wdzięczność

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Szczęścia. A jutro Pierwszy Dzień Wiosny i chyba nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Ale czy na pewno? Szczęście to sprawa, której ludzie w każdych czasach, w każdym miejscu poświęcają najwięcej czasu. Właściwie to poświęcają całe swoje życie. Robimy wszystko, aby być szczęśliwym. Czym jest to szczęście? Już o tym pisałam i to pewnie kilka razy.

A chata już niedługo będzie wyglądała tak zielono…

Łatwo mi pisać o szczęściu, bo mam dobre życie. Urodziłam się w kochającej rodzinie, jestem zdrowa, nie miałam problemów z nauką, mam wspaniałego męża i cudowne dzieci. Czy mogę pisać o szczęściu? Łatwo być radosnym i zadowolonym w mojej sytuacji. Czy na pewno? To co Wam wyżej napisałam jest efektem mojej pracy nad sobą i dziękowania każdego dnia za życie (praktyka wdzięczności). Skupiam się na tym co mam. Lista rzeczy, których nie mam byłby bardzo długa, ale o tym nawet nie myślę.Jak to jest, że są ludzie, którzy po ludzku mają wszystko i są nieszczęśliwi. Z drugiej strony mamy osoby biedne, chore, które potrafią cieszyć się z niczego. Może to kwestia charakteru. To byłby straszne, bo oznaczałoby, że są ludzie, którzy z gruntu będą nieszczęśliwi. Zgodzę się jednak z tym, że niektórym przychodzi to łatwiej. W końcu na świecie są optymiści i pesymiści.

Trudno dziś o właściwą definicję szczęścia i sukcesu. Ludzie szukają go w różnych rzeczach dobrych i złych. Gonią, łapią za ogon i nigdy nie są zadowoleni.

A szczęście to…

Szczęście to na pewno życie w zgodzie ze swoim powołaniem. To coś co jest w nas zawsze. Szczęście nie trzeba szukać. Należy je odnajdywać w swoim sercu każdego dnia na nowo. To kwestia pracy nad sobą. Gdzieś coś w duszy mi jeszcze podpowiada, że to również życie z Bogiem. A może to przede wszystkim to.

Zostawiam Was z pytaniem o Wasze szczęście. Podziękujcie za to co macie.

ja mam dwa takie szczęścia
a właściwie to trzy – najważniejsze!!
miłość

Szczęście – z jeden strony temat banalny, a z drugiej sprawa, którą od wieków spędzała sen z powiek filozofom…

Każdy ma swoją definicję szczęścia. Ja też i w moim pojęciu szczęścia mieści się bardzo wiele i dla każdego pod tym słowem kryje się coś innego.

Szczęście to po prostu życie zgodnie ze swoim powołaniem.

Wydaje się bardzo proste, ale nie jest. Niestety wielu ludzi nie zna swojego powołania i błąka się wciąż szukając. Nie wiem dlaczego jedni znajdują swoją drogę szybciej, a inni wolnej, a jeszcze inni wcale. Ja od bardzo, bardzo dawna wiedziałam, że chce być żoną… droga była kręta i nie było łatwo. Jednak jak po wszystkim spotkałam Tomka to wiedziałam, że chce być żoną Tomka. Na ślubie nie miałam wątpliwości (chociaż byliśmy razem 5 miesięcy i nie znaliśmy się roku), bo byłam świadoma swojego powołania. Z faktu bycia żoną wynikają kolejne role – matki, gospodyni itd… Ja jako żona jestem najważniejsza, później jako matka… Moje szczęście to małżeństwo. Trzeba zaakceptować to, że każdy ma inne powołanie i inne szczęście. Niektórzy realizują się kompletnie w macierzyństwie, inni w kapłaństwie (ku mojemu zaskoczeniu poznałam kiedyś zakonnice, która była naprawdę szczęśliwa), a niektórzy w samotnym zdobywaniu ośmiotysięczników… Są ludzie, którzy całe swoje szczęście odnajdują w pracy i wykonują swój zawód z powołania.

Oczywiście to się wszystko łączy ze sobą. Ja jestem żoną, ale uwielbiam też swoją pracę – warsztaty, wycieczki i to również jest moje powołanie nr 3 🙂 (liczę, że bycie żona to nr 1, mamą nr 2). Ta numeracja jest istotna bo np. teraz poświęcam się w całości nr 1 i 2, ale na 3 przyjdzie pora!! 🙂 Nr 4 to mieszkanie w górach. Realizacja tych powołań sprawi, że umrę z uśmiechem na twarzy 🙂 … bo szczęśliwa jestem od momentu spełnienia się 1 i teraz ze spokojem idę dalej.

W ten jesienny czas życzę Wam, abyście zawsze wiedzieli, która ścieżka jest Wasza i jej pilnowali. Szczęście to poczucie spokoju, że wszystko jest zgodne z Bożym Planem. Wierze, że powołanie daje Bóg. Może to jest klucz to tego, że niektórzy wiedzą od razu, a inni szukają wiele lat?

 

wdzięczność

Odrobinki srebra w śniegu… wiecie o czym mówię. Te małe, błyszczące w słońcu odrobinki białego puchu, których nie da się złapać, uchwycić aparatem fotograficznym. Te małe odrobinki szczęścia w codzienności, iskry, dla których warto iść przez dzień.

Mam takie drobinki. Lubię zimę za skrzypiący mróz pod butem, za czerwone, zmarznięte policzki i ciepłą herbatę z termosu. Lubię śmiech moich dzieci, gdy ja marznę na górce, a one pędzą w dół.

Doceniam listopad za to, że pada i nie ma słońca i ja mogę na chwilę przestać działać i puszczam bajkę dzieciom i sama ją oglądam. W końcu nic nie muszę i mogę mieć wyczerpaną baterię, bo jest ona na słońce.

Cieszę się każdym czasem. Najbardziej lubię lato i dlatego tak usilnie wypatruję błyszczących drobinek w jesieni, zimie i wczesnej wiośnie. Szczęście mieszka w takich małych iskierkach i w sercu, które je widzi.

Odrobinki radości w szarej codzienności. Jest ich dużo, jak na śniegu, ale czy Ty je dostrzegasz? Może jesteśmy jak to słońce, które sprawia, że je widać i można się nimi cieszyć.

Życzę Wam w 2022, abyście byli jak promienie słońca i oświetlali sobie te odrobinki.

odrobinki śniegu błyszczące w słońcu
miszmasz, wdzięczność

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że pisze książkę – żartuję! A może nie 😉 bo to trochę prześmiewcze. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy piszą w Internecie nagle przerzucają się na papier i to nie zawsze słusznie. Dziś zalewa nas bylejakość…

Teraz na poważnie – mam nadzieje, że moja książka (bajka dla dzieci) nie będzie kolejną „ooo w końcu i ona napisała, ta od bloga. Łeee bleee, o to jej chodziło”. Ja chyba tak reaguje na książki blogerek, a szczególnie tych od sponsorowanych postów i robienia pieniędzy na swoim pisaniu. Dlatego mam taką blokadę. Może nie potrzebnie, bo po pierwsze nie jestem zupełnie znana i jeśli piszę to dla siebie i chyba z mają bajką jest podobnie (przyznam się, że jest tu finansowe drugie dno i chce, żeby bajka na coś zarobiła – życie po prostu). Nie o tym miałam pisać, bo to wciąż we mnie dojrzewa – bajka leży w szufladzie i czeka na mnie.

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że nie pisze. Wydało mi się, że nigdy mi się to nie zdarzy. A jednak, ostatni wpis jest z 6 września, a poprzedni z lipca, z marca… Oj, chyba nie mam już o czym pisać. Życie mnie pochłonęło i pędzący czas. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się wiele spraw. Zaliczę je do kategorii: nigdy.

Nigdy nie mów nigdy

Wiele razy Tomek namawiał mnie do połączenie jego umiejętności z moimi, żebym jednak się trochę pogodziła z robotyką i automatyką. Moja rekcja zawsze była jedna: nigdy. Tego nie da się zrobić, bo ja lubię przyrodę, świeże powietrze, prace manualne… A teraz jestem Panią od robotyki (he he) i to też wyszło przez przypadek. Szukając pracy wysłałam CV na instruktora zajęć pozalekcyjnych, oczywiście omijając wszelkie ogłoszenia o zajęciach z robotyki. W miłej rozmowie telefonicznej, kiedy już większość spraw było ustalonych, zadałam pytanie: a co to właściwie za zajęcia? Zgodziłam się.

Uczę też geografii zdalnie. Własnie dlatego nie chciałam ostatnio iść do oświaty, żeby nie uczestniczyć w tej farsie jaką jest zdalna szkoła. Nie poszłam, ale zostałam nauczycielem geografii dla dzieci w domowej edukacji i uczniów, którzy mieszkają poza granicami kraju, ale chcą się uczyć w polskiej szkole.

Do tego całego zamieszania doszło jeszcze jedno nigdy, chociaż sama na nie zasłużyłam… Mam taki jedyny serial na YouTubie, który oglądam, bo podoba mi się i uważam, że jest wartościowy, ale o tym już pisałam. Coś i ktoś mnie podkusił, żeby zgłosić się do drugiego sezonu, mimo tego, że nigdy nie chciałam wystąpić na YouTubie czy w telewizji. Myślę, że zrobiłam to, bo raczej nie wierzyłam, że nas wybiorą. Krzysiek zadzwonił w środę wieczorem, że w sobotę przyjeżdżają nakręcać odcinek. Szybka rozmowa z Tomkiem (nie widział, że wysłałam zgłoszenie), zmiana planów, zero przygotowania i będziemy wstępować w Internecie.

My z fantastyczną ekipą z „Rodzina jest super”

Życie wciąż nas zaskakuje

Wydaje się, że popadliśmy już w rutynę. Dni są takie same, tygodnie też i czas płynie i nic już się nie wydarzy. Może mamy szczęście, że w naszym życiu ciągle się coś dzieje. Potrafimy też zauważać, spostrzegać drobne wydarzenia i jesteśmy otwarci na zmiany, przygody. Teraz np. opiekujemy się psem, co też jest dla nas niezwykłe. Życie jest pełne niespodzianek.

Życzę Wam dobrych zmian i możliwości pokonywania Waszych nigdy!

ludzie, miłość, wdzięczność

Chata to takie miejsce, które sprzyja spotkaniom… takim prawdziwym i bliskim, nawet jeśli znasz kogoś od kilku godzin. Zadaję sobie pytanie czy to kwestia miejsca i sytuacji, czy ludzi… bo ja lubię ludzi i rozmowy, a i tu trafiają specyficzne osoby. Myślę, że są to ludzie odważni, często poszukujący i pasujący do natury, gór, Pałoszówki i do mnie. Opowiadacie mi wiele rzeczy, a ja potem myślę o Was. Nie dzwonię, nie piszę na FB, czasem długo się nie odzywam, ale jestem gdzieś na polanie, w drewnianej chacie, a jesienią i zimą ugoszczę w mieście. Czasem czekam na telefon i jakiś znak od Ciebie. Dobrze jest mieć mnie w lesie, a czasem w innym miejscu. Może najlepsze rzeczy dzieją się spontanicznie i przez przypadek?

zaduma nad pięknem świata
Iskra życia

Chciałam Wam napisać o tym, że w dzisiejszym świecie wmawia nam się, że mamy być niewidomo jacy, wielcy, niepowtarzalni i wyraziści. Czasem szukamy tego szczęścia bardzo długo i idąc krętą drogą nigdy go nie znajdujemy. Nie spełniamy się, bo jesteśmy zwyczajni. Człowiek jest piękny sam w sobie. Może pod jednym warunkiem, że jest dobry… ale ja nie poznałam jeszcze złego człowieka. Czasem zdarza się, że ktoś zrobi coś złego, nawet bardzo, ale to czyny są złe, a nie ludzie i często wynikają z bardzo skomplikowanych zawiłości życia, których osoby z zewnątrz nie są w stanie zrozumieć…

Zaduma nad pustką

Czujemy pustkę… czasem ta pustka jest ogromna. Jest to wielka dziura naszych niezdobytych awansów, nieodbytych podróży, niespełnionych i wyidealizowanych miłości, pięknych i sztucznych zdjęć z Internetu, nierzuconych kilogramów, zbyt dużych oczekiwań i aspiracji. A czasem wystarczy po prostu być i akceptować i dziękować za życie takie jakie jest. Wtedy pustka jest mała. Ona zawsze będzie. Trzeba się z nią zaprzyjaźnić. Gdy zaakceptujemy tą otchłań naszego serca okaże się, że obok jest skarb – iskra naszego życia. Jest to właśnie to czego tak intensywnie szukamy – szczęście. Takie szczęście, które nie jest wynikiem kolejnego tysiąca na koncie, większego mieszkania, lepszego auta, ale ono tam jest bez względu na wszystko. Jest to zwykła radość życia – szum drzew, promienie słońca na twarzy, uśmiech drugiego człowieka, wieczorna zaduma w lesie.

zaduma, promienie słońca, ręce

Idę na taras patrzeć w nocne niebo i cieszyć się swoją pustką i skarbem, który jest zaraz przy niej… Życzę Wam tego samego! Nie szukajcie za daleko. Czekam na Ciebie!

spacer, zaduma
Do zobaczenia!
miłość, wdzięczność

Na co patrzysz? I nie chodzi mi o to co teraz widzisz… Na co patrzysz sercem?

Gdy wczoraj ktoś zadał mi to pytanie przypomniałam sobie sytuację, która najlepiej to obrazuje. Hania jest w domu kilka dni po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu. Jest mi ciężko naprawdę. Gdy wychodziliśmy z Oddziału Intensywnej Terapii Noworodków byłam pełna nadziei i siły. Wystarczyła jedna rozmowa (z lekarzem z domowego hospicjum, który zupełnie odbierał jakikolwiek optymizm) i kilka dni, aby mnie załamać. Dużo płakałam. Cała energia, pozytywne myślenie gdzieś się ulotniło. Przyszła mi do głowy myśl, żeby gdzieś uciec. Wtedy popatrzyłam na Tomka, który trzymał na ręce swoją córkę i czule do niej mówił. Popatrzyłam na mojego męża, który kochał tą małą istotkę, mimo jej niedoskonałości, mimo diagnozy i niepewności, która nas czekała. Popatrzyłam na jego miłość i akceptację i moje serce się zmieniło. To był moment, w którym wstałam i już zawsze trzymałam się tego obrazu.

Gdy patrzysz na miłość, Twoje serca zamienia się w miłość.

Czasem nie możemy się przemienić, bo widzimy złe rzeczy. Czasem potrzebna jest wymiana okularów – znajomych, środowiska. Zawsze dziękowałam Bogu, że urodziłam się w miarę normalnej rodzinie. Dziękuję, że nie jestem córką ludzi władzy, bogaczy z pierwszych miejsc magazynu Forbes. Oni patrzą na pieniądze. Czasem myślę, że jako polityk mogłabym coś zrobić i byłabym inna od tych skorumpowanych oszustów w rządzie. To nieprawda. Gdym patrzyła na drogie ubrania, szybkie samochody, wille to też bym chciała je mieć. Bogatym na prawdę jest trudno spuść oko z ich bogactwa, przecież mogą je stracić i trzeba go ciągle pilnować. Takie serce robi się coraz bardzie chciwe. Oczywiście to stereotyp. Pewnie dlatego, że ludzie majętni i naprawdę bogaci, którzy mają też szczęście, miłość, potrafią się dzielić, nie obnoszą się z tym i o nich nie słyszymy. Pokazują nam tylko tych gorszych, których pieniądz zaślepił. To też zły obraz.

Zawsze staram się patrzeć ze wdzięcznością na to co mam. To sprawia, że widzę jak wiele posiadam. Pisałam już o tym, wiec odsyłam Was po receptę na szczęście.

Na co patrzysz? czyli okazja czyni złodzieja

Ktoś mi kiedyś powiedział, ze jego sposobem na wierność jest nie dawanie sobie okazji. Gdy Twoje serce ogląda inne kobiety/innych mężczyzny, może zamienić się w kłamstwo. Czasem to działa jeszcze inaczej. Znam przypadek dwóch znajomych z pracy. Jedna się rozwiodła i tak długo o tym mówiła i pokazywała same wady swojego byłego męża, ze druga zaczęła je zauważać w swoim jeszcze mężu. Finał historii znacie.

Patrz na dobro

Łatwiej znaleźć zło we wszechświecie. To o nim mówią dziennikarze, bo dobrze się sprzedaje. Trzeba wyłączyć telewizor, radio, FB i popatrzeć gdzieś indziej. Poszukać tych przyjaciół, którzy dobrze mówią, uśmiechają się. Dobra jest zdecydowanie więcej w świecie. Czasem, gdy jadę samochodem, ogrania mnie strach i zaczynam rozmyślać o wypadkach. Jestem wciąż uczącym się kierowcą. Wtedy staram się swoje myśli uspokoić i mówię sobie, że nikt nie podaje ile wypadków się nie wydarzyło i ile kilometrów zostało przejechanych bezpiecznie.

Naprawdę zdecydowana większość ludzi jest dobra. W swoim życiu spotykam wspaniałe osoby. Wiem, że trzeba mieć z tyły głowy, że ktoś może mieć złe zamiary. Niestety jedno spotkanie z nieodpowiednim człowiekiem może mieć fatalne skutki. Ja jednak mam Ochroniarza, który zawsze stoi obok mnie. Jest to mój Anioł Stróż. Będę się trzymać tego, że trzeba ufać innym.

Patrz! Niedługi będzie wiosna! Witam w dniu 1 marca ❤❤❤

Patrz na las, naturę, a Twoje serce zmieni się w spokój, relaks. Patrz na budzącą się do życia naturę, a Twoje serce obudzi się do działania i radości życia.

No co patrzysz? Patrz w niebo

Bez kategorii

Długo myślałam nad wpisem, który opisze ten rok i przy okazji dziwnej dyskusji o rodzinie, która miała miejsce na FB pod ostatnim wpisem, pojawiła się wena, przemyślenia. Wymiana opinii mnie zadziwiła, bo wpis nie miał tego na celu i nie był według mnie w żaden sposób kontrowersyjny. Za to ten będzie! Niektórym radzę nawet nie czytać… Tematem będą pomylone definicje, a może to też złe słowa. Będzie o nowych, innych definicjach. Ostatnie rozmowy i ostatni rok pokazał mi, że możemy patrzeć na ten sam świat, a widzieć go zupełnie inaczej. Nawet nie po prostu w odmienny sposób, ale patrzeć na świat z dwóch krańców skali. Może to dlatego, że nie zgadzamy się w podstawowych definicjach. Okazuje się, że ludzie różnie rozumieją fundamentalne rzeczy np. wolność, rodzina, dbanie o drugiego człowieka, itd… Na szczęście przy tym wszystkim potrafimy okazać sobie szacunek i sympatię. Ja mam wielu przyjaciół, którzy widzą świat dla mnie na opak i wcale nie będę ich przekonywać do mojej wizji. Pomyślałam, że skoro oni mają prawo wypowiadać się, to czemu ja nie mam tej odwagi. Dziś będę dzielna i gotowa na gorzkie słowa. Swojej wizji świata też chwilowo nie zmienię, więc nie próbujcie… To może ulec przemianie, ale na skutek ważnych wydarzeń w życiu, a nie komentarza na FB.

Globalna pandemia – definicje

Pandemia COVID-19 to obecnie numer jeden w dyskusjach, podsumowaniach roku… jesteśmy już tym zmęczeni, ale ja też coś napiszę. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo byłby to bardzo długi wpis. Wszystkie niezgody powstałe wokół korony to problem podstawowych definicji. Czym jest pandemia? Czy obecnie żyjemy w jej stanie? W mojej definicji dziś nie ma pandemii jakiejś groźnej choroby. Nie neguję choroby, ale neguję światową epidemię. Jeśli tego nie widzę to okazuje się, że dla mnie obostrzenia są zbędne, a wręcz bardzo szkodliwe.

Czy dbanie o starsze osoby to pozwalanie na życie i umieranie w samotności? Czy dbanie o własne zdrowie to siedzenie w domu i obawa przed wirusami i bakteriami? Co oznacza dbać o innych i siebie? Definicje są niejednoznaczne, bardzo różne.

Mogłabym mnożyć te przykłady, ale temat covida już mnie bardzo męczy. Dlatego na tym skończę i przejdę dalej do wolności, którą niektórzy tak chętnie dają sobie odbierać w imię strachu. Jednak w pewnych sytuacjach wychodzą na ulicę i o coś walczą.

Wolność

Wolność to bardzo trudny temat, już kiedyś o nim pisałam. Przez niektórych zostałam mocno skrytykowana za ten wpis, ale wciąż nic się nie zmieniło (odsyłam do wpisu, nie będę się powtarzać). W tym roku ludzie dali sobie odebrać wolność, pozwolili zamknąć się w domach i zniszczyć swoje firmy. To mnie przeraża. A z drugiej strony ostatnio na ulicach było pełno kobiet, które walczyły o swoją wolność, czyli o możliwość zabicia swojego dziecka. Mamy problem z podstawową definicją słowa aborcja. Nie zgadzamy się w kwestii znaczenia wolności i mamy inne pojęcie o tym, kiedy zaczyna się ludzkie życie. Wszystko zależy jak nazwiesz dane zjawisko. Dla jednych aborcja to wolność wyboru, swoboda ciała, a dla innych to morderstwo. Łatwo manipulować tym tematem, bo jest bardzo trudny do zdefiniowania.

Rodzina

Tu wyjdzie moje kłamstwo, a może wcześniejszy brak odwagi, żeby napisać co naprawdę myślę. Zgadzam się z definicją słownikową słowa rodzina. Jest ona bardzo rozbudowana, więc nie będę jej tu przytaczać (odsyłam do definicji). Z takim tradycyjnym pojęciem tego słowa wiele osób się nie zgadza. Nawet walczą z tą definicją pokazując nam, że są inne rodziny. Są inne sposoby życia, ale one już dla mnie nie są rodziną. Dwóch panów nie jest dla mnie rodziną, ale mogą być kochającą się i dobrą parą. Przyznam się też, że kłóci się w mojej moralności, gdy dwóch panów wychowuje dziecko. Tak samo jak nie mogę się zgodzić, aby powiedzieć, że początek tego rodzicielstwa jest dobry. Jeśli dowiaduję się, że w Berlinie można sobie kupić dziecko czy wynająć surogatkę, to dla mnie jest to po prostu handel ludźmi. Możecie mnie wyprowadzić z błędu, bo mam nadzieję, że jest to fake news. Wiem, wiem, że można dziecko adoptować. Znam te wszystkie argumenty i nie musicie mi ich pisać. Na pewno lepsze od sierocińca jest wychowywanie w domu z dwojgiem kochających ojców, czy mam. Na pewno lepsza będzie para homoseksualna bez przemocy od pary heteroseksualnej z przemocą. Wiem, wiem… ale to nie jest dla mnie rodzina i raczej nigdy nie będzie normą.

Wiedza

Ten rok był również negacją tego co wiem. Okazuje się, że można mieć nieograniczony dostęp do wiedzy, a nie wiedzieć prawie nic. Definicje okazały się mieć różne znaczenia i nie być oczywiste. Tego nauczył mnie 2020 rok.

Na koniec tego trudnego wpisu dam Wam coś na uspokojenie i życzę Wam spokojnego 2021 roku! Obyśmy się dalej szanowali i lubili mimo odmiennych definicji.

PRZYRODA NA USPOKOJENIE 😉 – mi to zawsze pomaga

miłość, wdzięczność

Ostatnie moje poczynania na blogu pokazały mi, że najlepiej będzie jak wrócę do swojego ulubionego tematu, który wychodzi mi najlepiej! Jest to najważniejsza sprawa na świecie – miłość! Postanowiłam o niej znów napisać, bo w moje ręce, dzięki mojemu mężowi, trafiła doskonała książka – „5 języków miłości” Gary’ego Chapmana. Lektura zajęła mi dwa dni i ułożyła w głowie sprawy, o których już wiedziałam. Chętnie podzielę się z Wami najważniejszymi zagadnieniami poruszonymi przez Chapmana (jest on amerykańskim psychoterapeutą). Języki miłości to jest coś co trzeba znać, bo układa nam to relację w związku, relacje z innymi ludźmi i samym sobą.

Miłość to decyzja

Często o tym mówię i piszę, że miłość to wybór. Zakochanie to uczucie, które przychodzi niezależnie od nas. Prawdziwa miłość jest kwestią woli. Każdego dnia podejmujesz decyzję, ze będziesz kogoś kochać. Prawdziwa miłość to cudowna praca i wierność wyborowi, którego się dokonało ślubując miłość drugiej osobie.

języki miłości

Języki miłości

Miłość posługuje się różnymi językami. Nieporozumienia w małżeństwie wynikają zwykle z tego, że kończy się zakochanie, a małżonkowie nie nauczyli się swoich języków miłości. Gary Chapman wyróżnia 5 języków: „wyrażenia afirmatywne, dobry czas, przyjmowanie podarunków, drobne przysługi i dotyk”. Nie będę Wam opisywała poszczególnych języków, odsyłam do książki – naprawdę watro.

Nasza tajemnica

Tajemnicą naszego udanego związku (już nie będzie to tajemnica) jest to, że ja i Tomek mówimy tym samym językiem. Chapman zaznacza, że zdarza się to bardzo rzadko. Myślę, że nam przez to było łatwiej i dlatego tak szybko nam poszło – nie musieliśmy się uczyć swoich języków.

języki miłości - dobry czas nasz język miłości

Nasz język miłości

Nasz język miłości to dobry czas. Okazujemy sobie miłość przez dobrze spędzony razem czas i dobre rozmowy. Często wieczorem, gdy już dzieci śpią i komputery są wyłączone, my rozmawiamy na różne tematy. Uwielbiamy też aktywnie weekendy i dbamy o to, aby w naszym życiu się działo. To tłumaczy stan naszej chaty. Zamiast kosić trawę, remontować, my wolimy chodzić na spacery i patrzeć w słońce. Gdyby któreś z nas mówiło językiem drobnych przysług, chata na pewno dziś wyglądałaby inaczej… a nie, że wciąż od wiosny tego roku, kran w kuchni jest nie naprawiony. Ciągle są ważniejsze sprawy np. spacer na zachód słońca na polanę i kran nie jest priorytetem, bo przecież zimna woda się z niego leje, a ciepłą można zagrzać na piecu.

To też tłumaczy moje uczucia, gdy daje dzieciom wolny czas i nie organizuję im atrakcji. Wiem, że potrzebują czasem się zatrzymać i pobyć w domu, ponudzić się, pobawić same. Jednak ja czuje się wtedy jakbym nie okazywała im miłości. Na szczęście są też inne języki miłości, którymi warto czasem mówić. Musze się też nauczyć ich języka miłości. Może to wcale nie jest dobry czas. Dlatego warto w stosunku do dzieci używać każdego języka miłości, żeby widziało, który wybierze w dorosłym życiu jako swój wiodący.

Kompletnie nie przywiązujemy wagi do prezentów. Tu w teście na końcu książki wyszło nam najmniej punktów. Może to trochę dziwne, bo zajmuje się trochę tematyką prezentów i pisze o tym drugiego bloga – Podaruj dobry prezent. Jednak jak się w niego wczytacie, odkryjecie, że za najlepszy prezent dla drugiej osoby uważam dobrze spędzony czas. W samych prezentach najbardziej podoba mi się ich tworzenie (i znowu mamy dobrze spędzony czas na kreatywnym działaniu). Moja rodzina, przyjaciele wiedzą, że ode mnie dostaje się zrobione przeze mnie mydełka glicerynowe, czy musujące kule do kąpiel. Nie chodzi o sam prezent, ale o czas, który poświęciłam na jego zrobienie i to jest wyraz mojej miłości. Z siostrą też na urodziny wybieram się w góry czy na rower. Jej językiem miłości prawdopodobnie też jest dobry czas.

Języki miłości w relacjach z ludźmi

Językiem miłości, którym zwracamy się do małżonka, mówimy też do innych ludzi. U mnie to doskonale widać. Uwielbiam spędzać z Wami czas. Dlatego nie interesują mnie mówione szkolenia, wolę działać, tworzyć. Jeśli nie przyniosę Wam prezentu, nie zrobię dla Was drobnej przysługi to nie znaczy, że nie jesteście dla mnie ważni. Wolę Was zabrać na spacer i spędzić z Wami czas. Tak wyrażam miłość do świata i nawet do siebie. Wolę zamiast kupowania sobie sukienki (to też czasem mi się zdarza) pojechać na wycieczkę rowerową. Uważam, ze najlepsze co mogę sobie dać to odrobinę czasu na tworzenie, czy aktywność fizyczną. Dlatego tak lubię robić prezenty samodzielnie 🙂 – odpoczywam wtedy i wyrażam miłość do samej siebie. Tu wszystko pięknie się układa. Przemyślenia po książce pokazały mi, że żyję w dobrym w związku, mam dobre rację z innymi ludźmi i kocham samą siebie. Powiem do samej siebie: tak trzymaj!

A Ty jakim językiem miłości mówisz?

Chętnie z Wami o tym porozmawiam 🙂 i gorąco polecam książkę. Mogę pożyczyć po tym jak przeczyta ją mój mąż i siostra.

miszmasz

Przejrzałam wszystkie swoje listopadowe wpisy i nie znalazłam ani jednego wpisu o Polsce, Dniu Niepodległości, patriotyzmie… Nawet na 100 rocznicę w 2018 nie napisałam nic nadającego się do przekazania Wam. Zawsze uważałam się za Polkę. Naprawdę kocham ten kraj i jego mieszkańców. Uważam, że jest wśród nas wielu wspaniałych ludzi. Polska jest fantastycznym krajem do podróżowania. Ten rok pokazał mi, że nie jestem patriotą. Mimo tego, że zawsze dumnie nosiłam na mundurze harcerskim polską flagę i uważałam, że muszę brać udział w wyborach, bo za tą wolność Polacy przelali krew… teraz patrzę na to inaczej.

2020 – smutna lekcja historii

Polska biało-czerwona

W tym roku doświadczyłam czegoś zupełnie nowego…. poczucia, że ktoś mnie okłamuje i uporczywego poszukiwania prawdy. Najgorsze jest to, że jej nie znalazłam i nie mogę znaleźć. Okazuje się, że odpowiedzią na ten problem są słowa ks. Tischnera, że „prawdy są trzy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda” albo jeszcze inaczej „moja prawda, Twoja prawda i żadna prawda”. Nie ma jednej uniwersalnej prawdy. Jedyną prawie pewną rzeczą jest to co spotyka nas i nasze najbliższe otoczenie. Czasem jednak i to jest nieprawdziwe.

2020 rok uświadomił mi jaka zakłamana jest rzeczywistość, w której żyjemy. To pozwoliło mi zupełnie inaczej spojrzeć na naukę historii. Ile tam musi być bzdur, uogólnień, wymysłów. W to co kiedyś wierzyłam, dziś zostało podważone.

Zawsze zachwycałam się czasami wojny, walką o niepodległość kraju. Podziwiałam walczących i ich poświęcenie. Myślałam, że jak będzie bitwa to pójdę się bić.

Wojna to kłótnia ludzi tam na górze, w której giną niewinni ludzie. Pewnie część walczących nawet nie wiedziała o co walczy i po co. W tym miejscu przychodzą mi na myśl cmentarze wojenne z I wojny światowej, których jest pełno w Beskidach. Na tych cmentarzach leżą koło siebie żołnierze różnych narodowości, często z przeciwnych wojsk…. Tak naprawdę to nie było ważne o co walczysz, po jakiej stronie. Wszyscy i tak nie żyją i leżą obok siebie w czarnej ziemi. W wojnie nie ma nic pięknego, nie ma patosu, honoru, jest tylko bezsens i śmierć.

Dziś bym nie walczyła. Chroniłabym własną dupę i swoich bliskich. Czyja była by to wojna? Czym jest Polska? Czy jesteśmy tym, co reprezentuje nasz rząd? Bandą imbecyli…

Niektórzy źle mnie zrozumieli – walczyłabym, ale w inny sposób i pytanie w której wojnie. Boje się, że walka będzie inna i trudno będzie rozpoznać kto w niej jest przyjacielem, a kto wrogiem… Będę walczyć za wolność swoją, swoich bliskich, swoich przyjaciół czy ludzi, którzy zgłoszą się po pomoc. Zastanawiam się tylko czy będzie to wojna przeciw Polsce. Jeśli Polska jest systemem, który wydaje mi się, że idzie w złym kierunku. Pytanie kim/czym jest Polska. Dla mnie Polska to mój dom i za ten dom będę walczyć. W odzyskaniu Niepodległości kluczowe wydaje mi się to, że ludzie przez 123 lata, kiedy Polski nie było na mapie, mili ją w sercu. Polska była ich domem, mimo tego, że żyli pod zaborami. A co jeśli już straciliśmy Niepodległość? Może Polska jest na mapie, ale już dawno sprzedana bankom, zagranicznym inwestorom, korporacjom… Za jaką Polskę będę walczyć? Za jaką wolność warto walczyć?

Kiedyś wierzyłam, że obecny rząd ma jakąś cząstkę polskości, że Polska jest dla niego ważna. Dziś czuje się oszukana i okłamana. Patrzę jak sprzedają nasz kraj i serce mi krwawi. Ale nie dlatego, że ktoś wylał krew za wolną Polskę… bo wiem, że to są puste słowa, jak całe lekcje historii. Oni walczyli, bo nie mieli wyjścia, w durnej wojnie wymyślonej przez jakiegoś oszołoma. Moje serce krwawi, bo widzę, że moja wolność jest narażona. Zastanawiam się co wymyśli kolejny oszołom w tej historii i co zapisze się na kartach dziejów: które kłamstwo?

Polska – czym dla mnie jest?

Na szczęście Polska nie jest dla mnie rządem. Chociaż oni reprezentują nas na świecie i powinni dbać o nasze interesy. Nie będę ich teraz oceniać, bo nie wiem jakim byłabym politykiem. Nie chce być na ich miejscu i nie chce sprawdzać czy dla pieniędzy byłabym w stanie sprzedać swoich rodaków, a może cena jest inna. Może za bohaterem narodu – wielkim Mateuszem stoi seryjny samobójca. Nie wiem… Trudno mi uwierzyć, że można tak kłamać dla pieniąchów, interesów. Nie będę spekulować.

Widzę Polskę w oczach moich dzieci, czuję ją w dłoni mojego męża, słyszę w życzliwych słowach moich bliskich. Polska to moje miejsce, w którym żyję. To moje podróże, wspomnienia i moja przyszłość. Za taką Polskę będę walczy na swój sposób… ale nie w wojnie jakiegoś oszołoma.

miłość

Miałam milczeć… ale skoro kobiety zabierają głos to ja też opowiem Wam historię. Jest mi smutno. Chyba muszę Wam wyjaśnić dlaczego nie walczę. Zawsze chciałam być na pierwszej linii frontu.

Krótka historia jakich wiele.

Dwoje ludzi zakochuje się, biorą ślub. Pojawiają się dwie kreski. Może trochę z zaskoczenia, bo chcieli się jeszcze sobą nacieszyć. Tak już z tą miłością jest, że rodzi się z niej coś więcej, ktoś więcej…

Kolejna wizyta u lekarza i mamy wyrok. Wasze dziecko nigdy nie będzie chodzić, prawdopodobnie będzie upośledzone umysłowo, nigdy nie usłyszycie jego śmiechu i nie powie mamo, tato. Tego nie da się leczyć, trzeba się pozbyć. Będziecie tylko cierpieć i patrzeć na cierpienie Waszego dziecka.

Na szczęście to nigdy się nie wydarzyło. Nie było tej rozmowy. Wyrok zapadł po urodzeniu. Nikt nie dał rodzicom wyboru, bo ktoś nie dopatrzył się poważnej wady neurologicznej.

Dziś dziecko z tej historii jeździ na rowerze, śpiewa. Dziecko z tej historii to moja córka. Jej choroba nauczyła mnie bardzo wiele i sprawiła, że jestem lepszym człowiekiem. Umiem walczyć, jestem odważna, mocna i znam sens życia.

Zawsze myślałam, że kompromis aborcyjny jest dobry, bo nie wolno nikogo zmuszać, trzeba dać wybór. Dziś myślę o tych wszystkich nienarodzonych Hankach, bo ktoś się pomylił w diagnozie albo się nie pomylił, ale mózg może wiele.

… bo ktoś powiedział rodzicom, że są za słabi i sobie nie poradzą.

Kompromis aborcyjny jest tylko kompromisem. Ma wady. Może gdyby popracować nad lepsza pomocą dla rodziców dzieci chorych, dać im możliwość samorozwoju, pracy, stworzyć warunki i wtedy dać wybór, kobiety wybierałyby inaczej… A może gdyby stworzyć odpowiedni system można by go zaostrzyć, nie teraz… teraz to tylko przykrywka dla innych spraw i cel jest inny.

Zastanów się o co walczysz…

Patrzę na te gniewne kobiety, które tak smutno wyglądają… i sprawdzam o co walczą. Może mają rację. Trzeba protestować jeśli każe nam się rodzić martwe dziecko i traktuje jak inkubator… Czytam te straszne historie i oglądam zdjęcia zdeformowanych płodów. Mają rację. To jedna strona medalu, drugą opisałam Wam wyżej (można ją rozwiązać inaczej niż zakazem: lepsze i bezpłatne badania prenatalne, inna rozmowa z rodzicami itd…). Wchodzę na oficjalną stronę Strajku Kobiet i czytam postulaty. Nie napiszę wulgarnie. Czuję się kobietą i mam wybór i nie wypada mi brzydko mówić. One walczą o „dostęp do bezpiecznego przerywania ciąży”. Tam nie ma ani słowa o tym, żeby usuwać ciążę w jakimś wypadku…. One walczą o aborcję w każdym przypadku. Przecież zawsze mają wybór… seks jest wyborem każdej z nas (pomijam gwałty).

Jeśli miałabym stanąć po jakiejś skrajnej stronie w tej sprawie to jestem za życiem! Zawsze będę za życiem!

Mam prawo do wyrażania swojego zdania. Nie narzucam Wam mojego zdania, chciałam je tylko wyrazić. Z szacunkiem myślę o kobietach, które musiały wybrać. Modle się ze te kobiety, które dokonały aborcji i nigdy ich nie potępiałam. To jest historia każdej z nich i cierpienie każdej z nich. Nie znam ich życia i nie jestem na ich miejscu i nie wolno mi ich oceniać, a tym bardziej odbierać wyboru.