miszmasz

Szpital to też rozmowy o życiu, chorobie, sensie i rzeczach mniej ważnych. Czasem dyskusja dotyczy gór. Podczas ostatnich dni dużo było słów, opowiadań i padło pytanie o to czy jeździmy w góry dalej i wyżej. Dziwna odpowiedz przyszła mi do głowy – nie, bo nie potrzebuję mierzyć się ze sobą. Tu mam swoje Himalaje. Naszły mnie myśli o szpitalu i górach…

Ostatnio ciężko mi było wytrzymać w mieście, oglądałam zdjęcia znajomych z gór i dostawałam „pierdolca” (przepraszam za wyrażenie, ale ono najlepiej odzwierciedla moje uczucia). W tym tygodniu przyszło mi się zmierzyć z pobytem w szpitalu.

Trudno być bohaterem dnia codziennego …

Nie muszę jechać na 5 000 m n.p.m., aby walczyć z samą sobą, ze swoim lękiem i słabością. Wystarczy mi pobyt w szpitalu. Pamiętam jak Hania leżała na Intensywnej Terapii i każdego dnia musiałam walczyć ze swoim rozczarowaniem i bólem, tak aby ona tego nie czuła. Leżąc na szpitalnej podłodze podczas ciężkiej nocy z poniedziałek na wtorek, kiedy Hania zaraz po zabiegu źle oddychała, ja musiałam się mierzyć ze swoim lękiem i zmęczeniem.

Jak bardzo trudno jest walczyć ze swoimi słabościami na dole, w domu… Człowiek ma tendencję do poddawania się. Łatwo o to w codzienności. Konsekwencje nie wydają się duże albo nie są od razu odczuwalne… W wysokich górach, w dżungli jak się poddasz to zginiesz od razu.

Pewnie zastanawiacie się o jakie słabości chodzi. W górach czy w dzikiej naturze to jest jasne – walczę ze zmęczeniem, ze swoimi ograniczeniami fizycznymi, ze strachem, głodem i zimnem lub upałem… Tu na dole trzeba walczyć ze wszystkim od czego uciekają wielcy wspinacze w Himalaje, niesamowici podróżnicy nad Amazonkę  i traperzy z plecakiem na Alaskę. Tu trzeba przeciwstawić się nudzie, codzienności, zniechęceniu, chęci narzekania na nieciekawe życie. Trudno jest być szczęśliwym zmywając naczynia, jadąc autobusem do pracy czy robiąc zakupy.

Teraz pomyśl, że ktoś nie może zmywać naczyń, gotować dla swojego dziecka, chodzić z dzieckiem na spacer do parku.

Szpital to taki wstrząs, jakby Bóg wziął Cię i potrząsał krzycząc: „Człowieku ocknij się, otwórz oczy. Zobacz ile masz i już nigdy nie narzekaj. Bądź szczęśliwy!”.

Właśnie to przeżyłam w środę, gdy na naszą salę przyjechała Amelka – dziewczynka pół roku starsza od Hani. Amelka jest chora, ma nowotwór i nie ma włosów i na razie nie wstaje z łóżka. Jest w szpitalu od 1 czerwca. Pojechałam do domu i płakałam… Wiemy, że szpitale pełne są takich dzieci, ale nie czujemy tego. Nie chcemy tego widzieć. Rozumiem to, bo znowu zaszkliły mi się oczy jak o tym piszę. Każdy widzi tylko czubek swojego nosa i swoje problemy. Trzeba doceniać swoje życie i zwykły dzień. Nie wolno nam pocieszać się tym, że inni mają gorzej, ale czasem trzeba popatrzeć szerzej. Jest mi teraz strasznie głupio, że byłam zła, że czekam z głodną Hanką 6 godzin na zabieg, bo może właśnie wtedy komuś ratowali życie. Jest mi głupio, że wkurzałam się, że chcą nas w szpitalu przetrzymać dzień dużej.

Mama Amelki i sama Amelka jest dla mnie większa od Wielickiego, Czerwińskiej, Pałkiewicza, Pawlikowskiej razem wziętych… W tej sytuacji ośmiotysięcznikiem, Syberią, dziką wyspą jest każdy dzień walki z rakiem. Tylko tu zamiast promieni słońca, wiatru smagającego twarz jest klimatyzacja i biała, szpitalna ściana. Zamiast zdobycia szczytu, zobaczenia nowego miejsca jest po prostu życie samo w sobie.

Beskid Sądecki, miejsca

Zawsze marzyłam o chyży w Beskidzie Niskim.
BESKID NISKI

Beskid Niski to moja największa górska miłość! To taki romantyczny kochanek z gitarą, z głową zawsze w chmurach/ górach, bez pracy, bo pieniądze się dla niego nie liczą … opowiada o Łemkach i cerkwiach. To taki wrażliwy łobuz, którego kobiety lubią najbardziej. Zawsze wypad w Beskid Niski był dla mnie trochę trudny – raczej stopem albo dojazd do większego miasta i na piechotę. Trzeba zabrać namiot i zapas jedzenia, bo nie wiem czy znajdę sklep (teraz to już się trochę zmieniło). Kolejny największy problem było szukanie towarzystwa, bo często na moją propozycję wędrówki spotykałam się z : „Beskid Niski, ale co to? To nie góry, nisko i daleko i są tam niedźwiedzie”.

Wrzesień 2008, Beskid Niski, zajęcia terenowe

Dlatego częściej wybierałam swojego wiernego przyjaciela, który ma na imię Turbacz. To taki druh z dzieciństwa – zawsze jest, gdy potrzebujesz pożyczyć zeszyt i dzwoni z życzeniami urodzinowymi. Może nawet po cichu do Ciebie wzdycha, ale jesteście jak to mówi teraz młodzież we „friend zona”. Przez Turbacz poznałam swojego męża 🙂 na pierwszym wyjeździe kursu przewodników. Gorce zawsze będą moim przyjacielem i regularnie do nich wracam, ale na chwilę. Tak jak ten przyjaciel z dzieciństwa, który zadzwoni raz w roku na kilka minut.

Gorce, wrzesień 2009, z Grażyną i Patrykiem, fot. Patryk B.

Beskid Sądecki

To dojrzała miłość, która kończy się małżeństwem. Kobiety tak mają, a może i mężczyźni. W młodości szukamy przygód. Dziewczyny wzdychają do niegrzecznych chłopców, romantycznych gitarzystów, zapatrzonych w sobie narcyzów, wiecznie młodych Piotrusiów Panów… a chłopcy oglądają się za nieporadnymi dziewuszkami, wow blondynkami. Po latach, gdy już uda nam się dojrzeć, szukamy kogoś stabilnego, wiernego, bezpiecznego, silnego i zaradnego. Życie z takim człowiekiem nie jest nudne, jest spokojne i pełne szczęścia. Taki jest dla mnie Beskid Sądecki – dobrze znany nie tylko mi, dostępny. Posiada rozwiniętą bazę turystyczną. Jest interesujący. To taki przystojny prawnik wśród kandydatów na męża – rozsądny wybór i dojrzała miłość ludzi, którzy wiedzą czego chcą.

Radziejowa, 30.09.2017

Zawsze będę wracać w Beskid Niski to taka szalona część mnie… Dobrze, że nie sprawdza się to w miłości ufff – do pierwszych miłostek nie wracam. Gorce zawsze będą na mnie czekać! A Beskid Sądecki to mój drugi dom, który za kilka lat będzie jedynym domem :).

To taki listopadowy post, który powstał z tęsknoty za górami!!

 

miłość

Szczęście – z jeden strony temat banalny, a z drugiej sprawa, którą od wieków spędzała sen z powiek filozofom…

Każdy ma swoją definicję szczęścia. Ja też i w moim pojęciu szczęścia mieści się bardzo wiele i dla każdego pod tym słowem kryje się coś innego.

Szczęście to po prostu życie zgodnie ze swoim powołaniem.

Wydaje się bardzo proste, ale nie jest. Niestety wielu ludzi nie zna swojego powołania i błąka się wciąż szukając. Nie wiem dlaczego jedni znajdują swoją drogę szybciej, a inni wolnej, a jeszcze inni wcale. Ja od bardzo, bardzo dawna wiedziałam, że chce być żoną… droga była kręta i nie było łatwo. Jednak jak po wszystkim spotkałam Tomka to wiedziałam, że chce być żoną Tomka. Na ślubie nie miałam wątpliwości (chociaż byliśmy razem 5 miesięcy i nie znaliśmy się roku), bo byłam świadoma swojego powołania. Z faktu bycia żoną wynikają kolejne role – matki, gospodyni itd… Ja jako żona jestem najważniejsza, później jako matka… Moje szczęście to małżeństwo. Trzeba zaakceptować to, że każdy ma inne powołanie i inne szczęście. Niektórzy realizują się kompletnie w macierzyństwie, inni w kapłaństwie (ku mojemu zaskoczeniu poznałam kiedyś zakonnice, która była naprawdę szczęśliwa), a niektórzy w samotnym zdobywaniu ośmiotysięczników… Są ludzie, którzy całe swoje szczęście odnajdują w pracy i wykonują swój zawód z powołania.

Oczywiście to się wszystko łączy ze sobą. Ja jestem żoną, ale uwielbiam też swoją pracę – warsztaty, wycieczki i to również jest moje powołanie nr 3 🙂 (liczę, że bycie żona to nr 1, mamą nr 2). Ta numeracja jest istotna bo np. teraz poświęcam się w całości nr 1 i 2, ale na 3 przyjdzie pora!! 🙂 Nr 4 to mieszkanie w górach. Realizacja tych powołań sprawi, że umrę z uśmiechem na twarzy 🙂 … bo szczęśliwa jestem od momentu spełnienia się 1 i teraz ze spokojem idę dalej.

W ten jesienny czas życzę Wam, abyście zawsze wiedzieli, która ścieżka jest Wasza i jej pilnowali. Szczęście to poczucie spokoju, że wszystko jest zgodne z Bożym Planem. Wierze, że powołanie daje Bóg. Może to jest klucz to tego, że niektórzy wiedzą od razu, a inni szukają wiele lat?

 

chata, miszmasz

Droga do domu to jedna z tych rzeczy, która spędza mi sen z powiek. Dom w górach to piękna i trudna sprawa. Jest wiele rzeczy, o których normalnie w mieście się nie myśli, a są to kwestie kluczowe.

Hanka na leśnej drodze, którą można dojechać do przełęczy…

Na razie do chaty wystarczy nam ścieżka.

Przetrwaliśmy wnoszenie Hanki i całego osprzętu rurkowego i jedzenia i różnych rzeczy… teraz jest trochę łatwiej, bo w chacie są zapasy i odpadł nam sprzęt medyczny. Teraz lubię to wchodzenia (zawsze lubiłam) i zawsze cieszę się, że to na zdrowie, ale to nie wystarczy. W przyszłości konieczne będzie wywożenie materiałów budowlanych (mam nadzieję), a jeszcze w dalszej przyszłości – gości… Marzę też o tym, żeby pokazać chatę osobą, które nie dadzą rady wejść na górę np. mojej babci.

Droga to po prostu super miejsce do zabawy… i nigdzie nie potrzeba chodzić…

Wiele rzeczy w moim życiu po prostu dzieje się, trudne sprawy same znajdują rozwiązanie. Bóg otwiera drzwi, a jak trzeba to i okna i pomaga mi podążać zgodnie z moim powołaniem. Liczę, że z wieloma rzeczami związanymi z chatą tak będzie. Sprawy, które teraz mnie przerastają, będą z czasem coraz łatwiejsze… Może droga też sama się znajdzie 🙂 a może to złudna nadzieja – leśnicy zaczęli przygotowywać drogę zaraz koło chaty do ściągania drzewa… – na razie to błotna ściana rozpaczy, ale plany są wielkie :)… Czas pokaże i może kwestia dojazdu będzie potrzebowała tylko trochę naszej pomocy i zaangażowania.

Nie jest tak, że tylko biernie czekam… bardziej określiłabym to jako aktywne czekania. Poszłam na studia, które są zgodne z moimi zainteresowaniami i tym, co chce oferować kiedyś w Pałoszówce i pomogą mi w kwestiach rolniczych (już nie będę się zastanawiając kiedy się kosi łąkę). Czekamy zbierając pieniążki na realizację planów, które przybliżą nas do sielskiego życia w górach za x lat … Droga do celu jest kręta, a nie chce iść przez kredyty, pożyczki, a potem w konsekwencji przez turystów-klientów, którzy są potrzebni do spłaty raty. Zrobię to później, ale z gośćmi i tym co chciałabym robić z nimi :)… (zioła, warsztaty, seanse saunowe, kąpiele w bali …). Czekamy i obserwujemy co przynosi nam życie.

A przyniosło już wiele dobrego !!! 🙂