wdzięczność

Odrobinki srebra w śniegu… wiecie o czym mówię. Te małe, błyszczące w słońcu odrobinki białego puchu, których nie da się złapać, uchwycić aparatem fotograficznym. Te małe odrobinki szczęścia w codzienności, iskry, dla których warto iść przez dzień.

Mam takie drobinki. Lubię zimę za skrzypiący mróz pod butem, za czerwone, zmarznięte policzki i ciepłą herbatę z termosu. Lubię śmiech moich dzieci, gdy ja marznę na górce, a one pędzą w dół.

Doceniam listopad za to, że pada i nie ma słońca i ja mogę na chwilę przestać działać i puszczam bajkę dzieciom i sama ją oglądam. W końcu nic nie muszę i mogę mieć wyczerpaną baterię, bo jest ona na słońce.

Cieszę się każdym czasem. Najbardziej lubię lato i dlatego tak usilnie wypatruję błyszczących drobinek w jesieni, zimie i wczesnej wiośnie. Szczęście mieszka w takich małych iskierkach i w sercu, które je widzi.

Odrobinki radości w szarej codzienności. Jest ich dużo, jak na śniegu, ale czy Ty je dostrzegasz? Może jesteśmy jak to słońce, które sprawia, że je widać i można się nimi cieszyć.

Życzę Wam w 2022, abyście byli jak promienie słońca i oświetlali sobie te odrobinki.

odrobinki śniegu błyszczące w słońcu
miszmasz, wdzięczność

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że pisze książkę – żartuję! A może nie 😉 bo to trochę prześmiewcze. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy piszą w Internecie nagle przerzucają się na papier i to nie zawsze słusznie. Dziś zalewa nas bylejakość…

Teraz na poważnie – mam nadzieje, że moja książka (bajka dla dzieci) nie będzie kolejną „ooo w końcu i ona napisała, ta od bloga. Łeee bleee, o to jej chodziło”. Ja chyba tak reaguje na książki blogerek, a szczególnie tych od sponsorowanych postów i robienia pieniędzy na swoim pisaniu. Dlatego mam taką blokadę. Może nie potrzebnie, bo po pierwsze nie jestem zupełnie znana i jeśli piszę to dla siebie i chyba z mają bajką jest podobnie (przyznam się, że jest tu finansowe drugie dno i chce, żeby bajka na coś zarobiła – życie po prostu). Nie o tym miałam pisać, bo to wciąż we mnie dojrzewa – bajka leży w szufladzie i czeka na mnie.

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że nie pisze. Wydało mi się, że nigdy mi się to nie zdarzy. A jednak, ostatni wpis jest z 6 września, a poprzedni z lipca, z marca… Oj, chyba nie mam już o czym pisać. Życie mnie pochłonęło i pędzący czas. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się wiele spraw. Zaliczę je do kategorii: nigdy.

Nigdy nie mów nigdy

Wiele razy Tomek namawiał mnie do połączenie jego umiejętności z moimi, żebym jednak się trochę pogodziła z robotyką i automatyką. Moja rekcja zawsze była jedna: nigdy. Tego nie da się zrobić, bo ja lubię przyrodę, świeże powietrze, prace manualne… A teraz jestem Panią od robotyki (he he) i to też wyszło przez przypadek. Szukając pracy wysłałam CV na instruktora zajęć pozalekcyjnych, oczywiście omijając wszelkie ogłoszenia o zajęciach z robotyki. W miłej rozmowie telefonicznej, kiedy już większość spraw było ustalonych, zadałam pytanie: a co to właściwie za zajęcia? Zgodziłam się.

Uczę też geografii zdalnie. Własnie dlatego nie chciałam ostatnio iść do oświaty, żeby nie uczestniczyć w tej farsie jaką jest zdalna szkoła. Nie poszłam, ale zostałam nauczycielem geografii dla dzieci w domowej edukacji i uczniów, którzy mieszkają poza granicami kraju, ale chcą się uczyć w polskiej szkole.

Do tego całego zamieszania doszło jeszcze jedno nigdy, chociaż sama na nie zasłużyłam… Mam taki jedyny serial na YouTubie, który oglądam, bo podoba mi się i uważam, że jest wartościowy, ale o tym już pisałam. Coś i ktoś mnie podkusił, żeby zgłosić się do drugiego sezonu, mimo tego, że nigdy nie chciałam wystąpić na YouTubie czy w telewizji. Myślę, że zrobiłam to, bo raczej nie wierzyłam, że nas wybiorą. Krzysiek zadzwonił w środę wieczorem, że w sobotę przyjeżdżają nakręcać odcinek. Szybka rozmowa z Tomkiem (nie widział, że wysłałam zgłoszenie), zmiana planów, zero przygotowania i będziemy wstępować w Internecie.

My z fantastyczną ekipą z „Rodzina jest super”

Życie wciąż nas zaskakuje

Wydaje się, że popadliśmy już w rutynę. Dni są takie same, tygodnie też i czas płynie i nic już się nie wydarzy. Może mamy szczęście, że w naszym życiu ciągle się coś dzieje. Potrafimy też zauważać, spostrzegać drobne wydarzenia i jesteśmy otwarci na zmiany, przygody. Teraz np. opiekujemy się psem, co też jest dla nas niezwykłe. Życie jest pełne niespodzianek.

Życzę Wam dobrych zmian i możliwości pokonywania Waszych nigdy!

miłość, wdzięczność

Mam wrażenie, że nie zdążyłam nacieszyć się latem i czasem w lesie. Tak bardzo szybko minął mi ten czas. Życie pędzi i nie wiem czyja to sprawka… pewnie tak już jest. Dobre lata lecą. To smutne chwile się dłużą – chociaż na nie mam swój sposób – po prostu wiem, że miną i patrzę do przodu.

W ostatnich latach nauczyłam się nie czekać i cieszyć każdą chwilą w każdym czasie. Polubiłam nawet szare jesienne dni, bo i one szybko przemijają. Przy przemeblowaniu pokoju w chacie odsłoniłam obrazek ze Św. Janem Pawłem II i napisem „Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens” i się zadumałam. Właśnie ten lecący czas nauczył mnie radości z danej chwili. Uczę się doceniać deszczową pogodę, zimę. Cały czas nad tym pracuję, bo czasem jak zła pogoda zepsuje mi plany to się denerwuję, więc nie jestem w tym idealna (i pewnie nigdy nie będę). Są momenty, gdy się zatrzymuję i daję życiu przemijać tak po prostu. Nie robię wtedy wielkich rzeczy, ale patrzę na dzieci na placu zabaw, siedzę na przełęczy w słońcu, jadę na rowerze. Wpadam wtedy w melancholię i zastanawiam się, gdzie jest sens mojego życia… że może powinnam coś robić, a nie gapić się w liścia ;).

Miłość, której czas nie zatrzymał

Jutro mamy z Tomkiem 8 rocznicę ślubu. Trudno mi uwierzyć, że to już tyle czasu. Nie pamiętam też swojego życia przed Tomkiem. Wydaje mi się, że zawsze był. Podobnie z dziećmi. Już się przyzwyczaiłam do swojego męża, jest moim najlepszym kumplem… ale wiem też, że to miłość. Czasem na niego patrzę i nie jest już moim „psiapsiłem” tylko mężczyzną, którym się zachwycam i serce bije mi szybciej. Mogę z nim przejść 30 km w Beskidzie Sądeckim, siedzieć na placu zabawa i pilnować dzieci, pić wódkę i iść tańczyć. Dobrze mi! Mogę też się z nim czasem pokłócić (albo nie mogę: to ja się kłócę, a on nie), zirytować na niego. To normalne życie, bez wazeliny. Niech to życie trwa i przemija!

Dziękuję Tomkowi za to, że jest! Życzę nam, aby ten nasz czas mijał w swoim tempie i nadawał miłości jeszcze większy sens i żar ❤❤❤❤❤❤❤❤

czas miłości

ludzie, miłość, wdzięczność

Chata to takie miejsce, które sprzyja spotkaniom… takim prawdziwym i bliskim, nawet jeśli znasz kogoś od kilku godzin. Zadaję sobie pytanie czy to kwestia miejsca i sytuacji, czy ludzi… bo ja lubię ludzi i rozmowy, a i tu trafiają specyficzne osoby. Myślę, że są to ludzie odważni, często poszukujący i pasujący do natury, gór, Pałoszówki i do mnie. Opowiadacie mi wiele rzeczy, a ja potem myślę o Was. Nie dzwonię, nie piszę na FB, czasem długo się nie odzywam, ale jestem gdzieś na polanie, w drewnianej chacie, a jesienią i zimą ugoszczę w mieście. Czasem czekam na telefon i jakiś znak od Ciebie. Dobrze jest mieć mnie w lesie, a czasem w innym miejscu. Może najlepsze rzeczy dzieją się spontanicznie i przez przypadek?

zaduma nad pięknem świata
Iskra życia

Chciałam Wam napisać o tym, że w dzisiejszym świecie wmawia nam się, że mamy być niewidomo jacy, wielcy, niepowtarzalni i wyraziści. Czasem szukamy tego szczęścia bardzo długo i idąc krętą drogą nigdy go nie znajdujemy. Nie spełniamy się, bo jesteśmy zwyczajni. Człowiek jest piękny sam w sobie. Może pod jednym warunkiem, że jest dobry… ale ja nie poznałam jeszcze złego człowieka. Czasem zdarza się, że ktoś zrobi coś złego, nawet bardzo, ale to czyny są złe, a nie ludzie i często wynikają z bardzo skomplikowanych zawiłości życia, których osoby z zewnątrz nie są w stanie zrozumieć…

Zaduma nad pustką

Czujemy pustkę… czasem ta pustka jest ogromna. Jest to wielka dziura naszych niezdobytych awansów, nieodbytych podróży, niespełnionych i wyidealizowanych miłości, pięknych i sztucznych zdjęć z Internetu, nierzuconych kilogramów, zbyt dużych oczekiwań i aspiracji. A czasem wystarczy po prostu być i akceptować i dziękować za życie takie jakie jest. Wtedy pustka jest mała. Ona zawsze będzie. Trzeba się z nią zaprzyjaźnić. Gdy zaakceptujemy tą otchłań naszego serca okaże się, że obok jest skarb – iskra naszego życia. Jest to właśnie to czego tak intensywnie szukamy – szczęście. Takie szczęście, które nie jest wynikiem kolejnego tysiąca na koncie, większego mieszkania, lepszego auta, ale ono tam jest bez względu na wszystko. Jest to zwykła radość życia – szum drzew, promienie słońca na twarzy, uśmiech drugiego człowieka, wieczorna zaduma w lesie.

zaduma, promienie słońca, ręce

Idę na taras patrzeć w nocne niebo i cieszyć się swoją pustką i skarbem, który jest zaraz przy niej… Życzę Wam tego samego! Nie szukajcie za daleko. Czekam na Ciebie!

spacer, zaduma
Do zobaczenia!
miłość, wdzięczność

Na co patrzysz? I nie chodzi mi o to co teraz widzisz… Na co patrzysz sercem?

Gdy wczoraj ktoś zadał mi to pytanie przypomniałam sobie sytuację, która najlepiej to obrazuje. Hania jest w domu kilka dni po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu. Jest mi ciężko naprawdę. Gdy wychodziliśmy z Oddziału Intensywnej Terapii Noworodków byłam pełna nadziei i siły. Wystarczyła jedna rozmowa (z lekarzem z domowego hospicjum, który zupełnie odbierał jakikolwiek optymizm) i kilka dni, aby mnie załamać. Dużo płakałam. Cała energia, pozytywne myślenie gdzieś się ulotniło. Przyszła mi do głowy myśl, żeby gdzieś uciec. Wtedy popatrzyłam na Tomka, który trzymał na ręce swoją córkę i czule do niej mówił. Popatrzyłam na mojego męża, który kochał tą małą istotkę, mimo jej niedoskonałości, mimo diagnozy i niepewności, która nas czekała. Popatrzyłam na jego miłość i akceptację i moje serce się zmieniło. To był moment, w którym wstałam i już zawsze trzymałam się tego obrazu.

Gdy patrzysz na miłość, Twoje serca zamienia się w miłość.

Czasem nie możemy się przemienić, bo widzimy złe rzeczy. Czasem potrzebna jest wymiana okularów – znajomych, środowiska. Zawsze dziękowałam Bogu, że urodziłam się w miarę normalnej rodzinie. Dziękuję, że nie jestem córką ludzi władzy, bogaczy z pierwszych miejsc magazynu Forbes. Oni patrzą na pieniądze. Czasem myślę, że jako polityk mogłabym coś zrobić i byłabym inna od tych skorumpowanych oszustów w rządzie. To nieprawda. Gdym patrzyła na drogie ubrania, szybkie samochody, wille to też bym chciała je mieć. Bogatym na prawdę jest trudno spuść oko z ich bogactwa, przecież mogą je stracić i trzeba go ciągle pilnować. Takie serce robi się coraz bardzie chciwe. Oczywiście to stereotyp. Pewnie dlatego, że ludzie majętni i naprawdę bogaci, którzy mają też szczęście, miłość, potrafią się dzielić, nie obnoszą się z tym i o nich nie słyszymy. Pokazują nam tylko tych gorszych, których pieniądz zaślepił. To też zły obraz.

Zawsze staram się patrzeć ze wdzięcznością na to co mam. To sprawia, że widzę jak wiele posiadam. Pisałam już o tym, wiec odsyłam Was po receptę na szczęście.

Na co patrzysz? czyli okazja czyni złodzieja

Ktoś mi kiedyś powiedział, ze jego sposobem na wierność jest nie dawanie sobie okazji. Gdy Twoje serce ogląda inne kobiety/innych mężczyzny, może zamienić się w kłamstwo. Czasem to działa jeszcze inaczej. Znam przypadek dwóch znajomych z pracy. Jedna się rozwiodła i tak długo o tym mówiła i pokazywała same wady swojego byłego męża, ze druga zaczęła je zauważać w swoim jeszcze mężu. Finał historii znacie.

Patrz na dobro

Łatwiej znaleźć zło we wszechświecie. To o nim mówią dziennikarze, bo dobrze się sprzedaje. Trzeba wyłączyć telewizor, radio, FB i popatrzeć gdzieś indziej. Poszukać tych przyjaciół, którzy dobrze mówią, uśmiechają się. Dobra jest zdecydowanie więcej w świecie. Czasem, gdy jadę samochodem, ogrania mnie strach i zaczynam rozmyślać o wypadkach. Jestem wciąż uczącym się kierowcą. Wtedy staram się swoje myśli uspokoić i mówię sobie, że nikt nie podaje ile wypadków się nie wydarzyło i ile kilometrów zostało przejechanych bezpiecznie.

Naprawdę zdecydowana większość ludzi jest dobra. W swoim życiu spotykam wspaniałe osoby. Wiem, że trzeba mieć z tyły głowy, że ktoś może mieć złe zamiary. Niestety jedno spotkanie z nieodpowiednim człowiekiem może mieć fatalne skutki. Ja jednak mam Ochroniarza, który zawsze stoi obok mnie. Jest to mój Anioł Stróż. Będę się trzymać tego, że trzeba ufać innym.

Patrz! Niedługi będzie wiosna! Witam w dniu 1 marca ❤❤❤

Patrz na las, naturę, a Twoje serce zmieni się w spokój, relaks. Patrz na budzącą się do życia naturę, a Twoje serce obudzi się do działania i radości życia.

No co patrzysz? Patrz w niebo

miłość, wdzięczność

Ostatnie moje poczynania na blogu pokazały mi, że najlepiej będzie jak wrócę do swojego ulubionego tematu, który wychodzi mi najlepiej! Jest to najważniejsza sprawa na świecie – miłość! Postanowiłam o niej znów napisać, bo w moje ręce, dzięki mojemu mężowi, trafiła doskonała książka – „5 języków miłości” Gary’ego Chapmana. Lektura zajęła mi dwa dni i ułożyła w głowie sprawy, o których już wiedziałam. Chętnie podzielę się z Wami najważniejszymi zagadnieniami poruszonymi przez Chapmana (jest on amerykańskim psychoterapeutą). Języki miłości to jest coś co trzeba znać, bo układa nam to relację w związku, relacje z innymi ludźmi i samym sobą.

Miłość to decyzja

Często o tym mówię i piszę, że miłość to wybór. Zakochanie to uczucie, które przychodzi niezależnie od nas. Prawdziwa miłość jest kwestią woli. Każdego dnia podejmujesz decyzję, ze będziesz kogoś kochać. Prawdziwa miłość to cudowna praca i wierność wyborowi, którego się dokonało ślubując miłość drugiej osobie.

języki miłości

Języki miłości

Miłość posługuje się różnymi językami. Nieporozumienia w małżeństwie wynikają zwykle z tego, że kończy się zakochanie, a małżonkowie nie nauczyli się swoich języków miłości. Gary Chapman wyróżnia 5 języków: „wyrażenia afirmatywne, dobry czas, przyjmowanie podarunków, drobne przysługi i dotyk”. Nie będę Wam opisywała poszczególnych języków, odsyłam do książki – naprawdę watro.

Nasza tajemnica

Tajemnicą naszego udanego związku (już nie będzie to tajemnica) jest to, że ja i Tomek mówimy tym samym językiem. Chapman zaznacza, że zdarza się to bardzo rzadko. Myślę, że nam przez to było łatwiej i dlatego tak szybko nam poszło – nie musieliśmy się uczyć swoich języków.

języki miłości - dobry czas nasz język miłości

Nasz język miłości

Nasz język miłości to dobry czas. Okazujemy sobie miłość przez dobrze spędzony razem czas i dobre rozmowy. Często wieczorem, gdy już dzieci śpią i komputery są wyłączone, my rozmawiamy na różne tematy. Uwielbiamy też aktywnie weekendy i dbamy o to, aby w naszym życiu się działo. To tłumaczy stan naszej chaty. Zamiast kosić trawę, remontować, my wolimy chodzić na spacery i patrzeć w słońce. Gdyby któreś z nas mówiło językiem drobnych przysług, chata na pewno dziś wyglądałaby inaczej… a nie, że wciąż od wiosny tego roku, kran w kuchni jest nie naprawiony. Ciągle są ważniejsze sprawy np. spacer na zachód słońca na polanę i kran nie jest priorytetem, bo przecież zimna woda się z niego leje, a ciepłą można zagrzać na piecu.

To też tłumaczy moje uczucia, gdy daje dzieciom wolny czas i nie organizuję im atrakcji. Wiem, że potrzebują czasem się zatrzymać i pobyć w domu, ponudzić się, pobawić same. Jednak ja czuje się wtedy jakbym nie okazywała im miłości. Na szczęście są też inne języki miłości, którymi warto czasem mówić. Musze się też nauczyć ich języka miłości. Może to wcale nie jest dobry czas. Dlatego warto w stosunku do dzieci używać każdego języka miłości, żeby widziało, który wybierze w dorosłym życiu jako swój wiodący.

Kompletnie nie przywiązujemy wagi do prezentów. Tu w teście na końcu książki wyszło nam najmniej punktów. Może to trochę dziwne, bo zajmuje się trochę tematyką prezentów i pisze o tym drugiego bloga – Podaruj dobry prezent. Jednak jak się w niego wczytacie, odkryjecie, że za najlepszy prezent dla drugiej osoby uważam dobrze spędzony czas. W samych prezentach najbardziej podoba mi się ich tworzenie (i znowu mamy dobrze spędzony czas na kreatywnym działaniu). Moja rodzina, przyjaciele wiedzą, że ode mnie dostaje się zrobione przeze mnie mydełka glicerynowe, czy musujące kule do kąpiel. Nie chodzi o sam prezent, ale o czas, który poświęciłam na jego zrobienie i to jest wyraz mojej miłości. Z siostrą też na urodziny wybieram się w góry czy na rower. Jej językiem miłości prawdopodobnie też jest dobry czas.

Języki miłości w relacjach z ludźmi

Językiem miłości, którym zwracamy się do małżonka, mówimy też do innych ludzi. U mnie to doskonale widać. Uwielbiam spędzać z Wami czas. Dlatego nie interesują mnie mówione szkolenia, wolę działać, tworzyć. Jeśli nie przyniosę Wam prezentu, nie zrobię dla Was drobnej przysługi to nie znaczy, że nie jesteście dla mnie ważni. Wolę Was zabrać na spacer i spędzić z Wami czas. Tak wyrażam miłość do świata i nawet do siebie. Wolę zamiast kupowania sobie sukienki (to też czasem mi się zdarza) pojechać na wycieczkę rowerową. Uważam, ze najlepsze co mogę sobie dać to odrobinę czasu na tworzenie, czy aktywność fizyczną. Dlatego tak lubię robić prezenty samodzielnie 🙂 – odpoczywam wtedy i wyrażam miłość do samej siebie. Tu wszystko pięknie się układa. Przemyślenia po książce pokazały mi, że żyję w dobrym w związku, mam dobre rację z innymi ludźmi i kocham samą siebie. Powiem do samej siebie: tak trzymaj!

A Ty jakim językiem miłości mówisz?

Chętnie z Wami o tym porozmawiam 🙂 i gorąco polecam książkę. Mogę pożyczyć po tym jak przeczyta ją mój mąż i siostra.

miszmasz, wdzięczność

To nie jest dobry czas na trudne decyzje, a jednak trzeba przed nimi stawać. Dziś podjęliśmy kolejną w swoim życiu ważną decyzję i ja już miałam dwa ataki paniki, że źle zrobiliśmy. Czeka mnie jeszcze wiele takich chwil, bo sytuacja na świecie jest bardzo niepewna, bo się uzależniliśmy od banku, bo nie widzę tego w co zainwestowaliśmy… i można by tak mnożyć.

bo kiedy można poznać, że decyzja była dobra….

w pełni chyba nigdy. Tak naprawdę nie wiemy jak nasze wybory wpływają na innych i nasze dalsze życie.

Czy kupno chaty było dobrym pomysłem?

A może decyzja, którą dziś podjęliśmy powinna mieć miejsc w grudniu 2015, kiedy na rynku nieruchomości był dołek i kiedy całe swoje oszczędności wpakowaliśmy w rozlatującą się chałupę w środku lasu bez dojazdu… Dziś mielibyśmy pewnie ładne mieszkanie na Azorach lub Krowodrzy, dzieci miałyby swoje pokoje i miejsce do nauki, a my prawie spłacony kredyt i wielką plazmę na pół ściany (żartuję!). Kto wie, może byłaby przed nami perspektywa innej chaty?

Każdego roku mimo wielu trudności utwierdzam się w tym, że Pałoszówka to nasz najlepszy pomysł. Czas, który już spędziliśmy na Kretówkach zmienił nasze życie, polepszył naszą odporność, sprawił, że jesteśmy silniejszymi ludźmi. Czas spędzony w naturze to najlepsza inwestycja. Wygraliśmy zdrowie fizyczne i psychiczne, a tego nie da się kupić… Mamy też swój mały kawałek samowystarczalności i w chwili zagrożenia mamy gdzie się schować. Pałoszówka zmienia nie tylko nas. Decyzja o kupnie chaty w grudniu 2015 wpłynęła na innych. Gdzieś kiedyś w chacie ktoś się odkochał, a ktoś zakochał…. ktoś coś postanowił, przemyślał i przegadał na tarasie.

Muszę tu o tym wspomnieć: chata to miejsce pełne ludzi! Dzięki Pałoszówce poznałam wielu fantastycznych ludzi i zweryfikowałam pewne przyjaźnie.

dobre decyzje - kupno chaty, otwarty dom

Może dobre decyzje poznaje się po tym ile dobra niosą one ze sobą w świat… a nie tylko dla mnie.

Może to, że zrezygnowałam z małżeńskiej sypialni na rzecz wielkiego salonu, aby pomieścić tam przyjaciół sprawi, że… a niech to już będzie niespodzianka!

Niech życie dalej mnie zaskakuje!

wdzięczność

W moim życiu wydarzyło się wiele niemożliwych rzeczy. Zacznę od rzeczy dobrych i błahych, bo właśnie od małych rzeczy zaczynają się duże. W ostatnim czasie udało mi się zrealizować dwie sprawy, które jeszcze jakiś czas temu wydawały mi się niemożliwe.

Jazda samochodem

Od wielu miesięcy mówiłam, że zacznę jeździć samochodem. Jednak nie wierzyłam w to. Ciągle odkładałam naukę, bo się bałam. Prawo jazdy zrobiłam 13 lat temu i na tym zakończyłam karierę kierowcy. Udało mi się pokonać to niemożliwe i dziś jeżdżę samochodem. Jeszcze nie sprawia mi to przyjemności, ale daje mi dużo satysfakcji i ułatwia codzienne sprawy. Dalej lubię autobusy, bo uważam to za ekologiczną formę transportu i jazda komunikacja zbiorową daje mi chwilę wytchnienia (szczególnie jak jadę bez dzieci). Jednak w czasie, w którym na świecie szleje wirus, przerzuciłam się na samochód całkowicie.

Niemożliwe odchudzanie

Po każdej ciąży twierdziłam, że schudnę. Aż do momentu, w którym zaakceptowałam siebie, uznałam, że waga ciała nie jest taka ważna i oddałam swoje ukochane ciuchy sprzed ciąż koleżanką. W końcu większe osoby są szczęśliwsze, bo mogą podjadać i nie myślą ciągle o jedzeniu. Niemożliwe jest, abym tak się katowała. Chcę żyć normalnie. Dziś pochwalę się i napiszę to publicznie: jest mnie 10 kg mniej… Dokonałam niemożliwego. Trzeba było zmienić coś w swojej głowie, dobrze się nastawić i okazało się, że nie chodzę bardzo głodna i zła. Jest mi lepiej, bo uwolniłam się od słodyczy, alkoholu i przegryzek. Nie jestem też na diecie. Od czasu do czasu zjem pizze, makaron, pierogi i schabowego. Jem po prostu mniej i liczbę kalorię (1600). Mam nadzieję, że dzięki temu efekty utrzymają się na dłużej. Nie jestem stęskniona za jakimś pokarmem, bo jem to na co mam ochotę (czasem nawet coś słodkiego, ale to się nie opłaca przy liczeniu kcal).

Wydawało by się, że to niewielkie osiągnięcia. Pokonywanie małych słabości daje pewność i jesteśmy lepsi w większych rzeczach. To tak jak z naszym Everestami, które są coraz wyższe. Mój pierwszy Everest też wydawał się nie do zdobycia.

Sprawy, które wydają się niemożliwe, ale zależą tylko od nas zawsze są do zrobienia!

Zdrowia, moi drodzy! Mam nadzieje, że niedługo będę mogła zorganizować zgromadzenie w chacie! Tęsknie :*

wdzięczność

Ostatnio ktoś zadał mi pytanie: Skąd to masz? Skąd masz w sobie szczęście? … chwila na zastanowienie i jest pierwsza myśl: po prostu jest we mnie, ale jest to też wynik mojej pracy nad sobą. Słowem kluczowym na dobre życie jest wdzięczność. Ale zacznę od początku.

Bycie szczęśliwym jako cecha charakteru

Tu niektórych zasmucę. Myślę, że są ludzie, którzy mają predyspozycje do bycia szczęśliwym. Są to ludzie prości, skupieni na świecie, nie szukający problemów. Wiem coś o tym, bo sama jestem takim człowiekiem (stąd moją pierwsza odpowiedz na zadanie pytanie, że mam to w sobie). Znam też osoby, z którymi jestem blisko, które mają zupełnie na odwrót – komplikują, są przewrażliwione na swoim punkcie, łatwo je zranić. Myślę, że widzą i czują więcej niż ja, mają głębsze życie duchowe, ale to nie ułatwia im życia. Potrafią też pewnie być bardziej współczujący. To piękne, ale czeka ich większa praca w drodze do szczęścia.

wdzięczność - uśmiech dziecka
Hello, World!

WDZIĘCZNOŚĆ – najlepsza recepta

Jakbym była psychologiem to każdemu smutnemu człowiekowi, który by do mnie przyszedł zapisywałabym na recepcie dwie rzeczy:

  1. WDZIĘCZNOŚĆ – dziękuj każdego dnia za to masz. Jeśli wydaje Ci się, że nie masz nic to dziękuj za dwie zdrowe nogi, które mogę Cie zaprowadzić gdzie tylko zapragniesz, za uszy, którymi możesz słuchać dobrej muzyki, za oczy, które mogą patrzyć na piękno świata. Dziękując przyciągasz to co dobre.
  2. LAS – idź do lasu, codziennie spaceruj w naturze!

Życiowe okoliczności

Życiowe okoliczności są najtrudniejsze, bo czasem nie zależą od nas. Łatwo mi pisać o szczęściu i wdzięczności, bo mam naprawdę udane życie. Spełniam swoje marzenia! Mam cudownego męża, wspaniałe dzieci. Mam chatę w górach, robię piękne rzeczy, w mojej głowie jest wiele fantastycznych pomysłów na przyszłość. A gdzie jest druga strona? Pewnie nie mówię całej prawdy. Macie mnie! Nie mówię o złych sprawach, bo staram się nie myśleć o nich. Mam gorsze dni i są rzeczy, których nie mogę robić, a chciałabym.

W niedzielę byliśmy w Gorcach na sankach. Na zdjęciach widać, że było super. Przyznam się Wam, że to ostatni wyjazd w góry zimą w tym sezonie. Niestety Ignacy kompletnie nie docenia piękna zimy, przepłakał 3/4 wycieczki i nawet nie doszliśmy do schroniska. Było mi bardzo przykro, ale nie będę się długo martwić, bo mamy jeszcze tak wiele innych planów na zimę. Zawsze jest ciemniejsza strona. Wdzięczność ma nam pomóc, aby skupiać się tylko na tym co dobre. Wiem, że opisałam Wam drobiazg…

A co z wielkimi sprawami? A co, gdy ktoś zachoruje? Gdy ktoś zdradzi, przestanie kochać? Nie wiem… Wiem tylko, że pracując nad swoją codziennością będziemy silniejsi w wielkich rzeczach. Mam cudowne życie, ale przeżyłam w nim chorobę dziecka, koniec miłości, stratę wiary w siebie, jakiś rodzaj beznadziei. Chociaż moja historia wydaje mi się banalna wobec opowieści życia niektórych z Was. Każdy jest inny, ale każdy jest stworzony do bycia szczęśliwym!

Życie z Bogiem

Muszę o tym napisać, bo życie z Bogiem wyleczyło mnie ze strachu, że stracę to co mam. Głęboko wierzę w to, że Bóg stworzył nas do radości i nie ma zamiaru nam jej odbierać. My na prawdę możemy być szczęśliwi.

Gdybym była psychologiem to na mojej recepcie Bóg byłby na pierwszym miejscu, potem wdzięczność i las…

wdzięczność za życie
ludzie, miłość, wdzięczność

Dziś są urodziny mojego męża – Tomasza… Kończy 34 lata, jest w najlepszym wieku. Dla mnie zawsze będzie w najlepszym wieku i w najlepszym czasie. Zawsze piękny, młody i kochany. A może nie młody i to będzie najcudowniejsze. Życzę sobie i jemu, abyśmy razem mogli się zestarzeć i być już nie młodzi, ale w najlepszym wieku. Rok 2019 był dla nas bardzo dobrym czasem.

Kochanie! Życzę Ci dziś spełnienia marzeń, życiowej energii i abyś zawsze był taki uśmiechnięty jak jesteś. Aby kolejne lata dodawały Ci doświadczenia, mądrości życiowej, radości i nigdy nie odbierały wiary w ludzi i tej pewności, że wszystko jest na swoim miejscu! Dziękuję!

my, rok 2019

TO BYŁ ROK 2019

Jest za co dziękować. To był dobry czas. Chata okazała się miejscem pełnym ludzi, rozmów. Po trochę udało mi się stworzyć to o czym marzę w miarę możliwości jakie daje nam Pałoszówka. Ma to być miejsce, w którym można sobie wszystko ułożyć i ruszyć dalej w życie z siłą i pozytywną energią.

W 2019 nasze rodzicielstwo stało się łatwiejsze… bardziej ułożone i bardziej szanujące potrzeby każdego członka naszej rodziny. Dzieci nas nie ograniczają. My potrafimy się dostosować do Hani i Ignasia, ale nie rezygnujemy z siebie. Nasze dzieci są w najlepszym wieku i już zawsze tak będzie.

Moja sytuacja zawodowa nie zmieniła się za bardzo. Postawiłam przed sobą nowy projekt i robię z Kasią piękne wisiorki. Nie narzekam na brak pracy, lubię swoje życie w domu i rolę gospodyni i bardzo szanuję to, że czasem mogę zrobić coś innego np. poprowadzić warsztaty kosmetyczne. Dzięki temu cały czas się rozwijam nie tylko jako mama, ale też jako człowiek i kobieta.

2019: my i inni ludzie

Pisałam Wam już o tym, że chata daje nam możliwość poznawania nowych osób i troszkę weryfikuje nasze stare przyjaźnie. W 2019 poznaliśmy wiele, nowych cudownych osób i liczę na to, że na dłużej zatrzymają się w naszym domu, życiu.

My i góry!

W tym roku było dużo gór! Odwiedziliśmy też trochę innych miejsc, niż tylko chata… Mamy jeszcze jedno ulubione schronisko – Koliba na Łapsowej Polanie. Udało się nam pobyć na Radocynie, zdobyć Mogielicę, Turbacz, a Hania zdobyła swoją pierwszą odznakę turystyczną – Dziecięcą Górską Odznakę Turystyczną „W GÓRY” PTTK w stopniu brązowym. Mamy już plany na kolejne wyprawy!

Zaczęliśmy też zwiedzać zamki, bo to nowa pasja Haneczki.

PS: Ja mam jeszcze swoje osobiste, małe osiągnięcia 🙂 albo duże, bo wydawały mi się niemożliwe. Zaczęłam jeździć samochodem. Udało mi się też trochę schudnąć i to nie będąc na diecie. Zmieniłam (wciąż zmieniam) swoje nastawienie i nawyki żywieniowe, jem mniej i czuję się bardzo dobrze.