ludzie, miłość, wdzięczność

Dziś są urodziny mojego męża – Tomasza… Kończy 34 lata, jest w najlepszym wieku. Dla mnie zawsze będzie w najlepszym wieku i w najlepszym czasie. Zawsze piękny, młody i kochany. A może nie młody i to będzie najcudowniejsze. Życzę sobie i jemu, abyśmy razem mogli się zestarzeć i być już nie młodzi, ale w najlepszym wieku. Rok 2019 był dla nas bardzo dobrym czasem.

Kochanie! Życzę Ci dziś spełnienia marzeń, życiowej energii i abyś zawsze był taki uśmiechnięty jak jesteś. Aby kolejne lata dodawały Ci doświadczenia, mądrości życiowej, radości i nigdy nie odbierały wiary w ludzi i tej pewności, że wszystko jest na swoim miejscu! Dziękuję!

my, rok 2019

TO BYŁ ROK 2019

Jest za co dziękować. To był dobry czas. Chata okazała się miejscem pełnym ludzi, rozmów. Po trochę udało mi się stworzyć to o czym marzę w miarę możliwości jakie daje nam Pałoszówka. Ma to być miejsce, w którym można sobie wszystko ułożyć i ruszyć dalej w życie z siłą i pozytywną energią.

W 2019 nasze rodzicielstwo stało się łatwiejsze… bardziej ułożone i bardziej szanujące potrzeby każdego członka naszej rodziny. Dzieci nas nie ograniczają. My potrafimy się dostosować do Hani i Ignasia, ale nie rezygnujemy z siebie. Nasze dzieci są w najlepszym wieku i już zawsze tak będzie.

Moja sytuacja zawodowa nie zmieniła się za bardzo. Postawiłam przed sobą nowy projekt i robię z Kasią piękne wisiorki. Nie narzekam na brak pracy, lubię swoje życie w domu i rolę gospodyni i bardzo szanuję to, że czasem mogę zrobić coś innego np. poprowadzić warsztaty kosmetyczne. Dzięki temu cały czas się rozwijam nie tylko jako mama, ale też jako człowiek i kobieta.

2019: my i inni ludzie

Pisałam Wam już o tym, że chata daje nam możliwość poznawania nowych osób i troszkę weryfikuje nasze stare przyjaźnie. W 2019 poznaliśmy wiele, nowych cudownych osób i liczę na to, że na dłużej zatrzymają się w naszym domu, życiu.

My i góry!

W tym roku było dużo gór! Odwiedziliśmy też trochę innych miejsc, niż tylko chata… Mamy jeszcze jedno ulubione schronisko – Koliba na Łapsowej Polanie. Udało się nam pobyć na Radocynie, zdobyć Mogielicę, Turbacz, a Hania zdobyła swoją pierwszą odznakę turystyczną – Dziecięcą Górską Odznakę Turystyczną „W GÓRY” PTTK w stopniu brązowym. Mamy już plany na kolejne wyprawy!

Zaczęliśmy też zwiedzać zamki, bo to nowa pasja Haneczki.

PS: Ja mam jeszcze swoje osobiste, małe osiągnięcia 🙂 albo duże, bo wydawały mi się niemożliwe. Zaczęłam jeździć samochodem. Udało mi się też trochę schudnąć i to nie będąc na diecie. Zmieniłam (wciąż zmieniam) swoje nastawienie i nawyki żywieniowe, jem mniej i czuję się bardzo dobrze.

miejsca

Pisałam kiedyś o tym, że moje serce jest zielone i pewnie bardziej pasuje do naturalnego krajobrazu, a nie do miejskiej szarości. Wiecie też, że moje serce jest szczęśliwe, gdziekolwiek jest. Szczególnie zimne miesiące spędzamy w Krakowie, ale mam kilka sposobów na miasto i dzięki nim jest mi tu dobrze.

czas na miasto Kraków

Zanim przejdę do aglomeracji miejskiej to namawiam Was, aby jak najwięcej czasu spędzać na łonie natury i bez smogu! Z dziećmi jest to jak najbardziej możliwe (tutaj znajdziecie moje propozycje). Przyznam się jednak, że wolę górskie wędrówki, gdy jest ciepło. Dlatego trzymam Tomka urlop na lato. Wiem, że na pewno czeka nas trochę zimowych wyjść, ale zdecydowanie będzie ich mniej niż tych wiosenno-letnio-jesiennych.

sposób na miasto - przerwa w górach
HALA KRUPOWA – listopad 2019

KRAKÓW – czas na miasto!

Od miesiąca chata jest zamknięta, a ja jeszcze nie czuję wielkiej tęsknoty (tylko troszkę) i nie mam więcej czasu. Każdy weekend jest zapełniony. Czekam nawet na wolną sobotę, aby w końcu posprzątać. W okresie przed świątecznym mam też dużo pracy – robię prezenty, pomagam Św. Mikołajowi, a tym roku rozkręcam jeszcze nasze naszyjniki. Czekam na wolną niedzielę, w którą wyjdę na miasto oglądać świąteczny Kraków.

Czas na miejskie rozrywki

Zima jest dla nas okresem, w którym korzystamy z miejskich atrakcji. Wyszukujemy ciekawych miejsc, które można zobaczyć z dziećmi. W sobotę idziemy do teatru Groteska na przedstawienie „Tygrysek Pietrek”. Ignacy będzie w teatrze pierwszy raz w życiu. Mam nadzieję, że na tym przedstawieniu nie skończy się nasza przygoda z teatrem w tym sezonie zimowym. My sami z Tomkiem idziemy na Mistrza i Małgorzatę w styczniu. Zobaczymy jak dzieci (Ignacy) zareagują i mam nadzieję, że wpiszemy to na stałe w kalendarz. Zadziwiło mnie z jakim wyprzedzeniem trzeba kupować bilety do teatru, ale to dobrze, bo świadczy to o kulturze w narodzie.

Mam też swoje ulubione muzeum – Muzeum Archeologiczne i ulubione miejsce na miejskie spacery – Wawel i nasza trasa podgórska (kładka Bernatka – rynek Podgórski – park Bednarskiego – kopiec Kraka (super na wczesny, zimowy zachód słońca!!)).

W planach mamy wycieczkę do kulkolandu (małpiego gaju, kulkowa). Takich miejsc w Krakowie jest bardzo dużo, więc można wybrać w zależności od miejsca zamieszkania. Chciałabym tej zimy odwiedzić dwa miejsca związane z klockami LEGO: Klockoland i HistoryLand mieszczący się w starym Dworcu PKP. Czeka nas też wycieczka do Kopalni Soli w Wieliczce albo w Bochni (tam nigdy nie byłam).

Planów jest dużo i na pewno się będziemy się nudzić w mieście.

Czas na miasto, zimę – pasje stacjonarne 😉

Warto w ten zimowy, miejski czas znaleźć sobie jakąś pasję, którą można rozwijać w domu. My z Hanią zawsze robimy jakieś ozdoby na choinkę i prezenty. W tym roku zrobiłyśmy zawieszki z wosku pszczelego, suszonych kwiatów, cynamonu i goździków.

Mnie w długie, zimowe wieczory ratują moje mydełka glicerynowe, kule musujące i inne naturalne mazidła. Już wiele z moich rzeczy mogę robić z Hanią i to jest super! Planuję w końcu zrobić naturalny dezodorant.

Czas na zaległe odwiedziny

Zima jest dobrym momentem na nadrobienie zaległości w spotkaniach, z tymi którzy z jakiś powodów nie dali rady odwiedzić nas w chacie.

Czas na trochę lenistwa

Może znajdzie się trochę czasu na oglądanie serialu. To już tak bardzo przyziemnie. Może uda się zwolnić w miejskiej przestrzeni… chociaż nie wiem czy potrafię.

Kochani! Pięknej zimy Wam życzę, również tej w mieście!!!

PS: Ważne! Zima to też dobry czas na snucie planów :).

Będzie się działo!

chata górska, ludzie, wdzięczność

Wczoraj zakończyliśmy sezon 2019 w chacie. Czas na małe posumowanie. Były to naprawdę udane miesiące, które trochę mnie zaskoczyły. Nauczona poprzednimi latami nie oczekiwałam zbyt wiele, a dostałam bardzo dużo – chata pełna ludzi i dobrze spędzony czas w lesie.

chata pełna dzieci
Wygibasy na polanie

Nie nastawiłam się na długie wędrówki. Już umiem dostosować się do dzieci i czerpać z tego radość. Nigdzie nie gonię, nie spieszę się i słucham czego chcą. Na pewno udało się zrealizować więcej niż w tamtym roku, ponieważ Ignaś już jest starszy. Byliśmy kilka razy na basenie w Piwnicznej, pojechaliśmy na Radocynę, wjechaliśmy kolejką na Jaworzynę Krynicką i Hanka zdobyła na własnych nogach Makowicę.

Dzieci natury

Już dawno pogodziłam się z faktem, że niewiele zrobimy przy chacie, bo nie ma czasu, pieniędzy, chęci, wiedzy, bo są dzieci i inne wymówki. A w tym roku udało się zrobić studnie (wielki sukces mojego męża) i zorganizować kanapę do naszego pokoju, co trochę poprawiło nasze życie małżeńskie, bo możemy w końcu spać razem. Miłe zaskoczenie!

Chata pełna cudowności

Dochodzę do najważniejszej sprawy, o której dziś chce napisać. To był pierwszy rok, w którym chata była naprawdę pełna ludzi. Zdarzało się, że czasem musiałam komuś odmówić z powodu braku miejsca.

Pałoszówka istnieje już ponad 4 lata i to był jej czwarty sezon. Dlaczego dopiero teraz? Myślę, że wiadomość o nas powoli rozchodzi się po świecie. Docieramy do nowych osób przez znajomych, którzy u nas byli i przez fb. Chętnie wracają do nas osoby, które już nas poznały i odważyły się przyjechać. W poprzednie wakacje Ignaś był bardzo mały i to trochę spowodowało, że byliśmy w chacie bardziej sami. Ten sezon rozpoczął się od razu nowymi znajomościami. Odwiedziło nas mnóstwo osób z dziećmi, co było fantastyczne, bo Hanka miała towarzystwo. Ignaś też bardzo się dzięki temu wyrobił. Było to widać jak w miniony weekend bawił się z Hanią i Jasiem, który przyjechał do nas z tatą.

Gdzie poznawać nowych ludzi? Jak pielęgnować stare znajomości?

Wiele osób zastanawia się gdzie zawierać nowe przyjaźnie. W pewnym wieku, gdy już nasze życie się ustabilizuje, mamy mało takich okazji. Często też, niestety zaniedbujemy ludzi, których już znamy długo i dobrze. Z powodu braku czasu, czy po prostu nie mamy powodu, aby się odwiedzić. Nasza chata jest cudownym miejscem, które daje nam czas i pretekst do spotkania. Jest też wspaniałą okazją do poznawania nowych ludzi. W tym roku to się udało i przerosło moje oczekiwania.

chata pełna gości

Dziękuję wszystkim naszym gościom za współtworzenia atmosfery chaty. A do tych, którzy mieli w tym roku przyjechać, a tego nie zrobili, uśmiecham się szeroko i puszczam oko z myślą, że niedługo będziemy otwierać kolejny sezon 2020.

chata pełna magii
chata górska, ludzie, wdzięczność

Ostatnie dni skłoniły nas z Tomkiem do pewnych refleksji. Zastanawialiśmy się u kogo w domu czujemy się swobodnie. Ze smutkiem stwierdziliśmy, że nie mamy za dużo okazji, aby czuć się u kogoś „jak w domu” czy właśnie zupełnie inaczej. Rzadko chodzimy w gości,a może nie tak często jakbyśmy chcieli. Na szczęście w ten weekend udało nam się nadrobić zaległości i mieliśmy gościnny czas – za co dziękujemy! Sami staramy się zapraszać do siebie. Niestety z powodu małego mieszkania nie da się zorganizować większej imprezy. Zdarzały się duże spotkania, ale wtedy nie było jeszcze dzieci. One mimo tego, że są najmniejsze zajmują najwięcej miejsca.

Mamy za to ogromne szczęście i możemy zapraszać do naszej chaty w górach, dzięki czemu nasze życie pełne jest nowych i starych spotkań.

gościnny dom

Co się stało z „chodzeniem w gości”?

Pamiętam z dzieciństwa, że kiedyś chodziliśmy z mamą i tatą do ich znajomych. Potem coraz rzadziej rodzice wychodzili. Teraz są właściwie zapraszani tylko na imprezy rodzinne. Dziwiło mnie to. Teraz widzę, że aby tak się nie stało trzeba bardzo, bardzo o to dbać. Właściwie jest to trudne.

Dlaczego nie jest to łatwe?

Zabrzmię banalnie: jednym z powodów jest czas. Niektórym naprawdę trudno go znaleźć np. nam w czasie wiosennym i letnim, bo nie nas w Krakowie. Za to mamy mnóstwo czasu dla Was w chacie – zapraszamy!

Kolejny równie ważny, ale dla mnie osobiście strasznym powodem są pieniądze. Są ludzie, którzy nie organizują spotkań w domu, bo to kosztuje. Trzeba coś przygotować, kupić i wydać kasę. Niestety coraz mniej jest popularne, że każdy coś przynosi. Przykre, ale naprawdę ktoś mi kiedyś powiedział, że nie lubi zapraszać gości, bo to kosztuje. Może to i lepiej. Nie wiem czy byliście kiedyś na kolacji, na której wszystko było wyliczone i to u bogatych ludzi.

Przyczyną nie zapraszana gości może być mały metraż. Coś o tym wiem, bo za każdym razem jak obmyślamy plan na imprezę rocznicową (z okazji rocznicy naszego ślubu) to z niej rezygnujemy, bo nie chcemy nikogo pominąć, a wszyscy przyjaciele się nie zmieszczą w naszym mieszkaniu.

Na koniec chyba najpoważniejszy powód coraz rzadszego organizowania spotkań w domu to obecny styl życia, czyli każdy dla siebie. Coraz bardziej nie lubimy wpuszczać ludzi do naszego życia. Mamy FB i Internet i doskonale wiemy co u kogo się dzieje. W mediach możemy też pokazywać tą lepszą wersje swojego życia, bo np. jak możemy zaprosić kogoś, gdy nie mamy tego idealnego porządku, który zawsze pokazujemy na Instagramie.

Jest jeszcze zmęczenie, które powoduje, że czasem nam się nie chce.

Gdzie czujemy się swobodnie?

Gdy zadaje sobie takie pytanie zawsze wracam do mojej pierwszej wizyty u Magdy i Maćka w Starej Farmie, jeszcze w Męcinie Małej. Weszłam do ich domu i od razu poproszono mnie o to, aby usiadłam z nimi i lepiła pierogi. Poczułam się jak w domu.

Jest wiele miejsc, gdzie czuje się dobrze. Wśród nich są moje ulubione agroturystyki, ale akurat tam gospodarze robią to niejako zawodowo i zwykle są mistrzami gościnności. Mam też zwykłe domu, mieszkania moich przyjaciół i znajomych, gdzie jest mi miło i swobodnie. Nie decyduje o tym wystrój, piękna zastawa, drogie wyposażenie czy wyśmienite jedzenie, ale otwarci ludzie, dla których wyżej wymienione powody nie istnieją. Na szczęście są jeszcze tacy ludzie.

Ja też jestem osobą, która ogólnie czuje się dobrze z innymi ludźmi i myślę, że umiem zmieszać dystans i być na luzie. Chociaż nie zawsze.

Gościnny człowiek, czy gościnny dom?

To jak bardzo gościnny jest dom, zależy od człowieka, który tam mieszka.

Na koniec najważniejsze

Mam nadzieje, że u nas czujecie się swobodnie. Większość osób odwiedzających naszą chatę to już nie goście, ale osoby, które współtworzą dom, o którym marzę. Dziękuję! Razem tworzymy gościnność Pałoszówki!

gościnny dom
gościnny dom
chata górska

Znam wielu ludzi osobiście, dużo czytam o takich osobach, którzy rzucili wszystko i zaczęli od nowa w górach. Lubię takie historie i zawsze budzą we mnie mieszane uczucie. Zaczynam zastanawiać się co jest ze mną nie tak? Trochę im zazdroszczę, trochę ich podziwiam i trochę zastanawiam się czy mówią całą prawdę. Czemu ja nie przeprowadzam się w góry? Zawsze o tym marzyłam. Może boję się realizacji tego celu. Czy przeprowadzka w góry mnie przerasta?

A może chodzi o pieniądze…

Myślę, że to jest pierwsza sprawa, która przychodzi do głowy zwykłemu człowiekowi jak czyta o takich spektakularnych wyprowadzkach z miasta na wieś. Na to potrzeba dużo pieniędzy. My chatę kupiliśmy za średnią kwotę – małą jak porównasz z cenami mieszkań w Krakowie, dużą jak o niej po prostu pomyślisz. Ciekawym na pytanie ile zawsze odpowiadam. A skąd mieliśmy tyle? To efekt Tomkowego oszczędzania przed ślubem, naszego wspólnego życia i życzliwości osób, które mogły nam pożyczyć. A ile jeszcze potrzebujemy? Bardzo, bardzo dużo. Remont chaty, stodoły, budowa warsztatu, ogrodzenia, drogi, sauny i wiele innych to kwoty na razie niewyrażalne. Wiem jednak, że powoli i cierpliwie uda się.

Wiem, że na pytanie dlaczego nie wyprowadzamy się z Krakowa odpowiedzią nie są pieniądze. Mamy możliwości finansowe. Sprzedajemy mieszkanie w mieście, dokładamy oszczędności i stać nas na to, aby metodą gospodarczą i przy dużym nakładzie własnych sił ogarniać podstawowy remont, tak aby dało się żyć i prowadzić małe gospodarstwo agroturystyczne.

chata w górach przeprowadzka w góry

strefa komfortu

Przeprowadzka na wieś, w góry to wyjście z strefy komfortu. To takie oklepane hasło, ale czy prawdziwe. Bo czy komfortowe jest stanie w korkach?

Nasza strefa komfortu z Tomkiem jest dość mało komfortowa. Ciasne mieszkanie w mieście, ale zawsze tak żyliśmy. Nie przeszkadza nam to, chociaż mamy zamiar to w najbliższym czasie zmienić. Nie dlatego, że nam się w dupach poprzewracało, ale dla dzieci, żeby miały swoje miejsce w swoim pokoju. My wiemy jak to żyć bez przestrzeni i jakie to ważne. W Pałoszówce mamy bardzo dużo własnej przestrzeni. Wyjdę z chałupy i mam las, zieleń tylko dla moich oczu. Mogę myśleć, odpoczywać. W chacie żyjemy w małym pokoju, a to mniej niż w mieście, ale to czasem jest fajne.

spacer przeprowadzka w góry

Nasz poziom życie też nie jest tak wysoki jakby mógł. Oboje pochodzimy z rodzin, gdzie nie było za dużo pieniędzy, więc umiemy oszczędzać i nie mamy potrzeby wychodzić 2 razy w tygodniu na obiad do miasta. Nie potrzebujemy też super auta, czy drogich gadżetów.

Stała pensja to chyba jedyny aspekt miejskiej, a może bardziej korporacyjnej strefy komfortu, który rzeczywiście może przytrzymać w mieście. Jednak stała pensja (stała praca) to jest pewien brak wolności oraz często praca dla kogoś. Zawsze jest coś za coś.

Chyba jednak w naszym być czy nie być w górach nie chodzi o komfort. Może o wygodę naszych dzieci.

Nie przeprowadzka w góry – to o co naprawdę chodzi?

Często o tym myślę. Często zadaję sobie pytanie: czy jestem szczęśliwa tu i teraz? To jest prawdziwy powód naszego nie rzucania wszystkiego i naszej nie wyprowadzki w góry. Jesteśmy szczęśliwi. Nie ma w nas desperacji. Tomek bardzo lubi swoją pracę na etapie, ma porządny, dobry i zgrany zespół. Lubi swoich współpracowników, a i ja mam do nich pełne zaufanie, gdy Tomek idzie z nami na piwo. Lubimy swoje życie w mieście, tak samo jak lubimy perspektywę i możliwość wyprowadzki. Mamy wspólne, ważne cele. Chcemy sprawić, aby dzieci były szczęśliwe. Za jakiś czas wyremontujemy chatę, a potem się wyprowadzimy. A może życie zaskoczy nas zupełnie czymś innym. Boży plan jest nieodgadniony.

miszmasz

Do grobowej deski … jakbyście przejrzeli moje zeszyty z matematyki w szkole podstawowej to było tam mnóstwo kolorowych ramek, w których znajdują się ważne matematyczne prawdy i właśnie ten napis. O dziwo, niektóre z nich pewnie będą mogła wydrapać sztywną ręką na drewnianych ścianach mojej trumny… (przepraszam, ale to nie ta bajka, bo ja się skremuję, właśnie po to, żeby nic nie wydrapywać).

Chciałoby się tak piękne wspomnienia, ważne chwile otoczyć ramką i napisać DO GROBOWEJ DESKI …

NIEPAMIĘĆ

Kilka dni temu patrząc na swoje dzieci stwierdziłam, że nie pamiętam jak Hania była w wieku Ignasia… To takie uczucie jakby zawsze była taka duża. Zapomniałam też ciężkie początki i te piękne chwile jak wakacje nad morze. Pomyślałam, że to przez te nasze problemy i strach tego nie pamiętam. Zaczęłam przypominać sobie Ignasia rok temu i musiałam sięgnąć po album. To on był takim mięciutkim, śpiącym bobasem!!! Dobrze, że mam bloga, bo mogę przeczytać o tym jaka byłam wtedy szczęśliwa. Ciągle jestem i to nawet coraz bardziej.

Czy to dzieci zabierają nam pamięć?

Dzieci uświadamiają nam jak bardzo szybko zapominamy. Umiejętność prędkiego niepamiętania mają wszyscy ludzie, a nie tylko rodzice. Czy pamiętasz jaka byłaś rok temu? A Twój mąż – przecież wciąż wydaje Ci się taki sam. Dopiero jak popatrzysz na zdjęcie zobaczysz, że przybyło mu zmarszczek, ubyło trochę włosów, a Ty byłaś szczuplejsza i miałaś piękniejsze włosy. Popatrz na swoich rodziców. Oni są jakby zawsze w tym samym wieku. Aż trudno uwierzyć, że moja mama była młodsza ode mnie, gdy ja byłam w wieku Hanki. Są na to dowody – zdjęcia z piękną i młodą mamą.

widok do grobowej deski

Dzieci zabierają nam czas…

Dzieci uświadamiają nam jak bardzo szybko biegnie czas. Nie wiem jak mija Wam czas. Poczucie czasu jest bardzo subiektywne. Myślę, że jednak wszystkim ucieka dość szybko i nie ma tu znaczenia czy ktoś jest rodzicem. Po prostu po dzieciach bardziej widać upływ czasu, bo one zmieniają się znacznie szybciej niż my i to w sposób spektakularny.

Ale życie może upływać wolniej…

Dzieje się tak, gdy nasze życie jest smutne. Szczęśliwe życie będzie biegło szybko i intensywnie. I niech Wam biega wesoło po łąkach i zielonych stokach DO GROBOWEJ DESKI!

chata górska, miejsca

Gdyby las miał płeć to na pewno byłby kobietą…

Jesień kojarzy mi się z lasem. Gdy myślę jesień widzę jeża, żółte liście i koszyk z grzybami. A w lesie widzę leśnika w mundurze. W swojej głowie najczęściej w lesie widuję mężczyzn. A przecież las jest kobietą. Może to całkiem naturalne, bo gdy wyobrażam sobie piękną damę to na około niej stoją panowie i adorują. Do lasu ciągnie mężczyzn. Po co tam idą? Po przygodę i po zdobycz.

Do lasu chodzą kobiety. Chodzą po zioła, jagody, kwiaty i pokazują drzewa swoim dzieciom. Kobiety najpiękniej uczą lasu. Mnie nauczyła go moja mama. Kobiety najlepiej rozumieją las, widzą go sercem.

las
Poranek i las… od razu lepiej się wstaje

Las jest najlepszym coachem

Osoby, które mnie znają wiedzą jak bardzo nie lubię trenerów osobistych. Już Wam o tym pisałam. Nie potrzeba gadania, snucia motywujących, oczywistych prawd, ale trzeba Everestu. Każdy musi przeżyć coś wielkiego, co nauczy go żyć. To jestem ja… są osoby, które czasem potrzebują, aby ktoś nimi potrząsnął. Czy musi to być coach? Pewnie dla niektórych tak, bo lepiej się czują jak komuś zapłacą albo będzie to ktoś zupełnie z zewnątrz. Mi wystarczy dobry przyjaciel, a czasem rozmowa z kimś obcy – ile razy rozmowa w szpitalnym korytarzu z innym rodzicem stawiała mnie do pionu. Gdy było bardzo źle szukałam księdza. Tak, wiem, co on wie o życiu… nie jest mężem, ojcem i żyje pod kloszem. Dlatego może stanąć obok i popatrzyć na to obiektywnie. Każdy patrzy przez pryzmat własnego życia, własnego małżeństwa, rodzicielstwa. Ej, Justyna – Miało być o lesie!

W codziennym życiu moim najlepszym doradcą jest las. Wystarczy, że wyjdę na spacer wśród drzew i już wiem. Las zabiera moje złe emocje, uspokaja mnie i daje rozwiązania. Szkoda, że tu w mieście jestem tego pozbawiona. Tu idę pojeździć na rowerze i to też pomaga.

Las daj siłę

Las uczy nas odwagi, daje siłę do pokonywania własnych lęków. Kiedyś bałam się być w lesie sama. Dziś bardzo to lubię.

Myślę, że nie chodzi o sam las. Ważna jest przyroda. Czas spędzony w naturze jest dla człowieka najlepszym lekarstwem na wszystko. To taki powrót do korzeni, do prawdziwego domu. Współczesny człowiek zapomina o tym, że jest częścią przyrody. My też jesteśmy naturalni… tylko wydaje nam się, że jesteśmy ponad to. Wmawiamy sobie, że potrafimy być lepsi i tworzymy wielkie rzeczy tj. samochody, komputery. Tylko czy to jest dobre dla świata, dla nas?

Wróćmy do lasu… Jesienią będzie ku temu wiele okazji, bo można zbierać grzyby i kolorowe liście.

ludzie, miszmasz, wdzięczność

Mija pierwszy tydzień przedszkola, szkoły. Dzieci na pewno weszły już w nowy rytm. Szybko się przystosowują. Wakacje zostały już tylko miłym wspomnieniem. A ja myślę, o tym jak szybko biegnie czas. Niedawno witałam lato.

Myślę o sobie jako uczennicy. Kiedyś mówiono mi, że jeszcze będę chciała wrócić do szkoły. Nigdy w życiu! Szkoła do mnie wraca w złych snach np. budzę się i okazuje się, że powinnam być już w szkole albo nie mogę trafić do odpowiedniej klasy. Szkoła dla mnie nie była straszna, nie miałam problemów z nauką. Mam większość miłych wspomnień, złe już zapomniałam. Mimo to sny ze szkołą nie są przyjemne. Szkoła jest dla mnie tak bardzo odległa…

Słyszałam w radiu, że najszczęśliwszy są ludzie w wieku 34 lat. Zgadzam się z tym. Ja prawdziwe szczęście osiągnęłam po 30. Wiem czego chce, pogodziłam się z sobą i nie martwię się tak bardzo tym co inny myślą. Ile bym dała, aby zawsze mieć te 32-36 lat, a nie jak to mówią, że kobieta zawsze ma 18 lat.

Czas mija…

Jutro mija już 6 lat od kiedy jestem żoną, a 10 września Hanka będzie miała już 5 lat, Ignacy też już taki duży… Czas biegnie coraz szybciej. Kiedyś myślałam, że to gadanie starszych ludzi, ale tak na prawdę jest. Trzeba go dobrze wykorzystać i być szczęśliwym każdego dnia.

Myślę, też o mijających ludziach

Może tak wracam do szkoły, bo w czerwcu spotkałam się po 20 latach z moją matematyczką. Starsza Pani przejęła mnie ciepło, wspomniała i snuła plany. Miałyśmy kilka wspólnych pomysłów związanych z moją pasją do naturalnych kosmetyków i z wisiorami, w które zaangażowałam się z siostrą. Pani Basia nauczyła mnie matematyki i miłości do niej. Jak bardzo smutno mi się zrobiło, gdy dowiedziałam się o jej śmierci (14.08.2019). Ta żywotna i energiczna kobieta była ciężko chora. O tym też mi opowiadała i o nowej terapii i o tym, że się nie podda… i tak mijają ludzie i ich czas. Pani Basia zostawiła po sobie bardzo dużo.

czas mija
Justyna, Krynica Zdrój, 2008

Ludzie mijają na róże sposoby… jedni po prostu są nam postawieni na drodze tylko na chwilę, a inni odchodzą bez powodu. Mam kilka takich osób w swoim życiu, za którymi tęsknie, ale z różnych powodów nasz czas już minął. Czasem przestajemy się z kimś widywać bez przyczyny (brak czasu nie jest dobrym powodem), albo jej nie rozumiemy. Może już nie jesteśmy potrzebni. Takie nie odzywanie się pogłębia. Człowiek myśli, że nie zadzwoni, bo głupio tak po miesiącach, latach i co ja powiem. Tu musi zadziałać los i przypadkowe spotkanie.

Na szczęście ciągle w życiu ktoś się pojawia… i ciągle jest czas na życie, czas na miłość! Pięknego września Wam życzę!!!

czas mija
Tomasz, Pałoszówka, 2016
chata górska, dziecko w chacie, ludzie

Miało nie być tego wpisu. Niestety siedzę w mieście ze skręconą kostką, więc mam stabilny dostęp do Internetu. Postanowiłam tu zajrzeć. Mam nadzieję, że szybko wrócę do chaty. Mieliśmy z Tomkiem wiele urlopowych planów. Życie jak zwykle je weryfikuje po swojemu. W tym roku pewnie trzeba będzie odpuść sobie bazę namiotową albo zmienić na inną, dostępną autem np. Radocyna. Zawsze jest jakieś alternatywa… a z resztą Radocyna to takie cudowne miejsce, że powinno być u mnie na pierwszym miejscu. Ach i ten ukochany Beskid Niski!!! Teraz czekają mnie wakacje z Tomkiem i mam nadzieje, że w górach. Może troszkę łagodniej niż marzyliśmy.

Moja skręcona kostka postanowiła to zrobić w bardzo dobrym momencie, czyli właściwie już po wszystkich gościach, którzy ubarwiali mi czas, w którym ja mam wakacje w chacie, a Tomek siedzi w pracy w Krakowie. To dobry moment na małe podsumowanie i odpoczynek.

wakacje, widok

Wakacje z gośćmi

Sezon 2019 rozpoczął się bardzo dobrze. Odwiedziło nas sporo nowych osób i tych, których nie widziałam od lat. Dobrze mieć takie miejsce, które może stać się pretekstem do spotkań z osobami, do których dawno się nie odzywałam, a cały czas są w moim sercu (np. kuzynka z Mazur, którą kiedyś widywałam co rok, Kasia, z którą prowadziłam firmę, Asia – koleżanka przewodniczka, Julia, która była w Pałoszówce już trzeci raz i dobrze pamięta jeden z pierwszych naszych pobytów w chacie i jedyny sylwester). Jeszcze na kilka takich osób czekam i myślę, że one o tym wiedzą!

Właściwie przez cały ten czas ktoś ze mną był. Odwiedziło nas też sporo dzieci, co bardzo cieszy Hankę i Ignasia. Byłam też dzień i noc z dziećmi sama w chacie. Okazało się to przeżycie mało straszne, ale dość smutne… Doskwierała mi trochę samotność. Jednak jest to moje małe osiągnięcie: przezwyciężyłam swój strach.

Mam też jeszcze jeden wakacyjny sukces, dla osobiście bardzo duży. Nauczyłam się jeździć w terenie autem i mogę spokojnie zjechać do sklepu czy po gości.

wakacje, samochód

Jak to funkcjonuje?

Dobrze to działa. Zwykle…

Zasada jest taka, że wszyscy mają się bardziej czuć jak w domu, niż jak w gościach. W praktyce oznacza to, że oprócz dotrzymywania sobie towarzystwa, pomagamy sobie i razem prowadzimy chatę. Gotujemy, sprzątamy, czasem jakąś mamę odciążymy, aby mogła w samotności wziąć prysznic. Nie jestem w stanie zajmować się gośćmi jak w normalnej pełnoprawnej agroturystyce. Taki też był zamysł chaty i naszego obecnego życia w Pałoszówce. Czy nam to wyszło? Trochę tak. Ja i tak jestem osobą, która lubi gotować, sprzątać i zajmować się domem i nie mam z tym problemu. Robię to szybko i odruchowo, czasem ciężko za mną nadążyć. Byli gości, którzy bardzo mi pomagali… i tylko o tych tu wspomnę.

Dziękuję za cudowny czas!!!

I jeszcze garstka magicznych widoków:

chata górska

Chciałabym jak najwięcej czasu spędzać w chacie, szczególnie latem. Jest to też ważne dla dzieci. Letnie dni są cudowne, bo naprawdę większość czasu jesteśmy na zewnątrz. Zupełnie inaczej wygląda granica między domem, a przyrodą w chacie niż w mieście. Otwieram drzwi i jestem na polanie w lesie – magia. W Krakowie otwieram drzwi i widzę klatkę schodową, wychodzę z bloku i co?? – betonowy chodnik i parking. Znowu te alejki w parku… Na Kretówkach nigdy mi się nie nudzi. Przyroda każdego dnia jest inna, daje mi same cudowności.

Zapraszam Was do tych cudowności. Jeśli nie macie wakacyjnych planów to chętnie Was przygarnę do chaty. Będzie mi raźniej i milej, niż samej. Jestem też gotowa przezwyciężyć swój strach i zostać w chacie sama z dziećmi. Nie jest to więc desperackie wołanie o towarzystwo, ale miłe zaproszenie!

TERMINY

Możecie przyjechać w weekendy. Planuję organizowanie rodzinnych wycieczek, wiec trzeba się upewnić czy jesteśmy. Można też wpadać spontanicznie, ale trzeba się liczyć z tym, że może nas nie być (dobrze wcześniej zadzwonić 693 623 036). Będzie mi szczególnie miło jak odwiedzicie nas w tygodniu (od 15 lipca do 15 sierpnia). Od 15 sierpnia też będziemy w Pałoszówce, ale mamy pewne plany związane z Tomkowym urlopem (możecie się podpiąć np. basen w Piwnicznej, wycieczka rowerowa, wypad na Gorc, jakaś baza namiotowa w Beskidzie Niskim).

Gdzie? Jak i po co?

  • DOJAZD

Do Rytra można przyjechać pociągiem, autobusem i samochodem (są parkingi bezpłatne i można tam zostawić auto na dłużej). Z dworca PKP na polanę Kretówki prowadzi czerwony szlak. Polana Kretówki to pierwsza bardzo widokowa polana na tej cześć czerwonego szlaku. Do polany dochodzi niebieski szlak gminny z Młodowa (do nas trzeba jeszcze zejść w las, ale najczęściej po gości wychodzimy na polanę).

Odległość i czas dojścia

Z dworca PKP trzeba przejść 2,4 km i pokonać 365 m przewyższenia. Doświadczonemu piechurowi zajmie to 1 godzinę, a z bagażem i z dzieckiem – 1,5 do 2 godzin. Jeśli podjedziesz autem do parkingu przy tablicy Popradzki Park Krajobrazowy (Zazamcze) to z tej trasy zostaje tylko 1,4 km i 297 m podejścia.

Jeśli odpowiednio się z nami umówicie i z jakiegoś powodu nie dacie rady wejść na górę możemy po Was zjechać (albo po Wasze bagaże).

  • CHATA – WARUNKI

W chacie jest prąd, bieżąca woda (ciepła – jest prysznic), w pełni wyposażona kuchnia (dużo garnków, można jeść z pięknych ceramicznych talerzy z Włocławka), duża łazienka, biała izba i mieszkalne poddasze. W kuchni zwykle gotuje się na tradycyjnym piecu, ale w upały korzystamy z płyty grzewczej i piekarnika elektrycznego. Na poddasze prowadzą strome schodu i dzieci muszą bardzo uważać. Podobnie jak na tarasie, który nie jest zabezpieczony (może wymyślę coś na ten rok). Gości przyjmujemy na poddaszu – są tam trzy łóżka i łóżeczko dla dziecka. W sumie to na poddaszu tylko się śpi, większość życia toczy się w kuchni i na zewnątrz. Chata jest położona na małej polanie w lesie.

  • GOTOWANIE

Gotujemy i sprzątamy razem. Zasada jest taka, że każdy coś ze sobą przynosi i korzystamy z tego razem. Kuchnia to serce domu, dlatego staram się, aby każdy czuł się w niej jak u siebie.

  • FINANSE

W chacie mieszka sowa, która zbiera pieniążki na remont chaty… Jeśli masz ochotę możesz coś wrzucić.

CHATA ZAPRASZA! MY ZAPRASZAMY!

rodzina