chata

W chacie przed sezonem najlepiej się śpi :). Przetestowaliśmy to podczas ostatniego urodzinowego weekendu. Pogoda kwietniowa (śnieg-słońce-śnieg-słońce), siedzenie do późna, 30 lat, cisza i ten cudowny trzask drewna w kominku sprawiają, że trudno oprzeć się drzemce. W chacie tak wspaniale się śpi, a szczególnie w dzień, bo w nocy nie czuje się jeszcze dość komfortowo. Jestem typowym mieszczuchem w tej kwestii i lubię światło latarni i odgłosy ulicy w nocy i poczucie, że pod, nad, w lewe i w prawo sąsiad i to tylko kilka metrów ode mnie. Jak wrzasnę to obudzę pół bloku, a w chacie cisza, ciemność i przychodzą do mnie czasem, z samej głębi mnie, potwory i duchy z dzieciństwa.

Niektórym śpi się dobrze nie tylko w chacie 😀 u taty na plecach nawet lepiej

W moim sercu przed sezonem

W moim sercu przed sezonem radość 🙂 bo wszystko przed nami – lato, praca, zabawa, goście. Przygotowuje się, aby ten czas dobrze wykorzystać. Czekają mnie nowe spotkania i nowe, stare szlaki i chwile na przełęczy. Będą zachody słońca w miłym towarzystwie. Plan z serca na sezon 2017 to wyjść w końcu na wschód słońca na przełęcz – kto chętny ze mną?

1.04.2017 – zachód słońca oglądany z córką i mężem

A w głowie…

kilka ważnych planów chatowych: studnia, altana, piaskownica i plac zabaw. Są też mniejsze wyzwania: nauczyć się obsługiwać piłę, uporządkować las (to chyba jednak duży cel), zrobić nalewki. Tamte lato pokazało mi, że życie w chacie jest piękne, ale bywa trudne i nie wszystko od razu się udaje. Doświadczyłam małego rozczarowania, że nie dałam rady i brakło czasem sił, czasu na realizację planów. Dziś jestem spokojniejsza i mimo wielu pomysłów daję nam więcej czasu (nie ten rok, to następny, byle to 40 zdążyć).  Przyjdzie moment na pewne rzeczy i to co teraz mnie przerasta na pewno za jakiś czas będzie mniejsze.

Na razie trzeba zając się tym:

Sprzątaniem 🙂
i spacerowaniem

Cieszę się na ten majowy weekend, gdy w końcu śmiech ściany rozjaśni, a Hanka będzie miała się z kim bawić.

Dziękuję też za obecność tym, którzy w chacie razem z nami świętowali moje 30 urodziny, a tym samym początek mojego najbardziej produktywnego 10 lecia życia :). Na 40 mam zamiar Was zaprosić do wyremontowanej Pałoszłowki z sauną, z ruską banią, z zastawą z Bolesławca, z mini galerią obrazów Kaśki i aniołów Magdy, … wjedziemy super autem i będziemy świętować początek najbardziej spełnionego 10 lecia życia (bo po 40 zaczyna się prawdziwe życie podobno). Póki co cieszę się 30 🙂

miszmasz

Co może się wydarzyć w ciągu 30 lat? Wszystko i nic… Ostatnie 30 lat to dla świata okres bardzo intensywny. Zmiany są bardzo szybkie, że czasem nie zdążymy ich zauważyć. Ja wciąż nie wiem co to snapchat 🙂 i nie bardzo rozumiem czemu młodzież zamiast rozmawiać pisze, wysyła minki, kupy, serduszka… Myślę, że czuję większą różnicę wieku między mną, a kolejnym pokoleniem, niż nasi rodzice, ich rodzice, ich dziadkowie i babcie. Ciekawe co czeka mnie na starość… a tak naprawdę wcale mnie to nie interesuje, bo zaszyję się w lesie. A jeszcze bardziej prawdziwie to myślę, że albo świat zwariuje albo zawrócimy… Może w takim środowisku się obracam, ale widzę, że jest moda na powrót do natury. Chociaż wśród moich znajomych nie ma osoby bez laptopa i telefonu. Pomyśleć, że dało się kiedyś żyć bez zasięgu i Internetu. Teraz też się da: zapraszam do chaty 😀 😀 (ale pewnie tylko na chwilę jest to możliwe).

Ostatnie 30 lat dla mnie to całe moje życie.

Kiedyś myślałam, że w 30 urodziny będę już stara. Każdy chyba tak myślał i nagle nie zauważenie patrzy w kalendarz i liczy i nie dowierza – 30 lat. Nie jestem już młoda. Jestem w kwiecie wieku, w najlepszym momencie życia (zawsze jestem 😀 :D). Czuje się młodo, zdrowo i pięknie! 🙂

Mam siłę na wiele spraw, wyzwań. Patrzę wstecz, ale tylko na to co dobre, by czerpać z tego energię i dziękować! Mam jeszcze wiele celów do zdobycia i wiele miejsc do odwiedzenia, ludzi do poznania. Ta 30 to powinien być taki czas, kiedy ma się wszystko poukładane – życie rodzinne, zawodowe, osobiste i w końcu można skupić się na Życiu przez Wielką Literę. Nie jest to łatwe, bo gdy już wszystko sobie ładnie uporządkujesz to możesz stwierdzić uff to teraz siadam i … albo siedzisz i delektujesz się tym jak jest (UWAGA! To pułapka trzeba działać, żeby było jeszcze lepiej) albo siedzisz i czekasz, aż się wszystko rozsypie albo nie siadasz tylko napierasz dalej :). Stawiaj sobie cele każdego dnia, nie muszą być one wielkie. Życie składa się w większości z szarej codzienności, więc niech te wyzwania będą zwyczajne i staraj się w tym odnajdywać radość. To chyba najtrudniejsze. Chyba piszę do siebie 🙂 Dżasta, jak będzie Ci ciężko i nie będziesz miała motywacji wstać z łóżka (zdarza mi się) przeczytaj ten wpis i się opamiętaj!

To było cudowne 30 lat i chciałam Wam podziękować za obecność w moim życiu. Nie będę wymieniać komu za co, bo za dużo tego jest i mogłabym kogoś pominąć tak zupełnie niechcący. Dziękuję też tym, którzy utarli mi w życiu nosa, odrzucili i nie zawsze byli mili, bo dzięki temu jestem odporniejsza.

Kim jestem w wieku 30 lat?

Jeszcze jedna myśl mi krąży po głowie… a właściwie pytanie: Kim jestem? Kiedyś (12 lat temu) to pytanie zadał mi dh. Marcin, gdy szłam w ciemną noc zdobywać sprawność Trzech Piór. Pytanie poprzedził opowiadaniem Anthon’ego de Mello „Kim jesteś?”.

„Kobieta pogrążona w śpiączce umierała. Nagle odniosła wrażenie, że została wzięta do nieba i stoi przed Sądem.
– Kim jesteś? – rzekł do niej Głos.
– Jestem żoną burmistrza, – odparła.
– Nie pytałem, czyją jesteś żoną, ale kim jesteś?
– Jestem matką czworga dzieci.
– Nie pytałem, czyją jesteś matką, ale kim jesteś?
– Jestem nauczycielką.
– Nie pytałem, jaki masz zawód, ale kim jesteś?
I tak dalej. Niezależnie od tego, co odpowiadała, nie wydawało się to być zadowalającą odpowiedzią, na postawione pytanie: Kim jesteś?
– Jestem chrześcijanką.
– Nie pytałem, jaką religię wyznajesz, lecz kim jesteś?
– Jestem tą, która co dzień chodziła do kościoła i zawsze pomagała biednym i potrzebującym.
– Nie pytałem, co czyniłaś, ale kim jesteś?
W końcu, najwidoczniej przesłuchanie okazało się niezadowalające, bo została z powrotem przysłana na ziemię. Gdy wydobrzała po chorobie, postanowiła odkryć kim jest. I na tym polegała cała różnica.”

Wtedy po 24 godzinach spędzonych w lesie odpowiedziałam na to pytanie: Jestem nikim. A dziś do głowy przychodzi mi słynne „Jesteś zwycięzca” 🙂 … i tym zwycięskim akcentem kończę mój długi urodzinowy post.

I na koniec moje największe zwycięstwo 🙂

miłość

Dawno nie pisałam (a mam tyle do nadrobienia). Ostatnio całą moją pasję, skupienie pochłonął decoupage 🙂 – musiałam się wyżyć artystycznie i malowałam, wycinałam, kleiłam. Osiągnięcia w tym temacie można oglądać u mnie w domu, a latem przeniosę się z tym do chaty i mam już kilka planów na upiększanie. Dziś jest ważny dzień, bo gdzieś między 3, a 9 kwietnia 2013 zakochałam się w Tomku :). Rok temu Wam pisałam o cudownych 3 latach, a dziś mija kolejny rok razem. Lepszy od poprzedniego, bo my mamy tendencję wzrostową i udoskonalamy nasz związek.  Zdarzają się nam małe, wielkie upadki, ale po nich jesteśmy jeszcze mocniejsi i zbieramy doświadczenie. Przetrwać kryzysy pomaga nam małżeństwo, o czy już pisałam.

Chciałam Wam dziś napisać o wdzięczności, bo oprócz celów, to właśnie ona jest kolejną składową recepty na udany związek, a może jeszcze szerzej na dobre życie. Czasem jak jest mi źle to zaczynam sobie wymieniać rzeczy, za które powinnam dziękować i uświadamiam sobie ile tego jest, że jestem szczęśliwa i od razu jest mi lepiej. Każdą modlitwę zaczynam od dziękowania. Taka postawa pomaga przetrwać. Widzę Hanki sukcesy, a nie jej braki. W życiu szukam tego co dobre. W Tomku i naszym związku też skupiam się na tym, co się udaje. Istnieje teoria przyciągania dobrych i złych rzeczy do swojego życia, że nasz los zależy tylko od tego jak myślimy i co czujemy. Czy to prawda? Na wszelki wypadek warto skupiać się na tym co dobre i dziękować! W moim życiu to działa i jest cudownie.

Dziękuję!

Dziękuję mojemu Mężowi za 4 lata miłości, wspólnego szukania, wędrowania, budowania. Dziękuję za Twoje wybaczenia i za Twoje pamiętanie tego co dobre :).

Dziękuję Bogu za wspaniałą rodzinę i każdy dzień!

Wam dziękuję za obecność 🙂

chatkowe SPA, miejsca

Kochane! Tym razem wpis będzie dla Pań :)… Panowie mogą poczytać i pozazdrościć. Zapraszam na kolejny wyjazd z cyklu KOBIETA W LESIE.

Całą zimę myślę o babskim wyjeździe i przygotowuje się do niego (np. testuje na sobie swoje pomysły np. miętowo-czekoladowy peeling), wymyślam też nowe rzeczy. Chciałabym powtórzyć wyjazd kwietniowy do chaty. Takie kobiece wyprawy są super. Można odpocząć od męskiego świata i poczuć siostrzaną solidarność.

Kobiecy trekking na Lackową (zachodnia ściana) – maj 2013

Pałoszówka jest chwilowo trochę niedostępna (nie ma bieżącej wody, nie mam jak wywieźć mnóstwa materiałów, które chce wykorzystać na warsztatach) i postanowiłam zaprosić Was do innej chaty. Jest to dom z mojej listy ulubionych miejsc, które zawsze polecam. Jest to też moja inspiracja, zawsze jak myślę o nas jako gospodarzach agroturystyki to widzę Monikę i Jacka. Myślę o ich podejściu do życia w górach i do ludzi. Ciesze się, że będziecie mogły ich poznać i pojechać ze mną do Chaty na Bucniku. Chciałabym, aby w przyszłości w Pałoszówce moi goście czuli się tak jak ja na Bucniku.

Termin naszego kolejnego wyjazdu z cyklu KOBIETA W LESIE to 24-26 marca 2017. O idei kobiecych wypraw w góry, czyli szpilkingu można poczytać tu i tu.

KOBIETA W GÓRACH, czyli kwiecień 2016, Beskid Sądecki

Organizatorem wyjazdu jak zawsze jest Lackowa, w właściwie jej Górska Strefa Kobiety.

W planach:

Piątek:

  • Spotkanie w Obidzy ok. 19
  • Wieczorne, leśne przejście do chaty na Bucniku (będzie możliwość wywiezienia bagaży)
  • Kolacja z winem (z lokalnej winnicy)

Sobota:

  • Śniadanie
  • Spacer po Beskidzie Sądeckim (trasa do ustalenia)
  • Obiad
  • CHATKOWE SPA, czyli warsztaty kosmetyczne dla każdego (nie będzie trudnych pojęć, chemii, po prostu nauczymy się prostych sposobów na domowe, naturalne kosmetyki i wykorzystywania tego co mamy w domu – czekolada, miód, cukier, oliwa, kakao …):

    – mydła glicerynowe

    – musujące kule do kąpieli

    – aromatyczne sole do kąpieli

    – peelingi do ciała

    – balsamy do ust

    – naturalne dezodoranty

  • Kolacja
  • Babski wieczór

Niedziela

  • Śniadanie
  • Warsztaty plastyczne, czyli pakujemy nasze kosmetyki do pudełka ozdobionego techniką decoupage
  • Obiad
  • powrót do Krakowa (ok. 18)

Cena: 299 zł (zawiera: 2 noclegi, pełne wyżywienie: 2x śniadanie, 2x obiad, 2x kolacja (1x z winem), warsztaty kosmetyczne i plastyczne – wszystko zabieracie ze sobą do domu, opiekę przewodnika beskidzkiego) przy 10 uczestniczkach.

Dużo z Was było zainteresowanych wyjazdem, dlatego proszę o szybkie zgłoszenia 🙂 liczba miejsc ograniczona (10-16). Jakby pojechało nas więcej to cena wyjazdu będzie trochę niższa (koszty rozłożą się na więcej osób). Proszę zgłaszać się u mnie telefonicznie (693 623 036) lub mailowo: biuro@lackowa.pl, paloszowka@gmail.com

Można też dołączyć na nas na FB, gdzie będziemy się umawiać co do transportu itp.

 

miłość

Pewnie nie mam prawa wypowiadać się na temat małżeństwa, bo w takim stanie jestem od ponad 3 lat – marne doświadczenie! a z Tomkiem jestem 3 lata i 10 miesięcy (uuu to jeszcze mniej wiedzy na temat związków)… Nie chce moralizować, doradzać, wymądrzać się, napiszę z okazji Walentynek czym dla mnie jest małżeństwo. Będzie to tylko subiektywna opinia.

Po 3 latach od ślubu zauważyłam coś dziwnego (pewnie mogłam wcześniej, ale przez te 3 lata tyle się działo, że nie miałam jak się nam, sobie przyjrzeć) i jest to fakt, że wcale się nie zmieniłam. Sytuacja, okoliczności są inne i moje zachowania są inne, ale w środku jest taka sama jak przed ślubem, przed moją życiową miłością. Jestem wciąż kochliwa i chce ukierunkować te moje emocje na Tomka, a małżeństwo sprawia, że muszę… Gdy mam jakieś wątpliwości to sakrament małżeństwa daje mi pewności, siłę i wiarę w nas. Dzięki „papierkowi” mam poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Bez małżeństwa nie musiałabym się starać, bo zawsze mogłabym odejść… Ślub dał mi energię, aby zawsze walczyć o miłość i dokładać do ognia cały czas, bo to do końca życia. Dla mniej jest to piękne i bardzo ważne.

Kiedyś mama mojej dobrej koleżanki doradzała jej, że nie powinna zamieszkać z chłopkiem przed ślubem. Powodem nie był seks, grzech itd. Chodziło mniej więcej o to, że gdy zamieszkasz z kimś kto nie jest Twoim mężem/Twoją żoną to przy pierwszym problemie, kryzysie spakujesz swoje rzeczy i może po czasie okaże, się że straciłaś/łeś prawdziwą miłość. Małżeństwo daje siłę, żeby problemy rozwiązywać i dawać sobie szansę. Teraz to rozumiem. Nie musicie się ze mną zgadzać, po prostu u mnie to działa. Myślę, że byłam w sytuacji, w której „papier” uratował nasze życie albo złagodził kryzys.

Mądry ksiądz zadał mi kiedyś pytanie: Czy miłość to uczucie, czy wola? Chciałam odpowiedzieć uczucie, ale szybko się zreflektowałam i odpowiedziałam wola. Kiedyś byłam bardzo zakochana uczuciem bardzo silnym i byłam gotowa wszystko zostawić i prać mu skarpetki przez całe życie (z perspektyw czasu wiem, że trwałoby to duużo krócej). Dziś też piorę te przysłowiowe skarpetki, ale jestem świadoma siebie i swojego małżeństwa. Dziękuję Bogu, że wtedy nie pozwolił aby moje uczucie się spełniło i dał mi czas, abym dorosła i dojrzała do mądrej miłości.

Miłość to wybór ścieżki, która prowadzi przez

łagodne Beskidy, wysokie Tatry i bukowy dom.

Miłość to wierność wyznaczonej trasie.”

Życzę Wam MIŁOŚCI, a tym którzy są jeszcze przed DOBREGO MAŁŻEŃSTWA!

chatkowe SPA, miłość

Zbliżają się Walentynki. Święto, które wzbudza skrajne emocje. Ludzie w świeżych związkach najczęściej będą na tak, a stare małżeństwa i osoby samotne często będą marudzić. Będą narzekać osoby, które uważają, że miłość nie potrzebuje małych gestów – kwiatów, czekoladek, prezentów, ale potrzebuje tylko dużych rzeczy – wierności, zaufania. Tak najważniejsze są te wielkie sprawy, ale gdy kulejemy w małych… Długie i stałe związki czasem powiedzą, że Walentynki to tylko komercja i oni okazują sobie miłość zawsze, gdy robią pranie, chodzą do pracy, opiekują się dzieckiem i ja się z tym zgadzam, ale potrzebna jest mięta. Musi być smak, a nie tylko codzienne życie. Czekoladowo-miętowa miłość to taka, gdzie jest słodycz i świeżość i tego Wam życzę. Miłość to również Walentynki i to nie tylko 14 lutego, ale znacznie częściej. Róbcie sobie prezenty, liściki, przytulajcie się i całujcie.

O miłości napiszę więcej za 4 dni, a dziś dam Wam pomysł na prezent 🙂 – czekoladowo-miętowy zestaw kosmetyczny (może potem wspólna kąpiel).

CZEKOLADOWO-MIĘTOWE MYDŁO

Jak robimy mydła z bazy glicerynowej już pisałam tu, dlatego dziś napiszę co dodałam do bazy glicerynowej, żeby powstały takie cuda:

  • część brązowa: kakao, mleko w proszku, starta na tarce czekolada gorzka
  • część zielona: młody jęczmień, glinka zielona, suszona mięta, olejek miętowy

Mydło pięknie wygląda i super pachnie.

CZEKOLADOWO-MIĘTOWE KULE DO KĄPIELI

Przepis również mamy tu. Tym razem do musujących kul dodajemy kakao, startą czekoladę i olejek miętowy. To zdecydowanie moja najlepsza kula. Kolor wody jest trochę nieciekawy, ale kąpiel w miętowej czekoladzie to rekompensuje.

CZEKOLADOWO-MIĘTOWA POMADKA DO UST

Wygląda jak krem czekoladowy, też tak smakuje. Zlizanie pomadki jest nie szkodliwe zupełnie 🙂 Całujcie się :*

W sumie do całego zestawu zmotywował mnie ten wpis i pokazał, że można w ten sposób wykorzystać czekoladę, a ja pomysł przerobiłam po swojemu. Pomadka powstała po stopieniu ze sobą: 1 łyżeczki wosku pszczelego, 2 łyżeczek oleju kokosowego i kostki czekolady + kilka kropel olejku miętowego. Pomadka pachnie obłędnie, nawilża i daje kolor i błysk, następnym razem dodam złoty pigment to będzie się mieniła.

CZEKOLADOWO-MIĘTOWY PEELING

Zmotywowana fajnym pomysłem wczorajszy dzień zakończyłam kąpielą i peelingiem czekoladowo – miętowym. Do pojemniczka dodałam jak zawsze wszystkiego na oko – oliwę z oliwek, kakao, startą czekoladę, cukier i olejek miętowy. Wszystko zużyłam od razu i chyba jest to najlepsza rzecz jaką do tej pory zrobiłam – skóra pachnie czekoladą, od wewnątrz  czuje się zimno (olejek miętowy odświeża i daje uczycie zimna)…. aż chce się żyć i kochać tak walentynkowo 🙂 …

Gotowe zestawy, bez peelingu, bo ten trzeba zjeść ups zużyć od razu…

 

miszmasz

Kiedyś lubiłam zimę (najbardziej tą w górach)… gdy zostałam mamą to się zmieniło. Teraz naprawdę mam dość i muszę przetrwać „byle do wiosny”. Myślę, że gdy Hanka będzie większa to na nowo odkryję uroki zimy, ale jeszcze nie teraz. Zima

Męczy mnie ubieranie dziecka i siebie i to, że Hanka w tej grubej warstwie ubrań nie chce chodzić. Męczy mnie siedzenie w domu, bo smog, bo zimno… Muszę też bardziej uważać na jej zdrowie, a wszelkie zabiegi pielęgnacyjne na zewnątrz wymagają ściągania rękawiczek (a mam straszne problemy z rękami zimą).

Nawet chata zimą trochę mnie męczy, a może nie sama chata… ale bycie mamą zimą w chacie. Hanka nie chce chodzić po śniegu, więc spacery nie wyglądają jak latem. O godzinie 20 oczy mi się kleją i wspominam nasze wariacje na przełęczy o tej porze latem.

Zima jest piękna, ale trudna. Każda mama wie o czym mówię.

Jest pięknie!
Najpiękniejsze barwy zimy – niebieski i biały, bez miejskiej szarości

Sposób na zimę!

Mam kilka sposobów, żeby przetrwać do wiosny.

Jeszcze nie wypracowałam sposobów na zimę w chacie, bo raczej tam nie bywa o tej porze roku z Hanką.  Wszystko przede mną!

Gotuję (to zawsze), piekę ciasta (zimą jakoś więcej, bo chandra, bo jest czas) i opowiadam o tym Hance! Staram się, żeby i ona się nie nudziła. Więcej też się z nią bawię. Czasem tańczymy, a czasem rysujemy.

Wymyślam też nowe rzeczy – moim przebojem zimy 2016/2017 są musujące kule do kąpieli i pomadki do ust.

Uskuteczniamy zimowe wyjścia, gdy tylko pozwala na to pogoda :).

W drodze do Jolinkowa 28.01.2017

Udało nam się nawet wyrwać w dwójkę na Mogielicę. Hanka w tym czasie dobrze bawiła się u dziadków.

Mogielica we dwoje 🙂 29.01.2017

Jest jeszcze jeden niezawodny sposób na zimę dla kobiety – iść do fryzjera 🙂 Efekty w środę.

 

chatkowe SPA

Moje ostatnie kosmetyczne odkrycie to kule musujące do kąpieli, nie tylko kule – wszystko zależy od formy. Przygotowuje się na kolejne warsztaty, więc opiszę musujące cuda  na blogu. Może Was zmotywuję, ale niekoniecznie. Obiecuję za to, że będzie taki wyjazd do chaty, na którym będziemy robić naturalne kosmetyki, które najlepiej właśnie wychodzą w grupie. Ciężko się za to zabrać samemu, chociaż jak złapię się zajawkę to można robić i robić.

MUSUJĄCE KULE

Co nam będzie potrzebne:

  • soda oczyszczona – o właściwościach sody nie będę pisać, bo to temat na osobny wpis i napisano już o tym bardzo dużo – soda jako peeling, pasta do zębów, antyperspirant, do kąpieli, jako mydło do rąk… i do naszych kulek, którym doda właściwości myjące, łagodzące, zmiękczy i wygładzi skórę.
  • kwasek cytrynowy – znamy go z kuchni i mało kto wie, że można go użyć w kosmetyce np. jako peeling (jest bardzo skuteczny, ale ostry – sprawdziłam na sobie – skóra piecze i trzeba uważać na oczy, ale potem skóra jest gładka i jasna) i do kulek, bo w połączaniu z sodą musuje 🙂 ma też właściwości bakteriobójcze.
  • mleko w proszku – podobno Kleopatra kąpała się w mleku, więc czemu my miałybyśmy tego nie robić?
  • skrobia ziemniaczana – dodajemy ją do kulek, bo dzięki niej kulki chociaż trochę unoszą się w wodzie. Ma też swoje zastosowanie w kosmetyce – podobno jako puder z cynamonem (rzadko używam pudru, więc nie sprawdzałam tego zastosowania, ale spróbuje) i działa nawilżająco na włosy.
  • olej kokosowym (można też dodać oliwę z oliwek, masło shea, inne oleje) – nawilża, odżywia i jest elementem płynnym, który spaja suche składniki
  • zapach: olejek eteryczny
  • kolor: może być barwnik spożywczy, ale ja mam lepszy pomysł i używam buraka w proszku (różowe kule) i młodego jęczmienia (zielone kule), można jeszcze dać przyprawę do piernika, kakao, kurkumę (pamiętajmy, że woda w kąpieli zafarbuje się nam na dany kolor i wanna niestety też)
  • ew. dodatki: suszone zioła – możemy się kąpać w lawendzie, nagietku, ja dodaje też czasami pyłek kwiatowy
  • możemy też dodać miód, sole np. himalajską – ogranicza nas jedynie wyobraźnia

Ponad to:

  • miska do mieszania składników
  • rękawiczki (kwasek cytrynowy może spowodować pieczenia przy popękanej skórze, ranach), bo miesza i lepi się najlepiej rękami
  • formy do kulek lub inne (ja używam sylikonowych lub takich plastikowych kulek do decoupage), można też lepić kształty w rękach

Do dzieła!

Po prosty wszystko mieszamy 🙂

Dobrze, pośpieszyłam się…

soda oczyszczona 2:1 kwasek cytrynowy i to jest najważniejsze… bo wszystko inne dodaję na oko i najczęściej to jest: szklanka sody, pół szklanki kwasku, 2 łyżki skrobi, 2 łyżki mleka w proszku, burak czy inny barwnik i olejek zapachowy dodajemy tak jak nam pasuje, czyli jaką intensywność koloru i zapachu chcemy uzyskać. Mieszam sypkie składniki i dodaję oleju kokosowego tyle, aby uzyskać konsystencje mokrego piasku. Sypkie dodatki dodaję na końcu i to najczęściej bezpośrednio do formy, żeby było je ładnie widać. Ugniatam masę w formach i czekam aż stwardnieje (zimą można na chwilę dać na balkon, latem do lodówki). Wyciągam kule i pakuję w folię spożywczą (mało ekologicznie, może przerzucę się na papierowe torebki).

Taką kulę lub inny kształt wrzucam Hani do kąpieli i naprawdę wolę to od różnych płynów dla dzieci (tak chętnie ostatnio reklamowanych na mamowych blogach – Nivea rzucił mamom nowe gratisy), bo mam pewność w czym moje dziecko się kąpię. Sama też czasem próbuje się zrelaksować w naszej małej wannie z musującą kulą. Skóra po takiej kąpieli nie potrzebuje już żadnego balsamu :).

Jeszcze jeden plus takiej robionej kuli to cena. Sprawdzicie sobie ceny gotowych kul do kąpieli na internecie. Za te kilkanaście złotych, które muszę dać za jeden gotowy produkt, w domu zrobię sobie naście takich kulek i ile mam przy tym radości i wiem co ładuję do swojej kuli.

kula z lawendą, barwiona burakiem
kula z pyłkiem kwiatowym, barwiona młodym jęczmieniem
domowa produkcja kul i kwiatów, motyli – wszystko zależy od formy, którą wybierzemy

Namawiam do domowej produkcji kul – super zajęcie na długie, zimowe wieczory!

 

 

 

chatkowe SPA

Ostatnio bardzo się zajawiłam na robienie swoich kosmetyków, a jeszcze bardziej na robienie tego razem z kimś 🙂 – czasem mam okazję poprowadzić różne warsztaty. Postanowiłam czasem z Wami się podzielić tym co robię (ma to też cel promocyjny i ułatwiający, bo zawsze mogę uczestników takich warsztatów odesłać na bloga). Mydełka glicerynowe są najprostsze, a ich robienie daje dużo radości i już w środę będziemy się bawić i eksperymentować z nimi. Dzięki takiemu wpisowi sama mogę sobie usystematyzować wiedzę.  Wpis będzie więc dla mnie :), a może trafią na niego mydełkowi eksperci i zwrócą mi na coś uwagę. Zapraszam!

MYDEŁKA GLICERYNOWE

PODSTAWA: baza glicerynowa (ja kupuje w różnych sklepach internetowych, ale chyba najbardziej lubię tą z Ecoflores – mają też bogaty asortyment dodatków)

DODATKI: ogranicza nas jedynie wyobraźnia i baza, która przy za dużej ilości dodatków mogłaby zmienić teksturę i konsystencję. Polecamy dodawać do 5% składników (jeśli nie zależy nam na twardości mydła można zwiększyć tą ilość do 10%)

GLICERYNA – bezbarwna, oleista ciecz o słodkawym zapachu, jej głównym źródłem są tłuszcze pochodzenia roślinnego. Jest higroskopijna, czyli posiada zdolność wiązania i zatrzymywania wody. Ma właściwości nawilżające, natłuszczające i zmiękczające. Stosuje się ją w kosmetyce, przemyśle spożywczym (np. do słodzenia syropów na kaszel czy likierów), medycynie i w przemyśle technicznym.

PRZEPIS NA MYDŁO GLICERYNOWE

Potrzebne nam będzie:

– baza glicerynowa

– dodatki odżywcze: olejki roślinne (np. avocado, olej kokosowy, oliwa z oliwek) masła roślinne (np. shea, kakaowe), miód, wyciągi ziołowe, witaminy (np. E)

– dodatki peelingujące: kawa, peeling z czarnuszki, nasion, glinki, płatki owsiane, mak, wiórki kokosowe

– zapach: olejki eteryczne

– kolor: barwniki spożywcze, przyprawy np. kurkuma, kakao, sproszkowany burak, młody jęczmień

– inne: suszone zioła np. lawenda, mięta, nagietek, tymianek, w takim mydle można też zatopić ziarna kawy, plasterek cytryny (zachęcamy do eksperymentów i zabawy)

– alkohol wysokoprocentowy do spryskania mydła

– formy do mydeł (najlepsze są sylikonowe)

Ponad to:

– ostry nóż do pokrojenia bazy, deska

– garnek do roztopienie bazy (lub garnek i miseczka do kąpieli wodnej)

– drewniany patyczek do mieszkania składników

i do dzieła!

1. Pokrojoną na małe kawałki bazę glicerynową topimy:

– w mikrofali

– w kąpieli wodnej

2. Do forem wsypujemy stałe składniki naszego mydła.

3. Zalewamy suche składniki bazą glicerynową (wcześniej można do bazy dodać składniki ciekłe, ale ja lubię robić różne mydełka naraz, dlatego robię to po wlaniu bazy do foremek).

4. Dodajemy substancje ciekłe – olejki, barwnik.

5. Mieszamy i czekamy aż mydło nam stwardnieje.

6. Wyciągamy mydełko z formy i cieszymy się swoim kosmetycznym wyrobem :).

Moje mydła – gwiazdowe prezenty, czyli kakao i piernik 🙂

ludzie

Miało być o pechowej 13, ale zaczynając pisać wróciłam do czasów 10 lat temu…

Dziś piątek – 13 stycznia 2016, więc skorzystam z okazji i złożę Anecie życzenia z okazji okrągłych urodzin: Aneta, życzę Ci abyś każdego dnia swojego życia czułą, że to co robisz jest tym do czego zostałaś stworzona, abyś była szczęśliwa, a powodem tego szczęścia było po prostu życie! Czy Ty wiesz, że poznałyśmy się już ponad 10 lat temu?

Właśnie przeglądam nasze zdjęcia i dużo tego było… już zapomniałam ile razem przeżyłyśmy. Wspólne wspominania pokrył kurz dnia codziennego, w którym każda ma swoje życie, swoje sprawy i teraz widujemy się kilka razy w roku. Mam kilka takich bliskich koleżanek, z którymi łączy mnie wspólna przeszłość i kilka rozmów i chwil w teraźniejszości. Te osoby zawsze są w moim sercu i wiem, że żadna z nich nie zdziwi się jak zadzwonię po miesiącach nieodzywania.

Z Anetą, która ma dziś urodziny – terenówki, 1 rok studiów, 06.2007 r. – Karkonosze
Beskid Żywicki – wyjazd sylwestrowy do Zawoi, chyba 2006/2007
Moje 21 urodziny, Klub Kulturalny
Z Judytą, Krynica Zdrój – 2007

To było 10 lat temu… i teraz rzeczywiście mi się udzieliło i poczułam, że 30 lat to nie żarty. Podobno jesteśmy dorosłe, a ja wciąż czuje się taka sama – młoda, pełna energii.

Wpis miał być dziś o czymś innym, musiałam nawet zmienić tytuł. Przez to oglądanie zdjęć zrobiło mi się na sercu ciepło i trochę smutno, tęskno. Studia to przedłużenie dzieciństwa, podczas którego możesz już robić to co dorośli – sam decydujesz o sobie, możesz sobie legalnie zarobić na swoje przyjemności, jechać gdzie chcesz, a jednak jeszcze nie musisz sam się utrzymywać, płacić rachunków (nie w każdym przypadku, ale piszę o sobie) i nie musisz jeszcze wiedzieć kim będziesz. Możesz być jeszcze nieodpowiedzialnym, popełniać błędy młodości i bawić się bezkarnie.

Co się stało, że z tego wyrosłam? Że już nie jadę gdzie chce, nie imprezuje do nocy, baaa nawet wyjście na piwo zdarza mi się raz na pół roku. To nie koniec studiów, to nie dorosłe życie, to bycie matką zmieniło mój sposób spędzania wolnego czasu i całego życia. A jak zmieniło? To nie na dziś, bo dziś jestem myślami na studiach :).