miłość, wdzięczność

U nas już tak jest… że każdy rok jest lepszy od poprzedniego. A może to my jesteśmy inni, starsi i wciąż uczymy się być bardziej szczęśliwi. Dlatego ten rok będzie jeszcze lepszy!

Uwielbiam swoje dorosłe życie. Nie chciałabym się cofać w czasie. Swoją młodość wspominam jako dość burzliwy i emocjonalny czas. Teraz jestem dorosła mogę tańczyć z dzieckiem na rękach i słuchać Kelly Family i mam w nosie, że to nie modne i stare. Kiedyś martwiłam się tym, że lubię Stare Dobre Małżeństwo i nikt inny tego nie słucha… Dziś Hania usypia tylko przy piosence „Bez słów” w wykonaniu mamy. Kiedyś zawracałam sobie głowę wieloma rzeczami. Teraz wiem co jest ważne.

ROK MIŁOŚCI 2018 – ważne sprawy

Zabrzmię banalnie: ważna jest miłość!

Okazuje się, że nawet wyjazd do chaty nie jest ważny. Pałoszówka ma już 3 lata, a wciąż nic nie jest zrobione. Dalej nie wiemy jakie tajemnice kryje w sobie szopa. Nawet ścieżka do chaty zarosła. Dalej nie mamy ani grosza na remont, bo trzeba powoli zacząć myśleć o zwiększeniu metrażu w mieście, w którym żyjemy na co dzień.

W tym roku mało było chaty. W lutym 2018 zaliczyliśmy chyba ostatni zimowy wyjazd do chaty w ciągu kolejnych 5 lat… Zima trochę nas przerosła. Za kilka lat powtórzymy akcję zima, ale wtedy nasze dzieci będą już same się ubierać. Przynajmniej nie będę musiała się martwić, że spotkają żmiję.

Na wiosnę, gdy już chata odtajała po zimie trzeba było trochę posiedzieć w mieście. Ja kończyłam studia na UR, Ignaś mieszkał u mnie w brzuchu. Końcówka ciąży nie jest dobrym momentem na wyjazdy. Tak więc po weekendzie majowym zamknęliśmy chatę, aż do 7 lipca. No cóż są ważniejsze sprawy. Udało nam się za to uwiecznić ten ogromny brzuch:

Tą ciążę znosiłam w sumie dobrze i czułam się nawet ładnie 🙂 dlatego zdecydowałam się na zdjęcia. Lato minęło w chacie tak bardzo szybko. Były moment ciężkie – każda mama takie miewa na początku. W sierpniu cieszyliśmy się większą swobodą – Ignaś był ciut starszy i nawet chciał poleżeć na przełęczy. Za to Hania jest w tym trudnym wieku, w którym jest za duża na nosidło, a nie chce za dużo chodzić. Lato spędziliśmy na krótkich spacerach, chustonoszeniu, na zabawach w basenie i obsłudze dzieci… a inni zadowolili się spaniem:

To akurat rzadki widok 🙂

Pod koniec sierpnia udało nam się też często wychodzić na zachody słońca.

Nie wiem kiedy ten czas przeleciał. Hania już taka duża, w chacie przeżyliśmy kolejne lato, a które tak czekałam…

Taka dama
i my 🙂

5 rocznicę ślubu i 4 urodziny Hani spędziliśmy w kościele na chrzcinach Ignasia i w Gościnnej Chacie z najbliższą rodziną i z wielkim, pysznym czekoladowym tortem (i smacznym obiadem też).

ZDROWIE

Zaraz po miłości ważną sprawą jest zdrowie. W roku 2018 u bardzo bliskiej mi osoby zdiagnozowano raka tarczycy. Nowotwór zawsze wydaje się wyrokiem. Na szczęście ten rak ma bardzo dobre rokowania. Jednak taka informacja przewartościowuje życie po raz kolejny. Chyba właśnie ten moment wybił mi z głowy przeprowadzkę do Nowego Sącza, czy w ogóle z Krakowa do innego miasta. Kiedyś wyprowadzimy się do chaty. Na razie chcemy być blisko rodziny i przyjaciół.

Zdrowie i miłość okazały się ważniejsze od chaty, którą zamknęliśmy w tym roku bardzo wcześnie, bo na początku października.

ROK MIŁOŚCI – ważny moment

Pod sam koniec roku, bo 30 grudnia miałam bardzo ważny telefon od nieznanej mi osoby. Ta rozmowa pokazała mi jak ważne jest to co piszę. Jeśli moja obecność w Internecie może pomóc jednemu człowiekowi to warto to robić.

Życzę Wam miłości! Niech ten 2019 rok będzie pełen radości i nowych wyzwań!

Życzę Wam zdrowia, energii i sił do realizacji marzeń!

Życzę Wam takich momentów, które potwierdzają, że to co robicie jest ważne!

wdzięczność

Chodzi o to, aby żyć całym życiem każdego dnia. Aby nasze szczęście było tu i teraz. A jeśli nie cieszysz się, oczekujesz zbyt wiele, nie umiesz wstać rano z łóżka mimo tego, że nic Ci nie dolega, dąsasz się bez powodu, rzucasz fochy, masz humory, to idź na szkolenie. Musiałam to napisać… trochę prześmiewczo. Ostatnio jest coraz więcej kursów z życia, a wystarczy przejść się wieczorem po szpitalnym korytarzu, zajrzeć do sali, porozmawiać z mamą Amelki. Czasem potrzeba wstrząsu… takiego wydarzenia, które pokaże nam, że nic nam się nie należy i  że wszystko możemy stracić w kilka minut. Wtedy jakoś szybko przewartościowujemy swoje życie i bardziej doceniam każdy dzień.

Odważnie i całym życiem

Każdy powinien przeżyć coś ponad swoje siły… wejść na swój szczyt, na swój Everest. Wtedy nie potrzeba żadnych szkoleń, psychoterapii, wydanych pieniędzy na coachów, kręgów naprawczych i innych dziwnych wynalazków dzisiejszego świata. Kiedyś ludzie nie mieli innego wyjścia i musieli żyć. Nie zastanawiali się rano w łóżku czy warto dziś wstać i działać, to było ich być albo nie być… Goniła ich praca i natura.

Mi zawsze się chce. Gdy w moim życiu było trochę trudniej wracałam do swoich szczytów. Kurcze Justyna dasz radę, przecież zrobiłaś to… Czym jest ten magiczny Everest? Jaki jest Twój? Nie wiem, bo każdy ma w życiu inne wydarzenie, doświadczenie.

Moim pierwszym takim doświadczeniem ponad moje siły była sprawność Trzech Piór zdobyta na obozie harcerskim nad jeziorem Barlin w 2005 (???). Polega ona na przetrwaniu trzech prób: milczenia (24 h bez słowa), głodu (24 h bez jedzenia) i samotności (24 h samemu w lesie). Zgodziłam się na podjęcie tego wyzwania tylko po to, aby zyskać w oczach swoich harcerek. Byłam przekonana, że polegnę na pierwszej próbie i nie będę musiała iść do lasu. Sama chęć zdobycia tej sprawności pokaże mojej drużynie, że się nie boję. Stało się inaczej musiałam stanąć twarzą w twarz ze swoim największym strachem – lasem w nocy. Przygotowały mnie to tego mniejsze wydarzenia – każda noc spędzona w samotności w namiocie na obozie rok wcześniej, które przypłaciłam gorączką ze strachu. Pokonałam swój ogromny lęk. Potem przed kolejnymi Everestami  zawsze wracałam to tej nocy w lesie. Mój Everest rósł i rósł… teraz boję się mniej.

Jest i prawdziwy Mont Everest 🙂 zdjęcie Tomka, listopad 2013

Doświadczenie

Teraz żyję całym życiem. Hanka mnie tego nauczyła i harcerstwo wraz z moimi Everestami. Dziś znów doświadczyłam szpitala. Tym razem inna mi bliska osoba się w nim znalazła. A ja po raz kolejny dostaję od Boga wiadomość: nie odkładaj szczęścia na potem!

Czasem myślę, że pełnie szczęścia osiągnę jak wyprowadzę się w góry i że na prawdziwą radość muszę poczekać. Tak nie jest. To jest we mnie. Mam w życiu tak wiele dobra… każdego dnia 🙂