miłość

Rodzicielstwo skrajności

Zastanawiam się czy ten wpis nie powinien powstać za kilka lat. W momencie jak już będę znała odpowiedzi na pytanie, które dziś sobie zadam. Jednak za jakiś czas będą we mnie inne emocje, nie będę pamiętała jakie moje dzieci były małe, a ja i Tomek młodzi. Tak już jest, że nie zauważamy upływu czasu. Codzienne małe zmiany prowadzą do zdumienia, że Hanka ma już ponad 4 lata i chodzi do przedszkola (drugi rok!!!)… a ja jestem już po trzydziestce. Patrzę do lustra i codziennie widzę taką samą Justynę, budzę się przy tym samym Tomku i tylko gdy patrzę na dawne zdjęcia dostrzegam różnicę. Zdumiewa mnie, jak niewiele pamiętam z pierwszych miesięcy życia Hani. Dlatego wpis powinien zostać napisany dziś. Kiedyś do niego wrócę i się zadziwię.

Co jest ważne w rodzicielstwie??

Nasze rodzicielstwo to rodzicielstwo skrajności. Zostaliśmy rzuceni w dwie różne sytuację.

Jaka byłam dumna, że Hania śpi sama. Została do tego przyzwyczajona w szpitalu, a my tego nie zmieniliśmy. Dziś codziennie w nocy  mam u boku dwóch mężczyzn: męża i małego Ignaca. Hania ma swój pokój i swoje łóżko, o czym sama zadecydowała któregoś dnia, gdy wyprosiła nas do salonu na kanapę. Czasem woła do siebie tatę albo przychodzi do nas… Kanapa ledwo, ale mieści całą czwórkę.

Hania była karmiona butelką i mlekiem modyfikowanym, a Ignacy piersią. Są to naprawdę dwie różne rzeczy i każda ma swoje plusy i minusy. U Hanki był pełen monitoring ile zjada i bardzo tego pilnowaliśmy.  Hanię karmiła mama, tata, dziadek i babcia… Mama mogła wyjść, odpocząć, napić się wina. Ignacy jest synkiem mamusi. Teraz nie wyobrażam sobie zostawić go na noc z tatą, na kilka godzin też jest problem. Hania w wieku 7 miesięcy pozwoliła mamie na wylegiwanie się na plaży i chodzenie po górach na Majorce. Ignacy jeszcze długo mnie nie puści na dłuższy czas. Jestem matką, która ceni sobie swój komfort psychiczny i czasem mam potrzebę wyjść. Na razie wystarczą mi krótkie wyprawy do sklepu.

Hania

Pierwszy raz zobaczyłam Hanię ok. 6 godzin po urodzeniu i nawet nie mogłam jej dotknąć. Pierwszy raz ją przytuliłam kilka tygodni później. Dopiero po dwóch miesiącach była w pełni nasza. Pierwsze dwa miesiące życia spędziła na intensywnej terapii, gdzie można było tylko 3 godziny siedzieć przy dziecku. Hania nie jest dzieckiem, które się z chęcią przytula. Zrobiła w tej kwestii duże postępy. Jest uśmiechnięta i dość samodzielna. Nie umiałam jej nosić w chuście, bałam się ze względu na rurkę tracheostomijną. Wędrowała z nami po górach w nosidle turystycznym. Gdy tylko nauczyła się dobrze chodzić, od razu zrezygnowałam z wózka. To na pewno nie było rodzicielstwo bliskości. Choroba nam to trochę odebrała. Ale było za to rodzicielstwem pełnym walki, dobrego myślenia, nadziei, modlitwy i pracy. Czy w pełni wygraliśmy? Nie wiem. Jak się czyta niektóre teorie to nasza Hanka będzie miała w przyszłości ogromne problemy. Bo była mało przytulana w pierwszych dwóch miesiącach życia, bo mama czasem wyjeżdżała, bo była karmiona mm, bo urodziła się przez cc, bo mama czasem płakała… ale ja wierze w to, że nie to się liczy. Ważna jest miłość i w jej przypadku wiara, że wszystko będzie dobrze!

Ignacy

Ignacego zobaczyłam od razu po „wydobyciu z brzucha”… i probie naturalnego porodu. Na następny dzień mogłam go przytulać i przytulam prawie ciągle do tej pory – to w chuście, to przy piersi. Jesteśmy zdecydowanie bliżej siebie, niż wtedy z Hanią. Czy Ignacy będzie miał przez to mniej problemów za kilka lat? A może więcej?

Rodzicielstwo

… bo tak naprawdę nie liczy się jak karmisz, ile przytulasz, czy posyłasz dziecko do żłobka, czy szczepisz, …. , ale jak kochasz. Ja wyznaję tylko jeden typ rodzicielstwa: rodzicielstwo miłości. Na pierwszym miejscu stawiam wzajemną miłość rodziców, bo z tej miłości rodzi się dziecko. Potem wszystko się już układa… 😉

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.