych mężczyzny, może zamienić się w kłamstwo. Czasem to działa jeszcze inaczej. Znam przypadek dwóch znajomych z pracy. Jedna się rozwiodła i tak długo o tym mówiła i pokazywała same wady swojego byłego męża, ze druga zaczęła je zauważać w swoim jeszcze mężu. Finał historii znacie.

Patrz na dobro

Łatwiej znaleźć zło we wszechświecie. To o nim mówią dziennikarze, bo dobrze się sprzedaje. Trzeba wyłączyć telewizor, radio, FB i popatrzeć gdzieś indziej. Poszukać tych przyjaciół, którzy dobrze mówią, uśmiechają się. Dobra jest zdecydowanie więcej w świecie. Czasem, gdy jadę samochodem, ogrania mnie strach i zaczynam rozmyślać o wypadkach. Jestem wciąż uczącym się kierowcą. Wtedy staram się swoje myśli uspokoić i mówię sobie, że nikt nie podaje ile wypadków się nie wydarzyło i ile kilometrów zostało przejechanych bezpiecznie.

Naprawdę zdecydowana większość ludzi jest dobra. W swoim życiu spotykam wspaniałe osoby. Wiem, że trzeba mieć z tyły głowy, że ktoś może mieć złe zamiary. Niestety jedno spotkanie z nieodpowiednim człowiekiem może mieć fatalne skutki. Ja jednak mam Ochroniarza, który zawsze stoi obok mnie. Jest to mój Anioł Stróż. Będę się trzymać tego, że trzeba ufać innym.

Patrz! Niedługi będzie wiosna! Witam w dniu 1 marca ❤❤❤

Patrz na las, naturę, a Twoje serce zmieni się w spokój, relaks. Patrz na budzącą się do życia naturę, a Twoje serce obudzi się do działania i radości życia.

No co patrzysz? Patrz w niebo

miłość

Ostatnio usłyszałam w radiu, że kobietom luty kojarzy się z miłością. To dobrze, bo jest to dla mnie smutny miesiąc. Pewnie wszystkie kolorowe serduszka, miłosne piosenki sprawiają, że zwykły szary luty robi się cieplejszy. Ja też co roku w tym czasie lubię coś napisać o miłości. To chyba ogólnie mój ulubiony temat. Dobrze, że jest luty, bo inaczej ciągle bym pisała „miłość, miłość”, a może jednak to robię? Wciąż pytam siebie czym jest ta tajemnica i wciąż odkrywam nowe odpowiedzi.

Właśnie skończyłam rozdział o miłości w najlepszej książce jaką czytałam do tej pory. Myślę, że jest to rzecz, która zmienia życie. Dziękuję Gosi za to, że ją mi zostawiła i losowi, że ja w końcu trochę od niechcenia po nią sięgnąłem. Zaczęłam czytać i otworzyłam oczy ze zdziwienia, bo ta książka to odpowiedz, a może inaczej jedna z odpowiedzi. Przeczytajcie „Droga rzadziej przemierzana” M. Scott Peck. To co zaraz napisze będzie inspirowane tą pozycją, ale będą to moje interpretacje i moje odpowiedzi.

Miłość to postawa

Być może tak naprawdę nie ma definicji miłości, są tylko próby definiowania największej tajemnicy na świecie. Wiele razy podejmowałam to zadanie. Dziś zrobię to po raz kolejny. Myślę, że w wyżej wspomnianej książce miłość jest bardzo dobrze i trafnie opisana. Trochę wydaje mi się, że po tej lekturze ja już nie mam nic do powiedzenia. Po prostu ubiorę to w swoje słowa, a Wy koniecznie przeczytajcie książkę.

Gdzieś zawsze czułam, że miłość to nie jest zakochanie, zgranie małżonków, wielkie love zamknięte w walentynkowym serduszku. Coś mi mówiło, że jest to coś więcej. Miłość to postawa do siebie, świata, Boga. Ludzie, którzy zgłębiają prawdziwą miłość to osoby, które po prostu kochają siebie i otoczenie i to czuć, bo bije od nich ciepło, zrozumienie – mają czas dla innych i słuchają. Myślę, że takim człowiekiem był Pan Józef. Są w ciągłym rozwoju i pną się do celu, którym jest zbawienie. Miłość nigdy nie stoi w miejscu. Oczywiście kochający człowiek będzie miał chwile słabości, zwątpienia, ale to go nie zatrzyma i nie złamie. Autor „Drogi rzadziej przemierzanej” miłość rozumie w ten sposób: „jest to wola rozszerzenia własnego „ja” w celu pielęgnowania własnego lub cudzego rozwoju duchowego”. Jest to bardzo trafna definicja. Oczywiście kochający człowiek nie myśli cały czas o rozwoju, wiele spraw przychodzi naturalnie. Nad wieloma rzeczami należy popracować, ale to też często jest zgodne z naturą. Dla kochającego człowieka praca nad sobą i nad miłością jest swobodna i nie zastawana się nad tym każdego dnia.

Jak to zmienia moje życie?

Po pierwsze uświadomiłam sobie, że to, że musiałam popracować nad miłością do mojego pierwszego dziecka nie było brakiem miłości. To była konsekwencja bardzo trudnych początków. Nie było zakochania (czego często doświadczają matki po porodzie), ale była decyzja i wola miłości i może to czyni ją nawet piękniejszą. To ściąga ze mnie pewnie ciężar i nakłada nową odpowiedzialność płynącą prosto z mojej woli.

Po przeczytani książki bardziej mi się chce! Przeczytałam, że zdarza nam się nie rozwiązywać problemów, bo nie chcemy im poświęcać czasu. To wzięłam sobie do serca i postanowiłam już naprawdę codziennie uczyć się z Hanią. Jej problemy z mową można rozwiązać, ale potrzeba czasu. To miłość daje nam siłę do dyscyplinowania się. Dyscyplina to temat pierwszego rozdziału w książce, do której odsyłam. Moim celem nie jest napisanie drugiej książki, więc kończę na dziś. Chociaż jeszcze wiele mam do napisania, ale to już 558 słów!

PS: Miłość po owocach poznacie, dlatego ja postanowiłam codziennie pracować z Hanią. Jest to dla mnie trudne i wymaga dużej dyscypliny. Może o to chodzi w miłości – o efekty. Moje dobre życie jest efektem miłości moich rodziców. O tym też jest dużo w tej książce, wiec polecam wszystkim rodzicom i tym, którzy czują się przez nich skrzywdzeni.

miłość, dzieci, pies
chata, maj 2020, foto: Grzegorz Szarek
miszmasz

Mam swój ulubiony warzywniak. Nie ma to jak zacząć wpisy w 2021 r. od reklamy. Myślę, że warto napisać o tym miejscu (chociaż nie o tym będzie ten wpis), ponieważ dobrze wiedzieć gdzie można kupić dobrej jakości warzywa i to u dobrych ludzi. Dlatego polecam: tutaj. Często rozmawiam z Paniami w sklepie i ostatnio zapytały mnie czy się zaszczepię. Pewnie domyślacie się jaka była moja odpowiedz: nie. Panie stwierdziły, że nie boję się, bo jestem młoda. O tym będzie ten wpis. Będzie odpowiedzią na pytanie dlaczego się nie boję. Postaram się nie krytykować pandemii i obostrzeń, szczepionek itd… ugryzę to inaczej.

Nie boję się, bo nie oglądam telewizji i nie dałam się zastraszyć. Mam też sporo znajomych i rozglądam się dokoła siebie, słucham opowieści, wychodzę do ludzi i widzę, że właściwie nic się nie zmieniło. Gdyby nie było medialnej pandemii i obostrzeń to wszystko byłoby tak jak zawsze. Świat jest w czasie ogromnej przemiany społecznej, ekonomicznej, gospodarczej, religijnej. Myślę, że żyjemy w przełomowym momencie. Jednak jeśli chodzi o wirusy, bakterie, choroby to nie widzę zmiany. One zawsze były i są. Zmienił się sposób mówienia o nich i to spowodowało strach.

Pamiętam młodą żonę i mamę, która wiele lat temu zmarła na gorączkę (innych objawów nie było). Ta historia mną wstrząsnęła. Pamiętam historię o studentce, która usnęła na kanapie i już nie wstała. Pamiętam historię o dziewczynce, która zachorowała na wirusa HSV i teraz jest niepełnosprawna i jeździ na wózku inwalidzkim. Przecież prawie każdy to ma. Wirus HSV jest to zwykła opryszczka. Czasem ktoś mówił, że był ciężko chory, ale raczej nikt się nie chwalił tym, że 3 dni nie mógł wstać z łóżka. Ja też czasem chorowałam. Nikt nie liczył chorych w telewizji i radiu. Nikt nie pisał na FB, Twitterze, że jest pozytywny.

Teraz też ludzie chorują, umierają. Problem polega na tym, że nikt nie chce im pomóc (chyba, że masz pozytywny test na covid). Ludzie boją się lekarzy, kwarantanny, chorób, wirusa i śmierci.

Nagle świat oszalał i podaje liczbę chorych, zmarłych i już od roku mówi tylko o covidzie. Ludzie dali się zamknąć w domach ze strachu. Powinni od zawsze siedzieć w domach, bo wirusy są wszędzie i każdego dnia możesz zachorować i umrzeć. Nie wolno bać się życia i śmierci. Trzeba każdego dnia żyć na 100%, bo nigdy nie wiesz kiedy po raz ostatni kładziesz się spać. Stach przed śmiercią może paraliżować życie.

Nie boję się, bo wiem, że co ma być to będzie. Ufam Bogu, że mnie chroni i że zabierze mnie na drugą stronę w odpowiednim momencie. Nie ma szczepionki na śmierć. A może właśnie jest?

Bez kategorii

Długo myślałam nad wpisem, który opisze ten rok i przy okazji dziwnej dyskusji o rodzinie, która miała miejsce na FB pod ostatnim wpisem, pojawiła się wena, przemyślenia. Wymiana opinii mnie zadziwiła, bo wpis nie miał tego na celu i nie był według mnie w żaden sposób kontrowersyjny. Za to ten będzie! Niektórym radzę nawet nie czytać… Tematem będą pomylone definicje, a może to też złe słowa. Będzie o nowych, innych definicjach. Ostatnie rozmowy i ostatni rok pokazał mi, że możemy patrzeć na ten sam świat, a widzieć go zupełnie inaczej. Nawet nie po prostu w odmienny sposób, ale patrzeć na świat z dwóch krańców skali. Może to dlatego, że nie zgadzamy się w podstawowych definicjach. Okazuje się, że ludzie różnie rozumieją fundamentalne rzeczy np. wolność, rodzina, dbanie o drugiego człowieka, itd… Na szczęście przy tym wszystkim potrafimy okazać sobie szacunek i sympatię. Ja mam wielu przyjaciół, którzy widzą świat dla mnie na opak i wcale nie będę ich przekonywać do mojej wizji. Pomyślałam, że skoro oni mają prawo wypowiadać się, to czemu ja nie mam tej odwagi. Dziś będę dzielna i gotowa na gorzkie słowa. Swojej wizji świata też chwilowo nie zmienię, więc nie próbujcie… To może ulec przemianie, ale na skutek ważnych wydarzeń w życiu, a nie komentarza na FB.

Globalna pandemia – definicje

Pandemia COVID-19 to obecnie numer jeden w dyskusjach, podsumowaniach roku… jesteśmy już tym zmęczeni, ale ja też coś napiszę. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo byłby to bardzo długi wpis. Wszystkie niezgody powstałe wokół korony to problem podstawowych definicji. Czym jest pandemia? Czy obecnie żyjemy w jej stanie? W mojej definicji dziś nie ma pandemii jakiejś groźnej choroby. Nie neguję choroby, ale neguję światową epidemię. Jeśli tego nie widzę to okazuje się, że dla mnie obostrzenia są zbędne, a wręcz bardzo szkodliwe.

Czy dbanie o starsze osoby to pozwalanie na życie i umieranie w samotności? Czy dbanie o własne zdrowie to siedzenie w domu i obawa przed wirusami i bakteriami? Co oznacza dbać o innych i siebie? Definicje są niejednoznaczne, bardzo różne.

Mogłabym mnożyć te przykłady, ale temat covida już mnie bardzo męczy. Dlatego na tym skończę i przejdę dalej do wolności, którą niektórzy tak chętnie dają sobie odbierać w imię strachu. Jednak w pewnych sytuacjach wychodzą na ulicę i o coś walczą.

Wolność

Wolność to bardzo trudny temat, już kiedyś o nim pisałam. Przez niektórych zostałam mocno skrytykowana za ten wpis, ale wciąż nic się nie zmieniło (odsyłam do wpisu, nie będę się powtarzać). W tym roku ludzie dali sobie odebrać wolność, pozwolili zamknąć się w domach i zniszczyć swoje firmy. To mnie przeraża. A z drugiej strony ostatnio na ulicach było pełno kobiet, które walczyły o swoją wolność, czyli o możliwość zabicia swojego dziecka. Mamy problem z podstawową definicją słowa aborcja. Nie zgadzamy się w kwestii znaczenia wolności i mamy inne pojęcie o tym, kiedy zaczyna się ludzkie życie. Wszystko zależy jak nazwiesz dane zjawisko. Dla jednych aborcja to wolność wyboru, swoboda ciała, a dla innych to morderstwo. Łatwo manipulować tym tematem, bo jest bardzo trudny do zdefiniowania.

Rodzina

Tu wyjdzie moje kłamstwo, a może wcześniejszy brak odwagi, żeby napisać co naprawdę myślę. Zgadzam się z definicją słownikową słowa rodzina. Jest ona bardzo rozbudowana, więc nie będę jej tu przytaczać (odsyłam do definicji). Z takim tradycyjnym pojęciem tego słowa wiele osób się nie zgadza. Nawet walczą z tą definicją pokazując nam, że są inne rodziny. Są inne sposoby życia, ale one już dla mnie nie są rodziną. Dwóch panów nie jest dla mnie rodziną, ale mogą być kochającą się i dobrą parą. Przyznam się też, że kłóci się w mojej moralności, gdy dwóch panów wychowuje dziecko. Tak samo jak nie mogę się zgodzić, aby powiedzieć, że początek tego rodzicielstwa jest dobry. Jeśli dowiaduję się, że w Berlinie można sobie kupić dziecko czy wynająć surogatkę, to dla mnie jest to po prostu handel ludźmi. Możecie mnie wyprowadzić z błędu, bo mam nadzieję, że jest to fake news. Wiem, wiem, że można dziecko adoptować. Znam te wszystkie argumenty i nie musicie mi ich pisać. Na pewno lepsze od sierocińca jest wychowywanie w domu z dwojgiem kochających ojców, czy mam. Na pewno lepsza będzie para homoseksualna bez przemocy od pary heteroseksualnej z przemocą. Wiem, wiem… ale to nie jest dla mnie rodzina i raczej nigdy nie będzie normą.

Wiedza

Ten rok był również negacją tego co wiem. Okazuje się, że można mieć nieograniczony dostęp do wiedzy, a nie wiedzieć prawie nic. Definicje okazały się mieć różne znaczenia i nie być oczywiste. Tego nauczył mnie 2020 rok.

Na koniec tego trudnego wpisu dam Wam coś na uspokojenie i życzę Wam spokojnego 2021 roku! Obyśmy się dalej szanowali i lubili mimo odmiennych definicji.

PRZYRODA NA USPOKOJENIE 😉 – mi to zawsze pomaga

miłość

Wczoraj skończył się sezon serialu „Rodzina jest super”. Myślę, że warto go tu zareklamować i zachęcić Was do obejrzenia. Ja czekałam na każdy odcinek i wiele razy się popłakałam ze wzruszenia. Program też dał mi do myślenia i zachęcił do pracy nad swoją rodziną, którą uważam za super! Jednak są u nas jeszcze przestrzenie do doskonalenia i pewnie zawsze tak będzie, bo nikt nie jest doskonały.

rodzina jest super
Rodzina jest super

Rodzina jest super – zwykły serial o zwykłych ludziach

Mogłoby się wydawać, że ten serial będzie nudny. W Internecie szukamy treści niezwykłych, niecodziennych. Może jednak jesteśmy już zmęczeni cukierkowością, idealnością, wybitnością, która nas atakuje. Wszyscy chcemy być nietypowi i fenomenalni, a jesteśmy po prostu banalni. Nie ma w tym nic złego, zwykle życie jest wystarczające i piękne. To pokazał ten serial.

Cieszę się, że w czasach gdy walczy się z rodziną, odpowiedzialnością, ktoś pokazał, ze rodziny w Polsce mają się dobrze i że jest to ogromna wartość. Kobiety, które były bohaterkami tego serialu pokazały mi, że bycie mamą jest najlepszą karierą. Pomogło mi to w moich osobistych zmaganiach z niedowartościowaniem. Nie muszę brać udziału w pogoni za pieniądzem, awansem w pracy. Może w życiu chodzi o coś innego.

Cieszę się, że serial pokazał, że najważniejsza jest relacja między żoną, a mężem. Fundamentem rodziny jest miłość małżeńska i to było widać w każdym odcinku. W 9 odcinku Moniak i Łukasz powiedzieli, że najlepsze co można dać dzieciom to miłość między rodzicami i na drugim miejscu rodzeństwo (daleko na trzecim miejscu dobra materialne). To tak bardzo mi się spodobało. Widzę po Hance ile dało jej pojawienie się brata. To on nauczył ją ważnej rzeczy, którą odebrała jej choroba i pierwsze miesiące w szpitalu. Hania nie lubiła się przytulać, bała się bliskości. Próbowaliśmy to zmienić. Jednak dopiero Ignacy pokazał jej jak to działa i w końcu Hania chce się przytulać. Rodzina jest super!

Czego mi brakowało?

Jest rzecz, której mi brakowało w serialu i zupełnie rozumiem dlaczego tego nie było. Myślę, że celem serialu było pokazanie, że rodzina jest super i że duża liczba dzieci jest super. Pominięto rodziny, które składają się z samych małżonków czy 2+1. Nie znamy historii ludzi i nie wiemy, że matka jednego dziecka płacze w kącie, gdy pytają ją kiedy następne. Są też super małżeństwa bezdzietne. Chciałabym, aby to też pokazano. Chciałabym, aby ktoś wyszedł ze stereotypu, że ktoś ma jedno dziecko, bo jest egoistą albo małżeństwo nie decyduje się na dzieci, bo jest wygodne. To czasem też prawda, ale myślę, że częściej powody są zupełnie inne. Takie rodziny też są pełnowartościowe i są super!

Dziękuję Panu Krzysztofowi za ten serial! Dobra i piękna robota! Was zachęcam do wsparcia drugiego sezonu na portalu zrzutka. Warto wesprzeć wartościowe rzeczy!

PS: Może nas zgłoszę do następnego sezonu 🙂 😀

ludzie

Jestem szalona. Tak naprawdę powinnam napisać coś innego, ale nie umiem znaleźć słowa.

szalona mama

Definicje

Znowu spotkamy się z problemem definicji. Szaleństwo według słownika oznacza (źródło):

  • „postępowanie wykraczające poza przeciętne normy, zwyczaje”
  • „stan psychiczny człowieka niepanującego nad sobą”
  • „choroba umysłowa”
  • „hulanka, zabawa”

Być może pasuje do mnie to pierwsze znaczenie słowa szaleństwo. Niekoniecznie, bo trzeba by wyjaśnić co oznaczają normy. Dla każdego człowieka jest to co innego. Zapewne jest jakiś przeciętny przedział i dwie skrajne jego końcówki są zupełnie różne, ale wciąż mieszczące się w normie. Moje normy są gdzieś na którymś końcu skali, ale wydaje mi się, że wciąż pozostaję zwyczajna. Mam słowo! Jestem zwyczajnie szalona!

Zwyczajnie szalona – co to znaczy?

Gdy mnie spotkasz uznasz, że jestem zwykłą, szarą matką siedzącą w domu, ale gdy mnie poznasz zobaczysz, że to nie do końca prawa. Ta zwykła dziewczyna w dwa dni podjęła decyzję, że przeprowadza się do Anglii, po czym po niecałym roku wróciła, aby zrobić kurs instruktora survivalu i ogarnąć własne biuro podróży. Ta niewyróżniająca się Justyna wyszła za mąż za Tomka, którego nie znała nawet roku. Kupiłam też chatę w górach, nie mając pojęcia o co tak naprawdę chodzi – całe życie mieszkam w bloku. To w Pałoszówce pierwszy raz trzymałam w ręku kosiarkę, kosę, zobaczyłam jak wyglądają nasiona marchewki i tu nauczyłam się terenowej jazdy autem (nie umiejąc jeździć po mieście).

Dla mnie zwyczajne szaleństwo to robienie tego o czym się mówi. Ludzie często snują opowieści o tym gdzie będą i co zrobią, ale wciąż siedzą w tym samym miejscu. Ja długo mówię, czasem latami, ale przychodzi taki moment, że ciach prask i jest! Całe studia paplałam, że wyjadę za granicę i ciach przyszedł moment i wyjechałam. Marzyłam o swoim biurze, gadałam kilka lat o tym i proszę przyszła chwila, decyzja i jest (było). Opowiadałam, że jak spotkam tego jedynego to nie będę się zastanawiać tylko wezmę ślub. Ta historia trwała bardzo długo i jak tylko pojawił się Tomek to po 5 miesiącach stanęliśmy przed ołtarzem. Teraz latami będę mówić, ze się na stałe wyniosę z miasta i wiem, ze przyjdzie ten moment. Latami mówiłam, że zrobię sobie tatuaż…

Szalona w głupi sposób

Oczywiście w moim życiu były i są szaleństwa nie do końca mieszczące się w normie ogólnie przyjętej i nawet w moim systemie wartości. Mogłabym nazwać te szaleństwa błędami młodości lub chwili (piszę o teraźniejszości) i zapewne tak jest, ale z perspektywy czasu wcale ich nie żałuję. Widzę ile mnie nauczyły. Dzięki temu, że coś złego, głupiego (to też złe słowo) przeżyłam, staram się nie oceniać innych. Tak naprawdę nie wiemy kto co ma w sercu i jaką przeżył historię. Nie mogę rzucić kamieniem, skoro sama mam za uszami. Może dziwnie to zabrzmi, ale moje błędy nauczyły mnie tolerancji, gdy inni je popełniają. Myślę, że mówieniem komuś, że źle robi nie ma najmniejszego sensu. Wtedy potrzebna jest tylko obecność i akceptacja. Marzę o tym, aby być taką właśnie matką – mamą, która będzie umiała być obecna w życiu dzieci, gdy popełniają błędy, a nie osądzającą. Wielkie głupstwa, które popełniamy, potem zmienią się w lekcję. Cały czas piszę o szaleństwach, które nie robią krzywdy innym ludziom, bo to już inna sprawa. Nie piszę też o wielkich sprawach (np. ślub z nieodpowiednim człowiekiem).

Szalona na swój sposób

Ja po prostu lubię żyć tak jak chce. Mam dużo energii i śmiałości w realizowaniu swoich planów. Lubię swoje drobne szaleństwa. Uwielbiam to, że mój maż je akceptuje, a może kocha. Jestem szczęśliwa, że mój spokojny Tomasz potrafi i ma odwagę czasem być szalony razem ze mną! W końcu to on ożenił się z laską, z która spotykał się 5 miesięcy i kupił z nią 3 ha ziemi w górach.

Życzę Wam spokojnych i nieszalonych Świąt (odpocznijcie!) i szalonego roku 2021! Abyśmy w Nowym Roku mogli Żyć i cieszyć się wolnością i ludźmi wokół nas!

miłość, wdzięczność

Ostatnie moje poczynania na blogu pokazały mi, że najlepiej będzie jak wrócę do swojego ulubionego tematu, który wychodzi mi najlepiej! Jest to najważniejsza sprawa na świecie – miłość! Postanowiłam o niej znów napisać, bo w moje ręce, dzięki mojemu mężowi, trafiła doskonała książka – „5 języków miłości” Gary’ego Chapmana. Lektura zajęła mi dwa dni i ułożyła w głowie sprawy, o których już wiedziałam. Chętnie podzielę się z Wami najważniejszymi zagadnieniami poruszonymi przez Chapmana (jest on amerykańskim psychoterapeutą). Języki miłości to jest coś co trzeba znać, bo układa nam to relację w związku, relacje z innymi ludźmi i samym sobą.

Miłość to decyzja

Często o tym mówię i piszę, że miłość to wybór. Zakochanie to uczucie, które przychodzi niezależnie od nas. Prawdziwa miłość jest kwestią woli. Każdego dnia podejmujesz decyzję, ze będziesz kogoś kochać. Prawdziwa miłość to cudowna praca i wierność wyborowi, którego się dokonało ślubując miłość drugiej osobie.

języki miłości

Języki miłości

Miłość posługuje się różnymi językami. Nieporozumienia w małżeństwie wynikają zwykle z tego, że kończy się zakochanie, a małżonkowie nie nauczyli się swoich języków miłości. Gary Chapman wyróżnia 5 języków: „wyrażenia afirmatywne, dobry czas, przyjmowanie podarunków, drobne przysługi i dotyk”. Nie będę Wam opisywała poszczególnych języków, odsyłam do książki – naprawdę watro.

Nasza tajemnica

Tajemnicą naszego udanego związku (już nie będzie to tajemnica) jest to, że ja i Tomek mówimy tym samym językiem. Chapman zaznacza, że zdarza się to bardzo rzadko. Myślę, że nam przez to było łatwiej i dlatego tak szybko nam poszło – nie musieliśmy się uczyć swoich języków.

języki miłości - dobry czas nasz język miłości

Nasz język miłości

Nasz język miłości to dobry czas. Okazujemy sobie miłość przez dobrze spędzony razem czas i dobre rozmowy. Często wieczorem, gdy już dzieci śpią i komputery są wyłączone, my rozmawiamy na różne tematy. Uwielbiamy też aktywnie weekendy i dbamy o to, aby w naszym życiu się działo. To tłumaczy stan naszej chaty. Zamiast kosić trawę, remontować, my wolimy chodzić na spacery i patrzeć w słońce. Gdyby któreś z nas mówiło językiem drobnych przysług, chata na pewno dziś wyglądałaby inaczej… a nie, że wciąż od wiosny tego roku, kran w kuchni jest nie naprawiony. Ciągle są ważniejsze sprawy np. spacer na zachód słońca na polanę i kran nie jest priorytetem, bo przecież zimna woda się z niego leje, a ciepłą można zagrzać na piecu.

To też tłumaczy moje uczucia, gdy daje dzieciom wolny czas i nie organizuję im atrakcji. Wiem, że potrzebują czasem się zatrzymać i pobyć w domu, ponudzić się, pobawić same. Jednak ja czuje się wtedy jakbym nie okazywała im miłości. Na szczęście są też inne języki miłości, którymi warto czasem mówić. Musze się też nauczyć ich języka miłości. Może to wcale nie jest dobry czas. Dlatego warto w stosunku do dzieci używać każdego języka miłości, żeby widziało, który wybierze w dorosłym życiu jako swój wiodący.

Kompletnie nie przywiązujemy wagi do prezentów. Tu w teście na końcu książki wyszło nam najmniej punktów. Może to trochę dziwne, bo zajmuje się trochę tematyką prezentów i pisze o tym drugiego bloga – Podaruj dobry prezent. Jednak jak się w niego wczytacie, odkryjecie, że za najlepszy prezent dla drugiej osoby uważam dobrze spędzony czas. W samych prezentach najbardziej podoba mi się ich tworzenie (i znowu mamy dobrze spędzony czas na kreatywnym działaniu). Moja rodzina, przyjaciele wiedzą, że ode mnie dostaje się zrobione przeze mnie mydełka glicerynowe, czy musujące kule do kąpiel. Nie chodzi o sam prezent, ale o czas, który poświęciłam na jego zrobienie i to jest wyraz mojej miłości. Z siostrą też na urodziny wybieram się w góry czy na rower. Jej językiem miłości prawdopodobnie też jest dobry czas.

Języki miłości w relacjach z ludźmi

Językiem miłości, którym zwracamy się do małżonka, mówimy też do innych ludzi. U mnie to doskonale widać. Uwielbiam spędzać z Wami czas. Dlatego nie interesują mnie mówione szkolenia, wolę działać, tworzyć. Jeśli nie przyniosę Wam prezentu, nie zrobię dla Was drobnej przysługi to nie znaczy, że nie jesteście dla mnie ważni. Wolę Was zabrać na spacer i spędzić z Wami czas. Tak wyrażam miłość do świata i nawet do siebie. Wolę zamiast kupowania sobie sukienki (to też czasem mi się zdarza) pojechać na wycieczkę rowerową. Uważam, ze najlepsze co mogę sobie dać to odrobinę czasu na tworzenie, czy aktywność fizyczną. Dlatego tak lubię robić prezenty samodzielnie 🙂 – odpoczywam wtedy i wyrażam miłość do samej siebie. Tu wszystko pięknie się układa. Przemyślenia po książce pokazały mi, że żyję w dobrym w związku, mam dobre rację z innymi ludźmi i kocham samą siebie. Powiem do samej siebie: tak trzymaj!

A Ty jakim językiem miłości mówisz?

Chętnie z Wami o tym porozmawiam 🙂 i gorąco polecam książkę. Mogę pożyczyć po tym jak przeczyta ją mój mąż i siostra.