miłość

Czas na wpis, na który czekałam 2 lata i 9 miesięcy… czas na dobre zakończenie.

DOBRE ZAKOŃCZENIE

Nasza historia z chorobą dziecka ma dobre zakończenie.

Wyszliśmy ze szpitala zdrowi, nowi i pełni energii, ze świadomością, że zmienia się nasze życie. W czwartek 13 lipca pożegnaliśmy się z rurką, ssakiem i prawie wszystkimi aspektami związanymi z tracheostomią (została jeszcze blizna).

Wyszliśmy ze szpitala odmienieni siłą doświadczenia choroby, cierpienia. Już zawsze, gdy przejeżdżam koło Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie – Prokocim, mam taki moment wzruszenia. To dobre wzruszenie. Przypominam sobie małą Hankę leżącą na oddziale intensywnej terapii i nas codziennie przemierzających w zielonych fartuchach sterylne korytarze. Myślę o drodze jaką przeszliśmy i o dobrym zakończeniu, o wielkości naszej miłości i o Bogu, który dał mi siłę i wiarę.

Czas na podsumowanie, ale zaczniemy od podziękowań.

DZIĘKUJĘ!

Chciałam podziękować wszystkim, którzy myśleli o Hani, a przede wszystkim za modlitwy. Wiem, że jest wiele osób, których nie znam, a byliśmy w ich wieczornych myślach posyłanych do Boga. Dziękuję Róży za uświadomienie mi, że tyle osób się za Hankę modli, więc na pewno będzie dobrze. Nie widziała, że tymi słowami zdjęła ze mnie ciężar odpowiedzialności, że tylko ja swoją modlitwą i wiarą mogę to załatwić, a czasem tak ciężko mi to przychodziło i miałam do siebie o to pretensje. Mogłam wyluzować, bo przecież tyle osób modliło się o zdrowie Hanki, że musiało się udać. Dziękuję!

PODSUMOWANIE

Czekaliśmy na ten dzień bardzo długo. Tak o tym myślę teraz, bo to 2 lata 9 miesięcy i 11 dni, czyli ponad połowa tego czasu, który znamy się z Tomkiem… W ciągu tego okresu wiele się zdarzyło. Pewnie w perspektywie dalszego życia, za lat 10, 20 będzie to tylko epizot – krótka chwila, która tak wiele nas nauczyła i dała wiele dobrego.

MY

My kochamy się bardziej. Sprawdziliśmy się… po tak krótkim byciu razem okazało się, że pierwsze przekonanie było prawdziwe – przekonanie, że to ten jedyny. Pani w szpitalu powiedziała mi, że to jest niezwykłe, gdy facet zostaje z kobietą i swoim dzieckiem, które jest ciężko chore. Myślę, że w obliczu diagnozy, przed którą stanęliśmy, niejeden facet by zwiał… a Tomek zawsze Był i Jest i to przez wielkie litery. Dziękuję Ci Kochanie! 🙂

POZYTYWNE MYŚLENIE

Nauczyliśmy się doceniać to co mamy i widzieć więcej dobra. Myślę, że paradoksalnie jesteśmy teraz szczęśliwsi, dzięki doświadczeniu z rurką… Musieliśmy więcej z siebie dać, było trudno i ciężko, ale dawaliśmy radę i szliśmy do przodu i staraliśmy się zawsze widzieć tą lepszą stronę. Podobno to co przychodzi nam z trudem i wymaga od nas wysiłku jest cenniejsze niż coś co jest łatwe (bycie rodzicem w ogóle jest bardzo trudne).

SIŁA

Powiem krótko jesteśmy silniejsi :)…

INNI

Jeszcze jedna sprawa – przez całe to zamieszanie poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi:

  • Panią Alę – naszą cudowną panią logopedę, która zawsze wierzyła w Hankę. Mi osobiście bardzo pomogło jej pozytywne nastawienie. Pani Ala jest lepsza od psychologa czy psychiatry :), a może dzięki niej nigdy nie potrzebowałam takiej osoby;
  • Ewelinę, Mariusza z dzieciakami – połączyła nas rurka i to, że w końcu można było pogadać z kimś kto nas rozumie. Na szczęście oni też już pożegnali się z rurką. Zawsze się wspieraliśmy w rozmowach, myślach i modlitwach. Są oni też pięknym świadectwem wiary;
  • lekarzy i pielęgniarki z domowego hospicjum Alma Spei, którzy zawsze okazywali nam życzliwość;
  • … i jeszcze pewnie wiele innych osób spotkanych w szpitalach, poradniach…

Kończę zdjęciem uśmiechniętej Hanki (sierpień 2015). Jutro jedziemy do chaty, więc nie będę się dalej rozpisywać. Zapraszam na dobrą herbatę, nalewkę (jeszcze jest) i może opowiem coś więcej! 🙂

miszmasz

Tomek ostatnio zastanawia się jak wykorzystać nasze doświadczenie i widzę, aby służyła innym. Może jakiś portal, baza danych? Forum już jest. Myśli jak informatyk. Ja też o tym myślałam, ale po kobiecemu – może studium pielęgniarskie, a może podyplomowe studia logopedyczne. Przeszliśmy (przechodzimy) próbę – życie z rurką tracheostomijną.  Mamy czym się dzielić, posiadamy dość nietypową i specjalistyczną wiedzę i umiejętności. Ten post powstaje, bo jest mi wyjątkowo ciężko – przeżywamy kaszel… a przy rurce to wyjątkowo trudne (będzie o tym dalej). W ramach pomysłu przekazania swojego doświadczenia pomyślałam, że najpierw zrobię to tu, bo to blog o wszystkim :).

Życie z rurką tracheostomijną

Nam się wydaje normalne, ale na pewno takie nie jest. Człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja. Omówię kilka ważnych dla mnie kwestii.

Wyprawy w góry

Różnią się tym, że musimy mieć ze sobą dodatkowe obciążenie. Nie ma możliwość iść z Hanką samemu w góry – tylko w parze. Tata niesie nosidło z Hanką, a ja plecak ze ssakiem, cewnikami, dodatkową rurką, opatrunkami, octeniseptem i wszystkim innym czego potrzebuje każde dziecko, czyli pewnie jakieś 6 – 7 kg. Wykluczone też są wyprawy kilkudniowe z noclegiem na bazie – ssaka trzeba naładować prądem. Na każdy spacer też to nosiłam, kiedyś w wózku, później z chodzącą już Hanką w plecaku, a dziś ssaka zostawiam w domu (Hanka ładnie wszystko sama wykaszluje, na spacer w miarę blisko domy wystarczy zestaw ratunkowy) :)… Potrafiłam iść na zakupy z Hanką, plecakiem ze sprzętem medycznym i siatami. Ostatnio podjeżdżając autobusem z zakupami (plecak + siaty), Hanka na rękach i rower biegowy pod pachą śmiałam się do Pani stojącej obok, że jestem antyreklamą macierzyństwa.

Spanie

Pierwsza noc z Hanką w domu wyglądała tak, że na zmianę czuwaliśmy. Hanka była bezdźwięczna, więc jakby się obudziła to kto by to usłyszał. Okazało się jednak, że mogliśmy spać, bo moje uszy tak się wyszkoliły, że przez sen słyszę każdą zmianę oddechu Hanki i zawsze budziłam się jak trzeba było ją odessać, przykryć kołderką. Teraz jest łatwiej, bo Hanka mówi i już sama przychodzi do nas jak potrzebuje pomocy albo jak chce porozwalać się w łóżku między rodzicami  😀 .

Inne dzieci

Z tym miałam problem. Właściwie to z innymi matkami, bo one najczęściej dziwnie się patrzyły. Zapytana  przez dziecko na placu zabaw nie mam problemu z wytłumaczeniem dlaczego Hanka tak ma. Najbardziej nie lubię jak sam rodzic/babcia/opiekun wytyka Hankę palcem i tłumaczy dziecku co jej jest. Mało czasu spędzamy na placu zabaw, ale od września idziemy do przedszkola, więc nadrobimy czas z rówieśnikami.

Kaszel

Nie wiem jak wygląda kaszel u zwykłego dziecka, może też jest trudny. Czy aż tak? Kaszel wymaga czasem wstawania w nocy co 3 minuty w celu odessania, w praktyce wygląda to tak: kaszel, wstajesz, odsysasz, kładziesz się, kaszel, wstajesz, odsysasz, kładziesz się, kaszel, … i nie ma przerwy… Hanka śpi, ale ja muszę wstawać, nie umiem jej pomóc i dochodzi to tego, że czuje się bezsilna, zła, wściekła. Mam ochotę iść do kuchni i rozbić wszystkie talerze. Jestem wkurwiona. Chyba każda mama tak ma (ciężko się do tego przyznać), np. w sytuacji, gdy już naprawdę nie wiesz co robić jak dziecko płacze. Jeśli tak nie masz, to jesteś święta albo masz zupełnie inny temperament niż ja. Teraz przechodzimy kaszel – jest łatwiej, bo Hanka jest większa i właściwie sama wszystko wykaszluje. Ma też wodnistą wydzielinę, która sugeruje wirusowe zakażenie (wiedzieliście, że po wydzielinie z dróg oddechowych można poznać czy to wirus, czy bakteria).

Dziwne umiejętność (dla normalnych ludzi)

Mamy też kilka nowych umiejętności – sami wymieniamy opatrunek, rurkę tracheostomijną. O odsysaniu nie wspomnę, bo przy tej przypadłości jest to konieczne i niezbędne. Potrafimy również włożyć dziecku do żołądka sondę pokarmową i rozpoznawać po oddechu, wydzielinie stan Hanki np. teraz ma gorączek, bo szybko oddycha. Jeśli ktoś będzie potrzebować pomocy w takich rzeczach służę pomocą i radą.

Od 4 miesiąca życia Hanka chodzi razem ze mną do logopedy. Pani Ala jest osobą, która bardzo mi pomogła, bo zawsze w nią wierzyła i bardzo dużo mnie nauczyła. Te zajęcia nie tylko dały bardzo dużo Hance, ale również mnie.

Uff… kończę. Nie wiem czy dotarliście aż tu :). Mam nadzieję, że ten wpis niedługo będzie wspomnieniem. Mam nadzieje, że dobrym wspomnieniem, bo w tym konkretnym przypadku co nas nie zabiło to na wzmocniło… bardzo wiele się nauczyliśmy i dowiedzieliśmy o sobie.

Na koniec rzadkie chwile relaksu u Joli:

miejsca

Mam takie marzenie, a właściwie miejsce: baza namiotowa… Którą? Chyba lubię wszystkie. Czuję, że w te wakacje uda się nam w końcu odwiedzić Gorc, może Lubań 🙂 a może Radocynę (tak zaczniemy od baz prowadzanych przez SKPG Kraków, bo tam na pewno spotkamy znajomych). Potrzeba jednak jeszcze trochę cierpliwości.

Mam trochę bazowego klimatu w chacie, ale to mi nie wystarczy. Potrzebuję nocy pod namiotem. Oglądam z zazdrością zdjęcia na FB. To był mój wakacyjny plan numer 1, ale życie pisze swoje scenariusze… dobre scenariusze. Mam teraz Pałoszówkę, która zastępuje mi bazy, obozy harcerskie, zbiórki, itp… i sama tworzę ten klimat! Czasem jednak jestem zmęczona i chciałabym odpuść i wejść jako gość w ten bazowy klimat.

Jeden z ostatnich wypadów na bazę – Lubań 🙂 tak było pięknie, lato 2013

Przeżyliśmy też chorobę dziecka i nie mogliśmy jechać na bazę w pierwsze jej wakacje i w drugie, ale w trzecie się uda 🙂 już mam nadzieje bez rurki… znaczy ja to wiem – czuję, że tak właśnie będzie. Trzymajcie kciuki! Czekamy już od ponad dwóch lat i uczymy się cierpliwości. Zyskaliśmy też siebie – sprawdziliśmy się jako małżeństwo, nauczyliśmy się wierzyć, widzieć więcej i częściej się uśmiechać z małych powód… zapędziłam się. To już do innego wpisu z okazji wyjścia z rurki, który podsumuje ten czas.

ale nie myślcie, że nic się nie działo przez pierwsze, drugie wakacje… Hania i mapa, Tokarnia 778 m n.p.m. w Beskidzie Niskim, wakacje 2015 – Chata nad Wisłokiem

na koniec…

życzę Wam cudownych wakacji 🙂 zapraszam do nas! namawiam też na bazy namiotowe, bo to wspaniałe miejsca przypominające mi trochę harcerskie czasy. Bawcie się dobrze!

 

 

miszmasz

Dziś Dzień Dziecka i chciałam Wam wszystkim złożyć życzenia, abyście zawsze mieli w sobie dziecko. To dobre dziecko, które jest ciekawe, dociekliwe, radosne i posiada umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Życzę Wam, abyście przeżywali codzienność swojego dorosłego życia jak dziecko, które traktuje każdy dzień jak najbardziej ekscytującą przygodę. Gdy zdarzy Wam się gorszy dzień, mały upadek to wstawajcie jak dzieci z ufnością i szybko wymazujcie złe chwile z pamięci. Proszę wyrzucie z siebie małego urwisa, który jest kłótliwy i czasem płacze bez powodu.

Fajnie być dorosłym 🙂 Dzień Dziecka

Dorośli zawsze mówi mi, że dzieciństwo to najpiękniejszy okres w życiu. Mi dobrze jest teraz i tu gdzie jestem. Czuję się uwolniona od rozterek małego dziecka, nastolatki. Pracuję z dziećmi i obserwuję ich cierpienie z byle powodu, bo on się nie uśmiechną, bo zdarłam kolano, bo ona powiedziała, że jestem głupia. Nam się wydaje to błahe, a pamiętacie jak wypłakiwaliście się w poduszkę, bo ona bardziej lubi tamtą, a ten nie zaprosił mnie na urodziny.

Nie jestem też zawsze zbyt poważna, umiem wydobyć z siebie dziecko, które ma marzenia, nie poddaje się i widzi bardziej możliwości niż przeciwności.

Każdy etap życia może być ekscytujący :). Mam nadzieję, że to myślenie mi się nie zmieni. W każdym wieku powinno obchodzić się Dzień Dziecka, bo jak powiedziała dziś mała Julka, każdy jest dzieckiem Boga. Kończę tym pozytywnym akcentem i pozdrawiam z nocnego Sandomierza.

miszmasz

W sobotę (tydzień temu) wieczorem zadzwoniła Agnieszka. Czekałam na ten telefon od dłuższego czasu, zbliża się 60 lecie. Wracają wspomnienia i z przerażeniem uświadamiam sobie, że mam problem z  kolejnością moich harcerskich obozów (Zaćkimbaniec – 2000, J. Czarne – 2001, Dol. Bieliczna – 2002, J. Radachowskie – 2003, Dol. Czertyżne – 2004, J. Barlin – 2005, Dol. Starego – 2006). Zimowisk już sobie nie przypomnę i kiedy byliśmy w Grecji też nie wiem :(. Nie pamiętam wielu innych spraw… ale w sercu mam wdzięczność do Puszczy za to, że mnie ukształtowała i nauczyła chodzić po górach, radzić sobie w trudnych sytuacjach, pomogła znaleźć pierwszą pracę i kolejną. Mam też w sobie pewien żal o to, że czasem nie potrafię się poddać i mimo, że chciałabym zamienić się w szarą, małą myszkę, która nie da rady, nie umiem i idę do przodu. Nie mam natomiast złych wspomnień. Taki mam charakter, że to co nie było miłe szybko zapomniałam i do tego nie wracam.

60 lat

15 maja Szczep Puszcza będzie miał 60 urodziny, a mi mija 10 lat od kiedy formalnie odeszłam z Puszczy.

Był czas kiedy byliśmy najlepszą Radą Szczepu: tworzyliśmy, przyjaźniliśmy się, chodziliśmy na kawy, dzwoniliśmy do siebie, zwierzaliśmy się, razem śpiewaliśmy, spędzaliśmy wolny czas i witaliśmy Nowy Rok. Wydawało mi się, że tak będzie zawsze. Okazało się jednak, że łączyło nas głównie harcerstwo. Myślę, że minęło 10 lat od ostatnich spotkań, telefonów. Jak w każdej burzliwej, młodzieńczej historii pojawił się element wielkiej miłości i wielkiego rozczarowania. Dziś jestem już w innym życiu, mądrzejsza, dojrzalsza i zdystansowana. Jest we mnie pewna tęsknota za Wami 🙂 (myślę o tej zgranej kadrze, którą byliśmy). Może jak nie uda mi się dotrzeć na ognisko z okazji 60 lat Szczepu Puszcza to zorganizuję jakieś spotkanie , a może lepiej nie – jestem już w innej Puszczy :)… i może nie ma sensu wracać do starych przyjaciół… jeszcze nie wiem.

Moja obecna Puszcza 🙂 czyli las koło mojego domu

A jednak (wpis tworzy się kilka dni) spotkanie się odbędzie i to nie dla byłej Rady Szczepu, ale dla wszystkich :). Dziś odwiedziła mnie Ola (Pasiak) i postanowiłyśmy zorganizować śpiewogranie. Pewnie myśl o tym, że powinnam zobaczyć się z byłą kadrą powstała dlatego, że naprawdę od prawie 10 lat nie utrzymujemy kontaktów. Nie pomyślałam o moim ZZ (zastęp zastępowych), bo z nimi widzę się w miarę regularnie (zawsze łączyło nas coś więcej niż drużyna) i o Grażynie, bo z nią łączy mnie dużo więcej niż Puszcza. Moja komenda zawsze była otwarta dla każdej harcerki i harcerza i niech właśnie tak pozostanie 🙂 – miło będzie Was wszystkich zobaczyć :). Informację o spotkaniu znajdziecie na FB.

chata

W chacie przed sezonem najlepiej się śpi :). Przetestowaliśmy to podczas ostatniego urodzinowego weekendu. Pogoda kwietniowa (śnieg-słońce-śnieg-słońce), siedzenie do późna, 30 lat, cisza i ten cudowny trzask drewna w kominku sprawiają, że trudno oprzeć się drzemce. W chacie tak wspaniale się śpi, a szczególnie w dzień, bo w nocy nie czuje się jeszcze dość komfortowo. Jestem typowym mieszczuchem w tej kwestii i lubię światło latarni i odgłosy ulicy w nocy i poczucie, że pod, nad, w lewe i w prawo sąsiad i to tylko kilka metrów ode mnie. Jak wrzasnę to obudzę pół bloku, a w chacie cisza, ciemność i przychodzą do mnie czasem, z samej głębi mnie, potwory i duchy z dzieciństwa.

Niektórym śpi się dobrze nie tylko w chacie 😀 u taty na plecach nawet lepiej

W moim sercu przed sezonem

W moim sercu przed sezonem radość 🙂 bo wszystko przed nami – lato, praca, zabawa, goście. Przygotowuje się, aby ten czas dobrze wykorzystać. Czekają mnie nowe spotkania i nowe, stare szlaki i chwile na przełęczy. Będą zachody słońca w miłym towarzystwie. Plan z serca na sezon 2017 to wyjść w końcu na wschód słońca na przełęcz – kto chętny ze mną?

1.04.2017 – zachód słońca oglądany z córką i mężem

A w głowie…

kilka ważnych planów chatowych: studnia, altana, piaskownica i plac zabaw. Są też mniejsze wyzwania: nauczyć się obsługiwać piłę, uporządkować las (to chyba jednak duży cel), zrobić nalewki. Tamte lato pokazało mi, że życie w chacie jest piękne, ale bywa trudne i nie wszystko od razu się udaje. Doświadczyłam małego rozczarowania, że nie dałam rady i brakło czasem sił, czasu na realizację planów. Dziś jestem spokojniejsza i mimo wielu pomysłów daję nam więcej czasu (nie ten rok, to następny, byle to 40 zdążyć).  Przyjdzie moment na pewne rzeczy i to co teraz mnie przerasta na pewno za jakiś czas będzie mniejsze.

Na razie trzeba zając się tym:

Sprzątaniem 🙂
i spacerowaniem

Cieszę się na ten majowy weekend, gdy w końcu śmiech ściany rozjaśni, a Hanka będzie miała się z kim bawić.

Dziękuję też za obecność tym, którzy w chacie razem z nami świętowali moje 30 urodziny, a tym samym początek mojego najbardziej produktywnego 10 lecia życia :). Na 40 mam zamiar Was zaprosić do wyremontowanej Pałoszłowki z sauną, z ruską banią, z zastawą z Bolesławca, z mini galerią obrazów Kaśki i aniołów Magdy, … wjedziemy super autem i będziemy świętować początek najbardziej spełnionego 10 lecia życia (bo po 40 zaczyna się prawdziwe życie podobno). Póki co cieszę się 30 🙂

miszmasz

Co może się wydarzyć w ciągu 30 lat? Wszystko i nic… Ostatnie 30 lat to dla świata okres bardzo intensywny. Zmiany są bardzo szybkie, że czasem nie zdążymy ich zauważyć. Ja wciąż nie wiem co to snapchat 🙂 i nie bardzo rozumiem czemu młodzież zamiast rozmawiać pisze, wysyła minki, kupy, serduszka… Myślę, że czuję większą różnicę wieku między mną, a kolejnym pokoleniem, niż nasi rodzice, ich rodzice, ich dziadkowie i babcie. Ciekawe co czeka mnie na starość… a tak naprawdę wcale mnie to nie interesuje, bo zaszyję się w lesie. A jeszcze bardziej prawdziwie to myślę, że albo świat zwariuje albo zawrócimy… Może w takim środowisku się obracam, ale widzę, że jest moda na powrót do natury. Chociaż wśród moich znajomych nie ma osoby bez laptopa i telefonu. Pomyśleć, że dało się kiedyś żyć bez zasięgu i Internetu. Teraz też się da: zapraszam do chaty 😀 😀 (ale pewnie tylko na chwilę jest to możliwe).

Ostatnie 30 lat dla mnie to całe moje życie.

Kiedyś myślałam, że w 30 urodziny będę już stara. Każdy chyba tak myślał i nagle nie zauważenie patrzy w kalendarz i liczy i nie dowierza – 30 lat. Nie jestem już młoda. Jestem w kwiecie wieku, w najlepszym momencie życia (zawsze jestem 😀 :D). Czuje się młodo, zdrowo i pięknie! 🙂

Mam siłę na wiele spraw, wyzwań. Patrzę wstecz, ale tylko na to co dobre, by czerpać z tego energię i dziękować! Mam jeszcze wiele celów do zdobycia i wiele miejsc do odwiedzenia, ludzi do poznania. Ta 30 to powinien być taki czas, kiedy ma się wszystko poukładane – życie rodzinne, zawodowe, osobiste i w końcu można skupić się na Życiu przez Wielką Literę. Nie jest to łatwe, bo gdy już wszystko sobie ładnie uporządkujesz to możesz stwierdzić uff to teraz siadam i … albo siedzisz i delektujesz się tym jak jest (UWAGA! To pułapka trzeba działać, żeby było jeszcze lepiej) albo siedzisz i czekasz, aż się wszystko rozsypie albo nie siadasz tylko napierasz dalej :). Stawiaj sobie cele każdego dnia, nie muszą być one wielkie. Życie składa się w większości z szarej codzienności, więc niech te wyzwania będą zwyczajne i staraj się w tym odnajdywać radość. To chyba najtrudniejsze. Chyba piszę do siebie 🙂 Dżasta, jak będzie Ci ciężko i nie będziesz miała motywacji wstać z łóżka (zdarza mi się) przeczytaj ten wpis i się opamiętaj!

To było cudowne 30 lat i chciałam Wam podziękować za obecność w moim życiu. Nie będę wymieniać komu za co, bo za dużo tego jest i mogłabym kogoś pominąć tak zupełnie niechcący. Dziękuję też tym, którzy utarli mi w życiu nosa, odrzucili i nie zawsze byli mili, bo dzięki temu jestem odporniejsza.

Kim jestem w wieku 30 lat?

Jeszcze jedna myśl mi krąży po głowie… a właściwie pytanie: Kim jestem? Kiedyś (12 lat temu) to pytanie zadał mi dh. Marcin, gdy szłam w ciemną noc zdobywać sprawność Trzech Piór. Pytanie poprzedził opowiadaniem Anthon’ego de Mello „Kim jesteś?”.

„Kobieta pogrążona w śpiączce umierała. Nagle odniosła wrażenie, że została wzięta do nieba i stoi przed Sądem.
– Kim jesteś? – rzekł do niej Głos.
– Jestem żoną burmistrza, – odparła.
– Nie pytałem, czyją jesteś żoną, ale kim jesteś?
– Jestem matką czworga dzieci.
– Nie pytałem, czyją jesteś matką, ale kim jesteś?
– Jestem nauczycielką.
– Nie pytałem, jaki masz zawód, ale kim jesteś?
I tak dalej. Niezależnie od tego, co odpowiadała, nie wydawało się to być zadowalającą odpowiedzią, na postawione pytanie: Kim jesteś?
– Jestem chrześcijanką.
– Nie pytałem, jaką religię wyznajesz, lecz kim jesteś?
– Jestem tą, która co dzień chodziła do kościoła i zawsze pomagała biednym i potrzebującym.
– Nie pytałem, co czyniłaś, ale kim jesteś?
W końcu, najwidoczniej przesłuchanie okazało się niezadowalające, bo została z powrotem przysłana na ziemię. Gdy wydobrzała po chorobie, postanowiła odkryć kim jest. I na tym polegała cała różnica.”

Wtedy po 24 godzinach spędzonych w lesie odpowiedziałam na to pytanie: Jestem nikim. A dziś do głowy przychodzi mi słynne „Jesteś zwycięzca” 🙂 … i tym zwycięskim akcentem kończę mój długi urodzinowy post.

I na koniec moje największe zwycięstwo 🙂

miłość

Dawno nie pisałam (a mam tyle do nadrobienia). Ostatnio całą moją pasję, skupienie pochłonął decoupage 🙂 – musiałam się wyżyć artystycznie i malowałam, wycinałam, kleiłam. Osiągnięcia w tym temacie można oglądać u mnie w domu, a latem przeniosę się z tym do chaty i mam już kilka planów na upiększanie. Dziś jest ważny dzień, bo gdzieś między 3, a 9 kwietnia 2013 zakochałam się w Tomku :). Rok temu Wam pisałam o cudownych 3 latach, a dziś mija kolejny rok razem. Lepszy od poprzedniego, bo my mamy tendencję wzrostową i udoskonalamy nasz związek.  Zdarzają się nam małe, wielkie upadki, ale po nich jesteśmy jeszcze mocniejsi i zbieramy doświadczenie. Przetrwać kryzysy pomaga nam małżeństwo, o czy już pisałam.

Chciałam Wam dziś napisać o wdzięczności, bo oprócz celów, to właśnie ona jest kolejną składową recepty na udany związek, a może jeszcze szerzej na dobre życie. Czasem jak jest mi źle to zaczynam sobie wymieniać rzeczy, za które powinnam dziękować i uświadamiam sobie ile tego jest, że jestem szczęśliwa i od razu jest mi lepiej. Każdą modlitwę zaczynam od dziękowania. Taka postawa pomaga przetrwać. Widzę Hanki sukcesy, a nie jej braki. W życiu szukam tego co dobre. W Tomku i naszym związku też skupiam się na tym, co się udaje. Istnieje teoria przyciągania dobrych i złych rzeczy do swojego życia, że nasz los zależy tylko od tego jak myślimy i co czujemy. Czy to prawda? Na wszelki wypadek warto skupiać się na tym co dobre i dziękować! W moim życiu to działa i jest cudownie.

Dziękuję!

Dziękuję mojemu Mężowi za 4 lata miłości, wspólnego szukania, wędrowania, budowania. Dziękuję za Twoje wybaczenia i za Twoje pamiętanie tego co dobre :).

Dziękuję Bogu za wspaniałą rodzinę i każdy dzień!

Wam dziękuję za obecność 🙂

chatkowe SPA, miejsca

Kochane! Tym razem wpis będzie dla Pań :)… Panowie mogą poczytać i pozazdrościć. Zapraszam na kolejny wyjazd z cyklu KOBIETA W LESIE.

Całą zimę myślę o babskim wyjeździe i przygotowuje się do niego (np. testuje na sobie swoje pomysły np. miętowo-czekoladowy peeling), wymyślam też nowe rzeczy. Chciałabym powtórzyć wyjazd kwietniowy do chaty. Takie kobiece wyprawy są super. Można odpocząć od męskiego świata i poczuć siostrzaną solidarność.

Kobiecy trekking na Lackową (zachodnia ściana) – maj 2013

Pałoszówka jest chwilowo trochę niedostępna (nie ma bieżącej wody, nie mam jak wywieźć mnóstwa materiałów, które chce wykorzystać na warsztatach) i postanowiłam zaprosić Was do innej chaty. Jest to dom z mojej listy ulubionych miejsc, które zawsze polecam. Jest to też moja inspiracja, zawsze jak myślę o nas jako gospodarzach agroturystyki to widzę Monikę i Jacka. Myślę o ich podejściu do życia w górach i do ludzi. Ciesze się, że będziecie mogły ich poznać i pojechać ze mną do Chaty na Bucniku. Chciałabym, aby w przyszłości w Pałoszówce moi goście czuli się tak jak ja na Bucniku.

Termin naszego kolejnego wyjazdu z cyklu KOBIETA W LESIE to 24-26 marca 2017. O idei kobiecych wypraw w góry, czyli szpilkingu można poczytać tu i tu.

KOBIETA W GÓRACH, czyli kwiecień 2016, Beskid Sądecki

Organizatorem wyjazdu jak zawsze jest Lackowa, w właściwie jej Górska Strefa Kobiety.

W planach:

Piątek:

  • Spotkanie w Obidzy ok. 19
  • Wieczorne, leśne przejście do chaty na Bucniku (będzie możliwość wywiezienia bagaży)
  • Kolacja z winem (z lokalnej winnicy)

Sobota:

  • Śniadanie
  • Spacer po Beskidzie Sądeckim (trasa do ustalenia)
  • Obiad
  • CHATKOWE SPA, czyli warsztaty kosmetyczne dla każdego (nie będzie trudnych pojęć, chemii, po prostu nauczymy się prostych sposobów na domowe, naturalne kosmetyki i wykorzystywania tego co mamy w domu – czekolada, miód, cukier, oliwa, kakao …):

    – mydła glicerynowe

    – musujące kule do kąpieli

    – aromatyczne sole do kąpieli

    – peelingi do ciała

    – balsamy do ust

    – naturalne dezodoranty

  • Kolacja
  • Babski wieczór

Niedziela

  • Śniadanie
  • Warsztaty plastyczne, czyli pakujemy nasze kosmetyki do pudełka ozdobionego techniką decoupage
  • Obiad
  • powrót do Krakowa (ok. 18)

Cena: 299 zł (zawiera: 2 noclegi, pełne wyżywienie: 2x śniadanie, 2x obiad, 2x kolacja (1x z winem), warsztaty kosmetyczne i plastyczne – wszystko zabieracie ze sobą do domu, opiekę przewodnika beskidzkiego) przy 10 uczestniczkach.

Dużo z Was było zainteresowanych wyjazdem, dlatego proszę o szybkie zgłoszenia 🙂 liczba miejsc ograniczona (10-16). Jakby pojechało nas więcej to cena wyjazdu będzie trochę niższa (koszty rozłożą się na więcej osób). Proszę zgłaszać się u mnie telefonicznie (693 623 036) lub mailowo: biuro@lackowa.pl, paloszowka@gmail.com

Można też dołączyć na nas na FB, gdzie będziemy się umawiać co do transportu itp.

 

miłość

Pewnie nie mam prawa wypowiadać się na temat małżeństwa, bo w takim stanie jestem od ponad 3 lat – marne doświadczenie! a z Tomkiem jestem 3 lata i 10 miesięcy (uuu to jeszcze mniej wiedzy na temat związków)… Nie chce moralizować, doradzać, wymądrzać się, napiszę z okazji Walentynek czym dla mnie jest małżeństwo. Będzie to tylko subiektywna opinia.

Po 3 latach od ślubu zauważyłam coś dziwnego (pewnie mogłam wcześniej, ale przez te 3 lata tyle się działo, że nie miałam jak się nam, sobie przyjrzeć) i jest to fakt, że wcale się nie zmieniłam. Sytuacja, okoliczności są inne i moje zachowania są inne, ale w środku jest taka sama jak przed ślubem, przed moją życiową miłością. Jestem wciąż kochliwa i chce ukierunkować te moje emocje na Tomka, a małżeństwo sprawia, że muszę… Gdy mam jakieś wątpliwości to sakrament małżeństwa daje mi pewności, siłę i wiarę w nas. Dzięki „papierkowi” mam poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Bez małżeństwa nie musiałabym się starać, bo zawsze mogłabym odejść… Ślub dał mi energię, aby zawsze walczyć o miłość i dokładać do ognia cały czas, bo to do końca życia. Dla mniej jest to piękne i bardzo ważne.

Kiedyś mama mojej dobrej koleżanki doradzała jej, że nie powinna zamieszkać z chłopkiem przed ślubem. Powodem nie był seks, grzech itd. Chodziło mniej więcej o to, że gdy zamieszkasz z kimś kto nie jest Twoim mężem/Twoją żoną to przy pierwszym problemie, kryzysie spakujesz swoje rzeczy i może po czasie okaże, się że straciłaś/łeś prawdziwą miłość. Małżeństwo daje siłę, żeby problemy rozwiązywać i dawać sobie szansę. Teraz to rozumiem. Nie musicie się ze mną zgadzać, po prostu u mnie to działa. Myślę, że byłam w sytuacji, w której „papier” uratował nasze życie albo złagodził kryzys.

Mądry ksiądz zadał mi kiedyś pytanie: Czy miłość to uczucie, czy wola? Chciałam odpowiedzieć uczucie, ale szybko się zreflektowałam i odpowiedziałam wola. Kiedyś byłam bardzo zakochana uczuciem bardzo silnym i byłam gotowa wszystko zostawić i prać mu skarpetki przez całe życie (z perspektyw czasu wiem, że trwałoby to duużo krócej). Dziś też piorę te przysłowiowe skarpetki, ale jestem świadoma siebie i swojego małżeństwa. Dziękuję Bogu, że wtedy nie pozwolił aby moje uczucie się spełniło i dał mi czas, abym dorosła i dojrzała do mądrej miłości.

Miłość to wybór ścieżki, która prowadzi przez

łagodne Beskidy, wysokie Tatry i bukowy dom.

Miłość to wierność wyznaczonej trasie.”

Życzę Wam MIŁOŚCI, a tym którzy są jeszcze przed DOBREGO MAŁŻEŃSTWA!