chata, dziecko w chacie

To będzie bardzo polski wpis… z narzekaniem. A może uda mi się tak posmęcić, żeby nie było smutno. Zima w chacie nas przerosła.

Chata zimna i zmrożona… a w środku z godziny na godziny coraz cieplej… ale jest jedno miejsce, gdzie panuje wieczna zmarzlina…

Uwielbiam słoneczną i mroźną pogodę, gdy pod nogami skrzypi mi śnieg, a w twarz szczypie mróz. Zima nie przeszkadzała mi kiedyś… mogłam jeździć w góry i odkrywać bajkowy świat z pięknymi widokami. Teraz jestem mamą i okazało się, że Hanka jeszcze nie umie cieszyć się zimą i wędrówki z nią są powolne, a przez co jest mi za zimno… a najlepiej Hance jest na placach u taty i potem musi dwie godziny odtajać przy kominku. Jako mama małego dziecka nie lubię zimy – męczy mnie ubieranie, zastanawianie się czy dobrze ją ubrałam i gdzie my się wysikamy i to w kombinezonie. A może trzeba ubrać 3,5- letniemu, dawno odpieluchowanemu, dziecku pampersa (o zgrozo, ale wystawiać pupę przy -10).

Zima w chacie

Wydawało mi się, że będzie jakoś milej i łatwiej. Myślałam o krótkich spacerach w słońcu, lepieniu bałwana i o powrotach do ciepłej herbaty przy kominku. Okazało się, że nie było słońca i nawet krótkich spacerów: Hanka doszła za płot i resztę czasu spędziła na tarasie a potem w oknie…

Zabawa na tarasie
Najpiękniejsza zima to ta oglądana z okna ciepłej chaty…

Był za to kominek, przy którym pewnie temperatura osiągała nawet 30 st. C. Grzejesz się miło i pijesz ciepłą herbatę, rozbierasz się do podkoszulka, gdy nagle czujesz ucisk na dole i trzeba wybrać się na Syberię…. Podczas tego pobytu nasza łazienka zyskała nowe imię: Syberia, czyli tam gdzie woda zamarza… Ubierasz się i wychodzisz z tropików w salonie. Musisz w szybkim czasie przebrnąć przez przedpokój, gdzie już panuje klimat rosyjskiej wiosny, czyli wieczne plus 7… co następuje potem? Każdy może sobie wyobrazić.

Nie zdawałam sobie też sprawy z tego jaki zbawienny jest zimą ciepły prysznic, o którym marzyłam od kiedy przyszliśmy do chaty. Woda na zimę jest zakręcona, więc zostaje noszenie wody ze studni, grzanie jej na piecu i mycie po harcersku, w misce w kuchni. Nawet jakbyśmy wodę odkręcili i uruchomili prysznic nie wiem czy by znalazł się śmiałek, który rozebrał by się na Syberii.

Myślę, że rzeczy, o których piszę nie przeszkadzałyby mi kilka lat wcześniej… ale teraz gdy jestem mamą to zwracam na pewne rzeczy bardziej uwagę. Poczekam aż moje dzieci będą starsze i nie będzie mi przeszkadzała Syberia, chodzenie po drewno i będą same wychodzić na zimowe słońce, cieszyć się śniegiem. A najlepiej poczekam aż chata będzie szczelna, ciepła i po remoncie. Teraz mówię zimie i dzieciom w chacie: nie. Gdy jesteśmy z Tomkiem sami to jest zupełnie inaczej, bo chodzimy na długie spacery i grzejemy się przy obiedzie na Cyrli. Jednak jesteśmy rodzicami i chcemy spędzać czas razem. Chcieliśmy Hani pokazać zimę w górach i życie w drewnianej, nieszczelnej chacie, gdy za oknem mróz. Cel osiągnięty i odhaczony. Teraz czekam aż sama nas zacznie prosić, żebyśmy pojechali… 🙂

Zima w mieście

Nie lubię zimy w mieście… ale po takich kilku dniach w chacie doceniam drobne, oczywiste, miejskie przyjemności: ciepłą, bieżącą wodę, kaloryfer i stałą temperaturę w całym domu. I nawet mogę iść do galerii na zakupy 😀 . Nie poznaję się. I jest internet… Super!

miłość

Wpis powinien powstać wczoraj, bo będzie trochę o miłości… tylko troszkę. Zawsze piszę o miłości, bo ona zawiera się we wszystkim. Dziś będzie o poświęceniu. Według słownika języka polskiego poświęcić się oznacza „zrezygnować z czegoś dla czyjegoś dobra, dla jakiejś sprawy” – brzmi strasznie, ale w tym samym słowniku jest jeszcze kilka definicji i ta, która najbardziej mi się podoba to: „wybrać sobie coś jako zawód lub cel życia”. Najczęściej jednak poświęcenie odczytujemy według pierwszego znaczenia. Nie lubimy tego słowa, bo kojarzy nam się z brakiem czegoś, z wyrzeczeniem.

W dobrym życiu nie ma miejsca na takie poświęcenie. W miłości jest wybór.

Jakie to przykre, gdy matka mówi do swoich dzieci, że się im poświęciła. Zrezygnowała z kariery, by  być przy rodzinie. I często te słowa padają w formie wyrzutów: ja się Wam/Tobie oddałam, a Wy/Ty tak mnie traktujesz i wybierasz inną drogę… Tak samo jest w wielu innych sprawach. Ja tyle z siebie daję w pracy, rezygnuję z bycia w domu, a tu nie ma podwyżki i nikt mnie nie szanuję. Tak na prawdę nikt nas nie prosi o poświęcenie. Pamiętam jak odchodziłam z harcerstwa. Jednym z powodów było to, że nie umiałam sprostać wymaganiom mojej drużynowej, która poświęciła się dla ZHR. Ona chciała, żebym ja zrobiła to samo, doceniła jej pracę i to, że harcerstwo jest dla niej najważniejsze. Ja miałam inne plany, drużyna miała być dla mnie ważnym dodatkiem i nie chciałam się poświęcać harcerkom, które nigdy o to nie prosiły i tego nie potrzebowały.

W miłości zawsze jest wybór.

W życiu zawsze trzeba wybrać jakiś szlak. Nie da się iść dwiema drogami. Ja wybrałam rodzinę , domowe ciepło i chatę w górach.

O poświęceniu można mówić, gdy jest przymus, trudna sytuacja. W miłości zawsze będzie poświęcenie, bo zawsze będzie jakiś kryzys. W ciężkiej sytuacji finansowej, ktoś musi się poświecić i wziąć dodatkową pracę. Gdy przychodzi choroba, ktoś musi z czegoś zrezygnować. Wybór jednak jest zawsze, bo w każdej chwili możesz zniknąć, odejść… i w tym miejscu chroni nas miłość i sprawia, że poświęcenie nie jest takie złe.

Gdy patrzę na swoje życie to widzę w nim same wybory*, nie było tam miejsca na poświęcenia. Z czasem widzę, że tam gdzie wydało mi się, że z czegoś rezygnuję, bo tak trzeba, tak naprawdę zawsze było, bo tak chciałam. Teraz jestem na dobrej drodze, o której wyborze zdecydowałam sama, bez przymusu i poświęcania czegoś innego.

My na początku naszej drogi… Bieszczady, maj 2013

Życzę Wam w dzień po Walentynkach, żeby w Waszym życiu zawsze były mądre wybory, a nie przykre poświęcenia…

*jest wyjątek: kot… posiadanie kota poświęciłam dla Tomka, ale to naprawdę nieważne. Piszę to, żeby Tomek wiedział :D, bo może kiedyś zmieni zdanie.