Bez kategorii

Marzę o śmierci, która nie zrobi na nikim wrażenia… nie rozpęta się burza na FB i nikt o tej śmieci nie usłyszy. Marzę o śmierci, która będzie świętem mojego życia. Marzę o tym, że umrę w łóżku wśród najbliższych, a może trzymając za rękę Tomka będę się uśmiechać. Myślę, że nikt wtedy nie zapłacze nad starą babą, która już zrobiła na Ziemi wszystko co było do zrobienia. To będzie już czas na mnie, mój czas umierania…

Chyba nie każdy marzy o takiej śmierci. Są ludzie, którzy chcą umrzeć z pompą i z wiadomościami w TV, żeby cały świat wiedział. Są ludzie głośni i znani, których wszystkie wydarzenia są komentowana w mediach i takiej śmierci oczekują – śmierci kontrowersyjnej z tematem do dyskusji.  A może wcale o śmierci nie myślą, ale tak umierają i zapisują się w historii. I nawet ja, która nie znam tych ludzi, przeżywam tą śmierć i jakoś mi na sercu ciężej. I tak dziś myślę o Tomku Mackiewiczu, o Adamie Kieresie, o Wandzie Rutkiewicz i o tych, którzy dziś są punktami orientacyjnymi w Himalajach (ale dziś o nich nie napiszę, tylko o sobie).

Śmierć powinna być taka jak życie…

A ja marzę o tak bardzo krytykowanym „świętym spokoju”… Nie chce wchodzić na himalajskie szczyty i szczyty kariery. Chciałabym mieć swoją chatkę w górach i żyć tam otoczona dobrymi ludźmi i prostymi obowiązkami. Chce zbierać zioła, gotować dla gości, ścielić łóżka i wdychać świeżość pościeli, budzić się rano i pić kawę z widokiem na las i muzyką ptaków, chce obserwować zwierzęta i mieć poczucie „świętego spokoju”. Dla mnie to słowo oznacza, że jestem tam gdzie powinnam być i robię w życiu to do czego powołał mnie Bóg. Nie mówię o życiu na kanapie przed telewizorem. Gdzie po 8 godzinach pracy w korpo człowiek marzy o tym, żeby wszyscy dali mu spokój i ze skwaszoną miną sięga do lodówki po piwo. W zamian za to stać go na wakacje na wyspach Kanaryjskich, które i tak nie wypełniają jego pustki… To jakie masz życie  zależy od Ciebie. Przecież możesz zmienić pracę albo cieszyć się etatem w korpo. Lubię prostych ludzi, którzy potrafią żyć na dole i w każdym dniu widzą wartość samą w sobie….

Nie boję się, że w moim życiu nic się nie wydarzy. Codziennie się dzieje… tylko nikt nie pisze o tym w gazetach.

Byliśmy w weekend w chacie z Tomkiem – sami :)… i cieszyliśmy się sobą. Miałam w sobotę rano chwilę wielkiego, wzruszającego szczęścia i piękna. Poczułam się jakbym stała na szczycie swojego Everestu. Opiszę Wam ten moment. Dokładałam do piece drewna i przygotowuję jeszcze śpiącemu mężowi proste śniadanie. Przez drzwi i małe okienko wpadają promienie zimowego słońca, a z radia lecą stare kawałki, a ja uświadamiam sobie, że całe życie o tym właśnie marzyłam: żyję z człowiekiem, którego kocham, mam domek w górach i mogę wstać wcześniej z łóżka i zrobić śniadanie. Jak często człowiek wchodzi na swój szczyt i tego nie zauważa. Dlatego niektórzy ludzie muszą wspinać się na 8-tysięcznik, tego nie da się przeoczyć…

Czekam na słońce…
Chwila później… pierwsze promienie
chata

Myślałam, żeby napisać recenzję… mam kilka książek, o których mogłabym się wypowiedzieć, ale niestety czytam wybiórczo i zapamiętuje tylko to co mnie interesuje, ciekawostki itp. Czasem czytam niedbale i szybko zapominam, więc nie nadaje się do napisania recenzji… i nie skończyłam jeszcze książek, o których bym pisała (dwie zostały w chacie). A lektury są o drewnie i o tym będę pisać.

Las

Kiedyś bardzo dawno temu byłam z Michałem (jak to dziwnie brzmi :D, ale na potrzeby bloga używamy imion) na spacerze, a może tylko gdzieś przechodziliśmy… nie wiem skąd i jaki mieliśmy cel i kiedy to było, ale pamiętam jak Michał stwierdził, że harcerze to tacy dziwni ludzie, którzy zachwycają się drzewami, a ja pomyślałam „głupek, drzewami??”… Po kilku, kilkunastu , ??? minutach, a może to był już inny spacer zobaczyłam drzewo (gdzieś na krakowskich błonach) i się nim zachwyciłam i przyznałam mu rację. Dziś też zachwycam się drzewami.

Moje niespełnione marzenie to studia leśnicze…

Uwielbiam las. Mój ulubiony to las mazurski, w którym przeważają sosny, a runo tworzą połacie jagód, mchów i traw. Ziemia jest piaszczysta, a między drzewami można dostrzec słońce odbijające się w tafli jeziora. Buczynę Karpacką też lubię, poniekąd jestem na nią skazana, ale nie narzekam :)…

Drewno

Uwielbiam drewno. Mój wymarzony dom to chata z bali, z podłogą z desek. Jak byłyśmy małe z siostrą to tata nas zabierał to sklepu z deskami. Pamiętam ten charakterystyczny zapach i to, że szukałyśmy sęków, które wypadły z desek i tworzyły bajeczne dziury, a dla nas były cennym drewnianym skarbem. Teraz tego miejsca nie ma – to był mały osiedlowy sklepik z drewnem na Krowodrzy…. (teraz mamy castoramy z „drewnem”, … Drewit, ale tam też dominują płyty drewnopodobne, wiórowe, sklejki i „drewno”).

Czuję wielki żal, że drewno popada dziś w niełaskę… piszę to siedzący na plastikowym krześle przy biurku z płyty z wiór :(.

Zamiast spaceru po lesie ludzie wybierają spacer po galerii handlowej, gdzie zamiast się zrelaksować,  ich mózg atakowany przez kolorowe i głośne bodźcie, a dusza kuszona przez bożka o wdzięcznej nazwie konsumpcja. A przecież wystarczy iść do lasu zupełnie za darmo, aby zregenerować swoje ciało i duszę. Zapomniałam w lesie są kleszcze i komary. Media nas skutecznie straszą potrawami z lasu… lepiej iść do bezpiecznej galerii.

Dom

Drewno też jest złe… Dom z drewna przecież jest nietrwały i może się spalić (a co z drewnianymi kościołami, które stoją już setki lat?). Beton, styropian to jest to! – wytrzymałość na lata, jakie to solidne i piękne. Są badania, że ludzie żyjący w drewnie są zdrowsi i szczęśliwsi, ale tego nam media nie powiedzą. Wielkim firmą zależy, żebyśmy chętnie kupowali substytuty szczęścia i zdrowia. Nikt nam nie da prostego rozwiązania, że czasem, aby wyleczyć alergię wystarczy otoczyć się drewnem. W sumie to jest trudne rozwiązania i dość drogie.

A w Twoim mieszkaniu/domu ile jest drewna?? U mnie w bloku z wielkiej płyty i w małym mieszkaniu naprawdę drewniane są tylko duże łyżki do mieszania zupy i Hanki zabawki drewniane ze Stryszawy. Nawet sosnowe meble są już tak dopracowane przez Ikeę, że nie wiele drewna w sobie mają – gruba warstwa lakieru i innych środków chemicznych skutecznie zabiły zapach, a wszelkie bajeczne niedoskonałości zostały wyrównane. Moje stopy dotykają właśnie plastikowych paneli udających drewno. Okna też zostały kiedyś wymienione na te solidniejsze – plastikowe.

„Na długi czas”

W tym miejscu polecę Wam książkę Erwina Thoma „Na długi czas”. Jest to niesamowity człowiek, który buduje domy, wielkie hotele, kościoły w Japonii z drewna bez użycia chemii. W Polsce są dwie firmy, które się tym zajmują. Jedna 4 km od naszej chaty koło Piwnicznej, a druga niecałe 30 km w Nowym Sączu. Może to jakiś znak dla nas. Nie znalazłam domu w Polsce wybudowanego w tej technologii, na stronach podanych firm można znaleźć zdjęcia, ale część pochodzi z zagranicy. Powodem tego stanu rzeczy jest na pewno cena takiego domu i wpajane nam od małego uwielbienie solidnego betonu.

W całej walce plastiku, styropianu, betonu z ekologicznym drewnem chodzi o pieniądze. Szkoda, bo jak pisze Thoma w swoje książce oprócz tego, że w drewnie żyje się lepiej, oszczędniej i bezpiecznej to również bardziej ekologicznie. Drewniany dom po setkach lat służenia człowiekowi wróci do natury i rozłoży się, czego nie można tak łatwo powiedzieć o styropianie i plastiku.

Smog i drewno

Uwielbiam ogień. Umiem układać watrę i rozpalić ognisko nawet zimą w śniegu, wiem gdzie prawie zawsze znajdę suche drewno i co jest najlepsze na rozpałkę. Potrafię posługiwać się krzesiwem i je posiadam w magicznym woreczku z tamponem, który jest świetną, ale nie naturalną rozpałką. Ognisko przypomina mi harcerskie czasy, daje poczucie bliskości z naturą, zimą przyjemne ciepło, a latem pozwala długo siedzieć wieczorem na polanie i sprawia, że czuje się bezpiecznie.

Uwielbiam ogień w kominku. Trzaskanie drewna i tańczący ogień i wino… 🙂 Kominek daje cudownie, nierównomierne ciepło – mogę ułożyć się na kanapie z nogami przy kominku i głową dalej… Bose nogi są ogrzewane najbardziej, a głowa mniej – lubię taki stan.

Uwielbiam gotować na tradycyjnym piecu – potrawy są najlepsze, gdy opala się je drewnem i Wy dobrze o tym wiecie. Pizza z pieca jest zupełnie inna niż z piekarnika gazowego/elektrycznego.

Proziaki – tradycyjne bułki na sodzie

Od 2019 roku w Krakowie będzie zabronione palenie drewnem, bo generuje to smog… Dziwne, przecież w szkole podstawowej mówili, że jest to jedno z ekologicznych źródeł ciepła. Coś się nie zgadza. Czytam teraz książkę „Porąb i spal, czyli wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie” norwega Lars Myttinga, który pisze jak palić drewnem i pochwala ten sposób grzania domów. Zawsze wydawało mi się , że kraje skandynawskie dbają o naturę i są ekologiczne, a tu taka książka. W Polsce mówi się o zabijającym dymie i smogu, matki karmią dzieci na wyciętych pniach, ludzie się denerwują, że dostali trochę wolności i mogą wyciąć swoje drzewa na swojej działce… A norweg pisze o tym, żeby rąbać i spalać. Kto ma racje?

Dobrze zagospodarowany las, poprawne wybieranie drzew na opał i suszenie zgodne ze sztuką gwarantuje nam ekologiczne i odnawianie źródło energii. Lepiej ludziom zabraniać niż ich uczyć. Albo gdzieś trzeba sprzedać piece najnowszej generacji  i kraje zagraniczne gdzieś muszą mieć rynek zbytu na swój gaz.

Zadaje sobie pytanie: Justyna, a co z żywym lasem, drzewami, które tak kochasz?

Czytałam też bardzo modną teraz książkę „Sekretne życie drzew” i wiem, że drzewa czują… Czują i dlatego nigdy nie zostawiam śmieci w lesie, czasem głaszczę korę i przytulam pnie, wącham i się delektuję, wyznaję lasowi miłość. Las ma nam służyć, a my mamy obowiązek mądrze i z szacunkiem korzystać z tej służby. Wierzę zgodnie z moją wiarą, że człowiek jest dzieckiem Boga i świat został stworzony dla niego. Każdy dar powinniśmy pielęgnować, a nie niszczyć i myśleć tylko o sobie.

Hania też kocha drzewa
Przytulanie drzew daje siłę, spokój i szczęście…

Na koniec dedykuję piosenkę, wszystkim, którzy kochają las. Doczekajcie do końca, do słów „I rośnie młody las”.

miłość, miszmasz

Długo myślałam nad tym wpisem… miał się pojawić w grudniu, potem 31 grudnia (na drugie urodziny Pałoszówki), potem 1 stycznia jako wpis noworoczne przemyślenia, ale dopiero dziś podjęłam decyzje o czym będę pisać.

Noworoczne przemyślenia

Grudzień był dla mnie bardzo ciężki – źle czułam się fizycznie i psychicznie. W tym całym zimowym dole pojawiały się próby pocieszenia. Winę za swój zły humor częściowo zrzucam na hormony… Dopadło mnie typowe dla kobiecego obniżenia nastroju powroty do przeszłości i użalanie się nad sobą. W tym myśleniu ktoś mi powiedział, że zawsze się wychylałam, angażowałam, mówiłam co myślę, wkładałam uczucia w to co robiłam i w ludzi, których poznawałam i dlatego dostawałam po dupie. Lepiej stać z boku i nie przeżywać. Jak już hormony opadły, pewne sprawy się wyjaśniły zrobiło mi się przykro takiego życia bez kopniaków i rozczarowań. Ciesze się z każdego uderzenia w moim życiu. Dzięki nim dojrzałam do miłości 🙂 i mam poczucie, że próbowałam. Wiele pięknych spraw wynikło z mojego wychylania się, angażowanie, mówienia co myślę , wykładania uczuć. Bez ryzyka nie ma prawdziwego życia. Odsyłam Was do noworocznego wpisu Klaudyny Hebdy.

Decyzje w moim życiu

Na szczęście umiem podejmować decyzję, czasem bardzo szybkie i ważne… Decyzje o małżeństwie podjęliśmy z Tomkiem właściwie po 2 tygodniach, na kupno chaty zdecydowaliśmy się w 1 dzień (jednak decyzja była poprzedzona wieloma miesiącami poszukiwań i już wiedzieliśmy co chcemy), w grudniu Tomek kupił samochód w kilka godzin… Wcześniej tych decyzji też było sporo – wyjazd do Bristolu (w czwartek Ola mi dała pomysł, a ja we wtorek miałam bilet w jedną stronę), założenia Lackowej, kurs SKPG.

Na razie nie widzę w swoim życiu decyzji, której bym żałowała… Mam dużo szczęścia 🙂 i dużo wiary w siebie i w swoją intuicję.

Czasem myślę, że zakup chaty był złą decyzją… bo czasem nie mogę spać jak myślę o drodze, wodzie, przepisach i tym ile jest w chacie prowizorek, ile mnie czeka pracy i ile potrzebuję pieniędzy. Znowu się wychyliłam i naraziłam na ogrom wyzwań. Wiem jedno, że nie kupienie chaty byłoby najgorszą decyzją w moim życiu. Może nie wyjdzie, ale nigdy nie powiem sobie, że nie spróbowałam zrealizować swojego wielkiego marzenia.

Wdzięczność

Jeszcze jedna chyba najważniejsza sprawa na Nowy Rok – wdzięczność. Myślę, że ciągłe myślenie o dobrych rzeczach i dziękowanie powoduje, że przychodzi do nas jeszcze więcej dobra. Tego życzę sobie i Wam! 🙂

Mam za co dziękować! W 2017 stało się wiele dobrego, a przede wszystkim udało nam się wyjść z rurki. Bardzo smutne dla mnie zamknięcie Lackowej przyspieszyło i ułatwiło kolejną bardzo ważną decyzję ;).