miszmasz

Dziś Dzień Kobiet, więc należy napisać coś dla Pań, o Paniach…
Temat wybrałam już tydzień temu i pozornie nie łączy się on z Kobietami, a może jednak?
Myślę, że my kobiety do perfekcji opanowałyśmy sztukę survivalu. Dla mnie jest to umiejętność życia pełną parą, przez wielkie Ż. Nie znam mężczyzny, który opiekuje się dzieckiem, robi obiad, pisze maile, dzwoni i przygotowuje coś do pracy, gada z koleżanką. Kobieta łączy to wszystko i na koniec pijać kawę mówi do męża, który wrócił zmęczony z pracy, że w sumie nic takiego nie zrobiła.
Mój survival jest bardzo kobiecy. Nie jest to tylko rozpalanie ognia i hasanie z mapą i nożem, skubanie kory itp.. To dobre, pozytywne radzenie sobie w każdej sytuacji. Przyznam jednak, że tego nauczył mnie męski survival – zdobywanie szczytów, dźwiganie plecaka, spanie w lesie. Skoro dałam sobie radę i przetrwałam noc w dziczy to dam radę wejść na rozmowę kwalifikacyjną, zawalczyć o swoje dziecko w szpitalu, zrobić obiad z niczego…
To właśnie łączy survival z kobiecością. Sztuka przerwania w trudnych warunkach uczy nas dobrego przeżycia tych bardziej kobiecych, codziennych spraw.
Kobiecość nigdy nie istnieje bez męskości. W swoim życiu przeżyłam kompletny upadek kobiecości i nie uratował mnie survival, a może troszkę, ale mój mąż. Można być 100% kobietą w czerwonym polarze przewodnickim, butach trekingowych i bez makijażu… Ja zawsze jestem KOBIETĄ w oczach Tomka, również w lesie. Dziś z okazji Dania Kobiet życzę Wam właśnie takiego mężczyzny, który zawsze będzie widział w Was Kobietę.
PS: Ja dziś jestem chora, bez makijażu, z opuchniętymi oczami i wstałam z łóżka tylko, żeby napisać posta, a wcale nie czuje się brzydka i nieatrakcyjna…
IMG_1318
miszmasz

Za miesiąc w naszej chacie odbędzie się pierwszy babski wyjazd „KOBIETA W LESIE, czyli survivalowy wyjazd dla kobiet do chaty w lesie„. Myślę, że rozpocznie to cały cykl takich wyjazdów. Wiem również, że trzeba będzie przygotować coś dla mam z dziećmi, szczególnie, że sama chciałabym zabrać Hankę na taką przygodę.
Od wielu lat marzę i próbuję realizować mój pomysł wyjazdów dla kobiet w góry. Teraz mam Pałoszówkę i Kasię Bajer, która prowadzi Lackową, więc jest duży potencjał i moc.
chata – mam nadzieje, że w kwietniu będzie tonąć w zieleni
baby
baby w chacie 🙂 – Kasia, Bajer, ja
Pomysł na kobiecy wyjazd w góry zakiełkował mi w głowie na terenówkach w Sudetach podczas studiów. Razem z Anetą wymyśliłyśmy pojęcie szpilkingu właśnie po drodze na Śnieżkę:
ja i Aneta
Oczywiście było to prześmiewcze. Pierwotne znaczenie słowa szpilking to cały dział turystyki zajmujący się chodzeniem w szpilkach po górach: trasy, ławeczki, punkty naprawy szpilek itp…
Dopiero później odkryłam, że rajdy szpilkingowe to mogą być po prostu kobiece, górskie wyprawy, nie w szpilkach, ale z uwzględnieniem naszych potrzeb.
Zawsze byłam w środowiskach, gdzie występował problem z kobiecością. Najpierw harcerstwo, gdzie trzeba było być silną, samodzielną i niezależną. Potem geografia na studiach, gdzie wypada być podróżniczką we flanelowej koszuli machającą na stopa. W końcu przewodnicy beskidzcy, czyli czerwony polar i wielki plecak, w którym zamiast szminki znajdziecie czołówkę i finkę. Jestem też instruktorem survivalu i w góry zawsze noszę swój magiczny woreczek z krzesiwem, watą, korą brzozy, świeczką i zapalniczką (no przynajmniej ona jest trochę kobieca, bo ma narysowane czerwone szpilki). Na szczęście pierwsza zasada survivalu jest babska i brzmi: Jak masz okazję to się umyj, bo nie wiadomo kiedy będzie następna (w przypadku facetów zasada ta brzmi tak samo, ale za miast umyj się jest zjedz).
Wychowana w duchu niezależności, samodzielności, zdobywania szczytów za wszelką cenę, spania w każdych warunków ciężko było mi poczuć się kobietą w 100%. Po trzech dniach wędrówki z plecakiem, spania pod namiotem zapominam o tuszu do rzęs.
… ale, ale …
da się być kobietą w górach i po to są babskie wyjazdy, które mają łączyć pot i znój podczas wędrówki z delikatnością dłoni, które zwinnie lepią pierogi, smakiem łagodnego wina, gładką skórą po słonecznej kąpieli i peelingu oraz czasem spęczonym z samymi kobietami…
I na koniec SZPILKI NA LACKOWEJ 🙂
IMG_2030
miszmasz

Dziś byłam z siostrą na spacerze w Beskidzie Makowskim i przez chwile siedząc w słońcu i czując się wspaniale myślałyśmy, zadawałyśmy sobie pytanie: „Gdzie jest Twój dom?”.
Mam wiele domów, bo dla mnie dom to miejsce, gdzie czuje się swobodnie, przytulnie. Są tam ludzie, których lubię i przy których czuje się po prostu dobrze. Dom to miejsce, które już znam i z przyjemnością tam wracam. Wiem, że jest tam cząstka mnie.
Mój najważniejszy i najcenniejszy dom jest tu:
Justyna i Tomek 463
W tych ramiach jestem najbezpieczniejsza i najbardziej kochana i tu mogę być sobą i po swojemu kochać, śmiać się, płakać, planować i wspominać.
Mam też dom w Krakowie i w Beskidzie Sądeckim, o którym marzę, aby był nie tylko moim domem, ale po trochu każdego kto go odwiedzi i polubi.
Mam wiele domów w górach i pomyślałam, że chciałabym Wam o nich opowiedzieć. Jutro opowiem o Joli i jej domu, który dziś odwiedziłam jak zawsze z przyjemnością.
Dodaje kilka zdjęć ze spaceru, a jutro będzie ich troszkę więcej.
DSC01007

 

DSC01115

 

DSC01009

 

miszmasz

Dziś 22 luty – niby zwykły dzień… ale jest to dzień urodzin generała Robert Baden-Powella (22.02.1857) i jego żony Olave Baden-Powell (22.02.1889).
Generał Robert Baden-Powell jest twórcą skautingu, dlatego rocznica jego urodzin to dla harcerstwa Dzień Myśli Braterskiej.
Ja wciąż czuje się skautką 🙂 i dlatego chciałam wszystkim złożyć życzenia – nie tylko osobom zrzeszonym w harcerstwie, ale wszystkim, którzy czują ducha braterstwa, przygody i natury.
Życzę Wam spełnienia marzeń, energii do wyznaczania i realizacji celów, wielu kilometrów szlaków i szczytów do zdobycia, a najważniejsze wspaniałych towarzyszy przygód, przyjaciół w czasie radości i w chwilach kryzysu.
Każdemu życzę takiej Pałoszówki, która jest naszym długoterminowym planem i daje powody do życia przez wielkie Ż.
miszmasz

Znowu nie pojechaliśmy do chaty… Poszliśmy na spacer do lasu szukać Krakowa, który został pożarty przez smoka. Hanka cały czas się bawi mimo późnej godziny, a mnie wzięło na wspominania – pewnie przez zdjęcie harcerek na FB.
Wszystko co mam zawdzięczam harcerstwu, a harcerstwo zawdzięczam rodzicom. Wyrosłam z ZHR-u ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. To tam nauczyłam się kochać góry (przyrodę i las nauczyła mnie kochać mama – biolog z zamiłowania), to tam dostałam lekcję samodzielności, radzenia sobie w trudnych warunkach, w grupie, w samotności. W harcerstwie przeżyłam pierwsze przyjaźnie, miłości, zdrady i rozczarowania. Szefem Lackowej i przewodnikiem stałam się już wtedy, gdy byłam zastępową, przyboczną i drużynową.
Tęsknie za obozami, zbiórkami i mundurem, ale ja już mam swoje harcerstwo w moim życiu. Harcerką można być nie należąc do ZHR (ZHP itd..). Dla mnie harcerstwo to pewna życiowa postawa, która przestrzega 9 praw harcerskich 🙂 tych najtrudniejszych, czyli bycia pomocnym, pogodnym, obowiązkowym. O 10 celowo nie wspomniałam, bo bycie abstynentem nie świadczy o tym, że jest się dobrym człowiekiem.
Moja chata też będzie pełna harcerstwa, a o tej porze roku również nieharcerskiego grzanego wina.
ZHR
Byłam harcerką w czasach, gdy aparaty był analogowe, więc nie mam żadnych zdjęć z obozów, zbiórek na komputerze… a może mam??
Dzasti%2Bna%2Bbia%25C5%2582ym%2Bmarszu.jpg

Pewnie o harcerstwie będę jeszcze dużo pisać.

miszmasz

Dziś mieliśmy jechać odebrać klucze do chaty. Jak to w życiu bywa wszystko się poprzesuwało, poukładało inaczej i musimy poczekać jeszcze tydzień.
Postanowiłam skorzystać z wolnej chwili i napisać o tym, co już dawno chodzi mi po głowie. Dzisiejszym tematem będzie stwierdzenie, które można przeczytać w rzadko odwiedzanej przez nas galerii krakowskiej. Kilka lat temu zwrócił uwagę na nie mój kolega, który obecnie spełnia swoje marzenia i podróżuje po świecie (i na pewno nie pamięta tej rozmowy). Zdanie to brzmi „rzeczy po prostu dzieją się”. Myślę, że rzeczy po prostu dzieją się, ale nie wszystkim, albo inaczej te dobre rzeczy (bo zapewne tylko o te chodzi) po prostu dzieją się tym, którzy wiedzą co ma się stać i tego chcą. Ja od wielu lat wiem czego chce i dążę do tego i potem po prostu się dzieje. Trzeba tylko rozruszać mechanizm i dalej sam się potoczy tak jak tego pragniemy.
Po skończeniu studiów poczułam pewnie to co 99% studentów: i co dalej? Wiedziałam co chce robić, ale skąd wziąć na to pieniądze już nie. Pojechałam do Bristolu i je zarobiłam, a przy okazji poznałam wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłam trochę świata i bardzo, bardzo dużo się nauczyłam. To była niesamowita lekcja samodzielności, pewności siebie i odwagi. Dzięki tej nauce i celu, który zawsze miałam z tyłu głowy, wróciłam do Polski i zrobiłam wielki krok w realizacji mojego marzenia – założyłam firmę – Lackową. Obecnie to marzenie kontynuuje wspaniała i bliska mi osoba. Z nadzieją, że firma będzie lepiej funkcjonować poszłam na kurs przewodnika beskidzkiego. To również było moje marzenie od I roku studiów, ale teraz było mi łatwiej je realizować, bo byłam nakręcona i wiedziałam, że mam to zrobić, że nie ma wymówek.
Nagle rzeczy po prostu się stały:
– poznałam Tomka, który jest moim mężem
– zaprzyjaźniłam się z Kasią, dzięki której Lackowa ma coraz więcej klientów i się rozwija
– urodziła się Hanka
– zdałam egzamin na przewodnika
– razem z Tomkiem znaleźliśmy chatę i zdecydowaliśmy się na jej kupno.
Mamy wiele wymówek z Tomkiem, żeby się nie przenosić w góry, ale wiem, że w odpowiednim momencie rzeczy po prostu się staną. Nie mam jeszcze gotowych rozwiązań na koszenie łąki, dojeżdżanie do chaty, odśnieżanie, remonty, życie w lesie :P, kiedyś dojazdy dzieci do szkoły i jakiej szkoły? i za co będziemy tam żyć i ile razy w tygodniu schodzić po zakupy, a co jeśli mi się w środku nocy zachce zjeść czekoladę (żartuje!)… To wszystko samo przyjdzie, bo ja już tą maszynę dawno wprawiłam w ruch i cały czas ładuje tam węgiel, drewno, prąd – nie wiem na co ta maszyna – pewnie na moją energię wewnętrzną :). Rzeczy dzieją się, ale może nie tak po prostu…
uśmiech

i tak na zimowe wieczory jeszcze w Krakowie…