chatkowe SPA, miszmasz

Grudzień pachnie pomarańczami… i klejem. Zimowa aura za oknem, szybko kończący się dzień sprzyja pracom ręcznym:). Ostatnio panuje też moda na samodzielnie wykonane prezenty. Żyjemy w czasach gdzie ludzie wszystko mają i bardzo ciężko z trafionym podarunkiem. Jesteśmy już trochę znudzeni tą wielką ilością posiadanych rzeczy i dochodzimy do kolejnej topowej sprawy – wyrzucanie i ograniczanie się (ale to na osobnego posta kiedyś… chociaż w grudniu przy okazji porządków świątecznych staram się jak najwięcej rzeczy wyrzucić). Dając komuś prezent, który wykonaliśmy sami, dajemy też czas i myśli, które towarzyszyły nam w procesie twórczym. Sama zabawa, wymyślanie, wycinanie, klejenie jest okazją do oderwania się od dnia codziennego. Ja osobiście bardzo, bardzo przy tym odpoczywam.

W tym roku dzięki Madzi na warsztatach (zdjęcia) w Strefie Rodzica w Klubie Kultury Mydlnki zrobiłam kartki świąteczne (tym razem trochę mało, bo w tamtym roku z Kasią zrobiłyśmy ich bardzo dużo i powysyłałyśmy po szkołach od Lackowej). Najbardziej jestem zadowolona nie z samych kartek, ale z czasu, który spędziłam w miłym towarzystwie i mogłam się trochę artystycznie wyżyć.

kartki

Prezenty

We wtorek będziemy mogły w tej samej grupie robić moje ulubione mydełka i peelingi na prezenty:), które będą wyglądały tak:

prezent

a w środku mydło w wersji dla mniej doświadczonych 🙂 bo tym razem postanowiłam wykorzystać rzeczywiście tylko to co mam w domu, czyli zwykłe szare mydło, oliwę z oliwek, lawendę (napar + susz), płatki owsiane, masło Shea, zielony barwnik spożywczy (te dwa ostanie składniki nie zawsze są w domu i można je pominąć). Okazuje się, że można zrobić fajne mydełko naprawdę tylko z tego co mamy w kuchni (można dodać cynamon, kakao, miód) i robi się to bardzo prosto w czterech krokach:

  • ścieramy na tarce mydło (na grubych oczkach)
  • w kąpieli wodnej rozpuszczamy mydło z wodą (ja dodałam napar z lawendy)
  • dodajemy do mydła co tylko chcemy (w granicach rozsądku oczywiście), uwaga jest jedna musimy dodać składniki w trakcie kąpieli wodnej – ta wersja mydła bardzo szybko twardnieje (z bazą glicerynową jest inaczej)
  • wlewamy mydło do foremek (ja nasmarowałam je wcześniej oliwą z oliwek) i czekamy, aż będziemy mieć to:

mydełka

W Internecie znajdziecie mnóstwo opisów jak robić mydła, więc nie będę się rozpisywać. Chciałam Wam tylko pokazać, że może to być bardzo proste i daje dużo radości. Takie wzbogacone mydło też na pewno będzie lepsze niż takie pachnące, różowe i sklepowe.

Zamiast stać w kolejkach, przepychać się między półkami sklepowymi wolę stać przy garze i topić mydło, wycinać gwiazdy, a ewentualne niezbędne prezentowe zakupy robić przez Internet. Ja w sumie nie wiem jak wygląda ten zakupowy, przedświąteczny szał, bo wolę w tym czasie nie wchodzić do galerii handlowych.

Póki co, jest 15 grudnia i czekam na ubieranie choinki z Hanką… bo u mnie zawsze robi się to 24 grudnia. Mam nadzieje, że w przyszłym roku same zrobimy ozdoby świąteczne.

miszmasz

Kiedyś spacerując z Anetą zaszłyśmy pod siedziby krakowskich korporacji i Aneta śmiała się z korpoludków wychodzących z pracy i zapominających (zapewne celowo) zdjąć identyfikator. Jakoś wtedy wydawało nam się, że praca w korpo to najgorsza rzecz na świecie, teraz mój mąż tam pracuje (już tam pracował jak go poznałam). Aneta jest zaangażowana w pracę na uczelni, więc na razie do korpo jej daleko, chociaż pewne doświadczenie z tego typu pracodawcą ma.  Moja jedyna styczność z korpo to korzystanie z jej dobrodziejstw – prywatna służba zdrowia, basen i opowieści Tomka. Myślę, że raczej tam nigdy nie trafię, bo mam inny plan, jednak życie czasem weryfikuje nasz światopogląd i nasze „nigdy”.

Dla jednych praca w korporacji to spełnienie marzeń, to awans społeczny. Moja mama uważa, że stabilna praca w międzynarodowej firmie to już wyższa klasa. Nie ważne czy jesteś programistą, który robi wielkie rzeczy, pod którymi podpisuje się Filipiak, czy panią od wklepywania faktur do programu – pracujesz w firmie, którą każdy zna i jesteś „wielki”, masz komfort, poczucie bezpieczeństwa, umowę o pracę i stałą wypłatę.

Zastanawiam się, skoro praca w korporacji jest taka fajna, to dlaczego mamy tylu ludzi, który promują i żyją w alternatywny sposób. Dlaczego powstają całe reportaże, książki, programy telewizyjne, filmy, o ludziach, którzy porzucili strefę komfortu i żyją w lesie? A może mi się wydaje i jestem w błędzie i ja sama wyszukuję takie rarytasy… a tak naprawdę każdy chce mieć wielką plazmę na ścianie, nowy samochód i mieszkanie co najmniej 60 m2, maks 2 dzieci, psa i weekendy w hotelach *****. Każdy, tylko nie ja…

Są też ludzie po środku, którzy mają możliwość podpisywania się swoim nazwiskiem pod swoimi dziełami, sami kreują siebie, swoją markę i chociaż czasem nie śpią, nie dostają wypłaty (wciąż ładują w firmę) są szczęśliwi. Przepraszam za błąd pracownicy wielkich międzynarodowych firm też są szczęśliwi i mogą się realizować. Tu chodzi o mnie. Ja bym nie mogła pracować w ABB, Comarchu, Capgemini itd… Wklepywanie faktur nawet w największej i najbardziej znanej firmie na świecie nie dałoby mi satysfakcji. Gdybym była programistą to na pewno inaczej bym na to spojrzała. Chyba mam jakiś korpo kompleks… 😀

Mój wpis miał nie być o korpo, własnej działalności czy bezrobociu, ale o sposobie myślenia, życia. To co robimy w pracy przekłada się na to jak wygląda nasza codzienność.

PRACA

Mam takie poczucie, że dziś mamy coraz mniej ważnej pracy. Zajmujemy się marketingiem, czyli jak sprzedać dziurawą skarpetę, papier toaletowy wyszywany złotą nicią, jednorazową pralkę i przysłowiowe gówno w papierku. Pracujemy jako szkoleniowcy, którzy zastanawiają się nad korzyściami płynącymi z wylanego szamba (autentyczna historia, a może ja jestem za mało kreatywna). Przeraża mnie to, że płacą ludziom za oglądanie reklam w Internecie, że ludzie stają się sponsorami i dają zarabiać youtuberom, blogerom, którzy ogłupiają, obrażają…

Moja wymarzona praca to sprzątanie, pranie i gotowanie w drewnianej chacie… czyli pewnie 90% społeczeństwa uzna, że jestem niżej w hierarchii, że jestem tylko sprzątaczką i kucharką. Przecież jestem po studiach, z doświadczeniem i pomysłami. Mogę zostać trenerem personalnym i motywować ludzi za kilka tysięcy złotych. Właśnie na tym będzie polegać moja praca – ludzie będą mi płacić za wysprzątany pokój, ciepłe jedzenie, kawę, a dostaną w gratisie: mały trening motywacyjny, możliwość odpoczynku, sprawdzenia swoich sił na szlaku… Dla mnie wyjście w góry i pobyt w Jolinkowie, na Bucniku, czy w Chacie nad Wisłokiem to najlepszy sposób ładowania baterii, motywowania siebie, porządkowania życia i odpoczynku. Chciałabym takie miejsce kiedyś sama stworzyć, abyś przyjeżdżał do mnie, do lasu, do gór i czerpał z tego siłę i energię do spełniania marzeń.

A wydawałoby się, że wybieram miotłę… i będę w chacie sprzątać. A w wolnej chwili będę spacerować i po prostu ŻYĆ.

ja-i-tomek
Ja i mój korpo mąż na spacerze 🙂

 

miszmasz

Tyle się dziś mówi o wolności… Widzę te szare, czarne twarze pełne nienawiści, które wykrzykują słowa o wolności i myślę, że coś kompletnie się pomieszało, ktoś się pomylił. Dla mnie wolność to coś zupełnie innego niż ta dzisiejsza, współczesna wolność, nazwę ją inaczej samowolą, róbcie co chceta, pieprzcie się z każdym, żryjcie i chlejcie co popadnie, a ciało i życie wykorzystujcie na całego zgodnie z popędami, potrzebami chwil … (przepraszam za ostre słowa).

Małżeństwo zniewala, odbiera wolność

Ile razy to słyszałeś? Mi też tak mówiono, a dla mnie to najpiękniejsza forma wolności. Na początku drogi, jeszcze przed ślubem dokonujesz wolnego wyboru, a potem Twoja wolność to wierność… To przez wolność i miłość decydujesz się, że nie zdradzisz, chociaż Twoja chęć mówi co innego. To dlatego codziennie robisz kanapki i służysz mężowi, żonie, rodzinie. Niektórzy współcześni nazywają to kajdankami, które ograniczają Twoje możliwości seksualne, zawodowe i każde inne. A nie macie wrażenia, że gdyby wolność była całkowitą swobodą to zniewolilibyśmy się przez własne zwierzęce popędy…

Dzieci – kajdany matki

Dzieci sprawiają, że nie możesz wyjść z domu, kiedy chcesz, iść napić się z koleżankami, czasem iść do pracy. Musisz się poświęcić dziecku. Jak my dziś w konsumpcyjnym świecie nie znosimy słowa poświęcenie, służba, a to szlachetne słowa, świadczące o wielkości człowieka. Matki życie zmienia się całkowicie, ale podjęła decyzję i teraz odpowiedzialne przyjmuje konsekwencje. W zamian dostaje wolność, bo nagle okazuje się, że można żyć bez tego co wcześniej było konieczne. Może się obyć bez porannej kawy, która była jej uzależnieniem. Czasem rzuca palenie i kończy nadużywać alkohol. Dostaje coś jeszcze miłość i możliwość innego życia – to od niej zależy jak wykorzysta ten czas, bo wbrew pozorom zostaje trochę na realizację jej marzeń (chociaż znam matki, które już nie potrzebują realizować siebie po urodzeniu dziecka i nie do końca się z tym zgadzam, ale to inny temat). Pominęłam największy dar od dziecka – już zawsze będzie potrzebna. Warto?

Wolność na diecie, czyli mniej poważnie

Jestem na bardzo rygorystyczne diecie i czuje się tak bardzo wolna. Uwalniam się od zbędnych kilogramów, ale też od ciągłej potrzeby jedzenia. W końcu nie muszę zjeść ciastka, cukierka… Jestem zniewolona przez dokładny spis tego co mogę zjeść, a czuje się taka bardzo wolna. Okazało się, że nie jedzenie jest fajne i że nie potrzebuje słodyczy, piwa i obżerania się wieczorem do filmu.

Moja wolność – dom w górach

31 grudnia 2015 z Tomkiem w akcje wolnej woli daliśmy się zniewolić. Od teraz każde wakacje będziemy spędzać w Pałoszówce, od teraz większość pieniędzy będzie szło na dom. Marzenie nas pogrążyło.

Realizując marzenie o domu w górach czuje się wolna, mimo tego, że współcześnie jestem zniewolona i przywiązana do mojego celu. Nie mogę już trwonić pieniędzy na zachcianki i muszę się uczyć jak tam żyć. W chacie jestem najszczęśliwsza (może to się skończy, gdy zaczniemy remont… o ile nie przerosną nas sprawy drogi, wody itd…).

domPodsumowując życie bez zasad, bez wierności i w całkowitej swobodzie zakłada życie przez celów i tylko dla siebie… smutne…

 

 

miszmasz

Dawno nie pisałam, a było tyle okazji. Chciałam Wam opowiedzieć o harcerskim weekendzie, o naszych 3 latach małżeństwa i o drugich urodzinach Hanki, ale coś się stało i nie mogłam znaleźć weny. Nawet napisałam, ale post został w szkicach, bo był dość rzewny i smutny, taki jesienny.

W chacie nie było nas już ponad 3 tygodni i bardzo tęsknie, a wiem, że zaczyna się jesień i czas, kiedy trzeba będzie siedzieć w czterech ścianach szarego bloku*. Może nadszedł czas, żeby się uzbroić w pozytywy, dobre wspomnienia i siłę na zimę i bure dni.

*niestety taką mamy sytuację życiową, że temperatury poniżej -5 i bardzo brzydka pogoda zatrzymują nas w domu w Krakowie nie z naszej woli… ani nie z Hanki woli…

Zaczynajmy 🙂

Pierwsza myśl, która pomaga mi przetrwać deszcze, mrozy i ciężkie chwile to myśl, że zaraz to minie i będzie tylko wspomnieniem. Z jednej strony to dobrze, gdy dzieje się źle, ale niestety to działa w przypadku dobrych momentów jeszcze szybciej (ale wtedy nie skupiamy się na tej myśli, ale cieszymy się chwilą). Po każdej burzy przychodzi słońce.

Myślę, że czas siedzenia w domu też będzie dobrym czasem – w końcu będziemy miały czas na zaległe spotkania, rozmowy… zapraszam 🙂 – siedzę w domu i czekam na gości (tym razem w Krakowie) :). Będzie to również czas mamy i Hanki – musimy na nowo odnaleźć się w domu i znaleźć sobie wspólne zajęcia.

A gdy będzie lało, szaro, ponuro to trzeba będzie powspominać:

  • o wszystkich wspaniałych zachodach słońca w chacie. Ten czas wieczorny jest moim ulubionym czasem. Jest ten moment dnia, kiedy mogę odpocząć, podsumować pracowity dzień i bezkarnie biegać po polanie z Hanką, którą trzeba porządnie wymęczyć przed nocą 🙂 zachod
  • o niebie, które tam w górach jest najbardziej niebieskie.niebo
  • o ludziach, którzy tego lata z nami siedzieli na przełęczy i patrzyli w niebo 🙂na-przeleczy

A gdy już naprawdę będzie źle to:

pierwsze nalewkiczyli pierwsze nalewki Państwa Pałosz 🙂 – borówkowa, malinowa i jeżynowa 🙂

Tak naprawdę to planuje je wypić tylko w celach towarzyskich, a nie na zimową chandrę 😀 albo w dobrym towarzystwie, które przechodzi zimową chandrę…

Czekam na taką zimę, którą spędzę w chacie. A może nie powinnam czekać i cieszyć się urokami jesiennego, zimowego Krakowa – tak to jest zdecydowanie lepszy plan:). A jeśli dobra pogoda pozwoli to:

zimowa-bajka

 

 

 

 

 

 

miszmasz

… czyli post wyjaśniający, przepraszający, szukający pretekstu dlaczego tyle czasu nie pisałam…
bo nie byliśmy w naszej chacie od 29 maja (a ja od 28 maja). Wstyd. Nawet Pan Józef, który dogląda domu, dzwonił zapytać co się dzieje.
Wytłumaczę nas z naszej nieobecności… Ja w czerwcu – byłam tu i tam:) W tym czasie udało mi się dwa razy zdobyć zachodnią ścianę Lackowej, zwiedzić Wrocław, odwiedzić Sandomierz i spędzić cudowne 5 dni w Szczawnicy. A ostatni tydzień spędziliśmy z Hanką nad morzem.
DSC02799
mały człowiek i morze
Tomek też się wykazał 🙂 razem z dziadkiem i pomocą babci opiekowali się Hanką, która dzielnie znosiła brak mamy.
To był piękny czas, ale troszkę męczący. Z przyjemnością położę się na polanie Kretówki, na środku przełęczy, z widokiem na dolinę Popradu i odpocznę… już w domu:).
DSC01883
Chciałabym większość lata spędzić w chacie, więc informuję, że przyjmuję gości, którzy będą mi towarzyszyć. W razie braku miejsca jest możliwość rozbicia namiotów… 😀
Proszę Was o wcześniejsze deklaracje terminowe. Spontaniczne odwiedziny też będą miłe – miejsce zawsze gdzieś się znajdzie. Jednak łatwiej będzie mi zaplanować pobyt, gdy będę widziała kto kiedy.
Do zobaczenia w Pałoszówce!! 
PS: Obawiam się, że lipcowych wpisów też będzie niewiele, bo w końcu zdecydowaliśmy się na chatę bez Internetów… 

 

miszmasz

Chciałabym Was serdecznie zaprosić na slajdowisko.
Opowiem o marzeniach, o Lackowej i zabiorę Was w moje miejsca i do ludzi, którzy mnie inspirują.
O domu w górach marzę od bardzo dawna. Wiara w to, że zrealizuję swój plan sprawiła cuda. Gdy jest miłość i cel to wszystko samo się rozwiązuje. Na moim szlaku spotkałam Tomka, który postanowił dzielić ze mną życie i marzenia, a potem Hanka zmotywowała nas jeszcze bardziej. Po czym nagle pojawiła się chata i możliwość jej kupna.
Myślę, że umiłowanie do natury i gór oraz pomysł na nasze przyszłe życie postawił przed nami ludzi, którzy mają podobne plany albo już to zrobili. Czasem wydaje mi się, że bardzo dużo ludzi chce mieszkać w górach, na wsi, mieć agroturystykę, prowadzić schronisko i moja marzenia nie wydają się oryginalne. Po czym uświadamiam sobie, że jednak to jest nietypowe, a ja po prostu mam takich przyjaciół, którzy myślą podobnie jak ja. To wcale nie jest normalne, że chce remontować starą chatę, nosić zakupy 40 minut pod górę, rąbać drewno, martwić się czy wody w studni wystarczy w upalne lato itd….

W środę opowiem o ludziach, którzy wybrali ten dziwny sposób życia i o tym, że ja też tego chce.

slajdowisko

 

miszmasz

Po pierwsze dziękuję za wszystkie życzenia i dobre słowa…

Po drugie muszę napisać coś mądrego 🙂 w końcu mam już 29 lat.
Zawsze wydawało mi się, że gdy już będę miała tyle lat to zmądrzeję, wydorośleję, a ja wciąż jestem taka sama. To wokół mnie zmienia się świat, zmienia się sytuacja, w której jestem.
Moje życie ostatnio bardzo się zmieniło i to na lepsze. Myślę, że jest czasem trudniej, ale to też dodaje mojej codzienności smak. Moje marzenia się spełniają szybciej niż o nich pomyślę… Chata wypełnia się ludźmi, myślami i dobrą energią. Kupując ten dom nie spodziewaliśmy się, że tak szybko będzie on gościł tyle miłości i pozytywnej siły.
Mam taką piosenkę, którą bardzo lubię i nie będzie to „Sielanka o domu” :D, ale „Blues dla Małej”.

Zacytuje refren:

„A mogliśmy – Mała – razem łąką iść
Świt witać po kolana w rosie
A mogliśmy – Mała – razem piwo pić
Dom nasz zamienić na sto pociech

A mogliśmy – Mała – konie kraść
Z niebieskiego boskiego pastwiska
A mogliśmy – Mała – w środku lata
Zbudować słoneczną przystań”

U mnie w życiu każde „a mogliśmy” zamieniam na robimy lub będziemy robić 🙂 A mogło być zupełnie inaczej…

para

miszmasz

Czego się uczymy tym się dzielimy.

Dzielimy się miłością z Wami. Ja mam zamiar dzisiaj podzielić się z Wami wiedzą. Wiedzą o tym jak funkcjonować w domu z bali. Jest wiele rzeczy, które musieliśmy się nauczyć o domu np. jak montować pompę i co z nią zrobić zimą, jak obsługiwać piec, jak naprawiać rzeczy przy pomocy szarej taśmy 😉
601385deb3ae92cokolwiek
schemat naprawiania za pomocą szarej taśmy i WD40
Jest też wiele rzeczy, których chcielibyśmy nauczyć się i zrobić. Przede wszystkim marzy nam się piec rakietowy, panele słoneczne i jakaś automatyka, ale to odległa przyszłość. 

 

Fotografia

Ostatnio uczyłem się jak robić zdjęcie gwiazd? Jak dopasować długość naświetlania i czułość ISO? Zacząłem od najprostszego, ustawiłem najdłuższy możliwy w aparacie czas naświetlania i największą czułość ISO. Potem stopniowo zacząłem zmniejszać ISO i czas naświetlania. Po kilku próbach udało mi się zrobić całkiem przyzwoite zdjęcia.
DSC00948
DSC00949
DSC00950
zdjęcia gwiazd

 

W ramach zdobywania wiedzy założyliśmy tego bloga paloszowka.pl. Chwilkę zajęło mi to, żeby wyszukiwarka google zaczęła łączyć nazwę Pałoszówka z naszym blogiem. Musiałem odświeżyć swoją wiedze o pozycjonowaniu stron. Od teraz zacznie się śledzenie rankingu google (page rank). W planach mam wypozycjonowanie bloga dla wyrażeń takich jak: dom w górach, chata w górach… Wypozycjonowanie na tak popularne wyrażenia jest już większym wyzwaniem, ale wszystko przede mną.
paloszowka_pagerank
przykład wypozycjonowania pałoszówki na hasło pałoszówka 😉
Kolejna cegiełka wiedzy to obsługa Bloggera. Do tej pory miałem z nim do czynienia w niewielkim stopniu. Konfiguracja jest całkiem prosta. Szybki wybór szablonu, wtyczka z informacją o używaniu cookies i już pierwszy post znalazł się w sieci. W wolnych chwilach dopracowaliśmy jeszcze szablon i od tej pory Justyna pisze z pełną swobodą kolejne posty. 

 

W przygotowaniu jest również mapa z wykorzystaniem google API. Całkiem niedawno powstał również profil na facebooku https://www.facebook.com/Paloszowka/.

 

W najbliższych planach chciałbym trochę poobserwować dom, w myśl „obserwując, uczę się”. Do tego celu planuję użyć Raspberry Pi z kamerką i zamontowanym czujnikiem temperatury i wilgotności.
raspberry_pi
Raspberry Pi
Tyle tego technicznego. Na koniec jeszcze jedna rzecz mnie czeka do zrobienia przy najbliższej wizycie. Muszę ściąć uschnięte drzewko. Na szczęści mamy dwie dobrze naostrzone siekiery.
chata, miszmasz

Po świątecznym siedzeniu, jedzeniu, piciu… przydałoby się pomyśleć i ruszyć 🙂

Dziś cały dzień myślę o ks. Janie Kaczkowskim, który zmarł w poniedziałek wielkanocny – siedzi mi w głowie ta jego śmierć i piękne życie, o którym akurat rozmawialiśmy w sobotę 2 dni przed jego odejściem. Wiem, że to nie ma związku z chatą i z tym o czym będę pisać, a może ma, bo jednym z głównych przesłań tego księdza jest życie w pełni i ze smakiem… Poczytajcie o nim. Już drugi post z duchownym i to z rzędu :). Zostawiając ks. Jana zacytuje jego życiowe motto: „Zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż Ci się wydaje”. Z tymi słowami zaczynamy: …
Również dziś przygotowuje się do babskiego wyjazdu w piątek. Chciałabym, aby było on początkiem kobiecych wypraw, o których zawsze marzyłam – SPEŁNIAM KOLEJNE MARZENIE, HURA!!!.
W chacie można robić wiele rzeczy, ale dziś napiszę tylko o tych, które czekają mnie w weekend:
  • RELAKSOWANIE 🙂 to można robić wszędzie, ale w lesie to wychodzi najlepiej, bo drzewa popoprawiają samopoczucie, pomagają zwalczyć stres i uspokajają.
przytulanie drzewa
przytulanie drzewa 🙂
  • CHODZENIE PO GÓRACH 🙂 mamy do zrobienia trasę, którą częściowo robiłam x lat temu (nie pamiętam), więc opiszę ją jak wrócę ze zdjęciami na świeżo…

 

DSC00780

 

  • CHATKOWE SPA … będą peelingi, mydełka, olejki, zapachy i więcej nie zdradzę 🙂
  • JEDZENIE PYSZNOŚCI przy wspólnym stole. Dziś tak niewiele mamy czasu na wspólne posiłki i rozmowy przy stole, a jest to niezwykle ważne (kiedyś to na pewno będzie tematem jakiegoś posta). Marzy mi się w Pałoszówce ogromna jadalnia z ogromnym stołem. Teraz będzie trochę ciasno, ale przytulnie.
  • WSPÓLNE GOTOWANIE to jednoczy jeszcze bardziej niż jedzenie. W niedziele czeka nas wspólne lepienie pierogów. Wybrałam pierogi, bo ten obszar Beskidu Sądeckiego właśnie z tej potrawy słynie. Pierogi z okolic Łomnicy i Rytra tradycyjnie charakteryzują się wielkością… podobno gdy taki pieróg spadnie z kuchni to potrafi kwokę z kurczętami zabić. My jednak postawimy na różnorodność i jakość, a nie na wielkość.
  • SIEDZENIE PRZY OGNISKU – uwielbiam 🙂 to kojarzy mi się z harcerstwem, bazami namiotowymi, śpiewaniem, gitarą, przyjaciółmi, ciepłem…
549490_489728931055729_809662758_n
  • … i wiele niespodzianek, bo jak na razie każdy wyjazd do chaty wiąże się z ciągłymi niespodziankami.

Najwspanialsze jest to, że spędzę trzy dni w chacie i właściwie nie będzie okazji do schodzenia do cywilizacji… Chciałabym, aby wyjazd był idealny i trochę się stresuję. W sumie jadę z taką ekipą, że nie mam co się bać 🙂 🙂 NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ

miszmasz

Świątecznie…
a właściwie nie będzie świątecznie, bo ja sama nie czuje tego w sobie.
Łatwiej mi było w wieku kilku, kilkunastu lat odczuwać święta. Myślę, że dbali o to moi rodzice. Wydaje mi się, że jak Hanka będzie starsza i będzie mogła zrozumieć, to mi samej będzie łatwiej świętować… więc temat posta będzie związany ze świętami, ale nie świąteczny.
Dziś napiszę o Bogu, bo w końcu jutro będziemy cieszyć się ze zmartwychwstania Jego Syna. Czasem słucham rekolekcji, kazania na YouTube i ostatnio trafiłam na rewelacyjną wypowiedz o. Adama Szustaka, którego na pewno wszyscy znają. Ma on bardzo pozytywną wizję Pana Boga, która właściwie zgadza się z moją. O tej wizji Wam opowiem. Będzie to moja wizja wsparta wizją Szustaka (odsyłam do wysłuchania – fragment, gdzie o. Adam siedzi na stołeczku : )).
Myślę i czuję, że mam być szczęśliwi. Dla mnie najwspanialszym dobrym uczynkiem jest bycie uśmiechniętym. Najpiękniejszym świadectwem wiary jest posiadanie dobrej energii, która wypływa na nasze otoczenie. Znam kilku smutnych katolików, którzy uważają, że mają tacy być – pretensjonalni, przygnębieni, bo są wierzący, bo nie mogą mieć przyjemności w życiu, bo mają nieść swój krzyż. A to przecież trzeba czerpać z życia, brać pełną garścią, radować się. Krzyż zawsze przyjdzie, a z wiarą przyjdzie siła i dobra energia, aby go dźwigać. Mogę śmiało powiedzieć, że tak jest, bo przeszłam tą drogę – dostałam krzyż, który mnie przeraził, a zaraz potem siłę, żeby go nieść i dziś, gdy już dobrze go znam, przyzwyczaiłam się, widzę jego dobre strony i teraz wydaje mi się lekki (chociaż są czasem cięższe chwile).
Moja wizja Boga to wizja dobrego Ojca, który chce, żebyśmy byli szczęśliwi. A gdy przyjdzie cierpienie, On nam go nie zabierze, ale nauczy nas z nim żyć i to dobrze żyć.
Życzę Wam, aby jutro i każdego następnego dnia Zmartwychwstały Jezus dawał Wam tą dobrą energię i radość. A gdy będzie Wam ciężko i będziecie dźwigać swój krzyż, aby każdy kto Was spotka powiedział: ŁAŁ skąd Ty to masz? Bóg musi być 🙂
Hanka to ma 🙂 🙂
DSC01168