miłość

Przepisów na dobre życie jest bardzo wiele, ale chyba nie ma jednego uniwersalnego i niezawodnego. Każde życie jest inne. Historia każdego człowieka jest niezwykła i unikatowa. Gdzieś w środku każdy z nas pragnie tego samego – miłości, akceptacji, szczęścia. Ludzie są różni i jednocześnie tak bardzo podobni. Moje życie wciąż się zmienia i zaczynam dostrzegać, rozumieć. Ostatnio myślałam, że już nic nie napiszę. Wszystko co miało wartość zostało napisane. W związku z nową pracą trochę przyśpieszyłam i zamknęłam wewnętrzne oczy. Powoli wracam do siebie i już wiem jak jest przepis na dobre życie. Nie wiem, ale mam pomysł 😉

Spójność wewnętrzna – życie w zgodzie ze sobą

Czasem zdarza mi się zrobić coś nieopłacalnego… Wiem, że lepiej byłby dla mnie czasem nagiąć rzeczywistość, ale nie umiem. Czasem łatwiej byłoby okłamać siebie samą i nie wstawać rano do dzieci, udać zmęczenie, chorobę, odłożyć ważne sprawy na inny czas. Wiem jednak, że to nie zadziała, bo przepisem na dobre życie jest spójność wewnętrzna. Odkryłam to całkiem niedawno i wyjaśniło mi to wiele spraw. Może łatwiej powiedzieć, że to życie w prawdzie, w zgodzie ze sobą. Twoje czyny powinny być odzwierciadleniem Twoich wartości, paradygmatów i celów. Myślę, że największym problemem są pomylone podstawy, ludzie wciąż się zastanawiają po co i dlaczego żyją. Jak można żyć w zgodzie ze swoją prawdą, skoro się jej nie zna albo po prostu się tego nie definiuje.

Oczywiście jest to trudne. Czasem (a może często) nie wychodzi.

Ja sama wciąż mam problem, żeby usiąść i spisać swoje życiowe zasady. Wiem, że to ważne. Gdzieś w sercu czuje jaką noszę ze sobą prawdę, ale spisanie jej ułatwiło by wiele spraw. Może powinno to być moje adwentowe zadanie.

Życie to prosta sztuka. Jego zasady nie muszą być skomplikowane, jeśli sami je ustalimy. Wiem, że łatwo mi pisać te słowa i czy ja w ogóle mam prawo do wyrażania takich tez. Moje życie zawsze było proste. Gdy było źle trzeba było działać i iść do przodu. Dostałam najlepszy start, jaki można dostać, czyli kochających się rodziców i dom, w którym była miłość. Oczywiście żadna rodzina nie jest idealna i w moim rodzinnym domu też znajdziesz błędy. Mimo pewnych trudności to z domu wyniosłam umiejętność wchodzenia w relację i miłosną postawę do świata. Zastanawiam się czy mogę pisać o sztuce życia, skoro to życie wychodzi mi dobrze. A może życie jest naprawdę proste?

Zostawiam Was z refleksją.

Postawą mojego życia na pewno jest rodzina 😉
miszmasz, wdzięczność

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że pisze książkę – żartuję! A może nie 😉 bo to trochę prześmiewcze. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy piszą w Internecie nagle przerzucają się na papier i to nie zawsze słusznie. Dziś zalewa nas bylejakość…

Teraz na poważnie – mam nadzieje, że moja książka (bajka dla dzieci) nie będzie kolejną „ooo w końcu i ona napisała, ta od bloga. Łeee bleee, o to jej chodziło”. Ja chyba tak reaguje na książki blogerek, a szczególnie tych od sponsorowanych postów i robienia pieniędzy na swoim pisaniu. Dlatego mam taką blokadę. Może nie potrzebnie, bo po pierwsze nie jestem zupełnie znana i jeśli piszę to dla siebie i chyba z mają bajką jest podobnie (przyznam się, że jest tu finansowe drugie dno i chce, żeby bajka na coś zarobiła – życie po prostu). Nie o tym miałam pisać, bo to wciąż we mnie dojrzewa – bajka leży w szufladzie i czeka na mnie.

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że nie pisze. Wydało mi się, że nigdy mi się to nie zdarzy. A jednak, ostatni wpis jest z 6 września, a poprzedni z lipca, z marca… Oj, chyba nie mam już o czym pisać. Życie mnie pochłonęło i pędzący czas. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się wiele spraw. Zaliczę je do kategorii: nigdy.

Nigdy nie mów nigdy

Wiele razy Tomek namawiał mnie do połączenie jego umiejętności z moimi, żebym jednak się trochę pogodziła z robotyką i automatyką. Moja rekcja zawsze była jedna: nigdy. Tego nie da się zrobić, bo ja lubię przyrodę, świeże powietrze, prace manualne… A teraz jestem Panią od robotyki (he he) i to też wyszło przez przypadek. Szukając pracy wysłałam CV na instruktora zajęć pozalekcyjnych, oczywiście omijając wszelkie ogłoszenia o zajęciach z robotyki. W miłej rozmowie telefonicznej, kiedy już większość spraw było ustalonych, zadałam pytanie: a co to właściwie za zajęcia? Zgodziłam się.

Uczę też geografii zdalnie. Własnie dlatego nie chciałam ostatnio iść do oświaty, żeby nie uczestniczyć w tej farsie jaką jest zdalna szkoła. Nie poszłam, ale zostałam nauczycielem geografii dla dzieci w domowej edukacji i uczniów, którzy mieszkają poza granicami kraju, ale chcą się uczyć w polskiej szkole.

Do tego całego zamieszania doszło jeszcze jedno nigdy, chociaż sama na nie zasłużyłam… Mam taki jedyny serial na YouTubie, który oglądam, bo podoba mi się i uważam, że jest wartościowy, ale o tym już pisałam. Coś i ktoś mnie podkusił, żeby zgłosić się do drugiego sezonu, mimo tego, że nigdy nie chciałam wystąpić na YouTubie czy w telewizji. Myślę, że zrobiłam to, bo raczej nie wierzyłam, że nas wybiorą. Krzysiek zadzwonił w środę wieczorem, że w sobotę przyjeżdżają nakręcać odcinek. Szybka rozmowa z Tomkiem (nie widział, że wysłałam zgłoszenie), zmiana planów, zero przygotowania i będziemy wstępować w Internecie.

My z fantastyczną ekipą z „Rodzina jest super”

Życie wciąż nas zaskakuje

Wydaje się, że popadliśmy już w rutynę. Dni są takie same, tygodnie też i czas płynie i nic już się nie wydarzy. Może mamy szczęście, że w naszym życiu ciągle się coś dzieje. Potrafimy też zauważać, spostrzegać drobne wydarzenia i jesteśmy otwarci na zmiany, przygody. Teraz np. opiekujemy się psem, co też jest dla nas niezwykłe. Życie jest pełne niespodzianek.

Życzę Wam dobrych zmian i możliwości pokonywania Waszych nigdy!

miłość, wdzięczność

Mam wrażenie, że nie zdążyłam nacieszyć się latem i czasem w lesie. Tak bardzo szybko minął mi ten czas. Życie pędzi i nie wiem czyja to sprawka… pewnie tak już jest. Dobre lata lecą. To smutne chwile się dłużą – chociaż na nie mam swój sposób – po prostu wiem, że miną i patrzę do przodu.

W ostatnich latach nauczyłam się nie czekać i cieszyć każdą chwilą w każdym czasie. Polubiłam nawet szare jesienne dni, bo i one szybko przemijają. Przy przemeblowaniu pokoju w chacie odsłoniłam obrazek ze Św. Janem Pawłem II i napisem „Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens” i się zadumałam. Właśnie ten lecący czas nauczył mnie radości z danej chwili. Uczę się doceniać deszczową pogodę, zimę. Cały czas nad tym pracuję, bo czasem jak zła pogoda zepsuje mi plany to się denerwuję, więc nie jestem w tym idealna (i pewnie nigdy nie będę). Są momenty, gdy się zatrzymuję i daję życiu przemijać tak po prostu. Nie robię wtedy wielkich rzeczy, ale patrzę na dzieci na placu zabaw, siedzę na przełęczy w słońcu, jadę na rowerze. Wpadam wtedy w melancholię i zastanawiam się, gdzie jest sens mojego życia… że może powinnam coś robić, a nie gapić się w liścia ;).

Miłość, której czas nie zatrzymał

Jutro mamy z Tomkiem 8 rocznicę ślubu. Trudno mi uwierzyć, że to już tyle czasu. Nie pamiętam też swojego życia przed Tomkiem. Wydaje mi się, że zawsze był. Podobnie z dziećmi. Już się przyzwyczaiłam do swojego męża, jest moim najlepszym kumplem… ale wiem też, że to miłość. Czasem na niego patrzę i nie jest już moim „psiapsiłem” tylko mężczyzną, którym się zachwycam i serce bije mi szybciej. Mogę z nim przejść 30 km w Beskidzie Sądeckim, siedzieć na placu zabawa i pilnować dzieci, pić wódkę i iść tańczyć. Dobrze mi! Mogę też się z nim czasem pokłócić (albo nie mogę: to ja się kłócę, a on nie), zirytować na niego. To normalne życie, bez wazeliny. Niech to życie trwa i przemija!

Dziękuję Tomkowi za to, że jest! Życzę nam, aby ten nasz czas mijał w swoim tempie i nadawał miłości jeszcze większy sens i żar ❤❤❤❤❤❤❤❤

czas miłości

ludzie, miłość, wdzięczność

Chata to takie miejsce, które sprzyja spotkaniom… takim prawdziwym i bliskim, nawet jeśli znasz kogoś od kilku godzin. Zadaję sobie pytanie czy to kwestia miejsca i sytuacji, czy ludzi… bo ja lubię ludzi i rozmowy, a i tu trafiają specyficzne osoby. Myślę, że są to ludzie odważni, często poszukujący i pasujący do natury, gór, Pałoszówki i do mnie. Opowiadacie mi wiele rzeczy, a ja potem myślę o Was. Nie dzwonię, nie piszę na FB, czasem długo się nie odzywam, ale jestem gdzieś na polanie, w drewnianej chacie, a jesienią i zimą ugoszczę w mieście. Czasem czekam na telefon i jakiś znak od Ciebie. Dobrze jest mieć mnie w lesie, a czasem w innym miejscu. Może najlepsze rzeczy dzieją się spontanicznie i przez przypadek?

zaduma nad pięknem świata
Iskra życia

Chciałam Wam napisać o tym, że w dzisiejszym świecie wmawia nam się, że mamy być niewidomo jacy, wielcy, niepowtarzalni i wyraziści. Czasem szukamy tego szczęścia bardzo długo i idąc krętą drogą nigdy go nie znajdujemy. Nie spełniamy się, bo jesteśmy zwyczajni. Człowiek jest piękny sam w sobie. Może pod jednym warunkiem, że jest dobry… ale ja nie poznałam jeszcze złego człowieka. Czasem zdarza się, że ktoś zrobi coś złego, nawet bardzo, ale to czyny są złe, a nie ludzie i często wynikają z bardzo skomplikowanych zawiłości życia, których osoby z zewnątrz nie są w stanie zrozumieć…

Zaduma nad pustką

Czujemy pustkę… czasem ta pustka jest ogromna. Jest to wielka dziura naszych niezdobytych awansów, nieodbytych podróży, niespełnionych i wyidealizowanych miłości, pięknych i sztucznych zdjęć z Internetu, nierzuconych kilogramów, zbyt dużych oczekiwań i aspiracji. A czasem wystarczy po prostu być i akceptować i dziękować za życie takie jakie jest. Wtedy pustka jest mała. Ona zawsze będzie. Trzeba się z nią zaprzyjaźnić. Gdy zaakceptujemy tą otchłań naszego serca okaże się, że obok jest skarb – iskra naszego życia. Jest to właśnie to czego tak intensywnie szukamy – szczęście. Takie szczęście, które nie jest wynikiem kolejnego tysiąca na koncie, większego mieszkania, lepszego auta, ale ono tam jest bez względu na wszystko. Jest to zwykła radość życia – szum drzew, promienie słońca na twarzy, uśmiech drugiego człowieka, wieczorna zaduma w lesie.

zaduma, promienie słońca, ręce

Idę na taras patrzeć w nocne niebo i cieszyć się swoją pustką i skarbem, który jest zaraz przy niej… Życzę Wam tego samego! Nie szukajcie za daleko. Czekam na Ciebie!

spacer, zaduma
Do zobaczenia!
miszmasz

Idzie nowe… jak co dzień przychodzi nowy dzień. Teraz czuję to jednak trochę bardziej i nie tylko myślę o tym, że zmieniamy powoli miejsca zamieszkania – dalej w mieście, ale są też inne sprawy. Może wiąże się to z tym, że dzieci są coraz starsze i coraz bardziej samodzielne. Ostatnio tydzień spędziły u dziadków. Przyznaję, że ciężej przeżyłam to ja – kompletnie mnie to zaskoczyło. Wiem, że będę miała coraz więcej czasu na swoje sprawy. Powoli dochodzi do mnie, że będę potrzebna moim dzieciom w inny sposób. Z czasem coraz mniej będzie mnie w ich życiu. Mamę zastąpią przyjaciele, miłości. Taką mam nadzieję, bo gdzieś głęboko w sercu boję się, że zastąpi mnie świat wirtualny. Dzieci wychowuje się dla świata, ale tego prawdziwego. Tu zrobię wszystko co w moje mocy, aby Hania i Ignaś szukali ukojenia, spełnienia w sobie, drugim człowieku i w naturze.

Gotowa do działania!

Nowe pomysły na starych fundamentach

Nie o tym miałam pisać, ale czasem siadam i samo się pisze. Chciałam podzielić się małą częścią planów związanych z tym, że powoli wracam do życia zawodowego. W tym roku udało już mi się napisać bajkę, którą mam zamiar wydać w formie pdf i udostępnić Wam na zasadzie „Pay What You Want”. Czeka mnie jeszcze trochę pracy w związku z tym, ale czuję, że to jest to co zawsze we mnie siedziało. Ta forma łączy w sobie wiele z tego, co moje:

  • zacięcie literackie – zawsze chciałam pisać;
  • macierzyństwo – bajka o dzieciach i dla dzieci;
  • przewodnictwo górskie – tak, będzie o górach i to edukacyjnie;
  • Pałoszówkę – to już miejsce akcji znacie.

Pisanie bajki dla dzieci jest dla mnie zupełnie nowe! Zobaczymy co z tego będzie.

Chatkowe SPA

Naturalne kosmetyki to jest coś czym zajmuję się od lat, bardziej na własny użytek i trochę intuicyjnie. Marzy mi się, że uda mi się to rozkręcić. Z okazji otwarcia szkół polecam się na warsztaty dla dzieci – ofertę znajdziecie tutaj.

Ta część mojego życia łączy się z Kretówkami i naturą. Chciałabym mieć piękną salę na warsztaty, gdzieś na polanie, wannę do kąpieli ziołowych z widokiem na las i saunę, w której będę robić zapachowe seanse z naturalnych olejków eterycznych. To marzenie ostatnio okazało się realne, ale o tym będzie później…. bo będzie mi potrzebna Wasza pomoc. Cudowne jest to, że uświadomiłam sobie ostatnio, że nie jestem sama w tym marzeniu i wiem, że jest mnóstwo osób, które są chętne, żeby pomóc. Gdzieś może jest też ktoś, kto bardziej chce się zaangażować. Ta spawa jeszcze dojrzewa, ale czuje już nowe, wiosenne pąki. Zbliża się coś nowego, szalonego, ale poprzedzonego latami zbierania doświadczeń, ludzi i myśli.

Życzcie mi powodzenia! 😉

miszmasz

Kwiecień daje mi wiele powodów do pisania, a milczę… Nie odezwałam się, gdy stuknęło naszemu byciu razem z Tomkiem 8 lat (rocznica ślubu we wrześniu i też 8 lat), nie napisałam nic na swoje 34 urodziny. Nie skomentowałam na blogu powrotu zimy i spędzenia wiosennego wypoczynku na odśnieżaniu i grzaniu się przy piecu… Dużo się dzieje, a chyba czuję się lekko przemęczona. Zabrakło mi słów. W tym roku tak długo czekaliśmy na pierwszy wyjazd do chaty. Zawsze robiliśmy to w marcu, a w tym roku 9 kwietnia otworzyliśmy skrzypiące drzwi do chaty po raz pierwszy w 2021.

kwiecień plecień - lato
12 kwietnia 2021
kwiecień plecień - zima
13 kwietnia 2021

Zapraszam w sezonie 2021

Myślę, że kwiecień to dobry moment, aby zacząć planować kolejny sezon letni w Pałoszówce. Na to zawsze mam wenę i ochotę i czas, aby Was zaprosić do naszego lasu!

W tym roku wiosną trudniej będzie nas złapać w chacie, bo zatrzyma nas duży projekt w mieście. Jest to konsekwencja pewnych decyzji. Jednak wiecie, że nie umiem długo funkcjonować bez przyrody, bo moje serce jest zielone. Myślę, że będzie bardziej spontanicznie, bo trudno zaplanować ile potrwają prace w mieście. Znalazłam fantastyczną grupę na FB, która otworzyła mnie na nową możliwość, czyli chętnie zostawię chatę komuś pod opieką. Plan jest prosty: majowe i czerwcowe weekendy będę starała się spędzać w chacie (być może bez Tomka, więc będę szukała towarzystwa), a lipiec i sierpień mieszkam w lesie na stałe. Odsyłam Was do wcześniejszych wpisów o tym jak funkcjonujemy w chacie: tu i tu.

Przełomowy kwiecień

Ten kwiecień jest dla mnie przełomowy. Czuję, że w tym roku czekają mnie duże zmiany nie tylko dotyczące życia w mieście, ale i tego czym będę zajmować się w najbliższym czasie. Mogłabym rzec, że szukam pracy, ale ja już mam plan na siebie. Myślę, że bardziej poszukuję możliwości, rozwiązań i recepty na moje marzenia również te związane z chatą. W ostateczności poszukam normalnej pracy 😉 …

Skąd brać siłę?

Jadąc dziś hulajnogą w słońcu poczułam się bardzo młoda i silna. Chyba pomyślałam, że jeszcze jestem w tym wieku, że wypada mi jeździć hulajnogą i wcale nie wyglądać elegancko. Mając naście lat myślałam, że 30latkowie są już starzy, ułożeni i dorośli i zawsze jeżdżą samochodem. Teraz wiem, że dorośli też są trochę jak dzieci, tylko mają więcej obowiązków i odpowiedzialności. Staram się żyć taką dorosłością z dodatkiem dziecinnego zachwytu, radości, spontaniczności. Wiem, że są ludzie (w każdym wieku) dorośli taką zgorzkniałą, pretensjonalną starością. Młodość nie jest związana z metryką, ale ze stanem ducha. Młodość daje nam energię i siłę do działania. Myślę, że receptą na młodość jest po prostu miłość do siebie, świata. Może właśnie taka miłość o jakiej pisałam w lutym.

Życzę Wam wiosny – takiej pory roku, w której wszystko budzi się do życia – zieleń, drzewa i takiej wiosny życiowej, kiedy się chce żyć po prostu!

miszmasz

Pytanie o sens życia to zasadniczy problem, który mimo wielu prób rozumienia, wciąż jest nie rozwiązany… . Do próby odpowiedzi na to bardzo trudne zagadnienie skłoniła mnie pewna rozmowa z koleżanką i film o plemieniu Peanów, którzy zamieszkują wyspę Borneo. Czasem myślę, że to właśnie dzikie plemiona znajdą odpowiedz. Wiedzą jak cieszyć się życiem i po co nam to wszystko.

Jaki jest sen życia takiego człowieka w dzikiej przyrodzie? Żaden… Taka osoba nic po sobie nie zostawi. Może jakieś opowieści przekazywane dzieciom, ale po co? Skoro kolejne pokolenia dalej nic nie zostawią, nawet śladu życia – domy z bambusa się rozpadną, a popiół z ogniska rozniesie wiatr… Może jak przyjdzie ucywilizowany człowiek to zacznie budować, śmiecić i nagle życie tych ludzi stanie się widoczne. Czy o to własnie chodzi?

Może to my tracimy sens?

… bo w życiu chodzi o ulotne piękno i właśnie tacy nieskażeni cywilizacją ludzie to wiedzą. Żyją zgodnie z naturą i wciąż podziwią jej piękno. Ich życie jest częścią czegoś większego – tajemnicy natury. Ich śmierć jest powrotem do ziemi, natury. Zostawiają po sobie jedynie nawóz, z którego wyrastają kolejne zielone drzewa i kwiaty. Tajemnica trwa nadal, cykl życia i śmierci się powtarza.

A my? Wciąż skupiamy się na gromadzeniu rzeczy, doświadczeń, pieniędzy… a po śmierci zostają po nas tylko śmieci – rzeczy brzydkie. Może to my utraciliśmy sens życia? Powinniśmy wrócić do piękna i zbierać uśmiechy, dobre opowieści, chwile radości, a gdy przyjdzie śmierć zostawić po sobie nic i stać się częścią natury.

Może sensem życia jest ulotne piękno. Takie prawdziwe piękno, które jest wynikiem mądrości i dobroci. Doskonale wiecie o co mi chodzi. Nagle sprawy, które nie miały sensu nabierają go… Pamiętam jak pomagałam w rehabilitacji bardzo ciężko chorej Ani, której życie raczej miało być krótkie. Mimo opinii lekarzy, którzy dawali jej kilka miesięcy, Ania miała 8 lat. W jej domu powinnam była spotkać cierpienie, a znalazłam niesamowite piękno zdeformowanego ciałka dziecka i rodziców, którzy patrzyli na nią jak na cud. Wtedy tego nie rozumiałam, a dziś już wiem. Sensem życia tej dziewczynki było ulotne, krótkie piękno. Myślę, że Ani już nie ma. Ja po tych prawie 20 latach pamiętam jej postać, uśmiech, głos i oczy jej ojca. O tak wielu innych sprawach zapomniałam…

bo w życiu nie chodzi o to, aby mieć, ale być ulotnie pięknym i po śmierci przeniknąć do źródła, do Boga, do Natury…

Jaki sens ma kwiat?

kwiaty - sens życia
czerwcowa łąka, fot. Małgosia Cegiełkowska

Kwiat jest po prostu ulotnie piękny i nikt nie kwestionuje sensu jego istnienia. Może powinniśmy być jak kwiaty na chwilę, by cieszyć innych.

miłość, wdzięczność

Na co patrzysz? I nie chodzi mi o to co teraz widzisz… Na co patrzysz sercem?

Gdy wczoraj ktoś zadał mi to pytanie przypomniałam sobie sytuację, która najlepiej to obrazuje. Hania jest w domu kilka dni po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu. Jest mi ciężko naprawdę. Gdy wychodziliśmy z Oddziału Intensywnej Terapii Noworodków byłam pełna nadziei i siły. Wystarczyła jedna rozmowa (z lekarzem z domowego hospicjum, który zupełnie odbierał jakikolwiek optymizm) i kilka dni, aby mnie załamać. Dużo płakałam. Cała energia, pozytywne myślenie gdzieś się ulotniło. Przyszła mi do głowy myśl, żeby gdzieś uciec. Wtedy popatrzyłam na Tomka, który trzymał na ręce swoją córkę i czule do niej mówił. Popatrzyłam na mojego męża, który kochał tą małą istotkę, mimo jej niedoskonałości, mimo diagnozy i niepewności, która nas czekała. Popatrzyłam na jego miłość i akceptację i moje serce się zmieniło. To był moment, w którym wstałam i już zawsze trzymałam się tego obrazu.

Gdy patrzysz na miłość, Twoje serca zamienia się w miłość.

Czasem nie możemy się przemienić, bo widzimy złe rzeczy. Czasem potrzebna jest wymiana okularów – znajomych, środowiska. Zawsze dziękowałam Bogu, że urodziłam się w miarę normalnej rodzinie. Dziękuję, że nie jestem córką ludzi władzy, bogaczy z pierwszych miejsc magazynu Forbes. Oni patrzą na pieniądze. Czasem myślę, że jako polityk mogłabym coś zrobić i byłabym inna od tych skorumpowanych oszustów w rządzie. To nieprawda. Gdym patrzyła na drogie ubrania, szybkie samochody, wille to też bym chciała je mieć. Bogatym na prawdę jest trudno spuść oko z ich bogactwa, przecież mogą je stracić i trzeba go ciągle pilnować. Takie serce robi się coraz bardzie chciwe. Oczywiście to stereotyp. Pewnie dlatego, że ludzie majętni i naprawdę bogaci, którzy mają też szczęście, miłość, potrafią się dzielić, nie obnoszą się z tym i o nich nie słyszymy. Pokazują nam tylko tych gorszych, których pieniądz zaślepił. To też zły obraz.

Zawsze staram się patrzeć ze wdzięcznością na to co mam. To sprawia, że widzę jak wiele posiadam. Pisałam już o tym, wiec odsyłam Was po receptę na szczęście.

Na co patrzysz? czyli okazja czyni złodzieja

Ktoś mi kiedyś powiedział, ze jego sposobem na wierność jest nie dawanie sobie okazji. Gdy Twoje serce ogląda inne kobiety/innych mężczyzny, może zamienić się w kłamstwo. Czasem to działa jeszcze inaczej. Znam przypadek dwóch znajomych z pracy. Jedna się rozwiodła i tak długo o tym mówiła i pokazywała same wady swojego byłego męża, ze druga zaczęła je zauważać w swoim jeszcze mężu. Finał historii znacie.

Patrz na dobro

Łatwiej znaleźć zło we wszechświecie. To o nim mówią dziennikarze, bo dobrze się sprzedaje. Trzeba wyłączyć telewizor, radio, FB i popatrzeć gdzieś indziej. Poszukać tych przyjaciół, którzy dobrze mówią, uśmiechają się. Dobra jest zdecydowanie więcej w świecie. Czasem, gdy jadę samochodem, ogrania mnie strach i zaczynam rozmyślać o wypadkach. Jestem wciąż uczącym się kierowcą. Wtedy staram się swoje myśli uspokoić i mówię sobie, że nikt nie podaje ile wypadków się nie wydarzyło i ile kilometrów zostało przejechanych bezpiecznie.

Naprawdę zdecydowana większość ludzi jest dobra. W swoim życiu spotykam wspaniałe osoby. Wiem, że trzeba mieć z tyły głowy, że ktoś może mieć złe zamiary. Niestety jedno spotkanie z nieodpowiednim człowiekiem może mieć fatalne skutki. Ja jednak mam Ochroniarza, który zawsze stoi obok mnie. Jest to mój Anioł Stróż. Będę się trzymać tego, że trzeba ufać innym.

Patrz! Niedługi będzie wiosna! Witam w dniu 1 marca ❤❤❤

Patrz na las, naturę, a Twoje serce zmieni się w spokój, relaks. Patrz na budzącą się do życia naturę, a Twoje serce obudzi się do działania i radości życia.

No co patrzysz? Patrz w niebo

miłość

Ostatnio usłyszałam w radiu, że kobietom luty kojarzy się z miłością. To dobrze, bo jest to dla mnie smutny miesiąc. Pewnie wszystkie kolorowe serduszka, miłosne piosenki sprawiają, że zwykły szary luty robi się cieplejszy. Ja też co roku w tym czasie lubię coś napisać o miłości. To chyba ogólnie mój ulubiony temat. Dobrze, że jest luty, bo inaczej ciągle bym pisała „miłość, miłość”, a może jednak to robię? Wciąż pytam siebie czym jest ta tajemnica i wciąż odkrywam nowe odpowiedzi.

Właśnie skończyłam rozdział o miłości w najlepszej książce jaką czytałam do tej pory. Myślę, że jest to rzecz, która zmienia życie. Dziękuję Gosi za to, że ją mi zostawiła i losowi, że ja w końcu trochę od niechcenia po nią sięgnąłem. Zaczęłam czytać i otworzyłam oczy ze zdziwienia, bo ta książka to odpowiedz, a może inaczej jedna z odpowiedzi. Przeczytajcie „Droga rzadziej przemierzana” M. Scott Peck. To co zaraz napisze będzie inspirowane tą pozycją, ale będą to moje interpretacje i moje odpowiedzi.

Miłość to postawa

Być może tak naprawdę nie ma definicji miłości, są tylko próby definiowania największej tajemnicy na świecie. Wiele razy podejmowałam to zadanie. Dziś zrobię to po raz kolejny. Myślę, że w wyżej wspomnianej książce miłość jest bardzo dobrze i trafnie opisana. Trochę wydaje mi się, że po tej lekturze ja już nie mam nic do powiedzenia. Po prostu ubiorę to w swoje słowa, a Wy koniecznie przeczytajcie książkę.

Gdzieś zawsze czułam, że miłość to nie jest zakochanie, zgranie małżonków, wielkie love zamknięte w walentynkowym serduszku. Coś mi mówiło, że jest to coś więcej. Miłość to postawa do siebie, świata, Boga. Ludzie, którzy zgłębiają prawdziwą miłość to osoby, które po prostu kochają siebie i otoczenie i to czuć, bo bije od nich ciepło, zrozumienie – mają czas dla innych i słuchają. Myślę, że takim człowiekiem był Pan Józef. Są w ciągłym rozwoju i pną się do celu, którym jest zbawienie. Miłość nigdy nie stoi w miejscu. Oczywiście kochający człowiek będzie miał chwile słabości, zwątpienia, ale to go nie zatrzyma i nie złamie. Autor „Drogi rzadziej przemierzanej” miłość rozumie w ten sposób: „jest to wola rozszerzenia własnego „ja” w celu pielęgnowania własnego lub cudzego rozwoju duchowego”. Jest to bardzo trafna definicja. Oczywiście kochający człowiek nie myśli cały czas o rozwoju, wiele spraw przychodzi naturalnie. Nad wieloma rzeczami należy popracować, ale to też często jest zgodne z naturą. Dla kochającego człowieka praca nad sobą i nad miłością jest swobodna i nie zastawana się nad tym każdego dnia.

Jak to zmienia moje życie?

Po pierwsze uświadomiłam sobie, że to, że musiałam popracować nad miłością do mojego pierwszego dziecka nie było brakiem miłości. To była konsekwencja bardzo trudnych początków. Nie było zakochania (czego często doświadczają matki po porodzie), ale była decyzja i wola miłości i może to czyni ją nawet piękniejszą. To ściąga ze mnie pewnie ciężar i nakłada nową odpowiedzialność płynącą prosto z mojej woli.

Po przeczytani książki bardziej mi się chce! Przeczytałam, że zdarza nam się nie rozwiązywać problemów, bo nie chcemy im poświęcać czasu. To wzięłam sobie do serca i postanowiłam już naprawdę codziennie uczyć się z Hanią. Jej problemy z mową można rozwiązać, ale potrzeba czasu. To miłość daje nam siłę do dyscyplinowania się. Dyscyplina to temat pierwszego rozdziału w książce, do której odsyłam. Moim celem nie jest napisanie drugiej książki, więc kończę na dziś. Chociaż jeszcze wiele mam do napisania, ale to już 558 słów!

PS: Miłość po owocach poznacie, dlatego ja postanowiłam codziennie pracować z Hanią. Jest to dla mnie trudne i wymaga dużej dyscypliny. Może o to chodzi w miłości – o efekty. Moje dobre życie jest efektem miłości moich rodziców. O tym też jest dużo w tej książce, wiec polecam wszystkim rodzicom i tym, którzy czują się przez nich skrzywdzeni.

miłość, dzieci, pies
chata, maj 2020, foto: Grzegorz Szarek
miszmasz

Mam swój ulubiony warzywniak. Nie ma to jak zacząć wpisy w 2021 r. od reklamy. Myślę, że warto napisać o tym miejscu (chociaż nie o tym będzie ten wpis), ponieważ dobrze wiedzieć gdzie można kupić dobrej jakości warzywa i to u dobrych ludzi. Dlatego polecam: tutaj. Często rozmawiam z Paniami w sklepie i ostatnio zapytały mnie czy się zaszczepię. Pewnie domyślacie się jaka była moja odpowiedz: nie. Panie stwierdziły, że nie boję się, bo jestem młoda. O tym będzie ten wpis. Będzie odpowiedzią na pytanie dlaczego się nie boję. Postaram się nie krytykować pandemii i obostrzeń, szczepionek itd… ugryzę to inaczej.

Nie boję się, bo nie oglądam telewizji i nie dałam się zastraszyć. Mam też sporo znajomych i rozglądam się dokoła siebie, słucham opowieści, wychodzę do ludzi i widzę, że właściwie nic się nie zmieniło. Gdyby nie było medialnej pandemii i obostrzeń to wszystko byłoby tak jak zawsze. Świat jest w czasie ogromnej przemiany społecznej, ekonomicznej, gospodarczej, religijnej. Myślę, że żyjemy w przełomowym momencie. Jednak jeśli chodzi o wirusy, bakterie, choroby to nie widzę zmiany. One zawsze były i są. Zmienił się sposób mówienia o nich i to spowodowało strach.

Pamiętam młodą żonę i mamę, która wiele lat temu zmarła na gorączkę (innych objawów nie było). Ta historia mną wstrząsnęła. Pamiętam historię o studentce, która usnęła na kanapie i już nie wstała. Pamiętam historię o dziewczynce, która zachorowała na wirusa HSV i teraz jest niepełnosprawna i jeździ na wózku inwalidzkim. Przecież prawie każdy to ma. Wirus HSV jest to zwykła opryszczka. Czasem ktoś mówił, że był ciężko chory, ale raczej nikt się nie chwalił tym, że 3 dni nie mógł wstać z łóżka. Ja też czasem chorowałam. Nikt nie liczył chorych w telewizji i radiu. Nikt nie pisał na FB, Twitterze, że jest pozytywny.

Teraz też ludzie chorują, umierają. Problem polega na tym, że nikt nie chce im pomóc (chyba, że masz pozytywny test na covid). Ludzie boją się lekarzy, kwarantanny, chorób, wirusa i śmierci.

Nagle świat oszalał i podaje liczbę chorych, zmarłych i już od roku mówi tylko o covidzie. Ludzie dali się zamknąć w domach ze strachu. Powinni od zawsze siedzieć w domach, bo wirusy są wszędzie i każdego dnia możesz zachorować i umrzeć. Nie wolno bać się życia i śmierci. Trzeba każdego dnia żyć na 100%, bo nigdy nie wiesz kiedy po raz ostatni kładziesz się spać. Stach przed śmiercią może paraliżować życie.

Nie boję się, bo wiem, że co ma być to będzie. Ufam Bogu, że mnie chroni i że zabierze mnie na drugą stronę w odpowiednim momencie. Nie ma szczepionki na śmierć. A może właśnie jest?