ludzie, miłość

Przyjaźń wiele ma imion. Jak we wszystkich takich sprawach dotykamy pewnego końca, początku, fundamentu, czyli definicji. Przyjaźń można różnie interpretować. Ja dziś opiszę Wam dwa znaczenia: miłość i spotkanie.

Przyjaźń jako komunia

Znów pada pytanie co to jest komunia osób? Odeślę do Jana Pawła II. Taki rodzaj przyjaźni istnieje jedynie między małżonkami. Jest to przyjaźń nierozerwalna, na całe życie i wybrana w duchu wolności. W moim życiu najbliższym mi człowiekiem jest Tomek. Zachwycam się tym faktem, bo tak naprawdę gdy go poznałam był mi zupełnie obcy. Nasze dzieci będę znała od zawsze, tak jak swoją mamę, tatę i siostrę, ale mimo to zupełnie nieznany mi człowiek stał się moim przyjacielem, najbliższą mi osobą, częścią mnie. Taka przyjaźń zdarza się tylko raz i chyba jej najlepszą definicją jest słowo: miłość. Zakochania zdarzają się wiele razy, ale małżeńska miłość powinna wydarzyć się raz (pomijam takie sytuacje w życiu człowieka jest śmierć współmałżonka, pomyłkę i konieczność rozwodu).

spotkanie z przyjacielem

Mam w grupie bliskich mi ludzi wiele osób, które z jakiegoś powodu są same (ale mam nadzieję, że nie samotne). Muszę się tu wytłumaczyć wobec nich. Po pierwsze bardzo mocna wierzę w to, że odnajdą swojego przyjaciela/ swoją przyjaciółkę. Po drugie każdy człowiek jest niesamowitą wartością jako odrębna osoba. Jest wiele rodzajów przyjaźni i miłości, w których można się realizować. Zawsze lepiej być singlem niż żyć w małżeństwie z fałszywym przyjacielem.

Przyjaźń jako spotkanie

Otaczają mnie piękni ludzie… Czasem pojawiają się tylko na chwilę, ale ten moment wystarczy, aby coś zmienić w moim sercu, życiu, podejściu do ważnych spraw. Czasem jedna rozmowa daje więcej niż lata znajomości. Tu pojawia się inne znaczenia słowa przyjaźń. To braterstwo dusz, które powinno się wydarzyć w życiu wiele razy. Taka przyjaźń to spotkanie z drugim człowiekiem, który rozumie, potrafi się otworzyć, popatrzyć na Ciebie sercem i wysłuchać w danym momencie życia.

Myślę, że prawdziwe spotkanie we współczesnym świecie jest bardzo ważne. Rzeczywistego kontaktu z drugim człowiekiem nic nie zastąpi. Piszę to w pełnej świadomości w momencie, kiedy słyszymy zostań w domu, zachowaj dystans społeczny. Pandemia niczego nas nie nauczy i nie da nam nic dobrego… Skutki izolacji są złe. Nie wiem czy jestem dumna z Polaków, którzy zdali „egzamin z odpowiedzialności” (jak to się słyszy w mediach)… czasem łatwiej nie wychodzić na spotkanie z drugim człowiekiem.

Nasze miejsce spotkań

PS: Za zdjęcia dziękuję Gosi! Na pewno będę z nich tu często korzystać 🙂 Dziękuję jej też za wspaniałe spotkanie i czekam na następne!

chata górska, chatkowe SPA

W naszej chacie dzieje się! W weekend majowy z koleżanką wymalowałyśmy furtkę do warzywniaka i gdy padał deszcz malowaliśmy kamienie. Miło było i nawet kolega się wciągnął. Efekty można oglądać w ogródku. Lubię tworzyć, a najbardziej w grupie. Pomysł dojrzewa już od dłuższego czasu. Już w tamtym roku zebrałam butelki do wspólnego malowania. Chata jest otwarta na ludzi! Chciałabym, aby była również otwarta na wspólne tworzenie! Leśna pracownia w Pałoszówce ma mieć formę otwartych warsztatów dla rodzin z dziećmi, dla kobiet i dla panów.

Leśna pracownia – co będziemy robić?

Podarujemy sobie dobry czas. Zawsze zamiast mówienia wolałam działanie. Tworzenie ma zdolności terapeutyczne i wzmacnia poczucie własnej wartości. Prace manualne uspakajają i układają myśli. Są też świetną okazją do rozmów. Zrobimy to co umiem najlepiej i w czym czuje się dobra. Będą to na pewno musujące kule do kąpieli, sole do kąpieli i mydła glicerynowe. Myślę też o naszyjnikach (ale to na jakiś babski weekend, może na jesień). Wszystko będzie łączyło się w jakiś sposób z przyrodą. Na pewno zrobimy leśną herbatę.

Leśna pracowania – kiedy?

Posta zaczęłam pisać kilka dni temu (miałam już przygotowane daty) i nagle okazuje się, że weekendy powoli zapełniają się… i właściwe pierwsza wolna sobota wydarzy się za prawie 2 miesiące!!

W tym roku wyznaczę dwie daty:

25 lipca i 22 sierpnia

Jednak zawsze możecie nas odwiedzić w inne dni (lipiec, sierpień). Trzeba się zapowiedzieć, umówić i określić co chcielibyście zrobić. Najlepiej telefonicznie: 693 623 036 lub na FB.

Plan dnia leśnej pracowni – 25.07 i 22.08

10.00 – zbiórka przy kapliczce na polanie Kretówki (w miejscu gdzie zaczyna się niebieski szlak gminny przez Młodów na Kordowiec, przechodzi tam również Główny Szlak Beskidzki (czerwony))

zejście do chaty, odpoczynek (troszkę trzeba do nas podejść z parkingu na dole (szczegóły tu)), herbata (zioła)

ok. 11 – leśna pracownia: w lipcu lepimy musujące kule do kąpieli, w sierpniu tworzymy mydełka glicerynowe.

ok. 13 – gdy już skończymy chętnie pójdziemy z Wami na spacer. Myślę, że obiad w schronisku Cyrla jest najlepszym rozwiązaniem! Dzięki temu ja zamiast przygotowania posiłku skupię się na organizacji warsztatów. Warto też spróbować pierogów z jagnięciną, czy bigosu w najlepszej schroniskowej kuchni w Beskidzie Sądeckim.

Pomysł na wycieczkę!

Można to połączyć z cudowną rodzinną wycieczką.

Orientacyjny plan:

9.00 – wędrówka czerwony szlakiem z parkingu w Rytrze (przy GSB, przed tabliczką Popradzki PK) (z dziećmi watro wyruszyć o 8.30)

10.00 – 13.00 – dobry czas w Pałoszówce

13.00 – 13.30 (14.00) – przejście na Cyrlę

13.30 (14.00) – 15.00 – obiad na Cyrli

15.00 – 17.00 – spokojne zejście drogą przez Makowicę, polecam zwiedzić ruiny zamku w Rytrze

Leśna pracowania – finanse

W chacie mieszka sowa, która zbiera pieniążki na remont chaty, bieżące wydatki i marzenia gospodarzy związane z tym miejscem. Po warsztatach będzie można nakarmić sowę. Nie ma cennika.

Warto zabrać pieniążki na obiad na Cyrli (np. pierogi z jagnięciną to cena 19 zł, zupa pomidorowa – 7 zł).

WAŻNE!

Obowiązują zapisy. Ze względu na sytuację w kraju muszę ograniczyć liczbę gości. To ułatwi mi również przygotowanie materiałów dla Was. Proszę o telefon (693 623 036), będzie to również okazja na rozwianie wątpliwości np. dotyczących dojścia. Można u nas zanocować, ale tu liczba miejsc jest mocno ograniczona.

Zastrzegam sobie prawo do odwołania warsztatów lub zmiany daty (przy dzieciach nigdy nic nie jest pewne).

miszmasz, wdzięczność

To nie jest dobry czas na trudne decyzje, a jednak trzeba przed nimi stawać. Dziś podjęliśmy kolejną w swoim życiu ważną decyzję i ja już miałam dwa ataki paniki, że źle zrobiliśmy. Czeka mnie jeszcze wiele takich chwil, bo sytuacja na świecie jest bardzo niepewna, bo się uzależniliśmy od banku, bo nie widzę tego w co zainwestowaliśmy… i można by tak mnożyć.

bo kiedy można poznać, że decyzja była dobra….

w pełni chyba nigdy. Tak naprawdę nie wiemy jak nasze wybory wpływają na innych i nasze dalsze życie.

Czy kupno chaty było dobrym pomysłem?

A może decyzja, którą dziś podjęliśmy powinna mieć miejsc w grudniu 2015, kiedy na rynku nieruchomości był dołek i kiedy całe swoje oszczędności wpakowaliśmy w rozlatującą się chałupę w środku lasu bez dojazdu… Dziś mielibyśmy pewnie ładne mieszkanie na Azorach lub Krowodrzy, dzieci miałyby swoje pokoje i miejsce do nauki, a my prawie spłacony kredyt i wielką plazmę na pół ściany (żartuję!). Kto wie, może byłaby przed nami perspektywa innej chaty?

Każdego roku mimo wielu trudności utwierdzam się w tym, że Pałoszówka to nasz najlepszy pomysł. Czas, który już spędziliśmy na Kretówkach zmienił nasze życie, polepszył naszą odporność, sprawił, że jesteśmy silniejszymi ludźmi. Czas spędzony w naturze to najlepsza inwestycja. Wygraliśmy zdrowie fizyczne i psychiczne, a tego nie da się kupić… Mamy też swój mały kawałek samowystarczalności i w chwili zagrożenia mamy gdzie się schować. Pałoszówka zmienia nie tylko nas. Decyzja o kupnie chaty w grudniu 2015 wpłynęła na innych. Gdzieś kiedyś w chacie ktoś się odkochał, a ktoś zakochał…. ktoś coś postanowił, przemyślał i przegadał na tarasie.

Muszę tu o tym wspomnieć: chata to miejsce pełne ludzi! Dzięki Pałoszówce poznałam wielu fantastycznych ludzi i zweryfikowałam pewne przyjaźnie.

dobre decyzje - kupno chaty, otwarty dom

Może dobre decyzje poznaje się po tym ile dobra niosą one ze sobą w świat… a nie tylko dla mnie.

Może to, że zrezygnowałam z małżeńskiej sypialni na rzecz wielkiego salonu, aby pomieścić tam przyjaciół sprawi, że… a niech to już będzie niespodzianka!

Niech życie dalej mnie zaskakuje!

chata górska, miszmasz

Kto by się spodziewał, że rozgrzana do czerwoności turystyka gwałtownie się zatrzyma. Tematy podróżowania interesowały mnie od zawsze. Mała Justynka uwielbiałam mapy i jako dziecko marzyła o ich rysowaniu. Do tej pory papierowa mapa wywołuje u mnie dreszczyk radości. Studiowałam geografię i mojej pierwsze prace były związane z turystyką. Tym sposobem dotarłam na Lackową – tak nazywało się moje małe biuro podróży. Później zatrzymałam się w chacie, która kiedyś ma być agroturystyką.

Mam bardzo wielu znajomych, którzy dziś niepewnie patrzą w swoją zawodową przyszłość. Oprócz źródła dochodu stracili cenne miesiące realizowania swojej pasji. Jest to bardzo przykre, ale wiem, że sprostają zadaniu i wymyślą coś zamiast… i właśnie to zamiast ogromnie mnie cieszy!

grupa kobiet, turystyka w małej grupie
Małe grupy, ciekawe programy, wędrówki, nieznane miejsca i moje ulubione zdjęcie – w drodze na Lackową, 2017

Prawdziwa turystyka zamiast masówki

Model turysty i turystki na pewno się zmieni. Gdzieś w głębi wierzę w to, że będzie to dobra zmiana, zmiana, na którą zawsze czekałam. Jestem fanką turystyki alternatywnej, zielonej, na łonie przyrody, indywidualnej itd… W całej tej sytuacji widzę ogromną szansę dla małych, rodzinnych wycieczek, dla obozów wędrownych i w końcu Polacy (którzy zawsze jeździli za granicę) zobaczą jak mamy piękny kraj. A może powstanie coś zupełnie nowego? Widzę wiele ciekawych możliwości, również dla siebie i dla swojego miejsca! Turystyka nastawiona na lokalnych przedsiębiorców, której celem jest poznawanie, aktywny wypoczynek i odrobina relaksu to jest to o czym marzę. Cieszy mnie myśl o turyście, który kupuje regionalne pamiątki (nie te z Chin), pokonuje beskidzkie szlaki, nocuje w małych pensjonatach, schroniskach, agroturystykach i jest na wycieczce naprawdę dla siebie, a nie dla znajomych na Instagramie czy FB… Czeka nas poznawanie nowych miejsc!

Kochani! Czeka nas sezon możliwości! To również szansa, żeby poznać nasze miejsce.

A pierwsza taka możliwość zdarzy się już 9 maja 🙂 zobaczcie sami!

zielnik

Postanowiłam założyć zielnik. Ziołami interesuję się od dłuższego czasu i bardzo chętnie z nich korzystam. Rośliny lecznicze są obecne w mojej kuchni i łazience. Latem idziemy z Hanią na łąkę i zbieramy kwiaty, liście i parzymy z tego herbatę, która zawsze jest trochę inna. Brak mi jednak usystematyzowanej wiedzy, dlatego postanowiłam założyć wirtualny zielnik. Będzie to miejsce dla mnie, do którego Was zapraszam. Zaczniemy od kwiatu, który kojarzy się z wiosną. Pierwiosnek jest dla mnie nowym odkryciem. Trochę zawdzięczam to Hani, która zaczęła zbierać żółte kwiaty i pytać czy może zrobić z nich herbatę. Sprawdziłam i spróbowałam – jest pyszna.

pierwiosnek

Pierwiosnek – garstka informacji

Pierwiosnek należy do bogatej rodziny pierwiosnkowatych, którą tworzy kilkaset kolorowych gatunków, które rosną dziko na łąkach i murawach w klimacie umiarkowanym. Jest to roślina o małych wymaganiach. Lubi miejsca słoneczne. W Polsce można go znaleźć właściwie wszędzie. Pierwiosnki są też chętnie hodowane w przydomowych ogródkach. Kwiaty, liście i korzenie są surowcem leczniczym znanym od dawna.

Zastosowanie

Pierwiosnek ma działanie wykrztuśne, przeciwzapalne, łagodzi kaszel, nawilża błony śluzowe i pomaga w leczeniu zapalenie płuc, stanów zapalnych gardła. Łagodzi również bóle głowy na tle nerwowym i ma działanie przeciwwirusowe (tak bardzo dziś pożądane). Na pierwiosnka powinny uważać osoby, które mają problemy pokarmowe i alergiczne. Liście pierwiosnka można dodawać do sałatek, kanapek, jeść jako przysmak w czasie wędrówki. Liście mają bardzo dużo witaminy C, wiec warto po nie sięgnąć.

Herbata z pierwiosnka będzie maiła działanie uspakajające i ułatwiające usypianie. Taki napar będzie również świetnym tonikiem, który doda skórze wiosny – wygładza, odświeża. Można również zalać kwiaty nagietka zimną wodą i zostawić na noc – rano będziemy się cieszyć tonikiem DIY. Myślę, że dobrym pomysłem jest dodać kwiat pierwiosnka do kąpieli. Ja na pewno, jak tylko ususzą się pozbierane ostatnio kwiaty, dodam je do musujących kul do kąpieli.

Pozdrawiam Was wiosennie.

chata górska, ludzie

Izolacja to dziś bardzo często powtarzane słowo, a nawet zalecane. Jest to sprawa, której zawsze się bałam. Odczuwam też strach przed zamknięciem. Każdy człowiek boi się samotności i zniewolenia… Jednak w społeczeństwie strach przed śmiercią jest znacznie większy (poczytajcie tutaj).

Nie będę Wam pisała jak radzić sobie z izolacją. Tego nie wiem. Przez to, że mam rodzinę nie odczuwam tego tak bardzo. Brakuje mi przyjaciół i ludzi, ale nie czuje się samotna. Ze smutkiem myślę o moich znajomych, którzy są singlami… to musi być bardzo trudne.

Izolacja w górach

Moja mama zawsze dziwiła się, że chce zamieszkać w górach. Lubię ludzi, rozmowy, spotkania i czas spędzony z drugim człowiekiem, a chce mieszkać na odludziu.

izolacja

Jest sposób, aby połączyć moją naturę z izolacją w pięknym miejscu. To zawsze we mnie było. Od kiedy pamiętam chciałam prowadzić schronisko w górach, a dziś marzę o agroturystce.

Pałoszówka jest odizolowana od świata. Nie chce mieszkać w chacie sama, czy tylko z Tomkiem i dziećmi. Chce dzielić się lasem i pięknem przyrody z innymi i być wśród ludzi, których lubię. Na szczęście z chęcią do nas przyjeżdżacie i chociaż przez chwilę idziecie z nami naszym szlakiem życia. Z całego serca zapraszam Was w sezonie 2020, który będzie zupełnie inny… Mam nadzieję, że szybko będziemy mogli się spotkać!

Smutne podsumowanie

Boje się, że skutki izolacji będą bardzo duże… niestety powątpiewam w zasadność pewnych zakazów wprowadzonych z powodu rzekomej pandemii. Boję się, że ludzie już nie odzyskają dawnego zaufania do innych. Proces odgradzania się od innych zaczął się dawno temu. Jest to również skutek uboczny Internetu. Podobno młodzi ludzie od dłuższego czasu woleli seriale niż spotkanie z innymi. Teraz nie mają wyboru i są chwaleni za to, że siedzą w domu…

Rok 2019 nauczył mnie nie czekać. Nie czekałam już na wiosnę i lato, bo w tamtym roku tak szybko to przyszło i minęło. Uczę się cieszyć każdym dniem. Jednak jest coś na co ostatnio czekam z wielką niecierpliwością. Bardzo bym chciałam Wam legalnie powiedzieć: Kochani! Wyjdźcie z domu i spotykajcie się z innymi, bo ludzie są wspaniali! ale poczekam z tym jeszcze trochę i na razie siedzę cicho i przebieram nogami z niecierpliwością.

izolacja w chacie
wdzięczność

W moim życiu wydarzyło się wiele niemożliwych rzeczy. Zacznę od rzeczy dobrych i błahych, bo właśnie od małych rzeczy zaczynają się duże. W ostatnim czasie udało mi się zrealizować dwie sprawy, które jeszcze jakiś czas temu wydawały mi się niemożliwe.

Jazda samochodem

Od wielu miesięcy mówiłam, że zacznę jeździć samochodem. Jednak nie wierzyłam w to. Ciągle odkładałam naukę, bo się bałam. Prawo jazdy zrobiłam 13 lat temu i na tym zakończyłam karierę kierowcy. Udało mi się pokonać to niemożliwe i dziś jeżdżę samochodem. Jeszcze nie sprawia mi to przyjemności, ale daje mi dużo satysfakcji i ułatwia codzienne sprawy. Dalej lubię autobusy, bo uważam to za ekologiczną formę transportu i jazda komunikacja zbiorową daje mi chwilę wytchnienia (szczególnie jak jadę bez dzieci). Jednak w czasie, w którym na świecie szleje wirus, przerzuciłam się na samochód całkowicie.

Niemożliwe odchudzanie

Po każdej ciąży twierdziłam, że schudnę. Aż do momentu, w którym zaakceptowałam siebie, uznałam, że waga ciała nie jest taka ważna i oddałam swoje ukochane ciuchy sprzed ciąż koleżanką. W końcu większe osoby są szczęśliwsze, bo mogą podjadać i nie myślą ciągle o jedzeniu. Niemożliwe jest, abym tak się katowała. Chcę żyć normalnie. Dziś pochwalę się i napiszę to publicznie: jest mnie 10 kg mniej… Dokonałam niemożliwego. Trzeba było zmienić coś w swojej głowie, dobrze się nastawić i okazało się, że nie chodzę bardzo głodna i zła. Jest mi lepiej, bo uwolniłam się od słodyczy, alkoholu i przegryzek. Nie jestem też na diecie. Od czasu do czasu zjem pizze, makaron, pierogi i schabowego. Jem po prostu mniej i liczbę kalorię (1600). Mam nadzieję, że dzięki temu efekty utrzymają się na dłużej. Nie jestem stęskniona za jakimś pokarmem, bo jem to na co mam ochotę (czasem nawet coś słodkiego, ale to się nie opłaca przy liczeniu kcal).

Wydawało by się, że to niewielkie osiągnięcia. Pokonywanie małych słabości daje pewność i jesteśmy lepsi w większych rzeczach. To tak jak z naszym Everestami, które są coraz wyższe. Mój pierwszy Everest też wydawał się nie do zdobycia.

Sprawy, które wydają się niemożliwe, ale zależą tylko od nas zawsze są do zrobienia!

Zdrowia, moi drodzy! Mam nadzieje, że niedługo będę mogła zorganizować zgromadzenie w chacie! Tęsknie :*

Bez kategorii

Za oknem nie widać dziś wiosny, ale wiem, że zaraz przyjdzie… Tak samo jak wierzę w to, że niedługo się zobaczymy. W obliczu tego co dziś dzieje się na świecie normalne sprawy okazują się niezwykłe. Może to pozwoli nam po powrocie do normalności bardziej doceniać codzienność, możliwość rozmowy z drugim człowiekiem, spacery w dużej grupie bliskich nam osób i siedzenie w klasie na lekcji. Tylko nie wiem czy do stanu z przed pandemii wrócimy. Boje się konsekwencji izolacji, strachu, kryzysu gospodarczego…

Już dziś widzę jak podejrzliwie patrzą na siebie ludzie i jak bardzo nas to podzieliło. Są też piękne postawy – pomaganie starszym, czy przygotowywanie posiłków dla lekarzy, szycie maseczek itd.. W sumie zwykle się skupiam na tym co dobre, a dziś jestem pełna obawy. Bardziej widzę wzajemne obwianie się, zalecane stronienie od ludzi i nikt się nie uśmiecha, jakby to też przeniosło korona wirusa. Społeczeństwo podzieliło się na spacerujących i siedzących w domu… i nawzajem obrzuca się błotem. Jest jeszcze jeden smutny aspekt – donoszenie na siebie, na fb pełno komentarzy o tym, że starsi ludzie wychodzą, że dzieci są na podwórku i nawoływanie do tego, że trzeba ich siłą pozamykać w betonowych klatach zwanych mieszkaniami. Przecież każdy ma swój rozum.

Słyszę też w radiu o przypadkach okłamywania lekarzy, sanepidu, służb i wydaje mi się to karygodne i złe… a potem myślę o kwarantannie, o policji, która może wejść do domu w każdym momencie bez powodu i karze 30 tys. zł i zaczynam trochę rozumieć. Zastanawiam się nad tym, co bym zrobiła jakbym bez podstawianie (zapewne w moim mniemaniu) została zamknięta w domu i straszona karą. Co musi się stać, aby system postawił przede mną podejrzenia? A może ten post wystarczy i korona wirus rzucił mi się na mózg? Pewnie za kilka dni i tak nas wszystkich zamkną w domu i będę musiała codziennie chodzić do sklepu albo wypożyczyć psa od sąsiadki, aby nie zwariować. Zabawne ostatnio ktoś zauważył, że potrzeby psa są respektowane, a człowieka, który do normalnego funkcjonowania też potrzebuje spaceru, już nie…

Myślę o tych wszystkich ludziach, którzy z dnia na dzień stracili pracę i czasem jedyne źródło utrzymania… i zastanawiam się nad tym czy słusznie. Ja jestem w komfortowej sytuacji i być może nie powinnam się wypowiadać.

Nie wiem co o tym myśleć. Czuje się jak człowiek średniowieczny, bo niby media na bieżąco mnie informują, ale ja nie wiem co jest prawdą i gdzie jej szukać… Życzę sobie i Wam, abym moje obawy były bezsensowne… i że wszystko co się dzieje ma na celu nas chronić, a to ja jestem dziś niemądra.

PS: Chciałam Wam napisać o moich planach na czas, gdy wyjdzie słońce… ale inne słowa same wyszły spod klawiatury, a nie to miałam na celu. Chyba jednak to tu zostawię, a to co miałam dziś opowiedzieć napiszę jutro (albo w najbliższym czasie)! Będzie już pozytywnie.

miejsca, miszmasz

Wiem, że zima w tym roku nie dopisała. To jest właśnie taki najgorszy czas, bo większość trudnych zimowych aspektów i tak zostaje, a człowiek nie jest wynagrodzony przez trzask śniegu pod butem, widok magicznych płatków, wieczorne spacery na górkę i zjazdy na sankach. Mamy tylko smog, ubieranie, rozbieranie i myślenie, czy dziecko jest ubrane odpowiednio do pogody. Zimowe miesiące bez śniegu tracą trochę urok.

Mamy swoje sposoby na zimę, ale czasem jest mi ciężko. Bardzo tęsknie za chatą, ale zrezygnowaliśmy z zimowego chatowania. Tęsknie też za latem i wygrzewaniem się na polanie. Jednak w tym roku nie czekam na wiosnę! Rok temu czekałam i okazało się, że wiosna i lato przyszły bardzo szybko i równie prędko minęły. Czas gna do przodu, więc ja uczę się nie czekać, ale cieszyć danym dniem. To naprawdę wymaga ode mnie wiele pracy. Jestem osobą, która lubi aktywności na zewnątrz i działam trochę na słońce… czasem szarość dnia odbiera mi energię.

Zimowe miesiące i miejskie atrakcje

Szukając wczoraj pomysłu na dziś stwierdziłam, że nie jest to łatwe. Kraków daje nam wiele możliwości i jest w czym wybierać i w czym się pogubić. Miasto też jest dość drogie. Czeka nas ogromny wydatek, więc zwróciłam na to uwagę. Większość atrakcji po prostu dość dużo kosztuje (a część z nich nie jest warta takich cen, bo trwa krótki, albo jest byle jaka (przygotowana na zasadzie byle zarobić)) i jeszcze fajnie zjeść obiad na mieście (dla 4 osób).

Można zrobić to niskobudżetowo. Moje ulubione wyjścia to Kopiec Piłsudskiego, Kopiec Krakusa wraz z wędrówką po Podgórzu, czy po prostu spacer bulwarami wiślanymi. Jednak czasem jest taka pogoda, że chcemy się schować pod dachem, a chodzenie po galeriach handlowych uważamy za mękę, a nie przyjemność.

Co udało się zobaczyć?

W tą sobotę wybraliśmy muzeum klocków lego HistoryLand. Tomkowi bardzo się podobało, a mi jako mamie małych dzieci zdecydowanie mniej. Nasze dzieci okazały się za małe, aby podziwiać i zrozumieć wystawę (np. bitwę pod Grunwaldem, czy obronę Westerplatte). Podczas tej zimy najlepiej wspominam nasze wyjścia do teatru Groteska – doskonały pomysł na zimowe miesiące. Zakończyliśmy ten teatralny sezon z wynikiem 4 – 3 przedstawienia razem z dziećmi i jedna nasza randka na „Mistrzu i Małgorzacie”. Uwielbiam też spacery po Krakowie, gdy jest słonecznie. Udało nam się zaliczyć koło widokowe nad Wisłą i to się bardzo podobało całej rodzinie.

Zimowe miesiące i górskie wyprawy

Tej zimy w każdym miesiącu odwiedziliśmy nasze ukochane góry. W grudniu sami z Tomkiem zdobyliśmy Jałowiec w Beskidzie Żywieckim, w styczniu byliśmy całą rodziną w Gorcach, a mi udało się wyrwać na wyjazd kursu Przewodników Beskidzkich 2019-2021. W tym miesiącu również bez dzieci byliśmy na Koziarzu w Beskidzie Sądeckim (tak, to ta góra od Kaczyńskiego). Do chaty pojedziemy w marcu. Mam nadzieje, że jeszcze pod czas kalendarzowej zimy.

Morsowanie – dla nas zupełnie nowa, zimowa atrakcja

Tej zimy zrealizowałam jeszcze jedno marzenie. Dzięki siostrze Tomka i jej mężowi zmotywowaliśmy się i poszliśmy morsować. Udało nam się to na razie dwa razy, ale myślę, że stanie się to naszą, stałą, zimową atrakcją albo nowym sportem ekstremalnym. Dla mnie coś super!

zimowe miesiące to doskonała okazja na morsowanie

Kochani, cieszcie się każdym dniem! Wiem, że czasem to trudno, ale warto nad tym popracować…. życie jest tylko jedno!

PS: Dobrze, też znaleźć sobie coś miłego do robienia w domu. My ostatnio wkręciliśmy się z dziećmi w budowanie z klocków lego. W wolnej chwili zajmuję się jeszcze jednym pomysłem i piszę posty i tworzę prezenty.

miszmasz

Dziś jest do mnie ważny dzień i jutro też. Te dwa święta w moim życiu bardzo ze sobą się łączą. 21 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Przewodnika. 22 lutego jest Dzień Myśli Braterskiej. Ta data nie jest przypadkowa – 22 lutego 1857 r. urodził się gen. Robert Baden-Powell – twórca skauting oraz w 1889 jego żona Olave Baden-Powell. Jest to święto wszystkich harcerzy na całym świecie. Zastanawiacie się co ma wspólnego przewodnik z harcerstwem? Ja nauczyłam się przewodnictwa w drużynie harcerek.

przewodnik, autokar
Gdzieś na wycieczce w Zamościu, 2017

Harcerstwo – styl życia

Już dawno nie miałam na sobie munduru harcerskiego i chyba już go nie założę. Zamieniłam mundur na czerwony polar przewodnika. Jednak zawsze będę harcerką. Dla mnie to sposób życia. Znam harcerzy, którzy nigdy nie byli zrzeszeni w organizacji harcerskiej. To podstawa otwarta na świat oraz innych ludzi, odważna i szukająca rozwiązań. To życie zgodnie z naturą i wiele przydatnych umiejętności. To w harcerstwie zdobyłam swój pierwszy Everest i potem już wszystko było proste. Zawsze będę druhną, nawet gdy będę Wam nalewała kolejny kieliszek wina na tarasie w chacie… Bardzo mnie denerwowało w moim szczepie, że całą harcerskość sprowadzało się do nie picia alkoholu (ale to temat na inny dzień). W „Puszczańskiej Braci” nauczyłam się bycia przewodnikiem i jestem nim każdego dnia dla moich dzieci, męża, przyjaciół.

mama przewodnik
Mama – Przewodnik Beskidzki

Przewodnik beskidzki

Harcerstwo doprowadziło mnie na kurs przewodnika górskiego i do podążania za marzeniem i kupna chaty. Przewodnik turystyczny to również styl życia. Jest nim człowiek otwarty na piękno świata, które umie dostrzec i pokazać innym. Przewodnik będzie otwarty na innych ludzi, ich potrzeby. Z bardziej przyziemnych cech – musi wykazać się umiejętnością szybkiego uczenia i reagowania. Powinien mieć charyzmę i być kreatywny. Oczywiście mówię o ludziach z pasją, a nie z papierem. Nie każdy zawodowy opowiadacz będzie dobrym przewodnikiem.

Myślę, że przewodnik ma wiele harcerskich cech.

W Dniu Przewodnika życzę wszystkim osobom, którzy czują się przewodnikami dla grup turystycznych, dla swoich dzieci, znajomych, drużyn, współpracowników – harcerskości, a za nią idzie odwaga, energia i chęć do życia, do poszukiwań nowych dróg, Everestów…

Jutro, w Dniu Myśli Braterskiej wszystkim osobom, które w sercu czują się harcerzami, życzę, aby byli dobrymi przewodnikami dla swoich rodzin, przyjaciół, drużyn.