miszmasz, wdzięczność

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że pisze książkę – żartuję! A może nie 😉 bo to trochę prześmiewcze. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy piszą w Internecie nagle przerzucają się na papier i to nie zawsze słusznie. Dziś zalewa nas bylejakość…

Teraz na poważnie – mam nadzieje, że moja książka (bajka dla dzieci) nie będzie kolejną „ooo w końcu i ona napisała, ta od bloga. Łeee bleee, o to jej chodziło”. Ja chyba tak reaguje na książki blogerek, a szczególnie tych od sponsorowanych postów i robienia pieniędzy na swoim pisaniu. Dlatego mam taką blokadę. Może nie potrzebnie, bo po pierwsze nie jestem zupełnie znana i jeśli piszę to dla siebie i chyba z mają bajką jest podobnie (przyznam się, że jest tu finansowe drugie dno i chce, żeby bajka na coś zarobiła – życie po prostu). Nie o tym miałam pisać, bo to wciąż we mnie dojrzewa – bajka leży w szufladzie i czeka na mnie.

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że nie pisze. Wydało mi się, że nigdy mi się to nie zdarzy. A jednak, ostatni wpis jest z 6 września, a poprzedni z lipca, z marca… Oj, chyba nie mam już o czym pisać. Życie mnie pochłonęło i pędzący czas. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się wiele spraw. Zaliczę je do kategorii: nigdy.

Nigdy nie mów nigdy

Wiele razy Tomek namawiał mnie do połączenie jego umiejętności z moimi, żebym jednak się trochę pogodziła z robotyką i automatyką. Moja rekcja zawsze była jedna: nigdy. Tego nie da się zrobić, bo ja lubię przyrodę, świeże powietrze, prace manualne… A teraz jestem Panią od robotyki (he he) i to też wyszło przez przypadek. Szukając pracy wysłałam CV na instruktora zajęć pozalekcyjnych, oczywiście omijając wszelkie ogłoszenia o zajęciach z robotyki. W miłej rozmowie telefonicznej, kiedy już większość spraw było ustalonych, zadałam pytanie: a co to właściwie za zajęcia? Zgodziłam się.

Uczę też geografii zdalnie. Własnie dlatego nie chciałam ostatnio iść do oświaty, żeby nie uczestniczyć w tej farsie jaką jest zdalna szkoła. Nie poszłam, ale zostałam nauczycielem geografii dla dzieci w domowej edukacji i uczniów, którzy mieszkają poza granicami kraju, ale chcą się uczyć w polskiej szkole.

Do tego całego zamieszania doszło jeszcze jedno nigdy, chociaż sama na nie zasłużyłam… Mam taki jedyny serial na YouTubie, który oglądam, bo podoba mi się i uważam, że jest wartościowy, ale o tym już pisałam. Coś i ktoś mnie podkusił, żeby zgłosić się do drugiego sezonu, mimo tego, że nigdy nie chciałam wystąpić na YouTubie czy w telewizji. Myślę, że zrobiłam to, bo raczej nie wierzyłam, że nas wybiorą. Krzysiek zadzwonił w środę wieczorem, że w sobotę przyjeżdżają nakręcać odcinek. Szybka rozmowa z Tomkiem (nie widział, że wysłałam zgłoszenie), zmiana planów, zero przygotowania i będziemy wstępować w Internecie.

My z fantastyczną ekipą z „Rodzina jest super”

Życie wciąż nas zaskakuje

Wydaje się, że popadliśmy już w rutynę. Dni są takie same, tygodnie też i czas płynie i nic już się nie wydarzy. Może mamy szczęście, że w naszym życiu ciągle się coś dzieje. Potrafimy też zauważać, spostrzegać drobne wydarzenia i jesteśmy otwarci na zmiany, przygody. Teraz np. opiekujemy się psem, co też jest dla nas niezwykłe. Życie jest pełne niespodzianek.

Życzę Wam dobrych zmian i możliwości pokonywania Waszych nigdy!

miszmasz

Idzie nowe… jak co dzień przychodzi nowy dzień. Teraz czuję to jednak trochę bardziej i nie tylko myślę o tym, że zmieniamy powoli miejsca zamieszkania – dalej w mieście, ale są też inne sprawy. Może wiąże się to z tym, że dzieci są coraz starsze i coraz bardziej samodzielne. Ostatnio tydzień spędziły u dziadków. Przyznaję, że ciężej przeżyłam to ja – kompletnie mnie to zaskoczyło. Wiem, że będę miała coraz więcej czasu na swoje sprawy. Powoli dochodzi do mnie, że będę potrzebna moim dzieciom w inny sposób. Z czasem coraz mniej będzie mnie w ich życiu. Mamę zastąpią przyjaciele, miłości. Taką mam nadzieję, bo gdzieś głęboko w sercu boję się, że zastąpi mnie świat wirtualny. Dzieci wychowuje się dla świata, ale tego prawdziwego. Tu zrobię wszystko co w moje mocy, aby Hania i Ignaś szukali ukojenia, spełnienia w sobie, drugim człowieku i w naturze.

Gotowa do działania!

Nowe pomysły na starych fundamentach

Nie o tym miałam pisać, ale czasem siadam i samo się pisze. Chciałam podzielić się małą częścią planów związanych z tym, że powoli wracam do życia zawodowego. W tym roku udało już mi się napisać bajkę, którą mam zamiar wydać w formie pdf i udostępnić Wam na zasadzie „Pay What You Want”. Czeka mnie jeszcze trochę pracy w związku z tym, ale czuję, że to jest to co zawsze we mnie siedziało. Ta forma łączy w sobie wiele z tego, co moje:

  • zacięcie literackie – zawsze chciałam pisać;
  • macierzyństwo – bajka o dzieciach i dla dzieci;
  • przewodnictwo górskie – tak, będzie o górach i to edukacyjnie;
  • Pałoszówkę – to już miejsce akcji znacie.

Pisanie bajki dla dzieci jest dla mnie zupełnie nowe! Zobaczymy co z tego będzie.

Chatkowe SPA

Naturalne kosmetyki to jest coś czym zajmuję się od lat, bardziej na własny użytek i trochę intuicyjnie. Marzy mi się, że uda mi się to rozkręcić. Z okazji otwarcia szkół polecam się na warsztaty dla dzieci – ofertę znajdziecie tutaj.

Ta część mojego życia łączy się z Kretówkami i naturą. Chciałabym mieć piękną salę na warsztaty, gdzieś na polanie, wannę do kąpieli ziołowych z widokiem na las i saunę, w której będę robić zapachowe seanse z naturalnych olejków eterycznych. To marzenie ostatnio okazało się realne, ale o tym będzie później…. bo będzie mi potrzebna Wasza pomoc. Cudowne jest to, że uświadomiłam sobie ostatnio, że nie jestem sama w tym marzeniu i wiem, że jest mnóstwo osób, które są chętne, żeby pomóc. Gdzieś może jest też ktoś, kto bardziej chce się zaangażować. Ta spawa jeszcze dojrzewa, ale czuje już nowe, wiosenne pąki. Zbliża się coś nowego, szalonego, ale poprzedzonego latami zbierania doświadczeń, ludzi i myśli.

Życzcie mi powodzenia! 😉

miszmasz

Kwiecień daje mi wiele powodów do pisania, a milczę… Nie odezwałam się, gdy stuknęło naszemu byciu razem z Tomkiem 8 lat (rocznica ślubu we wrześniu i też 8 lat), nie napisałam nic na swoje 34 urodziny. Nie skomentowałam na blogu powrotu zimy i spędzenia wiosennego wypoczynku na odśnieżaniu i grzaniu się przy piecu… Dużo się dzieje, a chyba czuję się lekko przemęczona. Zabrakło mi słów. W tym roku tak długo czekaliśmy na pierwszy wyjazd do chaty. Zawsze robiliśmy to w marcu, a w tym roku 9 kwietnia otworzyliśmy skrzypiące drzwi do chaty po raz pierwszy w 2021.

kwiecień plecień - lato
12 kwietnia 2021
kwiecień plecień - zima
13 kwietnia 2021

Zapraszam w sezonie 2021

Myślę, że kwiecień to dobry moment, aby zacząć planować kolejny sezon letni w Pałoszówce. Na to zawsze mam wenę i ochotę i czas, aby Was zaprosić do naszego lasu!

W tym roku wiosną trudniej będzie nas złapać w chacie, bo zatrzyma nas duży projekt w mieście. Jest to konsekwencja pewnych decyzji. Jednak wiecie, że nie umiem długo funkcjonować bez przyrody, bo moje serce jest zielone. Myślę, że będzie bardziej spontanicznie, bo trudno zaplanować ile potrwają prace w mieście. Znalazłam fantastyczną grupę na FB, która otworzyła mnie na nową możliwość, czyli chętnie zostawię chatę komuś pod opieką. Plan jest prosty: majowe i czerwcowe weekendy będę starała się spędzać w chacie (być może bez Tomka, więc będę szukała towarzystwa), a lipiec i sierpień mieszkam w lesie na stałe. Odsyłam Was do wcześniejszych wpisów o tym jak funkcjonujemy w chacie: tu i tu.

Przełomowy kwiecień

Ten kwiecień jest dla mnie przełomowy. Czuję, że w tym roku czekają mnie duże zmiany nie tylko dotyczące życia w mieście, ale i tego czym będę zajmować się w najbliższym czasie. Mogłabym rzec, że szukam pracy, ale ja już mam plan na siebie. Myślę, że bardziej poszukuję możliwości, rozwiązań i recepty na moje marzenia również te związane z chatą. W ostateczności poszukam normalnej pracy 😉 …

Skąd brać siłę?

Jadąc dziś hulajnogą w słońcu poczułam się bardzo młoda i silna. Chyba pomyślałam, że jeszcze jestem w tym wieku, że wypada mi jeździć hulajnogą i wcale nie wyglądać elegancko. Mając naście lat myślałam, że 30latkowie są już starzy, ułożeni i dorośli i zawsze jeżdżą samochodem. Teraz wiem, że dorośli też są trochę jak dzieci, tylko mają więcej obowiązków i odpowiedzialności. Staram się żyć taką dorosłością z dodatkiem dziecinnego zachwytu, radości, spontaniczności. Wiem, że są ludzie (w każdym wieku) dorośli taką zgorzkniałą, pretensjonalną starością. Młodość nie jest związana z metryką, ale ze stanem ducha. Młodość daje nam energię i siłę do działania. Myślę, że receptą na młodość jest po prostu miłość do siebie, świata. Może właśnie taka miłość o jakiej pisałam w lutym.

Życzę Wam wiosny – takiej pory roku, w której wszystko budzi się do życia – zieleń, drzewa i takiej wiosny życiowej, kiedy się chce żyć po prostu!

miszmasz

Pytanie o sens życia to zasadniczy problem, który mimo wielu prób rozumienia, wciąż jest nie rozwiązany… . Do próby odpowiedzi na to bardzo trudne zagadnienie skłoniła mnie pewna rozmowa z koleżanką i film o plemieniu Peanów, którzy zamieszkują wyspę Borneo. Czasem myślę, że to właśnie dzikie plemiona znajdą odpowiedz. Wiedzą jak cieszyć się życiem i po co nam to wszystko.

Jaki jest sen życia takiego człowieka w dzikiej przyrodzie? Żaden… Taka osoba nic po sobie nie zostawi. Może jakieś opowieści przekazywane dzieciom, ale po co? Skoro kolejne pokolenia dalej nic nie zostawią, nawet śladu życia – domy z bambusa się rozpadną, a popiół z ogniska rozniesie wiatr… Może jak przyjdzie ucywilizowany człowiek to zacznie budować, śmiecić i nagle życie tych ludzi stanie się widoczne. Czy o to własnie chodzi?

Może to my tracimy sens?

… bo w życiu chodzi o ulotne piękno i właśnie tacy nieskażeni cywilizacją ludzie to wiedzą. Żyją zgodnie z naturą i wciąż podziwią jej piękno. Ich życie jest częścią czegoś większego – tajemnicy natury. Ich śmierć jest powrotem do ziemi, natury. Zostawiają po sobie jedynie nawóz, z którego wyrastają kolejne zielone drzewa i kwiaty. Tajemnica trwa nadal, cykl życia i śmierci się powtarza.

A my? Wciąż skupiamy się na gromadzeniu rzeczy, doświadczeń, pieniędzy… a po śmierci zostają po nas tylko śmieci – rzeczy brzydkie. Może to my utraciliśmy sens życia? Powinniśmy wrócić do piękna i zbierać uśmiechy, dobre opowieści, chwile radości, a gdy przyjdzie śmierć zostawić po sobie nic i stać się częścią natury.

Może sensem życia jest ulotne piękno. Takie prawdziwe piękno, które jest wynikiem mądrości i dobroci. Doskonale wiecie o co mi chodzi. Nagle sprawy, które nie miały sensu nabierają go… Pamiętam jak pomagałam w rehabilitacji bardzo ciężko chorej Ani, której życie raczej miało być krótkie. Mimo opinii lekarzy, którzy dawali jej kilka miesięcy, Ania miała 8 lat. W jej domu powinnam była spotkać cierpienie, a znalazłam niesamowite piękno zdeformowanego ciałka dziecka i rodziców, którzy patrzyli na nią jak na cud. Wtedy tego nie rozumiałam, a dziś już wiem. Sensem życia tej dziewczynki było ulotne, krótkie piękno. Myślę, że Ani już nie ma. Ja po tych prawie 20 latach pamiętam jej postać, uśmiech, głos i oczy jej ojca. O tak wielu innych sprawach zapomniałam…

bo w życiu nie chodzi o to, aby mieć, ale być ulotnie pięknym i po śmierci przeniknąć do źródła, do Boga, do Natury…

Jaki sens ma kwiat?

kwiaty - sens życia
czerwcowa łąka, fot. Małgosia Cegiełkowska

Kwiat jest po prostu ulotnie piękny i nikt nie kwestionuje sensu jego istnienia. Może powinniśmy być jak kwiaty na chwilę, by cieszyć innych.

miszmasz

Mam swój ulubiony warzywniak. Nie ma to jak zacząć wpisy w 2021 r. od reklamy. Myślę, że warto napisać o tym miejscu (chociaż nie o tym będzie ten wpis), ponieważ dobrze wiedzieć gdzie można kupić dobrej jakości warzywa i to u dobrych ludzi. Dlatego polecam: tutaj. Często rozmawiam z Paniami w sklepie i ostatnio zapytały mnie czy się zaszczepię. Pewnie domyślacie się jaka była moja odpowiedz: nie. Panie stwierdziły, że nie boję się, bo jestem młoda. O tym będzie ten wpis. Będzie odpowiedzią na pytanie dlaczego się nie boję. Postaram się nie krytykować pandemii i obostrzeń, szczepionek itd… ugryzę to inaczej.

Nie boję się, bo nie oglądam telewizji i nie dałam się zastraszyć. Mam też sporo znajomych i rozglądam się dokoła siebie, słucham opowieści, wychodzę do ludzi i widzę, że właściwie nic się nie zmieniło. Gdyby nie było medialnej pandemii i obostrzeń to wszystko byłoby tak jak zawsze. Świat jest w czasie ogromnej przemiany społecznej, ekonomicznej, gospodarczej, religijnej. Myślę, że żyjemy w przełomowym momencie. Jednak jeśli chodzi o wirusy, bakterie, choroby to nie widzę zmiany. One zawsze były i są. Zmienił się sposób mówienia o nich i to spowodowało strach.

Pamiętam młodą żonę i mamę, która wiele lat temu zmarła na gorączkę (innych objawów nie było). Ta historia mną wstrząsnęła. Pamiętam historię o studentce, która usnęła na kanapie i już nie wstała. Pamiętam historię o dziewczynce, która zachorowała na wirusa HSV i teraz jest niepełnosprawna i jeździ na wózku inwalidzkim. Przecież prawie każdy to ma. Wirus HSV jest to zwykła opryszczka. Czasem ktoś mówił, że był ciężko chory, ale raczej nikt się nie chwalił tym, że 3 dni nie mógł wstać z łóżka. Ja też czasem chorowałam. Nikt nie liczył chorych w telewizji i radiu. Nikt nie pisał na FB, Twitterze, że jest pozytywny.

Teraz też ludzie chorują, umierają. Problem polega na tym, że nikt nie chce im pomóc (chyba, że masz pozytywny test na covid). Ludzie boją się lekarzy, kwarantanny, chorób, wirusa i śmierci.

Nagle świat oszalał i podaje liczbę chorych, zmarłych i już od roku mówi tylko o covidzie. Ludzie dali się zamknąć w domach ze strachu. Powinni od zawsze siedzieć w domach, bo wirusy są wszędzie i każdego dnia możesz zachorować i umrzeć. Nie wolno bać się życia i śmierci. Trzeba każdego dnia żyć na 100%, bo nigdy nie wiesz kiedy po raz ostatni kładziesz się spać. Stach przed śmiercią może paraliżować życie.

Nie boję się, bo wiem, że co ma być to będzie. Ufam Bogu, że mnie chroni i że zabierze mnie na drugą stronę w odpowiednim momencie. Nie ma szczepionki na śmierć. A może właśnie jest?

miszmasz

Przejrzałam wszystkie swoje listopadowe wpisy i nie znalazłam ani jednego wpisu o Polsce, Dniu Niepodległości, patriotyzmie… Nawet na 100 rocznicę w 2018 nie napisałam nic nadającego się do przekazania Wam. Zawsze uważałam się za Polkę. Naprawdę kocham ten kraj i jego mieszkańców. Uważam, że jest wśród nas wielu wspaniałych ludzi. Polska jest fantastycznym krajem do podróżowania. Ten rok pokazał mi, że nie jestem patriotą. Mimo tego, że zawsze dumnie nosiłam na mundurze harcerskim polską flagę i uważałam, że muszę brać udział w wyborach, bo za tą wolność Polacy przelali krew… teraz patrzę na to inaczej.

2020 – smutna lekcja historii

Polska biało-czerwona

W tym roku doświadczyłam czegoś zupełnie nowego…. poczucia, że ktoś mnie okłamuje i uporczywego poszukiwania prawdy. Najgorsze jest to, że jej nie znalazłam i nie mogę znaleźć. Okazuje się, że odpowiedzią na ten problem są słowa ks. Tischnera, że „prawdy są trzy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda” albo jeszcze inaczej „moja prawda, Twoja prawda i żadna prawda”. Nie ma jednej uniwersalnej prawdy. Jedyną prawie pewną rzeczą jest to co spotyka nas i nasze najbliższe otoczenie. Czasem jednak i to jest nieprawdziwe.

2020 rok uświadomił mi jaka zakłamana jest rzeczywistość, w której żyjemy. To pozwoliło mi zupełnie inaczej spojrzeć na naukę historii. Ile tam musi być bzdur, uogólnień, wymysłów. W to co kiedyś wierzyłam, dziś zostało podważone.

Zawsze zachwycałam się czasami wojny, walką o niepodległość kraju. Podziwiałam walczących i ich poświęcenie. Myślałam, że jak będzie bitwa to pójdę się bić.

Wojna to kłótnia ludzi tam na górze, w której giną niewinni ludzie. Pewnie część walczących nawet nie wiedziała o co walczy i po co. W tym miejscu przychodzą mi na myśl cmentarze wojenne z I wojny światowej, których jest pełno w Beskidach. Na tych cmentarzach leżą koło siebie żołnierze różnych narodowości, często z przeciwnych wojsk…. Tak naprawdę to nie było ważne o co walczysz, po jakiej stronie. Wszyscy i tak nie żyją i leżą obok siebie w czarnej ziemi. W wojnie nie ma nic pięknego, nie ma patosu, honoru, jest tylko bezsens i śmierć.

Dziś bym nie walczyła. Chroniłabym własną dupę i swoich bliskich. Czyja była by to wojna? Czym jest Polska? Czy jesteśmy tym, co reprezentuje nasz rząd? Bandą imbecyli…

Niektórzy źle mnie zrozumieli – walczyłabym, ale w inny sposób i pytanie w której wojnie. Boje się, że walka będzie inna i trudno będzie rozpoznać kto w niej jest przyjacielem, a kto wrogiem… Będę walczyć za wolność swoją, swoich bliskich, swoich przyjaciół czy ludzi, którzy zgłoszą się po pomoc. Zastanawiam się tylko czy będzie to wojna przeciw Polsce. Jeśli Polska jest systemem, który wydaje mi się, że idzie w złym kierunku. Pytanie kim/czym jest Polska. Dla mnie Polska to mój dom i za ten dom będę walczyć. W odzyskaniu Niepodległości kluczowe wydaje mi się to, że ludzie przez 123 lata, kiedy Polski nie było na mapie, mili ją w sercu. Polska była ich domem, mimo tego, że żyli pod zaborami. A co jeśli już straciliśmy Niepodległość? Może Polska jest na mapie, ale już dawno sprzedana bankom, zagranicznym inwestorom, korporacjom… Za jaką Polskę będę walczyć? Za jaką wolność warto walczyć?

Kiedyś wierzyłam, że obecny rząd ma jakąś cząstkę polskości, że Polska jest dla niego ważna. Dziś czuje się oszukana i okłamana. Patrzę jak sprzedają nasz kraj i serce mi krwawi. Ale nie dlatego, że ktoś wylał krew za wolną Polskę… bo wiem, że to są puste słowa, jak całe lekcje historii. Oni walczyli, bo nie mieli wyjścia, w durnej wojnie wymyślonej przez jakiegoś oszołoma. Moje serce krwawi, bo widzę, że moja wolność jest narażona. Zastanawiam się co wymyśli kolejny oszołom w tej historii i co zapisze się na kartach dziejów: które kłamstwo?

Polska – czym dla mnie jest?

Na szczęście Polska nie jest dla mnie rządem. Chociaż oni reprezentują nas na świecie i powinni dbać o nasze interesy. Nie będę ich teraz oceniać, bo nie wiem jakim byłabym politykiem. Nie chce być na ich miejscu i nie chce sprawdzać czy dla pieniędzy byłabym w stanie sprzedać swoich rodaków, a może cena jest inna. Może za bohaterem narodu – wielkim Mateuszem stoi seryjny samobójca. Nie wiem… Trudno mi uwierzyć, że można tak kłamać dla pieniąchów, interesów. Nie będę spekulować.

Widzę Polskę w oczach moich dzieci, czuję ją w dłoni mojego męża, słyszę w życzliwych słowach moich bliskich. Polska to moje miejsce, w którym żyję. To moje podróże, wspomnienia i moja przyszłość. Za taką Polskę będę walczy na swój sposób… ale nie w wojnie jakiegoś oszołoma.

miszmasz

Pisałam Wam kiedyś o osiąganiu rzeczy niemożliwych. Jedną z nich było schudnięcie. Uznałam, że ostatnim etapem mojego rocznego pracowania nad utratą wagi (czeka mnie jeszcze praca nad sylwetką, więc to nie koniec) będzie post Dąbrowskiej. Jest to jedna z tych spraw, o których czytałam, myślałam, ale nigdy nie miałam odwagi zacząć. W podjęciu decyzji pomogła mi fantastyczna osoba – Gosia, która jest dietetykiem z zamiłowania i sama doświadczyła właściwości leczniczych odpowiedniego żywienia (można się z Gosią umówić na konsultacje). Pierwszy raz w chacie Gosia odwiedziła nas w czerwcu i od tego czasu uzależniliśmy się od najpyszniejszego śniadania – jaglanki (tego na poście brakuje mi najbardziej) i jemy zdecydowanie więcej warzyw i orzechów. Dziękujemy! Pierwsza wizyta Gosi nie tylko zmieniła nasz jadłospis, ale ubogaciła naszą rodzinę o cudowną przyjaźń.

Po co się odchudzać, gdy dziś wszyscy nam mówią, że mamy siebie akceptować właściwie bez krytycznie.

Zawsze dobrze czułam się we własnym ciele. Nie miałam kompleksów. Jestem też zdania, że nie ma znaczenie ile ważysz, ale jakim jesteś człowiekiem. Życie jest za krótkie, żeby się martwić dodatkowymi kilogramami. Jest tyle ważniejszych spraw np. zdrowie. Właśnie w zdrowym ciele zdrowy duch. Teraz gdy ważę 20 kg mniej niż rok temu, czuje się zdecydowanie zdrowsza i zdecydowanie bardziej kobieca. Jestem też silniejsza psychicznie. Czuje się wolna, bo nie muszę już zjeść czekolady. Odchudzenie to doskonała praca nad sobą.

To jest najlepsze podejście do odchudzania. Nie chodzi o utratę wagi, bo jestem brzydka i „nikt mnie nie kocha”. Jestem piękna i kochana i chce być zdrowsza fizycznie i psychicznie. Jestem wolna i silna i mogę zapanować nad apetytem. Chce się rozwijać i mogę podjąć się tej pracy nad własnym charakterem. Gdy podejdziemy do tego pozytywnie to będzie łatwiej. Odchudzanie zaczyna się w głowie.

Post Dąbrowskiej

To cześć mojej pracy nad sobą. Zawsze, gdy czytałam o tym poście, myślałam to nie dla mnie i nie dam rady. To mnie zdemotywowało. Ja nie dam rady? Schudłam już 15 kg, więc na pewno sobie poradzę.

Jest jeszcze jeden powód. Każdy kto się odchudzał to wie, że najłatwiejsze są pierwsze 2 kg. Analogicznie najtrudniejsze są 2 ostatnie kilogramy. Czułam, że jak chce dobić do 20 kg mniej muszę podjąć radykalne kroki. Udało się i jest 5 kg mniej. Niektórzy mają bardziej spektakularne efekty, ale ja jestem na końcu swojego odchudzania, gdzie każdy kg jest coraz trudniejszy do zrzucenia.

Próbowałam różnych diet i ta jest dla mnie najlepsza (chociaż to nie dieta odchudzająca, ale post leczniczy). Nie lubię trzymać się określonego jadłospisu. Na poście Dąbrowskiej jesz ile chcesz i co chcesz z grupy dozwolonych produktów: warzywa (bez ziemniaków, batatów, strączków), jabłka, cytryny, grejpfruty (+ niektóre źródła podają, że jagody w małych ilościach). Można te produkty piec, gotować, wyciskać soki, jeść na surowo. Można używać przypraw. To daje nam wiele możliwości i uczy kreatywności w kuchni. Na Internecie jest mnóstwo przepisów. U mnie hitem jest spaghetti z cukinii i marchewki z sosem z kalafiora i przecieru pomidorowego, krem z ogórka kiszonego i krem z buraków. Ratuje mnie też gotowane leczo – dziś zjadłam ze świeżym ogórkiem i pietruszką. To bardzo kolorowa dieta i smaczna.

Okazało się, że najbardziej brakuje mi jaglanki na śniadanie i, że kalafior jest dobry. Tęsknie trochę za olejami w sałatce, kawą, orzechami, serami i jajkiem. Nie brakuje mi mięsa, chleba i słodyczy.

Uwaga! Pierwsze 2 dni są najgorsze. Organizm oczyszcza się z toksyn i człowiek czuje się jak na kacu – senny i z bólem głowy. Warto przejść te pierwsze dni, bo potem jest już dobrze, a nawet podobno bardzo dobrze. Ja czuje się normalnie. Mam dużo energii, jeżdżę na rowerze, spotykam się ze znajomymi. Myślę, że to dlatego, że ogólnie jestem zdrowa i post nie miał mnie z czego leczyć. Chodziło bardziej o pracę nad sobą, schudnięcie i profilaktykę. Myślę, że 14 dni wystarczy. W poniedziałek jem na śniadanie jaglankę. Hura! Teraz wiem, że post Dąbrowskiej jest dla mnie i może będę go powtarzać.

Zauważyłam też jeszcze jeden objaw: zaczęłam zapamiętywać sny i pominę fakt, że w pierwsze dni śniło mi się jedzenie 😉 …

i trochę kolorów na koniec

miszmasz, wdzięczność

To nie jest dobry czas na trudne decyzje, a jednak trzeba przed nimi stawać. Dziś podjęliśmy kolejną w swoim życiu ważną decyzję i ja już miałam dwa ataki paniki, że źle zrobiliśmy. Czeka mnie jeszcze wiele takich chwil, bo sytuacja na świecie jest bardzo niepewna, bo się uzależniliśmy od banku, bo nie widzę tego w co zainwestowaliśmy… i można by tak mnożyć.

bo kiedy można poznać, że decyzja była dobra….

w pełni chyba nigdy. Tak naprawdę nie wiemy jak nasze wybory wpływają na innych i nasze dalsze życie.

Czy kupno chaty było dobrym pomysłem?

A może decyzja, którą dziś podjęliśmy powinna mieć miejsc w grudniu 2015, kiedy na rynku nieruchomości był dołek i kiedy całe swoje oszczędności wpakowaliśmy w rozlatującą się chałupę w środku lasu bez dojazdu… Dziś mielibyśmy pewnie ładne mieszkanie na Azorach lub Krowodrzy, dzieci miałyby swoje pokoje i miejsce do nauki, a my prawie spłacony kredyt i wielką plazmę na pół ściany (żartuję!). Kto wie, może byłaby przed nami perspektywa innej chaty?

Każdego roku mimo wielu trudności utwierdzam się w tym, że Pałoszówka to nasz najlepszy pomysł. Czas, który już spędziliśmy na Kretówkach zmienił nasze życie, polepszył naszą odporność, sprawił, że jesteśmy silniejszymi ludźmi. Czas spędzony w naturze to najlepsza inwestycja. Wygraliśmy zdrowie fizyczne i psychiczne, a tego nie da się kupić… Mamy też swój mały kawałek samowystarczalności i w chwili zagrożenia mamy gdzie się schować. Pałoszówka zmienia nie tylko nas. Decyzja o kupnie chaty w grudniu 2015 wpłynęła na innych. Gdzieś kiedyś w chacie ktoś się odkochał, a ktoś zakochał…. ktoś coś postanowił, przemyślał i przegadał na tarasie.

Muszę tu o tym wspomnieć: chata to miejsce pełne ludzi! Dzięki Pałoszówce poznałam wielu fantastycznych ludzi i zweryfikowałam pewne przyjaźnie.

dobre decyzje - kupno chaty, otwarty dom

Może dobre decyzje poznaje się po tym ile dobra niosą one ze sobą w świat… a nie tylko dla mnie.

Może to, że zrezygnowałam z małżeńskiej sypialni na rzecz wielkiego salonu, aby pomieścić tam przyjaciół sprawi, że… a niech to już będzie niespodzianka!

Niech życie dalej mnie zaskakuje!

chata górska, miszmasz

Kto by się spodziewał, że rozgrzana do czerwoności turystyka gwałtownie się zatrzyma. Tematy podróżowania interesowały mnie od zawsze. Mała Justynka uwielbiałam mapy i jako dziecko marzyła o ich rysowaniu. Do tej pory papierowa mapa wywołuje u mnie dreszczyk radości. Studiowałam geografię i mojej pierwsze prace były związane z turystyką. Tym sposobem dotarłam na Lackową – tak nazywało się moje małe biuro podróży. Później zatrzymałam się w chacie, która kiedyś ma być agroturystyką.

Mam bardzo wielu znajomych, którzy dziś niepewnie patrzą w swoją zawodową przyszłość. Oprócz źródła dochodu stracili cenne miesiące realizowania swojej pasji. Jest to bardzo przykre, ale wiem, że sprostają zadaniu i wymyślą coś zamiast… i właśnie to zamiast ogromnie mnie cieszy!

grupa kobiet, turystyka w małej grupie
Małe grupy, ciekawe programy, wędrówki, nieznane miejsca i moje ulubione zdjęcie – w drodze na Lackową, 2017

Prawdziwa turystyka zamiast masówki

Model turysty i turystki na pewno się zmieni. Gdzieś w głębi wierzę w to, że będzie to dobra zmiana, zmiana, na którą zawsze czekałam. Jestem fanką turystyki alternatywnej, zielonej, na łonie przyrody, indywidualnej itd… W całej tej sytuacji widzę ogromną szansę dla małych, rodzinnych wycieczek, dla obozów wędrownych i w końcu Polacy (którzy zawsze jeździli za granicę) zobaczą jak mamy piękny kraj. A może powstanie coś zupełnie nowego? Widzę wiele ciekawych możliwości, również dla siebie i dla swojego miejsca! Turystyka nastawiona na lokalnych przedsiębiorców, której celem jest poznawanie, aktywny wypoczynek i odrobina relaksu to jest to o czym marzę. Cieszy mnie myśl o turyście, który kupuje regionalne pamiątki (nie te z Chin), pokonuje beskidzkie szlaki, nocuje w małych pensjonatach, schroniskach, agroturystykach i jest na wycieczce naprawdę dla siebie, a nie dla znajomych na Instagramie czy FB… Czeka nas poznawanie nowych miejsc!

Kochani! Czeka nas sezon możliwości! To również szansa, żeby poznać nasze miejsce.

A pierwsza taka możliwość zdarzy się już 9 maja 🙂 zobaczcie sami!

miejsca, miszmasz

Wiem, że zima w tym roku nie dopisała. To jest właśnie taki najgorszy czas, bo większość trudnych zimowych aspektów i tak zostaje, a człowiek nie jest wynagrodzony przez trzask śniegu pod butem, widok magicznych płatków, wieczorne spacery na górkę i zjazdy na sankach. Mamy tylko smog, ubieranie, rozbieranie i myślenie, czy dziecko jest ubrane odpowiednio do pogody. Zimowe miesiące bez śniegu tracą trochę urok.

Mamy swoje sposoby na zimę, ale czasem jest mi ciężko. Bardzo tęsknie za chatą, ale zrezygnowaliśmy z zimowego chatowania. Tęsknie też za latem i wygrzewaniem się na polanie. Jednak w tym roku nie czekam na wiosnę! Rok temu czekałam i okazało się, że wiosna i lato przyszły bardzo szybko i równie prędko minęły. Czas gna do przodu, więc ja uczę się nie czekać, ale cieszyć danym dniem. To naprawdę wymaga ode mnie wiele pracy. Jestem osobą, która lubi aktywności na zewnątrz i działam trochę na słońce… czasem szarość dnia odbiera mi energię.

Zimowe miesiące i miejskie atrakcje

Szukając wczoraj pomysłu na dziś stwierdziłam, że nie jest to łatwe. Kraków daje nam wiele możliwości i jest w czym wybierać i w czym się pogubić. Miasto też jest dość drogie. Czeka nas ogromny wydatek, więc zwróciłam na to uwagę. Większość atrakcji po prostu dość dużo kosztuje (a część z nich nie jest warta takich cen, bo trwa krótki, albo jest byle jaka (przygotowana na zasadzie byle zarobić)) i jeszcze fajnie zjeść obiad na mieście (dla 4 osób).

Można zrobić to niskobudżetowo. Moje ulubione wyjścia to Kopiec Piłsudskiego, Kopiec Krakusa wraz z wędrówką po Podgórzu, czy po prostu spacer bulwarami wiślanymi. Jednak czasem jest taka pogoda, że chcemy się schować pod dachem, a chodzenie po galeriach handlowych uważamy za mękę, a nie przyjemność.

Co udało się zobaczyć?

W tą sobotę wybraliśmy muzeum klocków lego HistoryLand. Tomkowi bardzo się podobało, a mi jako mamie małych dzieci zdecydowanie mniej. Nasze dzieci okazały się za małe, aby podziwiać i zrozumieć wystawę (np. bitwę pod Grunwaldem, czy obronę Westerplatte). Podczas tej zimy najlepiej wspominam nasze wyjścia do teatru Groteska – doskonały pomysł na zimowe miesiące. Zakończyliśmy ten teatralny sezon z wynikiem 4 – 3 przedstawienia razem z dziećmi i jedna nasza randka na „Mistrzu i Małgorzacie”. Uwielbiam też spacery po Krakowie, gdy jest słonecznie. Udało nam się zaliczyć koło widokowe nad Wisłą i to się bardzo podobało całej rodzinie.

Zimowe miesiące i górskie wyprawy

Tej zimy w każdym miesiącu odwiedziliśmy nasze ukochane góry. W grudniu sami z Tomkiem zdobyliśmy Jałowiec w Beskidzie Żywieckim, w styczniu byliśmy całą rodziną w Gorcach, a mi udało się wyrwać na wyjazd kursu Przewodników Beskidzkich 2019-2021. W tym miesiącu również bez dzieci byliśmy na Koziarzu w Beskidzie Sądeckim (tak, to ta góra od Kaczyńskiego). Do chaty pojedziemy w marcu. Mam nadzieje, że jeszcze pod czas kalendarzowej zimy.

Morsowanie – dla nas zupełnie nowa, zimowa atrakcja

Tej zimy zrealizowałam jeszcze jedno marzenie. Dzięki siostrze Tomka i jej mężowi zmotywowaliśmy się i poszliśmy morsować. Udało nam się to na razie dwa razy, ale myślę, że stanie się to naszą, stałą, zimową atrakcją albo nowym sportem ekstremalnym. Dla mnie coś super!

zimowe miesiące to doskonała okazja na morsowanie

Kochani, cieszcie się każdym dniem! Wiem, że czasem to trudno, ale warto nad tym popracować…. życie jest tylko jedno!

PS: Dobrze, też znaleźć sobie coś miłego do robienia w domu. My ostatnio wkręciliśmy się z dziećmi w budowanie z klocków lego. W wolnej chwili zajmuję się jeszcze jednym pomysłem i piszę posty i tworzę prezenty.