miłość

7 lat po ślubie, rodzina
7 lat po ślubie

7 września 2020 to nasza 7 rocznica ślubu. Minęło już 7 lat. Czas jest niezwykły. Z jednej strony wydaje mi się, że przeleciało tyle lat w takim szybkim tempie, a z drugiej strony zadziwia mnie ile zdążyło wydarzy się w naszym życiu i te 7 lat to bardzo długo. Tomek w tym czasie stał się częścią mnie. Mimo to wciąż mnie zachwyca i czasem budzę się z tym wspaniałym uczuciem niemożliwości – spełnionego cudu. Wydaje mi się, że zawsze był i jest dla mnie najważniejszy. Nie pamiętam już dni bez niego, a to tylko 7 lat. Jest moim prawdziwym przyjacielem. To było bardzo intensywne i dobre 7 lat.

7 lat miłości

W czasie trwania naszego małżeństwa dużo się wydarzyło. Owoców tej miłości jest wiele. Mamy dwójkę dzieci. Przeżyliśmy chorobę córki i ją przezwyciężyliśmy. Staliśmy się gospodarzami pięknego miejsca w górach, dzięki któremu możemy spotykać innych ludzi i dzielić z nimi swoją historię. Ja zdążyłam zamknąć swoją firmę, skończyć kurs i zdać egzamin na przewodnika beskidzkiego, zrobić studia podyplomowe i rozwinąć nową pasję. Nauczyłam się jeździć samochodem i schudłam 15 kg (w końcu mogę wejść w swoją suknie ślubną). Tomek został kierownikiem i założył bloga o automatyce. Dzieci pięknie rosną i zdobywają z nami górskie szczyty. Kupiliśmy większe mieszkanie i podjęliśmy trudną decyzję, że na razie zostajemy w mieście. Spotkaliśmy wielu ludzi na swojej drodze i wiemy, że nasza miłość ma na nich wpływ. Tak jak my uczymy się i czerpiemy energię od innych. Dobre małżeństwo to nie tylko ona i on, ale również osoby, które ich otaczają.

To co najważniejsze

Ostatnio dużo z Wami rozmawiałam. Obserwuję świat wokoło i wyciągam jeden wniosek. Wszystkim ludziom tak naprawdę chodzi o to samo. O poczucie przynależność, akceptację. Wszyscy chcą miłości. Ma ona różne oblicza i powołanie do miłości można realizować na wiele sposobów. Jest też trudna, dlatego tak wiele osób sobie z nią nie radzi. Nic dziwnego, że to co jest najważniejsze w naszym życiu dużo kosztuje, wymaga wysiłku, cierpliwości i pracy. Tak łatwo też miłość pomylić z jej fałszywą namiastką. Czy mam receptę na miłość? Chyba nie… Wiem tylko jak to działa u nas. Każdy jest inny i każdy ma inną drogę do miłości.

W naszą 7 rocznicę ślubu życzę Wam takiej zwyklej, niezwykłej miłości!

W tą kolejną rocznicę dziękuję mojemu mężowi za nasze życie! Dziękuję Bogu, że pozwolił nam się spotkać i wciąż nas prowadzi naszym szlakiem przez góry, doliny i równiny!

7 lat małżeństwa
ludzie, miłość

Przyjaźń wiele ma imion. Jak we wszystkich takich sprawach dotykamy pewnego końca, początku, fundamentu, czyli definicji. Przyjaźń można różnie interpretować. Ja dziś opiszę Wam dwa znaczenia: miłość i spotkanie.

Przyjaźń jako komunia

Znów pada pytanie co to jest komunia osób? Odeślę do Jana Pawła II. Taki rodzaj przyjaźni istnieje jedynie między małżonkami. Jest to przyjaźń nierozerwalna, na całe życie i wybrana w duchu wolności. W moim życiu najbliższym mi człowiekiem jest Tomek. Zachwycam się tym faktem, bo tak naprawdę gdy go poznałam był mi zupełnie obcy. Nasze dzieci będę znała od zawsze, tak jak swoją mamę, tatę i siostrę, ale mimo to zupełnie nieznany mi człowiek stał się moim przyjacielem, najbliższą mi osobą, częścią mnie. Taka przyjaźń zdarza się tylko raz i chyba jej najlepszą definicją jest słowo: miłość. Zakochania zdarzają się wiele razy, ale małżeńska miłość powinna wydarzyć się raz (pomijam takie sytuacje w życiu człowieka jest śmierć współmałżonka, pomyłkę i konieczność rozwodu).

spotkanie z przyjacielem

Mam w grupie bliskich mi ludzi wiele osób, które z jakiegoś powodu są same (ale mam nadzieję, że nie samotne). Muszę się tu wytłumaczyć wobec nich. Po pierwsze bardzo mocna wierzę w to, że odnajdą swojego przyjaciela/ swoją przyjaciółkę. Po drugie każdy człowiek jest niesamowitą wartością jako odrębna osoba. Jest wiele rodzajów przyjaźni i miłości, w których można się realizować. Zawsze lepiej być singlem niż żyć w małżeństwie z fałszywym przyjacielem.

Przyjaźń jako spotkanie

Otaczają mnie piękni ludzie… Czasem pojawiają się tylko na chwilę, ale ten moment wystarczy, aby coś zmienić w moim sercu, życiu, podejściu do ważnych spraw. Czasem jedna rozmowa daje więcej niż lata znajomości. Tu pojawia się inne znaczenia słowa przyjaźń. To braterstwo dusz, które powinno się wydarzyć w życiu wiele razy. Taka przyjaźń to spotkanie z drugim człowiekiem, który rozumie, potrafi się otworzyć, popatrzyć na Ciebie sercem i wysłuchać w danym momencie życia.

Myślę, że prawdziwe spotkanie we współczesnym świecie jest bardzo ważne. Rzeczywistego kontaktu z drugim człowiekiem nic nie zastąpi. Piszę to w pełnej świadomości w momencie, kiedy słyszymy zostań w domu, zachowaj dystans społeczny. Pandemia niczego nas nie nauczy i nie da nam nic dobrego… Skutki izolacji są złe. Nie wiem czy jestem dumna z Polaków, którzy zdali „egzamin z odpowiedzialności” (jak to się słyszy w mediach)… czasem łatwiej nie wychodzić na spotkanie z drugim człowiekiem.

Nasze miejsce spotkań

PS: Za zdjęcia dziękuję Gosi! Na pewno będę z nich tu często korzystać 🙂 Dziękuję jej też za wspaniałe spotkanie i czekam na następne!

miłość

Początek lutego to dobry moment, aby napisać o miłości… Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Tu chyba nie ma ekspertów, bo kto może mianować się znawcą kochania. Czy będzie to ktoś kto pokochał raz na zawsze, a może ktoś kto poszukiwał i przeżył wiele miłości? A może ktoś kto na miłość patrzy z boku jak ksiądz?

Ja należę do grupy, która kochała wiele razy i często myliłam miłość z czymś zupełnie innym. To była długa, kręta droga zanim wybrałam właściwą ścieżkę.

MIŁOŚĆ Z PODZIWIANIA

Byli w moim życiu mężczyźni, którzy mi imponowali… Było to w sumie gdzieś na końcu drogi. Zakochiwałam się w przewodnikach, którzy cudownie opowiadali i robili niesamowite rzeczy. Zakochałam się w gitarzyście, którego podziwiałam za to z jaką pasją brał w ręce gitarę i śpiewał z zamkniętymi oczami przy ognisku na bazie namiotowej na Głuchaczkach… Serce mi szybciej biło do rycerza, którego podziwiałam za miłość do damy jego serca… Chociaż coś tu nie pasowało, bo odwzajemnił moje uczucia, na szczęście na odległość i na krótko (ale dedykował mi w radiu romantyczne piosenki i to było piękne).

Dziś wiem, że miłość to nie tylko podziwianie…

KOCHANIE Z SAMOTNOŚCI

To chyba najczęstszy i najsmutniejszy rodzaj pseudo miłości…. wynika ze strachu przed samotnością. To też przeżyłam i było mi bardzo potrzebne. Nauczyłam się, że lepiej być samej, niż z byle kim… Może dzięki temu zaczęłam bardziej kochać samą siebie i doceniać swoje życie samo w sobie niezależnie od tego czy ktoś w nim jest.

Tylko osoba, której dobrze jest samej ze sobą, może prawdziwie kochać.

ROMANTYCZNA MIŁOŚĆ

To miłość, która przytrafia się całe życie w różnych niespodziewanych momentach… O niej piszą poeci i śpiewają piosenkarze. To jest to uczucie z filmów, która przyprawia nas o ból brzucha i motyle. To ta pierwsza miłość, którą tak łatwo pomylić. To ona potrafi rozczarować, zranić, a nawet zniszczyć małżeństwo i doprowadzić do zdrady. Jednak jest to przede wszystkim ta miłość, która jest małą częścią prawdziwej miłości.

U mnie ta miłość objawia się zachwytem… Czasem patrzę na Tomka i czuję zachwyt i myślę: TO JEST MÓJ MĄŻ! TO NIEMOŻLIWE!

Tomek moja miłość

JEDYNA MIŁOŚĆ

Tu nie ma jednej recepty… Jakakolwiek jest Twoja jedyna miłość, ale jeśli myślisz o niej w kategorii cudu to jest właśnie TO! Niezwykłe jest to, że dwoje ludzi spotyka się w tym jedynym dla siebie dobrym momencie i to zauważą i już razem piszą swoją historię. Na tą jedyną miłość składa się wiele rzeczy i spraw. Samo uczucie nie wystarczy. Musi tu być miejsce na zachwyt i codzienne życie, na poczucie humoru i rękaw do wytarcia łez. Do tej miłości przygotowały nas doświadczenia, lata, które pozwoliły nam dojrzeć i ludzie, na których mogliśmy się uczyć. Nasza miłość to wybór, wolność, praca i podziw.

KOCHAJĄCA POSTAWA DO ŚWIATA

Nasza miłość ma jeszcze jedną cechę. Jest to otwartość na świat. Chyba dlatego powstała chata, która bardzo lubi gości i to miejsce w Internecie. Dziwną jesteśmy parą. Z jeden strony zapatrzeni w siebie, a potem idziemy na Bal Przewodnika i każde bawi się osobno, bo trzeba z innymi pogadać. Dajemy sobie dużo wolności, ale nie lubimy być osobno, więc nie korzystamy z tego często.

Za 10 dni Walentynki. Podarujcie sobie dobry czas!

Życzę Wam takiej miłości – cudu!

ludzie, miłość, wdzięczność

Dziś są urodziny mojego męża – Tomasza… Kończy 34 lata, jest w najlepszym wieku. Dla mnie zawsze będzie w najlepszym wieku i w najlepszym czasie. Zawsze piękny, młody i kochany. A może nie młody i to będzie najcudowniejsze. Życzę sobie i jemu, abyśmy razem mogli się zestarzeć i być już nie młodzi, ale w najlepszym wieku. Rok 2019 był dla nas bardzo dobrym czasem.

Kochanie! Życzę Ci dziś spełnienia marzeń, życiowej energii i abyś zawsze był taki uśmiechnięty jak jesteś. Aby kolejne lata dodawały Ci doświadczenia, mądrości życiowej, radości i nigdy nie odbierały wiary w ludzi i tej pewności, że wszystko jest na swoim miejscu! Dziękuję!

my, rok 2019

TO BYŁ ROK 2019

Jest za co dziękować. To był dobry czas. Chata okazała się miejscem pełnym ludzi, rozmów. Po trochę udało mi się stworzyć to o czym marzę w miarę możliwości jakie daje nam Pałoszówka. Ma to być miejsce, w którym można sobie wszystko ułożyć i ruszyć dalej w życie z siłą i pozytywną energią.

W 2019 nasze rodzicielstwo stało się łatwiejsze… bardziej ułożone i bardziej szanujące potrzeby każdego członka naszej rodziny. Dzieci nas nie ograniczają. My potrafimy się dostosować do Hani i Ignasia, ale nie rezygnujemy z siebie. Nasze dzieci są w najlepszym wieku i już zawsze tak będzie.

Moja sytuacja zawodowa nie zmieniła się za bardzo. Postawiłam przed sobą nowy projekt i robię z Kasią piękne wisiorki. Nie narzekam na brak pracy, lubię swoje życie w domu i rolę gospodyni i bardzo szanuję to, że czasem mogę zrobić coś innego np. poprowadzić warsztaty kosmetyczne. Dzięki temu cały czas się rozwijam nie tylko jako mama, ale też jako człowiek i kobieta.

2019: my i inni ludzie

Pisałam Wam już o tym, że chata daje nam możliwość poznawania nowych osób i troszkę weryfikuje nasze stare przyjaźnie. W 2019 poznaliśmy wiele, nowych cudownych osób i liczę na to, że na dłużej zatrzymają się w naszym domu, życiu.

My i góry!

W tym roku było dużo gór! Odwiedziliśmy też trochę innych miejsc, niż tylko chata… Mamy jeszcze jedno ulubione schronisko – Koliba na Łapsowej Polanie. Udało się nam pobyć na Radocynie, zdobyć Mogielicę, Turbacz, a Hania zdobyła swoją pierwszą odznakę turystyczną – Dziecięcą Górską Odznakę Turystyczną „W GÓRY” PTTK w stopniu brązowym. Mamy już plany na kolejne wyprawy!

Zaczęliśmy też zwiedzać zamki, bo to nowa pasja Haneczki.

PS: Ja mam jeszcze swoje osobiste, małe osiągnięcia 🙂 albo duże, bo wydawały mi się niemożliwe. Zaczęłam jeździć samochodem. Udało mi się też trochę schudnąć i to nie będąc na diecie. Zmieniłam (wciąż zmieniam) swoje nastawienie i nawyki żywieniowe, jem mniej i czuję się bardzo dobrze.

miłość

Nasza historia jest dość zwyczajna. Postanowiłam Wam ją opowiedzieć z okazji Walentynek, bo jest romantyczna. Jak pewnie każda miłosna historia. W naszej niezwykły jest czas, a właściwie jego brak. Większość opowieści małżonków wlecze się latami, a nasza jedynie miesiącami.

Zacznijmy jednak od początku.

Spotkaliśmy się z Tomkiem w październiku 2012 na kursie przewodników beskidzkich organizowanym przez SKPG Kraków. Moje pierwsze wspomnienia związane z Tomkiem pochodzą z pierwszego wyjazdu kursowego w Gorce (24-25.11.2012) i nie są jakieś specjalne – Tomek przejął po mnie grupę (tak, każdy kursant prowadzi grupę przez krótki czas), siedział koło mnie w pociągu i tyle. Nie byliśmy sobą zainteresowani w żaden sposób. Ani mi, ani Tomkowi nie przyszłoby do głowy, że za niecały rok zostaniemy małżeństwem.

Stan ten trwał do 3 kwietnia 2013 roku, kiedy Tomek postanowił skorzystać z facebookowego zaproszenie ode mnie i przyjść na slajdowisko. Po którym poszedł z nami na piwo i tańce, które zmieniły jego życie (wtedy jeszcze tego nie widział i ja też nie!!!).  Troszkę wypiliśmy, potańczyliśmy i wylądowaliśmy w Świętej Krowie na Floriańskiej na rozmowie. Otworzyliśmy się i coś zaiskrzyło. Potem były smsy i kolejne slajdowisko 9 kwietnia, tym razem o Ameryce Południowej. Prowadziło je cudowne małżeństwo, które bardzo szybko zdecydowało się na wspólne życie – Magda i Marcin Musiałowie. Oni nas trochę zainspirowali.

Zakochanie – nasza historia miłości

Właściwie to jest moja historia zakochania. O to kiedy i jak Tomek zakochał się we mnie trzeba go zapytać. Ja pokochałam Tomka zaraz przed spotkaniem o Ameryce Południowej. Po cudownie spędzonych chwilach i czułych wiadomościach nie widziałam jak się zachować, ale Tomek był już zdecydowany. Szłam z dziewczynami i zastanawiałam się co zrobię jak go zobaczę – podam rękę, pocałuję, przytulę?? Nie potrzebnie myślałam. Tomek przyszedł pocałował i wziął mnie na całe życie. Podjął decyzję, a ja się zakochałam. Myślę, że już wtedy widziałam, że chce z nim spędzić resztę moich dni.

Spotykałam wielu chłopców i większość z nich nie umiało tego zrobić, bało się decydować… Byli nijacy i życiowe wybory ich przerastały. Tomek umie podejmować decyzje – szybkie, ale przemyślane. To bardzo przydatna cecha w życiu. W ten sposób na kupno chaty zdecydowaliśmy się w dwa dni, a może od razu jak ją zobaczyliśmy. Nasze autko, które wjedzie na przełęcz, Tomek kupił w godzinę… Ja pojechałam na imprezę mikołajową i wracam, a tu nowy samochód. To wszystko oczywiście jest poprzedzone doświadczeniem i badaniem różnych opcji.

Od 9 kwietnia właściwie widywaliśmy się już codziennie. To był piękny czas długich spacerów, niekończących się rozmów, wspólnych wędrówek… i tak po 5 miesiącach 7 września 2013 stanęliśmy przed ołtarzem, aby przyrzec sobie miłość do końca życia. Nie znaliśmy się nawet roku, nie byliśmy parą przez pół roku. Ślub i wesele zorganizowaliśmy w dwa miesiące. O tym jak tego dokonaliśmy pisałam tutaj. Tak szybka decyzja o małżeństwie była poprzedzona doświadczeniem i wynikała z dojrzałości i wiedzy o samym sobie. Każde z nas wiedziało już czego chce w życiu. Było nam też dużo łatwiej, bo mamy takie same wartości, poglądy i otrzymaliśmy podobne wychowanie. Przez te 5 miesięcy bardzo dużo rozmawialiśmy i tak nam zostało. Komunikacja jest bardzo ważna. My przed ślubem mieliśmy wiele ważnych spraw przegadanych – ile chcemy dzieci, kto będzie sprzątał, jak będą wyglądały nasze finanse, w jaki sposób będziemy spędzać czas wolny i gdzie ma być nasza chata.

W nasze szóste wspólne Walentynki życzę Wam dużo czasu i chęci na wspólne rozmowy.

To przy Łapsowej Kolibie (wtedy było ta zamknięta chata) mamy pierwsze wspólne zdjęcia… a to trochę ponad 4 lata od tamtego zdjęcia

Tomek Justyna
i jeszcze raz my

ludzie, miłość

Podobno, gdy młodzi decydują się na małżeństwo to on  myśli, że ona się nie zmieni, a ona się zmienia.  Żona chce go zmieniać, a on się nie zmienia. W moim najbliższym otoczeniu jest sporo mądrych kobiet, które ciągle wierzą w mit zmieniania się mężczyzny po ślubie. Zbliżają się Walentynki i będzie mnóstwo wpisów o miłości. Ja napiszę o tym, że ludzie się nie zmieniają.

Według mnie ludzie się nie zmieniają.

Odważne stwierdzenie i chyba nie zbyt słuszne, bo wtedy nie ma potrzeby pracy nad sobą, samorozwoju itd. Ostatnio w czasie naszych  łóżkowych, wieczornych rozmów zastanawialiśmy się nad tym. Bez namysłu stwierdziłam, że ja w sumie już nad sobą nie pracuję. Robiłam to wiele lat wcześniej zdobywając stopnie harcerskie, sprawności, męcząc się na obozach, wędrując z wielkim plecakiem po górach. Rzeczywiście z targanej emocjami, czasem wybuchającej, kłócącej się osoby stałam się dojrzała, spokojna, ale wciąż spontaniczna. Zdarza mi się wybuchać emocjami, ale bardzo rzadko. Swoją pracę już wykonałam… chwila coś jest nie tak.

PRACA NAD SOBĄ

Potem pomyślałam, popatrzyłam głębiej i odkryłam, że każdego dnia pracuję nad sobą. Wstaję z łóżka za wcześnie niż bym chciała, patrzę za okno – szaro, sprawdzam apkę – stan powietrza bardzo zły, słucham radia – biometr niekorzystny i uśmiecham się, bo trzeba się dobrze nastawić do tego kolejnego dnia pełnego rutyny. Proszę Hankę 30 minut, żeby się ubrała (jak codziennie), a ona rozrzuca zabawki. Idziemy do przedszkola kolejny raz zatrzymując się tym razem przy skórce od banana i tłumaczę dlaczego skórka jest na ziemi. Gdzieś we mnie coś się gotuje, ale  nie denerwuje się. Wracam robiąc zakupy do domu, do niepościelonego łóżka i rozrzuconych zabawek (nie znoszę bałaganu)… Ignacy śpi – zdążę ogarnąć przed jego śniadaniem. Ignacy obudził się i płaczę, więc potykając się o zabawki szybko zamykam okna i zajmuje się młodym. Łóżko, zabawki poczekają chwilę…  Góry, las, długa wędrówka poczeka dłuższą chwilę…

Tak mam  ochotę rzucić wszystko i oddać się temu co lubię najbardziej. Ale każdego dnia uczę się być szczęśliwa w codzienności. Patrzę na uśmiech Ignacego i już wiem, że jestem tu gdzie powinnam. Gotuję zupę dla Tomka i jestem szczęśliwa, że mam dla kogo. To nie przychodzi samo to jest wynik mojej pracy nad sobą. Codziennie dziękuję! Skupiam się na tym co mam, a mam bardzo wiele, a nie myślę o tym, gdzie mnie nie ma, czego mi brakuje, co chciałabym robić, a nie mogę. Jestem szczęśliwa, ale to też efekt samodoskonalenia się.

Ludzie się nie zmieniają (tak, dalej tak myślę).

Zawsze byłam strasznie kochliwa. Dla życia w małżeństwie jest to niebezpieczne. Dalej jestem kochliwa, ale teraz zamiast co chwile zakochiwać się w innym chłopcu, ja ciągle zakochuje się w mężu. Ludzie dojrzewają, uczą się panować nad swoimi myślami, popędami, nabywają umiejętności kierowania swoimi emocjami, mądrzeją (ups… czasem głupieją np. od nadmiaru pieniędzy), ale fundamentalnie się nie zmieniają. Ja zawsze będę kochliwa, ale ciągle inaczej. Zawsze będę wybuchowa, ale te erupcje będą wyglądały inaczej. Zawsze będę energiczna, ale z czasem coraz wolniejsza. Jestem zupełnie inna niż byłam 10 lat temu, ale wciąż ta sama… Zmieniają się też nasze role. 10 lat temu byłam beztroską studentką, która często piła piwo, tańczyła, dużo spacerowała, a teraz jestem żoną i matką, która już nie pije często piwa, więcej tańczy, codziennie się całuje i chyba jednak bardziej żyje…

Możecie się ze mną nie zgodzić.

chata górska, miłość

Gdybym miała wybrać kolor dla mojego serca to wybrałabym zielony. Może trochę dlatego, że to ulubiony kolor Tomka, a w moim sercu jest go bardzo, bardzo dużo.

Gdybym miała wybrać materiał, z którego wystrugane, zlepione jest moje serce, byłoby to drewno…

WIELKIE, ZIELONE, DREWNIANE SERCE – ładnie mi to wyszło i na pewno bardzo naturalnie.

Zielona strona

Przeczytałam dziś rano wpis pewnej pani na fb z pytaniem jak oni to robią… Ona żyje w mieści, w bloku i tego nienawidzi, ale ma kredyt, 2 dzieci i nie wie jak ogarnąć wyprowadzkę na wieś. Za co?? Chciałam jej coś odpisać. Powiedzieć, że na wsi też nie będzie szczęśliwa…

Kiedyś odpowiadałam, że jestem z Krakowa, ale serce mam z Beskidu Niskiego… i pewnie gdzieś jest w tym trochę prawdy. Moje serce wystrugał stary Łemko z kawałka bukowego drewna i rzucił w świat. Ono z czasem obrosło w zielony mech, czasem się ośnieżyło, a innym razem ktoś zrobił w nim dziurę. Teraz pokrywa je krakowski smog. Teraz trzyma je w rękach mój mąż, który je chroni, grzeje i daje mu dom. Teraz rozchwytują je moje dzieci. Jest szczęśliwe… gdziekolwiek.

To nie zależy od tego gdzie mieszkasz. Możesz mieć piękny, drewniany dom z widokiem na Tatry i być niezadowolony. A możesz wieczorem siadać na kanapie w swoich 36 m kwadratowych i stwierdzić, że to jest to, że kochasz swoje życie, nawet tu w wielkiej płycie na osiedlu.

Ktoś napisał tej Pani, że kosztowało go to 15 lat życia. 15 lat wyrzeczeń w imię mieszkania na wsi, po zielonej stronie życia. Nie chce poświęcać swojej teraźniejszości w imię przyszłości w górach. Chce żyć tu i teraz całą pełnią i całą sobą. A moje zielone, drewniane serce oddycha krakowskim powietrzem i tańczy… Trzeba umieć być szczęśliwym w każdym miejscu.

Jak ja tego nie zrobię

Kupno chaty było pierwszym krokiem do przeprowadzki. 3 lata temu myślałam, że będzie to chwila, rzucimy wszystko i wyjedziemy z miasta. Teraz patrze na to inaczej. Nie chce brać kredytu, sprzedawać mieszkania i patrzyć jak będzie. Ubiegać się o gości – klientów, bo trzeba spłacić bank.  Marzy mi się, że będę spokojnie zasypiać w pokoiku na poddaszu w Pałoszówce ze świadomością, że moje dzieci są zabezpieczone, a ja z Tomkiem na starość możemy wrócić do miasta (późna starość w górach nie jest przyjemna). Jestem wygodna i nie umiem wyjść ze strefy komfortu. A może inaczej… potrafię być szczęśliwa w mieście. Uczę się doceniać każdy dzień życia… tęskno mi za tą moją zieloną stroną, ale…

miłość, wdzięczność

U nas już tak jest… że każdy rok jest lepszy od poprzedniego. A może to my jesteśmy inni, starsi i wciąż uczymy się być bardziej szczęśliwi. Dlatego ten rok będzie jeszcze lepszy!

Uwielbiam swoje dorosłe życie. Nie chciałabym się cofać w czasie. Swoją młodość wspominam jako dość burzliwy i emocjonalny czas. Teraz jestem dorosła mogę tańczyć z dzieckiem na rękach i słuchać Kelly Family i mam w nosie, że to nie modne i stare. Kiedyś martwiłam się tym, że lubię Stare Dobre Małżeństwo i nikt inny tego nie słucha… Dziś Hania usypia tylko przy piosence „Bez słów” w wykonaniu mamy. Kiedyś zawracałam sobie głowę wieloma rzeczami. Teraz wiem co jest ważne.

ROK MIŁOŚCI 2018 – ważne sprawy

Zabrzmię banalnie: ważna jest miłość!

Okazuje się, że nawet wyjazd do chaty nie jest ważny. Pałoszówka ma już 3 lata, a wciąż nic nie jest zrobione. Dalej nie wiemy jakie tajemnice kryje w sobie szopa. Nawet ścieżka do chaty zarosła. Dalej nie mamy ani grosza na remont, bo trzeba powoli zacząć myśleć o zwiększeniu metrażu w mieście, w którym żyjemy na co dzień.

W tym roku mało było chaty. W lutym 2018 zaliczyliśmy chyba ostatni zimowy wyjazd do chaty w ciągu kolejnych 5 lat… Zima trochę nas przerosła. Za kilka lat powtórzymy akcję zima, ale wtedy nasze dzieci będą już same się ubierać. Przynajmniej nie będę musiała się martwić, że spotkają żmiję.

Na wiosnę, gdy już chata odtajała po zimie trzeba było trochę posiedzieć w mieście. Ja kończyłam studia na UR, Ignaś mieszkał u mnie w brzuchu. Końcówka ciąży nie jest dobrym momentem na wyjazdy. Tak więc po weekendzie majowym zamknęliśmy chatę, aż do 7 lipca. No cóż są ważniejsze sprawy. Udało nam się za to uwiecznić ten ogromny brzuch:

Tą ciążę znosiłam w sumie dobrze i czułam się nawet ładnie 🙂 dlatego zdecydowałam się na zdjęcia. Lato minęło w chacie tak bardzo szybko. Były moment ciężkie – każda mama takie miewa na początku. W sierpniu cieszyliśmy się większą swobodą – Ignaś był ciut starszy i nawet chciał poleżeć na przełęczy. Za to Hania jest w tym trudnym wieku, w którym jest za duża na nosidło, a nie chce za dużo chodzić. Lato spędziliśmy na krótkich spacerach, chustonoszeniu, na zabawach w basenie i obsłudze dzieci… a inni zadowolili się spaniem:

To akurat rzadki widok 🙂

Pod koniec sierpnia udało nam się też często wychodzić na zachody słońca.

Nie wiem kiedy ten czas przeleciał. Hania już taka duża, w chacie przeżyliśmy kolejne lato, a które tak czekałam…

Taka dama

i my 🙂

5 rocznicę ślubu i 4 urodziny Hani spędziliśmy w kościele na chrzcinach Ignasia i w Gościnnej Chacie z najbliższą rodziną i z wielkim, pysznym czekoladowym tortem (i smacznym obiadem też).

ZDROWIE

Zaraz po miłości ważną sprawą jest zdrowie. W roku 2018 u bardzo bliskiej mi osoby zdiagnozowano raka tarczycy. Nowotwór zawsze wydaje się wyrokiem. Na szczęście ten rak ma bardzo dobre rokowania. Jednak taka informacja przewartościowuje życie po raz kolejny. Chyba właśnie ten moment wybił mi z głowy przeprowadzkę do Nowego Sącza, czy w ogóle z Krakowa do innego miasta. Kiedyś wyprowadzimy się do chaty. Na razie chcemy być blisko rodziny i przyjaciół.

Zdrowie i miłość okazały się ważniejsze od chaty, którą zamknęliśmy w tym roku bardzo wcześnie, bo na początku października.

ROK MIŁOŚCI – ważny moment

Pod sam koniec roku, bo 30 grudnia miałam bardzo ważny telefon od nieznanej mi osoby. Ta rozmowa pokazała mi jak ważne jest to co piszę. Jeśli moja obecność w Internecie może pomóc jednemu człowiekowi to warto to robić.

Życzę Wam miłości! Niech ten 2019 rok będzie pełen radości i nowych wyzwań!

Życzę Wam zdrowia, energii i sił do realizacji marzeń!

Życzę Wam takich momentów, które potwierdzają, że to co robicie jest ważne!

miłość

Zastanawiam się czy ten wpis nie powinien powstać za kilka lat. W momencie jak już będę znała odpowiedzi na pytanie, które dziś sobie zadam. Jednak za jakiś czas będą we mnie inne emocje, nie będę pamiętała jakie moje dzieci były małe, a ja i Tomek młodzi. Tak już jest, że nie zauważamy upływu czasu. Codzienne małe zmiany prowadzą do zdumienia, że Hanka ma już ponad 4 lata i chodzi do przedszkola (drugi rok!!!)… a ja jestem już po trzydziestce. Patrzę do lustra i codziennie widzę taką samą Justynę, budzę się przy tym samym Tomku i tylko gdy patrzę na dawne zdjęcia dostrzegam różnicę. Zdumiewa mnie, jak niewiele pamiętam z pierwszych miesięcy życia Hani. Dlatego wpis powinien zostać napisany dziś. Kiedyś do niego wrócę i się zadziwię.

Co jest ważne w rodzicielstwie??

Nasze rodzicielstwo to rodzicielstwo skrajności. Zostaliśmy rzuceni w dwie różne sytuację.

Jaka byłam dumna, że Hania śpi sama. Została do tego przyzwyczajona w szpitalu, a my tego nie zmieniliśmy. Dziś codziennie w nocy  mam u boku dwóch mężczyzn: męża i małego Ignaca. Hania ma swój pokój i swoje łóżko, o czym sama zadecydowała któregoś dnia, gdy wyprosiła nas do salonu na kanapę. Czasem woła do siebie tatę albo przychodzi do nas… Kanapa ledwo, ale mieści całą czwórkę.

Hania była karmiona butelką i mlekiem modyfikowanym, a Ignacy piersią. Są to naprawdę dwie różne rzeczy i każda ma swoje plusy i minusy. U Hanki był pełen monitoring ile zjada i bardzo tego pilnowaliśmy.  Hanię karmiła mama, tata, dziadek i babcia… Mama mogła wyjść, odpocząć, napić się wina. Ignacy jest synkiem mamusi. Teraz nie wyobrażam sobie zostawić go na noc z tatą, na kilka godzin też jest problem. Hania w wieku 7 miesięcy pozwoliła mamie na wylegiwanie się na plaży i chodzenie po górach na Majorce. Ignacy jeszcze długo mnie nie puści na dłuższy czas. Jestem matką, która ceni sobie swój komfort psychiczny i czasem mam potrzebę wyjść. Na razie wystarczą mi krótkie wyprawy do sklepu.

Hania

Pierwszy raz zobaczyłam Hanię ok. 6 godzin po urodzeniu i nawet nie mogłam jej dotknąć. Pierwszy raz ją przytuliłam kilka tygodni później. Dopiero po dwóch miesiącach była w pełni nasza. Pierwsze dwa miesiące życia spędziła na intensywnej terapii, gdzie można było tylko 3 godziny siedzieć przy dziecku. Hania nie jest dzieckiem, które się z chęcią przytula. Zrobiła w tej kwestii duże postępy. Jest uśmiechnięta i dość samodzielna. Nie umiałam jej nosić w chuście, bałam się ze względu na rurkę tracheostomijną. Wędrowała z nami po górach w nosidle turystycznym. Gdy tylko nauczyła się dobrze chodzić, od razu zrezygnowałam z wózka. To na pewno nie było rodzicielstwo bliskości. Choroba nam to trochę odebrała. Ale było za to rodzicielstwem pełnym walki, dobrego myślenia, nadziei, modlitwy i pracy. Czy w pełni wygraliśmy? Nie wiem. Jak się czyta niektóre teorie to nasza Hanka będzie miała w przyszłości ogromne problemy. Bo była mało przytulana w pierwszych dwóch miesiącach życia, bo mama czasem wyjeżdżała, bo była karmiona mm, bo urodziła się przez cc, bo mama czasem płakała… ale ja wierze w to, że nie to się liczy. Ważna jest miłość i w jej przypadku wiara, że wszystko będzie dobrze!

Ignacy

Ignacego zobaczyłam od razu po „wydobyciu z brzucha”… i probie naturalnego porodu. Na następny dzień mogłam go przytulać i przytulam prawie ciągle do tej pory – to w chuście, to przy piersi. Jesteśmy zdecydowanie bliżej siebie, niż wtedy z Hanią. Czy Ignacy będzie miał przez to mniej problemów za kilka lat? A może więcej?

Rodzicielstwo

… bo tak naprawdę nie liczy się jak karmisz, ile przytulasz, czy posyłasz dziecko do żłobka, czy szczepisz, …. , ale jak kochasz. Ja wyznaję tylko jeden typ rodzicielstwa: rodzicielstwo miłości. Na pierwszym miejscu stawiam wzajemną miłość rodziców, bo z tej miłości rodzi się dziecko. Potem wszystko się już układa… 😉

miłość

Ignaś kończy dziś 5 miesięcy.

I ja jako mama dwójki dzieci kończę dziś 5 miesięcy. A może bardziej my jako rodzice Hani i Ignasia. To dobry dzień, aby podzielić się z Wami zdjęciami z naszej sierpniowej sesji, za którą dziękujemy cudownej Oli.

A resztę  obrazkowych, sielankowych wspomnień zostawię sobie na potem :)… za kolejne 5 miesięcy.