chata górska

Witajcie! Zapraszam na sezon 2022 w lesie, w przyrodzie, w naszej chacie! Niedługo otwieramy.

Ostatnio przeglądałam w lustrze swoje włosy i z niepokojem stwierdziłam, że przybyło mi dużo siwych włosów. Nie będę się farbować (chociaż wiecie jak uwielbiam ogniste loki zaraz po wyjściu od fryzjera). Uznałam, że jeszcze jestem w wieku, w którym siwe włosy dodają powagi, a nie lat ;). Nie o siwych włosach chce pisać, ale o tym co spowodowało ten stan i jak temu zaradzić (nie siwiźnie, bo się na tym nie znam (Gosia mówi, żeby jeść czarny sezam)). Od dwóch lat czuję się zdezorientowana… Nie wiem gdzie szukać prawdy i straciłam autorytety. Jest mi z tym trudno, bo należę do osób, które zadają pytania i chcą wiedzieć. Przeraża mnie, że współczesny człowiek ma tak ogromny dostęp do informacji, a nic nie wie. Ostatnio też trochę się boję. Może dlatego, że już wiemy, że dziś jest możliwa prawdziwa wojna z umieraniem, stratą i uciekaniem. Mam receptę na strach, niepewność. Jest to pobyt w przyrodzie.

Najpiękniejsza siwizna… malowana naturą

Sezon 2022 w naturze

Myślę, że najlepszą rzeczą jaką mogę teraz zrobić to otworzyć swój dom i serce dla innych. Wszyscy pewnie czujecie się podobnie jak ja i szukacie ukojenia. Wiem, że las, życie (nawet chwilowe) w naturze pomagają się oderwać od fake news i dezinformacji. Czasem trzeba to wszystko zostawić na dole i po prostu ugotować obiad na piecu, porąbać drewno i poleżeć na polanie.

Jak dobrze pójdzie otwieramy chatę 19-20 marca, a jeśli będzie wciąż zimno to 2-3 kwietnia. Możecie rezerwować weekendy i wakacje (będę w chacie od 9 lipca do 28 sierpnia). Jeśli ktoś z Was potrzebuje dłużej pobyć w przyrodzie to ja chętnie udostępnię chatę np. na tydzień. Zaczynamy pobyt w sobotę (razem z nami) i kończymy w kolejny weekend (też z nami). Wszystko do ustalenia. Przypominam jakie warunki panują w chacie i jak to wygląda: tutaj.

Dbajcie o swoje włosy! Im mniej zamartwiania się tym mniej siwych włosów!

Czekamy w lesie! Mam nadzieję, że niedługo już bez śniegu 🙂

chata górska

Myślę, że to dobry moment na ten wpis, bo pewnie wielu z Was tu trafi w najbliższym czasie z pytaniami. Postaram się odpowiedzieć. Ten mały zamęt w naszym życiu powoduje pewien filmik na Youtubie. Dzień nagrań był wspaniałym i ciekawym doświadczeniem, rozmowy o miłości, rodzinie toczyły się naturalnie i komfortowo. Stres przyszedł później. Krzysztof jest cudownym prowadzącym, o dużej wrażliwości. Myślę, że ma podobne wartości jak my, dlatego tak łatwo się przed nim otworzyć, mimo kamer.

Podstawowe informacje

Trochę już nas znacie, dlatego ta cześć będzie bardziej informacyjna.

Po pierwsze chata jest otwarta w wiosenne, letnie i jesienne weekendy i prawie cały czas w lipcu i sierpniu. Zawsze trzeba dzwonić (Justyna 693 623 036) i sprawdzać czy jesteśmy – lubimy robić sobie wycieczki i czasem mamy inne plany.

Dojazd: samochodem, pociągiem, autobusem do Rytra i dojście czerwonym szlakiem na polanę Kretówki. Ze stacji PKP do przejścia jest 2,5 km, 372 m przewyższenia i zajmuje to ok 1-1,5 godziny. Z parkingu przy tabliczce Popradzki Park Krajobrazowy (trasa na zamek w Rytrze) będzie krócej 1,5 km i 316 m przewyższenia i ok 45 – 60 minut marszu pod górę. Jest stromo :).

Czy do samej chaty da się dojechać autem osobowym? Nie, nawet my pod sam dom nie dojeżdżamy. Da się dojechać autem terenowym prawie pod polanę. Można się z nami umówić i po drodze (np. z zakupów, w niedziele z kościoła) możemy zgarnąć bagaże, dzieci.

Warunki: do dyspozycji gości jest mieszkalne poddasze – 5 miejsca na łóżkach, reszta na podłodze. Staram się przyjmować na raz jedną rodzinę z dziećmi. Z grupami znajomych jest trochę inaczej 🙂 Bywało i 20 osób w chacie.

Mamy jedną łazienkę – jest bieżąca woda (nie zawsze ciepła). W łazience jest dość chłodno – latem to nie przeszkadza.

Kuchnia jest mała, z piecem na drewno, w pełni wyposażona.

Cennik: nie ma

Jest skarbonka sowa, która zbiera na bieżące sprawy (rachunek za prąd, wywóz śmieci) i przyszłościowo na remont. Można do niej coś wrzucić, ale nie trzeba.

W chacie obowiązuje współpraca. Nikt nikogo nie obsługuje, po prostu żyjemy razem przez ten krótki czas dzieląc się czasem, pracą, myślami, radościami i smutkami.

Chata w lesie

Jest to chata w lesie! Mamy tu sarny, leśne mysz (które czasem odwiedzają nas w domu), dziki (my jeszcze nie widzieliśmy), nietoperze i świetliki, podobno zdarzają się niedźwiedzie. Można u nas odpocząć w zieleni i oderwać się od miasta. Warunki są trudniejsze niż w mieście czy na dole na wsi, ale szum drzew, wieczorne koncerty świerszczy to rekompensują.

Jeśli chcesz nas odwiedzać, ale wolisz bardziej komfortowe warunki to blisko nas (20-30 minut) jest schronisko górskie „Chata Cyrla”, gdzie można zjeść najlepsze pierogi z jagnięciną i wypić pyszny ajerkoniak. Gospodarze są bardzo sympatyczni, a schronisko ma klimat. Czasem jest tylko tłoczno.

Zapraszam w sezonie 2022! Do zobaczenia!

chata górska, ludzie

Znowu nadszedł ten czas, który zmusza mnie do przemyśleń… Wrzesień jest dla mnie zawsze przełomowy. Jest to moment przeprowadzki z natury do betonowej dżungli… w tym roku jest to naprawdę trudne. Powrót do dawnego życia – przedszkola, zajęć, małego mieszkania w bloku jest dla mnie z roku na rok coraz większym wyzwaniem. Do tego 2020 w ogóle jest dziwny. W mieście przypomina mi się, że coś jest nie tak i coś wisi w powietrzu – nie wirusy, bo one są wszędzie.

Podsumowanie

Wrzesień to czas podsumowania sezonu wakacyjnego w chacie. Mogłabym zamknąć to w dwóch słowach: szybko i intensywnie, ale wiecie, że lubię się rozpisać.

Mam wrażenie, że te 3 miesiące (czerwiec, lipiec, sierpień) po prostu przeleciały, a z drugiej strony trwały wieki. W tak krótkim czasie udało się tyle zrobić i spotkać tylu ludzi i tak wiele przeprowadzić cennych rozmów. Poznałam cudownych ludzi i cześć z Was do nas często wracało. Te powroty są dla mnie najlepszym dowodem na to, że chata jest miejscem niezwykłym. Ta wymagająca remontu chałupa przyciąga ludzi. Tu nie chodzi o piękne wnętrza, zadbany ogród, ale o coś więcej… o Spotkanie z drugim człowiekiem i o Spotkanie z naturą. Dziękuję Wam za odwiedziny, czas, który nam poświęciliście, za Wasze powroty, za dobre myśli i rozmowy! Dajecie nam niesamowitą energię do działania!

powrót do kobiecości

To było naprawdę krótki podsumowanie jak na mnie… Tyle słów padło w czasie tego lata, że chyba zaczyna mi ich brakować.

Fotograficzne podsumowanie lata

Powrót do Krakowa

Powrót do nieleśnej rzeczywistość w dzisiejszych czasach jest naprawdę ciężki. Wróciło do mnie to co się działo przed wyjazdem do chaty. Wiem, że w każdej chwili ktoś, coś może zburzyć rutynę, którą sobie wypracuję… Lubię rutynę w mieście – lubię wstawać o tej samej porze, brać prysznic, odprowadzać dzieci i mieć poukładany dzień pełen zajęć. Jednak nic nie jest pewne.

Mam też wątpliwości wobec tego co się dzieje. Ogromnie smuci mnie, że uczymy dzieci strachu przed drugim człowiekiem i pozwalamy ludziom na samotność. Rzekoma pandemia, mijający czas w chacie przekonał mnie jak ważny jest rzeczywisty kontakt, jak ważne są prawdziwe relacje (nie online) i widok całej twarzy z rozmówcą. Stres i strach niezwykle osłabiają naszą odporność. Podobnie jak siedzenie w betonowych klatkach wśród plastiku. Nie będę już o tym pisać, bo temat powoli zaczyna męczyć i mnie i Was. Zastawię Wam tylko tu wywiad, na który natknęłam się wczoraj i myślę, ze jest wart obejrzenia.

Kolejny wrzesień, kolejna jesień przed nami… Życzę Wam słońca w sercu na każdy dzień reszty roku, reszty życia. Doceniajcie życie, ludzi i wolność! Dbajcie o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne! Życzę Wam odwagi, żeby się nie bać, gdy będą Was straszyć.

chata górska, chatkowe SPA

W naszej chacie dzieje się! W weekend majowy z koleżanką wymalowałyśmy furtkę do warzywniaka i gdy padał deszcz malowaliśmy kamienie. Miło było i nawet kolega się wciągnął. Efekty można oglądać w ogródku. Lubię tworzyć, a najbardziej w grupie. Pomysł dojrzewa już od dłuższego czasu. Już w tamtym roku zebrałam butelki do wspólnego malowania. Chata jest otwarta na ludzi! Chciałabym, aby była również otwarta na wspólne tworzenie! Leśna pracownia w Pałoszówce ma mieć formę otwartych warsztatów dla rodzin z dziećmi, dla kobiet i dla panów.

Leśna pracownia – co będziemy robić?

Podarujemy sobie dobry czas. Zawsze zamiast mówienia wolałam działanie. Tworzenie ma zdolności terapeutyczne i wzmacnia poczucie własnej wartości. Prace manualne uspakajają i układają myśli. Są też świetną okazją do rozmów. Zrobimy to co umiem najlepiej i w czym czuje się dobra. Będą to na pewno musujące kule do kąpieli, sole do kąpieli i mydła glicerynowe. Myślę też o naszyjnikach (ale to na jakiś babski weekend, może na jesień). Wszystko będzie łączyło się w jakiś sposób z przyrodą. Na pewno zrobimy leśną herbatę.

Leśna pracowania – kiedy?

Posta zaczęłam pisać kilka dni temu (miałam już przygotowane daty) i nagle okazuje się, że weekendy powoli zapełniają się… i właściwe pierwsza wolna sobota wydarzy się za prawie 2 miesiące!!

W tym roku wyznaczę dwie daty:

25 lipca i 22 sierpnia

Jednak zawsze możecie nas odwiedzić w inne dni (lipiec, sierpień). Trzeba się zapowiedzieć, umówić i określić co chcielibyście zrobić. Najlepiej telefonicznie: 693 623 036 lub na FB.

Plan dnia leśnej pracowni – 25.07 i 22.08

10.00 – zbiórka przy kapliczce na polanie Kretówki (w miejscu gdzie zaczyna się niebieski szlak gminny przez Młodów na Kordowiec, przechodzi tam również Główny Szlak Beskidzki (czerwony))

zejście do chaty, odpoczynek (troszkę trzeba do nas podejść z parkingu na dole (szczegóły tu)), herbata (zioła)

ok. 11 – leśna pracownia: w lipcu lepimy musujące kule do kąpieli, w sierpniu tworzymy mydełka glicerynowe.

ok. 13 – gdy już skończymy chętnie pójdziemy z Wami na spacer. Myślę, że obiad w schronisku Cyrla jest najlepszym rozwiązaniem! Dzięki temu ja zamiast przygotowania posiłku skupię się na organizacji warsztatów. Warto też spróbować pierogów z jagnięciną, czy bigosu w najlepszej schroniskowej kuchni w Beskidzie Sądeckim.

Pomysł na wycieczkę!

Można to połączyć z cudowną rodzinną wycieczką.

Orientacyjny plan:

9.00 – wędrówka czerwony szlakiem z parkingu w Rytrze (przy GSB, przed tabliczką Popradzki PK) (z dziećmi watro wyruszyć o 8.30)

10.00 – 13.00 – dobry czas w Pałoszówce

13.00 – 13.30 (14.00) – przejście na Cyrlę

13.30 (14.00) – 15.00 – obiad na Cyrli

15.00 – 17.00 – spokojne zejście drogą przez Makowicę, polecam zwiedzić ruiny zamku w Rytrze

Leśna pracowania – finanse

W chacie mieszka sowa, która zbiera pieniążki na remont chaty, bieżące wydatki i marzenia gospodarzy związane z tym miejscem. Po warsztatach będzie można nakarmić sowę. Nie ma cennika.

Warto zabrać pieniążki na obiad na Cyrli (np. pierogi z jagnięciną to cena 19 zł, zupa pomidorowa – 7 zł).

WAŻNE!

Obowiązują zapisy. Ze względu na sytuację w kraju muszę ograniczyć liczbę gości. To ułatwi mi również przygotowanie materiałów dla Was. Proszę o telefon (693 623 036), będzie to również okazja na rozwianie wątpliwości np. dotyczących dojścia. Można u nas zanocować, ale tu liczba miejsc jest mocno ograniczona.

Zastrzegam sobie prawo do odwołania warsztatów lub zmiany daty (przy dzieciach nigdy nic nie jest pewne).

chata górska, miszmasz

Kto by się spodziewał, że rozgrzana do czerwoności turystyka gwałtownie się zatrzyma. Tematy podróżowania interesowały mnie od zawsze. Mała Justynka uwielbiałam mapy i jako dziecko marzyła o ich rysowaniu. Do tej pory papierowa mapa wywołuje u mnie dreszczyk radości. Studiowałam geografię i mojej pierwsze prace były związane z turystyką. Tym sposobem dotarłam na Lackową – tak nazywało się moje małe biuro podróży. Później zatrzymałam się w chacie, która kiedyś ma być agroturystyką.

Mam bardzo wielu znajomych, którzy dziś niepewnie patrzą w swoją zawodową przyszłość. Oprócz źródła dochodu stracili cenne miesiące realizowania swojej pasji. Jest to bardzo przykre, ale wiem, że sprostają zadaniu i wymyślą coś zamiast… i właśnie to zamiast ogromnie mnie cieszy!

grupa kobiet, turystyka w małej grupie
Małe grupy, ciekawe programy, wędrówki, nieznane miejsca i moje ulubione zdjęcie – w drodze na Lackową, 2017

Prawdziwa turystyka zamiast masówki

Model turysty i turystki na pewno się zmieni. Gdzieś w głębi wierzę w to, że będzie to dobra zmiana, zmiana, na którą zawsze czekałam. Jestem fanką turystyki alternatywnej, zielonej, na łonie przyrody, indywidualnej itd… W całej tej sytuacji widzę ogromną szansę dla małych, rodzinnych wycieczek, dla obozów wędrownych i w końcu Polacy (którzy zawsze jeździli za granicę) zobaczą jak mamy piękny kraj. A może powstanie coś zupełnie nowego? Widzę wiele ciekawych możliwości, również dla siebie i dla swojego miejsca! Turystyka nastawiona na lokalnych przedsiębiorców, której celem jest poznawanie, aktywny wypoczynek i odrobina relaksu to jest to o czym marzę. Cieszy mnie myśl o turyście, który kupuje regionalne pamiątki (nie te z Chin), pokonuje beskidzkie szlaki, nocuje w małych pensjonatach, schroniskach, agroturystykach i jest na wycieczce naprawdę dla siebie, a nie dla znajomych na Instagramie czy FB… Czeka nas poznawanie nowych miejsc!

Kochani! Czeka nas sezon możliwości! To również szansa, żeby poznać nasze miejsce.

A pierwsza taka możliwość zdarzy się już 9 maja 🙂 zobaczcie sami!

chata górska, ludzie

Izolacja to dziś bardzo często powtarzane słowo, a nawet zalecane. Jest to sprawa, której zawsze się bałam. Odczuwam też strach przed zamknięciem. Każdy człowiek boi się samotności i zniewolenia… Jednak w społeczeństwie strach przed śmiercią jest znacznie większy (poczytajcie tutaj).

Nie będę Wam pisała jak radzić sobie z izolacją. Tego nie wiem. Przez to, że mam rodzinę nie odczuwam tego tak bardzo. Brakuje mi przyjaciół i ludzi, ale nie czuje się samotna. Ze smutkiem myślę o moich znajomych, którzy są singlami… to musi być bardzo trudne.

Izolacja w górach

Moja mama zawsze dziwiła się, że chce zamieszkać w górach. Lubię ludzi, rozmowy, spotkania i czas spędzony z drugim człowiekiem, a chce mieszkać na odludziu.

izolacja

Jest sposób, aby połączyć moją naturę z izolacją w pięknym miejscu. To zawsze we mnie było. Od kiedy pamiętam chciałam prowadzić schronisko w górach, a dziś marzę o agroturystce.

Pałoszówka jest odizolowana od świata. Nie chce mieszkać w chacie sama, czy tylko z Tomkiem i dziećmi. Chce dzielić się lasem i pięknem przyrody z innymi i być wśród ludzi, których lubię. Na szczęście z chęcią do nas przyjeżdżacie i chociaż przez chwilę idziecie z nami naszym szlakiem życia. Z całego serca zapraszam Was w sezonie 2020, który będzie zupełnie inny… Mam nadzieję, że szybko będziemy mogli się spotkać!

Smutne podsumowanie

Boje się, że skutki izolacji będą bardzo duże… niestety powątpiewam w zasadność pewnych zakazów wprowadzonych z powodu rzekomej pandemii. Boję się, że ludzie już nie odzyskają dawnego zaufania do innych. Proces odgradzania się od innych zaczął się dawno temu. Jest to również skutek uboczny Internetu. Podobno młodzi ludzie od dłuższego czasu woleli seriale niż spotkanie z innymi. Teraz nie mają wyboru i są chwaleni za to, że siedzą w domu…

Rok 2019 nauczył mnie nie czekać. Nie czekałam już na wiosnę i lato, bo w tamtym roku tak szybko to przyszło i minęło. Uczę się cieszyć każdym dniem. Jednak jest coś na co ostatnio czekam z wielką niecierpliwością. Bardzo bym chciałam Wam legalnie powiedzieć: Kochani! Wyjdźcie z domu i spotykajcie się z innymi, bo ludzie są wspaniali! ale poczekam z tym jeszcze trochę i na razie siedzę cicho i przebieram nogami z niecierpliwością.

izolacja w chacie
chata górska, ludzie, wdzięczność

Wczoraj zakończyliśmy sezon 2019 w chacie. Czas na małe posumowanie. Były to naprawdę udane miesiące, które trochę mnie zaskoczyły. Nauczona poprzednimi latami nie oczekiwałam zbyt wiele, a dostałam bardzo dużo – chata pełna ludzi i dobrze spędzony czas w lesie.

chata pełna dzieci
Wygibasy na polanie

Nie nastawiłam się na długie wędrówki. Już umiem dostosować się do dzieci i czerpać z tego radość. Nigdzie nie gonię, nie spieszę się i słucham czego chcą. Na pewno udało się zrealizować więcej niż w tamtym roku, ponieważ Ignaś już jest starszy. Byliśmy kilka razy na basenie w Piwnicznej, pojechaliśmy na Radocynę, wjechaliśmy kolejką na Jaworzynę Krynicką i Hanka zdobyła na własnych nogach Makowicę.

Dzieci natury

Już dawno pogodziłam się z faktem, że niewiele zrobimy przy chacie, bo nie ma czasu, pieniędzy, chęci, wiedzy, bo są dzieci i inne wymówki. A w tym roku udało się zrobić studnie (wielki sukces mojego męża) i zorganizować kanapę do naszego pokoju, co trochę poprawiło nasze życie małżeńskie, bo możemy w końcu spać razem. Miłe zaskoczenie!

Chata pełna cudowności

Dochodzę do najważniejszej sprawy, o której dziś chce napisać. To był pierwszy rok, w którym chata była naprawdę pełna ludzi. Zdarzało się, że czasem musiałam komuś odmówić z powodu braku miejsca.

Pałoszówka istnieje już ponad 4 lata i to był jej czwarty sezon. Dlaczego dopiero teraz? Myślę, że wiadomość o nas powoli rozchodzi się po świecie. Docieramy do nowych osób przez znajomych, którzy u nas byli i przez fb. Chętnie wracają do nas osoby, które już nas poznały i odważyły się przyjechać. W poprzednie wakacje Ignaś był bardzo mały i to trochę spowodowało, że byliśmy w chacie bardziej sami. Ten sezon rozpoczął się od razu nowymi znajomościami. Odwiedziło nas mnóstwo osób z dziećmi, co było fantastyczne, bo Hanka miała towarzystwo. Ignaś też bardzo się dzięki temu wyrobił. Było to widać jak w miniony weekend bawił się z Hanią i Jasiem, który przyjechał do nas z tatą.

Gdzie poznawać nowych ludzi? Jak pielęgnować stare znajomości?

Wiele osób zastanawia się gdzie zawierać nowe przyjaźnie. W pewnym wieku, gdy już nasze życie się ustabilizuje, mamy mało takich okazji. Często też, niestety zaniedbujemy ludzi, których już znamy długo i dobrze. Z powodu braku czasu, czy po prostu nie mamy powodu, aby się odwiedzić. Nasza chata jest cudownym miejscem, które daje nam czas i pretekst do spotkania. Jest też wspaniałą okazją do poznawania nowych ludzi. W tym roku to się udało i przerosło moje oczekiwania.

chata pełna gości

Dziękuję wszystkim naszym gościom za współtworzenia atmosfery chaty. A do tych, którzy mieli w tym roku przyjechać, a tego nie zrobili, uśmiecham się szeroko i puszczam oko z myślą, że niedługo będziemy otwierać kolejny sezon 2020.

chata pełna magii
chata górska, ludzie, wdzięczność

Ostatnie dni skłoniły nas z Tomkiem do pewnych refleksji. Zastanawialiśmy się u kogo w domu czujemy się swobodnie. Ze smutkiem stwierdziliśmy, że nie mamy za dużo okazji, aby czuć się u kogoś „jak w domu” czy właśnie zupełnie inaczej. Rzadko chodzimy w gości,a może nie tak często jakbyśmy chcieli. Na szczęście w ten weekend udało nam się nadrobić zaległości i mieliśmy gościnny czas – za co dziękujemy! Sami staramy się zapraszać do siebie. Niestety z powodu małego mieszkania nie da się zorganizować większej imprezy. Zdarzały się duże spotkania, ale wtedy nie było jeszcze dzieci. One mimo tego, że są najmniejsze zajmują najwięcej miejsca.

Mamy za to ogromne szczęście i możemy zapraszać do naszej chaty w górach, dzięki czemu nasze życie pełne jest nowych i starych spotkań.

gościnny dom

Co się stało z „chodzeniem w gości”?

Pamiętam z dzieciństwa, że kiedyś chodziliśmy z mamą i tatą do ich znajomych. Potem coraz rzadziej rodzice wychodzili. Teraz są właściwie zapraszani tylko na imprezy rodzinne. Dziwiło mnie to. Teraz widzę, że aby tak się nie stało trzeba bardzo, bardzo o to dbać. Właściwie jest to trudne.

Dlaczego nie jest to łatwe?

Zabrzmię banalnie: jednym z powodów jest czas. Niektórym naprawdę trudno go znaleźć np. nam w czasie wiosennym i letnim, bo nie nas w Krakowie. Za to mamy mnóstwo czasu dla Was w chacie – zapraszamy!

Kolejny równie ważny, ale dla mnie osobiście strasznym powodem są pieniądze. Są ludzie, którzy nie organizują spotkań w domu, bo to kosztuje. Trzeba coś przygotować, kupić i wydać kasę. Niestety coraz mniej jest popularne, że każdy coś przynosi. Przykre, ale naprawdę ktoś mi kiedyś powiedział, że nie lubi zapraszać gości, bo to kosztuje. Może to i lepiej. Nie wiem czy byliście kiedyś na kolacji, na której wszystko było wyliczone i to u bogatych ludzi.

Przyczyną nie zapraszana gości może być mały metraż. Coś o tym wiem, bo za każdym razem jak obmyślamy plan na imprezę rocznicową (z okazji rocznicy naszego ślubu) to z niej rezygnujemy, bo nie chcemy nikogo pominąć, a wszyscy przyjaciele się nie zmieszczą w naszym mieszkaniu.

Na koniec chyba najpoważniejszy powód coraz rzadszego organizowania spotkań w domu to obecny styl życia, czyli każdy dla siebie. Coraz bardziej nie lubimy wpuszczać ludzi do naszego życia. Mamy FB i Internet i doskonale wiemy co u kogo się dzieje. W mediach możemy też pokazywać tą lepszą wersje swojego życia, bo np. jak możemy zaprosić kogoś, gdy nie mamy tego idealnego porządku, który zawsze pokazujemy na Instagramie.

Jest jeszcze zmęczenie, które powoduje, że czasem nam się nie chce.

Gdzie czujemy się swobodnie?

Gdy zadaje sobie takie pytanie zawsze wracam do mojej pierwszej wizyty u Magdy i Maćka w Starej Farmie, jeszcze w Męcinie Małej. Weszłam do ich domu i od razu poproszono mnie o to, aby usiadłam z nimi i lepiła pierogi. Poczułam się jak w domu.

Jest wiele miejsc, gdzie czuje się dobrze. Wśród nich są moje ulubione agroturystyki, ale akurat tam gospodarze robią to niejako zawodowo i zwykle są mistrzami gościnności. Mam też zwykłe domu, mieszkania moich przyjaciół i znajomych, gdzie jest mi miło i swobodnie. Nie decyduje o tym wystrój, piękna zastawa, drogie wyposażenie czy wyśmienite jedzenie, ale otwarci ludzie, dla których wyżej wymienione powody nie istnieją. Na szczęście są jeszcze tacy ludzie.

Ja też jestem osobą, która ogólnie czuje się dobrze z innymi ludźmi i myślę, że umiem zmieszać dystans i być na luzie. Chociaż nie zawsze.

Gościnny człowiek, czy gościnny dom?

To jak bardzo gościnny jest dom, zależy od człowieka, który tam mieszka.

Na koniec najważniejsze

Mam nadzieje, że u nas czujecie się swobodnie. Większość osób odwiedzających naszą chatę to już nie goście, ale osoby, które współtworzą dom, o którym marzę. Dziękuję! Razem tworzymy gościnność Pałoszówki!

gościnny dom
gościnny dom
chata górska

Znam wielu ludzi osobiście, dużo czytam o takich osobach, którzy rzucili wszystko i zaczęli od nowa w górach. Lubię takie historie i zawsze budzą we mnie mieszane uczucie. Zaczynam zastanawiać się co jest ze mną nie tak? Trochę im zazdroszczę, trochę ich podziwiam i trochę zastanawiam się czy mówią całą prawdę. Czemu ja nie przeprowadzam się w góry? Zawsze o tym marzyłam. Może boję się realizacji tego celu. Czy przeprowadzka w góry mnie przerasta?

A może chodzi o pieniądze…

Myślę, że to jest pierwsza sprawa, która przychodzi do głowy zwykłemu człowiekowi jak czyta o takich spektakularnych wyprowadzkach z miasta na wieś. Na to potrzeba dużo pieniędzy. My chatę kupiliśmy za średnią kwotę – małą jak porównasz z cenami mieszkań w Krakowie, dużą jak o niej po prostu pomyślisz. Ciekawym na pytanie ile zawsze odpowiadam. A skąd mieliśmy tyle? To efekt Tomkowego oszczędzania przed ślubem, naszego wspólnego życia i życzliwości osób, które mogły nam pożyczyć. A ile jeszcze potrzebujemy? Bardzo, bardzo dużo. Remont chaty, stodoły, budowa warsztatu, ogrodzenia, drogi, sauny i wiele innych to kwoty na razie niewyrażalne. Wiem jednak, że powoli i cierpliwie uda się.

Wiem, że na pytanie dlaczego nie wyprowadzamy się z Krakowa odpowiedzią nie są pieniądze. Mamy możliwości finansowe. Sprzedajemy mieszkanie w mieście, dokładamy oszczędności i stać nas na to, aby metodą gospodarczą i przy dużym nakładzie własnych sił ogarniać podstawowy remont, tak aby dało się żyć i prowadzić małe gospodarstwo agroturystyczne.

chata w górach przeprowadzka w góry

strefa komfortu

Przeprowadzka na wieś, w góry to wyjście z strefy komfortu. To takie oklepane hasło, ale czy prawdziwe. Bo czy komfortowe jest stanie w korkach?

Nasza strefa komfortu z Tomkiem jest dość mało komfortowa. Ciasne mieszkanie w mieście, ale zawsze tak żyliśmy. Nie przeszkadza nam to, chociaż mamy zamiar to w najbliższym czasie zmienić. Nie dlatego, że nam się w dupach poprzewracało, ale dla dzieci, żeby miały swoje miejsce w swoim pokoju. My wiemy jak to żyć bez przestrzeni i jakie to ważne. W Pałoszówce mamy bardzo dużo własnej przestrzeni. Wyjdę z chałupy i mam las, zieleń tylko dla moich oczu. Mogę myśleć, odpoczywać. W chacie żyjemy w małym pokoju, a to mniej niż w mieście, ale to czasem jest fajne.

spacer przeprowadzka w góry

Nasz poziom życie też nie jest tak wysoki jakby mógł. Oboje pochodzimy z rodzin, gdzie nie było za dużo pieniędzy, więc umiemy oszczędzać i nie mamy potrzeby wychodzić 2 razy w tygodniu na obiad do miasta. Nie potrzebujemy też super auta, czy drogich gadżetów.

Stała pensja to chyba jedyny aspekt miejskiej, a może bardziej korporacyjnej strefy komfortu, który rzeczywiście może przytrzymać w mieście. Jednak stała pensja (stała praca) to jest pewien brak wolności oraz często praca dla kogoś. Zawsze jest coś za coś.

Chyba jednak w naszym być czy nie być w górach nie chodzi o komfort. Może o wygodę naszych dzieci.

Nie przeprowadzka w góry – to o co naprawdę chodzi?

Często o tym myślę. Często zadaję sobie pytanie: czy jestem szczęśliwa tu i teraz? To jest prawdziwy powód naszego nie rzucania wszystkiego i naszej nie wyprowadzki w góry. Jesteśmy szczęśliwi. Nie ma w nas desperacji. Tomek bardzo lubi swoją pracę na etacie, ma porządny, dobry i zgrany zespół. Lubi swoich współpracowników, a i ja mam do nich pełne zaufanie, gdy Tomek idzie z nami na piwo. Lubimy swoje życie w mieście, tak samo jak lubimy perspektywę i możliwość wyprowadzki. Mamy wspólne, ważne cele. Chcemy sprawić, aby dzieci były szczęśliwe. Za jakiś czas wyremontujemy chatę, a potem się wyprowadzimy. A może życie zaskoczy nas zupełnie czymś innym. Boży plan jest nieodgadniony.

chata górska, miejsca

Gdyby las miał płeć to na pewno byłby kobietą…

Jesień kojarzy mi się z lasem. Gdy myślę jesień widzę jeża, żółte liście i koszyk z grzybami. A w lesie widzę leśnika w mundurze. W swojej głowie najczęściej w lesie widuję mężczyzn. A przecież las jest kobietą. Może to całkiem naturalne, bo gdy wyobrażam sobie piękną damę to na około niej stoją panowie i adorują. Do lasu ciągnie mężczyzn. Po co tam idą? Po przygodę i po zdobycz.

Do lasu chodzą kobiety. Chodzą po zioła, jagody, kwiaty i pokazują drzewa swoim dzieciom. Kobiety najpiękniej uczą lasu. Mnie nauczyła go moja mama. Kobiety najlepiej rozumieją las, widzą go sercem.

las
Poranek i las… od razu lepiej się wstaje

Las jest najlepszym coachem

Osoby, które mnie znają wiedzą jak bardzo nie lubię trenerów osobistych. Już Wam o tym pisałam. Nie potrzeba gadania, snucia motywujących, oczywistych prawd, ale trzeba Everestu. Każdy musi przeżyć coś wielkiego, co nauczy go żyć. To jestem ja… są osoby, które czasem potrzebują, aby ktoś nimi potrząsnął. Czy musi to być coach? Pewnie dla niektórych tak, bo lepiej się czują jak komuś zapłacą albo będzie to ktoś zupełnie z zewnątrz. Mi wystarczy dobry przyjaciel, a czasem rozmowa z kimś obcy – ile razy rozmowa w szpitalnym korytarzu z innym rodzicem stawiała mnie do pionu. Gdy było bardzo źle szukałam księdza. Tak, wiem, co on wie o życiu… nie jest mężem, ojcem i żyje pod kloszem. Dlatego może stanąć obok i popatrzyć na to obiektywnie. Każdy patrzy przez pryzmat własnego życia, własnego małżeństwa, rodzicielstwa. Ej, Justyna – Miało być o lesie!

W codziennym życiu moim najlepszym doradcą jest las. Wystarczy, że wyjdę na spacer wśród drzew i już wiem. Las zabiera moje złe emocje, uspokaja mnie i daje rozwiązania. Szkoda, że tu w mieście jestem tego pozbawiona. Tu idę pojeździć na rowerze i to też pomaga.

Las daj siłę

Las uczy nas odwagi, daje siłę do pokonywania własnych lęków. Kiedyś bałam się być w lesie sama. Dziś bardzo to lubię.

Myślę, że nie chodzi o sam las. Ważna jest przyroda. Czas spędzony w naturze jest dla człowieka najlepszym lekarstwem na wszystko. To taki powrót do korzeni, do prawdziwego domu. Współczesny człowiek zapomina o tym, że jest częścią przyrody. My też jesteśmy naturalni… tylko wydaje nam się, że jesteśmy ponad to. Wmawiamy sobie, że potrafimy być lepsi i tworzymy wielkie rzeczy tj. samochody, komputery. Tylko czy to jest dobre dla świata, dla nas?

Wróćmy do lasu… Jesienią będzie ku temu wiele okazji, bo można zbierać grzyby i kolorowe liście.