miszmasz

Po długim czasie milczenia mam ochotę pisać, a może właściwie wygadać się. Będzie to wpis terapeutyczny. Może jesteś gdzie w podobnym punkcie co ja i szukasz swojej drogi, zastanawiasz się jakie są Twoje zdolności. Zapraszam – jest możliwość, że znajdziesz jakieś pytanie, które powinnaś/powinieneś sobie zadać. Gdzieś pojawi się odpowiedz.

Czy ja mam jakieś zdolności?

Wczoraj wieczorem Hania zadała mi pytanie czy jestem nikim, bo nie chodzę do pracy jak tata. Proste dziecięce myślenie, a trochę sprawia przykrość. Dziś rano – zimno, korki, Ignasia rower ma flaka, godzina już taka, że nie zdążymy do przedszkola na śniadanie, muszę ciągnąc ze sobą Hanię, bo ma na popołudnie i nie zostaje jeszcze sama w domu – mam ochotę wyć i myślę o tym, ile bym dała za to, żeby być teraz w pracy.

Wróćmy do początku.

Zawsze widziałam co chce robić. Wyobrażałam sobie siebie jako kobietę, która robi to co kocha. Chciałam prowadzić wycieczki, jeździć samochodem terenowym, chodzić w spódnicy po górach, uczestniczyć w niesamowitych projektach, pracować w drużynie, zajmować się survivalem, ziołami, prowadzić warsztaty, mieć chatkę w górach i SPA. Mała część planów się spełniła. Studiowałam geografię ze specjalizacją turystyka, otworzyłam firmę z wycieczkami i warsztatami. Zrobiłam kilka babskich wyjazdów i warsztatów. Prowadzenie swojego biznesu jest trudne. Najtrudniej znaleźć klientów. Jeśli ktoś Ci już zaufa to jest łatwiej. Wiem też, że jestem dobra w organizacji czasu innym i w kontaktach z ludźmi.

Zawsze też chciałam być mamą i mieć rodzinę. Dlatego, gdy ponad już 8 lat temu pojawiła się Hania i jej choroba, to zostałam w domu. Dziś wiem, że to nie był wybór. Tak miało być. W tamtym momencie to była jedyna dobra droga. Było mi trochę łatwiej, bo ja lubię być gospodynią. Jestem świetna w sterowaniu życiem rodzinnym. To są moje zdolności właśnie – ogarnianie kalendarza, wycieczek, czasu wolnego, dodatkowych zajęć. Podobne rzeczy robiłam prowadząc firmę. Wracając do Hani pytania – nie jestem nikim, ale jak nazwać moje zdolności. Łatwo opowiedzieć kim się jest, gdy ma się konkretny zawód i konkretne umiejętności. Moja siostra jest malarką. Jej talent jest widoczny, ma definicję. Tomek jest programistą. Ja?? … maluję kamienie, robię mydełka i musujące kule, prowadzę chatę w górach, umawiam dentystę, gotuję obiad, smaruję masłem kromkę, napisałam książkę dla dzieci…

Praca

Naprawdę trudno wrócić po takiej przerwie do pełnej aktywności zawodowej. W tamtym roku szkolnym prowadziłam warsztaty z robotyki po szkołach i byłam nauczycielem geografii online, ale to nie to.

Czasem myślę, że chciałabym po prostu iść do tak zwanej normalnej pracy. Wyjść rano i wrócić po 16 i pozwolić sobie na odpoczynek, nową sukienkę (do pracy), zjedzenie batonika, bo zasłużyłam. Nie musiałabym mieć porządku, ciepłego obiadu, zrobionych zakupów, bo bym pracowała. Mogłabym prosić o pomoc, o czas dla siebie. Może powinnam spróbować albo nie. Lubię swoje życie, wolność i jestem ciągle zajęta. Tylko czasem nie umiem tego docenić i nie widzę tego co robię. Może to kwestia pieniędzy. Łatwo przelicza się godziny pracy na zarobki. A co jeśli Twoja praca nie daje realnych liczb na koncie? Jeśli Twoją zapłatą są np. wolne weekendy, bo nie trzeba ich poświęcać na sprzątanie, rzeczy, których nie udało się zrobić w tygodniu.

Moje plany, moje zdolności

Chce rozwijać się zawodowo. Mam ogromne szczęście, że mogę być między domem, a pracą – pasją. Czasem udaje mi się zorganizować wymarzoną wycieczkę i poprowadzić ulubione warsztaty.

Jestem w takim miejscu, gdzie powoli odzyskuję siebie i czas zdecydować co tak na prawdę chce robić. Przypominam sobie początek postu i wracam na swoją drogę zawodową – może już bardziej realnie i proszę niech się dzieje – warsztaty kosmetyczne, wycieczki krótkie (na te dłuższe trzeba poczekać). Na babskie wyjazdy, większe projekty przyjdzie jeszcze czas. Wiem, że kiedyś Pałoszówka stanie się moim wymarzonym miejscem pracy. Będzie łąkowe SPA, warsztaty leśne. Już dziś Pałoszówka jest miejscem przyjmowania gości i tworzenia, wspólnego gotowania, malowania, rozmów. Jestem na dobrym szlaku! Proszę Was też o wsparcie – może macie miejsce, w którym można mnie polecić albo pomysł na współpracę.

wdzięczność

Dawno nie pisałam… Czas przelewa mi się ostatnio przez palce. Mam na to swoją osobistą teorię, że szczęśliwe dni szybko lecą i nie mamy na to wpływu. Niech płynie, bo to dobre bycie! Zbliżają (nagle!) się moje urodziny i to znaczące, bo to taki magiczny środek życia – 35 lat. Nie dzieli na pół czasu, który jest mi dany (bo tego nie wiem). Dla mnie jest środkiem takiego aktywnego działania. Liczę na to, że po 70 będę już odpoczywać. Umówiłam się z Tomkiem i Tym na górze, kiedy chcemy umrzeć, więc będziemy mieli sporo czasu na spokojną starość.

Chciałam się z Wami podzielić swoim zaskoczeniem! Ostatnio odkryłam, że jestem dorosłą (hahaha) i to mnie zadziwiło. Wiem, że to śmieszne, bo mam już dwójkę nie takich małych dzieci, spory staż małżeński (w tym roku 9 lat), pracuję, mam za sobą epizod prowadzenia biura podróży, jeżdżę samochodem (wtedy naprawdę czuję się dorosła), czasem piję wino, mogę wyjść na całą noc potańczyć i przed nikim nie muszę się tłumaczyć, mogę znosić toasty wódką na weselach, kupiłam razem z Tomkiem chatę w górach i mieszkanie w mieście, mamy kredyt, …

Ale w środku wciąż czuje się bardzo młoda. Mam dużo energii, potrafię zachwycić się chwilą, popełniam błędy (czasem te same), daję się porwać emocjom, płaczę do filmów, denerwuję się oglądając dramat, czytając książkę i nie oglądam wiadomości w TV. Nie czuję, że jestem w lecie swojego życia, utknęłam gdzieś w maju… nie wiem kiedy i gdzie minął czerwiec mojego przebywania na Ziemi. Środek życia mnie zaskoczył. Przyszedł najlepszy moment – uwielbiam lato! Myślę, że jestem w najcudowniejszym miejscu na szlaku swojej życiowej wędrówki.

Zapraszam Was do wędrowania ze mną 🙂 może być jeden dzień. Czasem krótkie spotkanie, błaha decyzja zmieniają nasze losy. Trzeba wyciskać z życie wszystko co najlepsze i chwytać okazje.

chata górska

Witajcie! Zapraszam na sezon 2022 w lesie, w przyrodzie, w naszej chacie! Niedługo otwieramy.

Ostatnio przeglądałam w lustrze swoje włosy i z niepokojem stwierdziłam, że przybyło mi dużo siwych włosów. Nie będę się farbować (chociaż wiecie jak uwielbiam ogniste loki zaraz po wyjściu od fryzjera). Uznałam, że jeszcze jestem w wieku, w którym siwe włosy dodają powagi, a nie lat ;). Nie o siwych włosach chce pisać, ale o tym co spowodowało ten stan i jak temu zaradzić (nie siwiźnie, bo się na tym nie znam (Gosia mówi, żeby jeść czarny sezam)). Od dwóch lat czuję się zdezorientowana… Nie wiem gdzie szukać prawdy i straciłam autorytety. Jest mi z tym trudno, bo należę do osób, które zadają pytania i chcą wiedzieć. Przeraża mnie, że współczesny człowiek ma tak ogromny dostęp do informacji, a nic nie wie. Ostatnio też trochę się boję. Może dlatego, że już wiemy, że dziś jest możliwa prawdziwa wojna z umieraniem, stratą i uciekaniem. Mam receptę na strach, niepewność. Jest to pobyt w przyrodzie.

Najpiękniejsza siwizna… malowana naturą

Sezon 2022 w naturze

Myślę, że najlepszą rzeczą jaką mogę teraz zrobić to otworzyć swój dom i serce dla innych. Wszyscy pewnie czujecie się podobnie jak ja i szukacie ukojenia. Wiem, że las, życie (nawet chwilowe) w naturze pomagają się oderwać od fake news i dezinformacji. Czasem trzeba to wszystko zostawić na dole i po prostu ugotować obiad na piecu, porąbać drewno i poleżeć na polanie.

Jak dobrze pójdzie otwieramy chatę 19-20 marca, a jeśli będzie wciąż zimno to 2-3 kwietnia. Możecie rezerwować weekendy i wakacje (będę w chacie od 9 lipca do 28 sierpnia). Jeśli ktoś z Was potrzebuje dłużej pobyć w przyrodzie to ja chętnie udostępnię chatę np. na tydzień. Zaczynamy pobyt w sobotę (razem z nami) i kończymy w kolejny weekend (też z nami). Wszystko do ustalenia. Przypominam jakie warunki panują w chacie i jak to wygląda: tutaj.

Dbajcie o swoje włosy! Im mniej zamartwiania się tym mniej siwych włosów!

Czekamy w lesie! Mam nadzieję, że niedługo już bez śniegu 🙂

miłość

Niepostrzeżenie wkradł już się luty… wszedł z deszczem i cały w kolorach szarości, dobrze, że jest miłość. To kolejny luty, w którym trzeba napisać o najważniejszej sprawie na świecie. Dziś zaczyna się dobry czas – Tydzień Małżeństw, czyli cykl spotkań dla małżeństw w różnych miastach w Polsce, w tym w Krakowie. Idea organizatorów jest mi bardzo bliska, bo ja też wierzę w siłę małżeńskiej miłości. Wiem, że ślub jest szansą na rozwój, a nie końcem dobrego.

małżeństwo to szansa na rozwój

Słuchałam wczoraj jednym uchem audycji o tym, że jest kryzys małżeństw. Coraz mniej ludzi decyduje się na ślub i jest coraz więcej rozwodów. Te dane nie potwierdzają mojej teorii o tym, że małżeństwo to cudowna sprawa. Niektórym wydaje się, że wchodząc w prawdziwą relację muszą wyrzec się siebie, swojej wolności. Jesteśmy coraz bardziej samotni i zagubieni… jest to trudna sprawa i zmiany, które zachodzą na świecie pogłębiają ten stan.

Miłość to postawa do siebie, świata, drugiego człowieka i Boga. Można mieć wiele miłości w sobie nie będąc w związku, ale to trudne. Jednak znacznie bardziej skomplikowana i smutna jest sytuacja, gdy jesteśmy w nieodpowiedniej relacji. Wtedy jest najtrudniej o miłość, bo jak kochać świat, gdy ktoś niszczy naszą podstawę – miłość do siebie. Popatrzcie nawet miłość do dzieci jest utrudniona… bo jak mamy wychowywać, gdy sami się nie kochamy i siebie nawzajem. Znacie takich dorosłych (albo sami nimi jesteście), którzy nigdy nie wiedzieli przytulonych rodziców, nie czuli ich wzajemnego szacunku, zaufania, wychowali się bez poczucia bezpieczeństwa jakim jest stabilna rodzina. Dlatego w całych moich rozważaniach o małżeństwie założeniem będzie, że są to dobre i odpowiednio dobrane pary, taka sytuacja prawie idealna (bo nie ma idealnych małżeństw).

Z mojego doświadczenia (dobrego!) wiem, że poważny związek nie odbiera wolności. Jest szansą na rozwój. W takiej sytuacji miłość wzrasta.

Gdy jesteś sam to najczęściej szukasz miłości, partnera. Jeśli jesteś dojrzałym człowiekiem to wiesz, że najpierw trzeba pokochać siebie, aby móc wejść w dobry związek. Wiesz, że jesteś pełnowartościowym i niezależnym człowiekiem i nie szukasz potwierdzenia swojej „fajności” w innej osobie. To jest pierwszy krok w drodze do udanej relacji.

Rozwój w małżeństwie

Spotykasz tą jedyną osobę i wchodzisz w małżeństwo (to w wielkim skrócie). Jeśli to prawdziwa miłość, Twój wybór i wierność decyzji to z każdym dniem kochasz bardziej. Nie szukasz już miłości, bo ją masz i możesz się skupić na pracy nad nią i rozwojem. Małżeństwo nie zabiera niezależności, Twojej osobowości, wolności, ale daje szansę prawdziwego rozwoju bez tych wzlotów i upadków, kolejnych prób z Tindera, poszukiwań. Możesz się skupić na wzroście i jakości relacji, a nie szukaniu. Twoja miłość rozszerza się dalej, przekracza małżeństwo i możesz kochać swoje dzieci, swoich przyjaciół i świat. To najprostsza droga do prawdziwej miłości. Oczywiście w bardzo uproszczonym świecie…

Za tydzień Walentynki – zróbcie sobie prezent, bo jesteście pierwszą osobą, którą macie do kochania! A ja życzę Wam odwagi w wchodzeniu w tylko dobre relacje!

Z wyrazami miłości,

Justyna, która chyba przesadziła z tym coachingiem 😉 😛 albo za dużo gada z mężem, z którym czyta Covey…

wdzięczność

Odrobinki srebra w śniegu… wiecie o czym mówię. Te małe, błyszczące w słońcu odrobinki białego puchu, których nie da się złapać, uchwycić aparatem fotograficznym. Te małe odrobinki szczęścia w codzienności, iskry, dla których warto iść przez dzień.

Mam takie drobinki. Lubię zimę za skrzypiący mróz pod butem, za czerwone, zmarznięte policzki i ciepłą herbatę z termosu. Lubię śmiech moich dzieci, gdy ja marznę na górce, a one pędzą w dół.

Doceniam listopad za to, że pada i nie ma słońca i ja mogę na chwilę przestać działać i puszczam bajkę dzieciom i sama ją oglądam. W końcu nic nie muszę i mogę mieć wyczerpaną baterię, bo jest ona na słońce.

Cieszę się każdym czasem. Najbardziej lubię lato i dlatego tak usilnie wypatruję błyszczących drobinek w jesieni, zimie i wczesnej wiośnie. Szczęście mieszka w takich małych iskierkach i w sercu, które je widzi.

Odrobinki radości w szarej codzienności. Jest ich dużo, jak na śniegu, ale czy Ty je dostrzegasz? Może jesteśmy jak to słońce, które sprawia, że je widać i można się nimi cieszyć.

Życzę Wam w 2022, abyście byli jak promienie słońca i oświetlali sobie te odrobinki.

odrobinki śniegu błyszczące w słońcu
chata górska

Myślę, że to dobry moment na ten wpis, bo pewnie wielu z Was tu trafi w najbliższym czasie z pytaniami. Postaram się odpowiedzieć. Ten mały zamęt w naszym życiu powoduje pewien filmik na Youtubie. Dzień nagrań był wspaniałym i ciekawym doświadczeniem, rozmowy o miłości, rodzinie toczyły się naturalnie i komfortowo. Stres przyszedł później. Krzysztof jest cudownym prowadzącym, o dużej wrażliwości. Myślę, że ma podobne wartości jak my, dlatego tak łatwo się przed nim otworzyć, mimo kamer.

Podstawowe informacje

Trochę już nas znacie, dlatego ta cześć będzie bardziej informacyjna.

Po pierwsze chata jest otwarta w wiosenne, letnie i jesienne weekendy i prawie cały czas w lipcu i sierpniu. Zawsze trzeba dzwonić (Justyna 693 623 036) i sprawdzać czy jesteśmy – lubimy robić sobie wycieczki i czasem mamy inne plany.

Dojazd: samochodem, pociągiem, autobusem do Rytra i dojście czerwonym szlakiem na polanę Kretówki. Ze stacji PKP do przejścia jest 2,5 km, 372 m przewyższenia i zajmuje to ok 1-1,5 godziny. Z parkingu przy tabliczce Popradzki Park Krajobrazowy (trasa na zamek w Rytrze) będzie krócej 1,5 km i 316 m przewyższenia i ok 45 – 60 minut marszu pod górę. Jest stromo :).

Czy do samej chaty da się dojechać autem osobowym? Nie, nawet my pod sam dom nie dojeżdżamy. Da się dojechać autem terenowym prawie pod polanę. Można się z nami umówić i po drodze (np. z zakupów, w niedziele z kościoła) możemy zgarnąć bagaże, dzieci.

Warunki: do dyspozycji gości jest mieszkalne poddasze – 5 miejsca na łóżkach, reszta na podłodze. Staram się przyjmować na raz jedną rodzinę z dziećmi. Z grupami znajomych jest trochę inaczej 🙂 Bywało i 20 osób w chacie.

Mamy jedną łazienkę – jest bieżąca woda (nie zawsze ciepła). W łazience jest dość chłodno – latem to nie przeszkadza.

Kuchnia jest mała, z piecem na drewno, w pełni wyposażona.

Cennik: nie ma

Jest skarbonka sowa, która zbiera na bieżące sprawy (rachunek za prąd, wywóz śmieci) i przyszłościowo na remont. Można do niej coś wrzucić, ale nie trzeba.

W chacie obowiązuje współpraca. Nikt nikogo nie obsługuje, po prostu żyjemy razem przez ten krótki czas dzieląc się czasem, pracą, myślami, radościami i smutkami.

Chata w lesie

Jest to chata w lesie! Mamy tu sarny, leśne mysz (które czasem odwiedzają nas w domu), dziki (my jeszcze nie widzieliśmy), nietoperze i świetliki, podobno zdarzają się niedźwiedzie. Można u nas odpocząć w zieleni i oderwać się od miasta. Warunki są trudniejsze niż w mieście czy na dole na wsi, ale szum drzew, wieczorne koncerty świerszczy to rekompensują.

Jeśli chcesz nas odwiedzać, ale wolisz bardziej komfortowe warunki to blisko nas (20-30 minut) jest schronisko górskie „Chata Cyrla”, gdzie można zjeść najlepsze pierogi z jagnięciną i wypić pyszny ajerkoniak. Gospodarze są bardzo sympatyczni, a schronisko ma klimat. Czasem jest tylko tłoczno.

Zapraszam w sezonie 2022! Do zobaczenia!

miłość

Przepisów na dobre życie jest bardzo wiele, ale chyba nie ma jednego uniwersalnego i niezawodnego. Każde życie jest inne. Historia każdego człowieka jest niezwykła i unikatowa. Gdzieś w środku każdy z nas pragnie tego samego – miłości, akceptacji, szczęścia. Ludzie są różni i jednocześnie tak bardzo podobni. Moje życie wciąż się zmienia i zaczynam dostrzegać, rozumieć. Ostatnio myślałam, że już nic nie napiszę. Wszystko co miało wartość zostało napisane. W związku z nową pracą trochę przyśpieszyłam i zamknęłam wewnętrzne oczy. Powoli wracam do siebie i już wiem jak jest przepis na dobre życie. Nie wiem, ale mam pomysł 😉

Spójność wewnętrzna – życie w zgodzie ze sobą

Czasem zdarza mi się zrobić coś nieopłacalnego… Wiem, że lepiej byłby dla mnie czasem nagiąć rzeczywistość, ale nie umiem. Czasem łatwiej byłoby okłamać siebie samą i nie wstawać rano do dzieci, udać zmęczenie, chorobę, odłożyć ważne sprawy na inny czas. Wiem jednak, że to nie zadziała, bo przepisem na dobre życie jest spójność wewnętrzna. Odkryłam to całkiem niedawno i wyjaśniło mi to wiele spraw. Może łatwiej powiedzieć, że to życie w prawdzie, w zgodzie ze sobą. Twoje czyny powinny być odzwierciadleniem Twoich wartości, paradygmatów i celów. Myślę, że największym problemem są pomylone podstawy, ludzie wciąż się zastanawiają po co i dlaczego żyją. Jak można żyć w zgodzie ze swoją prawdą, skoro się jej nie zna albo po prostu się tego nie definiuje.

Oczywiście jest to trudne. Czasem (a może często) nie wychodzi.

Ja sama wciąż mam problem, żeby usiąść i spisać swoje życiowe zasady. Wiem, że to ważne. Gdzieś w sercu czuje jaką noszę ze sobą prawdę, ale spisanie jej ułatwiło by wiele spraw. Może powinno to być moje adwentowe zadanie.

Życie to prosta sztuka. Jego zasady nie muszą być skomplikowane, jeśli sami je ustalimy. Wiem, że łatwo mi pisać te słowa i czy ja w ogóle mam prawo do wyrażania takich tez. Moje życie zawsze było proste. Gdy było źle trzeba było działać i iść do przodu. Dostałam najlepszy start, jaki można dostać, czyli kochających się rodziców i dom, w którym była miłość. Oczywiście żadna rodzina nie jest idealna i w moim rodzinnym domu też znajdziesz błędy. Mimo pewnych trudności to z domu wyniosłam umiejętność wchodzenia w relację i miłosną postawę do świata. Zastanawiam się czy mogę pisać o sztuce życia, skoro to życie wychodzi mi dobrze. A może życie jest naprawdę proste?

Zostawiam Was z refleksją.

Postawą mojego życia na pewno jest rodzina 😉
miszmasz, wdzięczność

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że pisze książkę – żartuję! A może nie 😉 bo to trochę prześmiewcze. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy piszą w Internecie nagle przerzucają się na papier i to nie zawsze słusznie. Dziś zalewa nas bylejakość…

Teraz na poważnie – mam nadzieje, że moja książka (bajka dla dzieci) nie będzie kolejną „ooo w końcu i ona napisała, ta od bloga. Łeee bleee, o to jej chodziło”. Ja chyba tak reaguje na książki blogerek, a szczególnie tych od sponsorowanych postów i robienia pieniędzy na swoim pisaniu. Dlatego mam taką blokadę. Może nie potrzebnie, bo po pierwsze nie jestem zupełnie znana i jeśli piszę to dla siebie i chyba z mają bajką jest podobnie (przyznam się, że jest tu finansowe drugie dno i chce, żeby bajka na coś zarobiła – życie po prostu). Nie o tym miałam pisać, bo to wciąż we mnie dojrzewa – bajka leży w szufladzie i czeka na mnie.

W życiu każdego blogera przychodzi czas, że nie pisze. Wydało mi się, że nigdy mi się to nie zdarzy. A jednak, ostatni wpis jest z 6 września, a poprzedni z lipca, z marca… Oj, chyba nie mam już o czym pisać. Życie mnie pochłonęło i pędzący czas. Ostatnio w moim życiu wydarzyło się wiele spraw. Zaliczę je do kategorii: nigdy.

Nigdy nie mów nigdy

Wiele razy Tomek namawiał mnie do połączenie jego umiejętności z moimi, żebym jednak się trochę pogodziła z robotyką i automatyką. Moja rekcja zawsze była jedna: nigdy. Tego nie da się zrobić, bo ja lubię przyrodę, świeże powietrze, prace manualne… A teraz jestem Panią od robotyki (he he) i to też wyszło przez przypadek. Szukając pracy wysłałam CV na instruktora zajęć pozalekcyjnych, oczywiście omijając wszelkie ogłoszenia o zajęciach z robotyki. W miłej rozmowie telefonicznej, kiedy już większość spraw było ustalonych, zadałam pytanie: a co to właściwie za zajęcia? Zgodziłam się.

Uczę też geografii zdalnie. Własnie dlatego nie chciałam ostatnio iść do oświaty, żeby nie uczestniczyć w tej farsie jaką jest zdalna szkoła. Nie poszłam, ale zostałam nauczycielem geografii dla dzieci w domowej edukacji i uczniów, którzy mieszkają poza granicami kraju, ale chcą się uczyć w polskiej szkole.

Do tego całego zamieszania doszło jeszcze jedno nigdy, chociaż sama na nie zasłużyłam… Mam taki jedyny serial na YouTubie, który oglądam, bo podoba mi się i uważam, że jest wartościowy, ale o tym już pisałam. Coś i ktoś mnie podkusił, żeby zgłosić się do drugiego sezonu, mimo tego, że nigdy nie chciałam wystąpić na YouTubie czy w telewizji. Myślę, że zrobiłam to, bo raczej nie wierzyłam, że nas wybiorą. Krzysiek zadzwonił w środę wieczorem, że w sobotę przyjeżdżają nakręcać odcinek. Szybka rozmowa z Tomkiem (nie widział, że wysłałam zgłoszenie), zmiana planów, zero przygotowania i będziemy wstępować w Internecie.

My z fantastyczną ekipą z „Rodzina jest super”

Życie wciąż nas zaskakuje

Wydaje się, że popadliśmy już w rutynę. Dni są takie same, tygodnie też i czas płynie i nic już się nie wydarzy. Może mamy szczęście, że w naszym życiu ciągle się coś dzieje. Potrafimy też zauważać, spostrzegać drobne wydarzenia i jesteśmy otwarci na zmiany, przygody. Teraz np. opiekujemy się psem, co też jest dla nas niezwykłe. Życie jest pełne niespodzianek.

Życzę Wam dobrych zmian i możliwości pokonywania Waszych nigdy!

miłość, wdzięczność

Mam wrażenie, że nie zdążyłam nacieszyć się latem i czasem w lesie. Tak bardzo szybko minął mi ten czas. Życie pędzi i nie wiem czyja to sprawka… pewnie tak już jest. Dobre lata lecą. To smutne chwile się dłużą – chociaż na nie mam swój sposób – po prostu wiem, że miną i patrzę do przodu.

W ostatnich latach nauczyłam się nie czekać i cieszyć każdą chwilą w każdym czasie. Polubiłam nawet szare jesienne dni, bo i one szybko przemijają. Przy przemeblowaniu pokoju w chacie odsłoniłam obrazek ze Św. Janem Pawłem II i napisem „Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens” i się zadumałam. Właśnie ten lecący czas nauczył mnie radości z danej chwili. Uczę się doceniać deszczową pogodę, zimę. Cały czas nad tym pracuję, bo czasem jak zła pogoda zepsuje mi plany to się denerwuję, więc nie jestem w tym idealna (i pewnie nigdy nie będę). Są momenty, gdy się zatrzymuję i daję życiu przemijać tak po prostu. Nie robię wtedy wielkich rzeczy, ale patrzę na dzieci na placu zabaw, siedzę na przełęczy w słońcu, jadę na rowerze. Wpadam wtedy w melancholię i zastanawiam się, gdzie jest sens mojego życia… że może powinnam coś robić, a nie gapić się w liścia ;).

Miłość, której czas nie zatrzymał

Jutro mamy z Tomkiem 8 rocznicę ślubu. Trudno mi uwierzyć, że to już tyle czasu. Nie pamiętam też swojego życia przed Tomkiem. Wydaje mi się, że zawsze był. Podobnie z dziećmi. Już się przyzwyczaiłam do swojego męża, jest moim najlepszym kumplem… ale wiem też, że to miłość. Czasem na niego patrzę i nie jest już moim „psiapsiłem” tylko mężczyzną, którym się zachwycam i serce bije mi szybciej. Mogę z nim przejść 30 km w Beskidzie Sądeckim, siedzieć na placu zabawa i pilnować dzieci, pić wódkę i iść tańczyć. Dobrze mi! Mogę też się z nim czasem pokłócić (albo nie mogę: to ja się kłócę, a on nie), zirytować na niego. To normalne życie, bez wazeliny. Niech to życie trwa i przemija!

Dziękuję Tomkowi za to, że jest! Życzę nam, aby ten nasz czas mijał w swoim tempie i nadawał miłości jeszcze większy sens i żar ❤❤❤❤❤❤❤❤

czas miłości

ludzie, miłość, wdzięczność

Chata to takie miejsce, które sprzyja spotkaniom… takim prawdziwym i bliskim, nawet jeśli znasz kogoś od kilku godzin. Zadaję sobie pytanie czy to kwestia miejsca i sytuacji, czy ludzi… bo ja lubię ludzi i rozmowy, a i tu trafiają specyficzne osoby. Myślę, że są to ludzie odważni, często poszukujący i pasujący do natury, gór, Pałoszówki i do mnie. Opowiadacie mi wiele rzeczy, a ja potem myślę o Was. Nie dzwonię, nie piszę na FB, czasem długo się nie odzywam, ale jestem gdzieś na polanie, w drewnianej chacie, a jesienią i zimą ugoszczę w mieście. Czasem czekam na telefon i jakiś znak od Ciebie. Dobrze jest mieć mnie w lesie, a czasem w innym miejscu. Może najlepsze rzeczy dzieją się spontanicznie i przez przypadek?

zaduma nad pięknem świata
Iskra życia

Chciałam Wam napisać o tym, że w dzisiejszym świecie wmawia nam się, że mamy być niewidomo jacy, wielcy, niepowtarzalni i wyraziści. Czasem szukamy tego szczęścia bardzo długo i idąc krętą drogą nigdy go nie znajdujemy. Nie spełniamy się, bo jesteśmy zwyczajni. Człowiek jest piękny sam w sobie. Może pod jednym warunkiem, że jest dobry… ale ja nie poznałam jeszcze złego człowieka. Czasem zdarza się, że ktoś zrobi coś złego, nawet bardzo, ale to czyny są złe, a nie ludzie i często wynikają z bardzo skomplikowanych zawiłości życia, których osoby z zewnątrz nie są w stanie zrozumieć…

Zaduma nad pustką

Czujemy pustkę… czasem ta pustka jest ogromna. Jest to wielka dziura naszych niezdobytych awansów, nieodbytych podróży, niespełnionych i wyidealizowanych miłości, pięknych i sztucznych zdjęć z Internetu, nierzuconych kilogramów, zbyt dużych oczekiwań i aspiracji. A czasem wystarczy po prostu być i akceptować i dziękować za życie takie jakie jest. Wtedy pustka jest mała. Ona zawsze będzie. Trzeba się z nią zaprzyjaźnić. Gdy zaakceptujemy tą otchłań naszego serca okaże się, że obok jest skarb – iskra naszego życia. Jest to właśnie to czego tak intensywnie szukamy – szczęście. Takie szczęście, które nie jest wynikiem kolejnego tysiąca na koncie, większego mieszkania, lepszego auta, ale ono tam jest bez względu na wszystko. Jest to zwykła radość życia – szum drzew, promienie słońca na twarzy, uśmiech drugiego człowieka, wieczorna zaduma w lesie.

zaduma, promienie słońca, ręce

Idę na taras patrzeć w nocne niebo i cieszyć się swoją pustką i skarbem, który jest zaraz przy niej… Życzę Wam tego samego! Nie szukajcie za daleko. Czekam na Ciebie!

spacer, zaduma
Do zobaczenia!