chatkowe SPA

Moje ostatnie kosmetyczne odkrycie to kule musujące do kąpieli, nie tylko kule – wszystko zależy od formy. Przygotowuje się na kolejne warsztaty, więc opiszę musujące cuda  na blogu. Może Was zmotywuję, ale niekoniecznie. Obiecuję za to, że będzie taki wyjazd do chaty, na którym będziemy robić naturalne kosmetyki, które najlepiej właśnie wychodzą w grupie. Ciężko się za to zabrać samemu, chociaż jak złapię się zajawkę to można robić i robić.

MUSUJĄCE KULE

Co nam będzie potrzebne:

  • soda oczyszczona – o właściwościach sody nie będę pisać, bo to temat na osobny wpis i napisano już o tym bardzo dużo – soda jako peeling, pasta do zębów, antyperspirant, do kąpieli, jako mydło do rąk… i do naszych kulek, którym doda właściwości myjące, łagodzące, zmiękczy i wygładzi skórę.
  • kwasek cytrynowy – znamy go z kuchni i mało kto wie, że można go użyć w kosmetyce np. jako peeling (jest bardzo skuteczny, ale ostry – sprawdziłam na sobie – skóra piecze i trzeba uważać na oczy, ale potem skóra jest gładka i jasna) i do kulek, bo w połączaniu z sodą musuje 🙂 ma też właściwości bakteriobójcze.
  • mleko w proszku – podobno Kleopatra kąpała się w mleku, więc czemu my miałybyśmy tego nie robić?
  • skrobia ziemniaczana – dodajemy ją do kulek, bo dzięki niej kulki chociaż trochę unoszą się w wodzie. Ma też swoje zastosowanie w kosmetyce – podobno jako puder z cynamonem (rzadko używam pudru, więc nie sprawdzałam tego zastosowania, ale spróbuje) i działa nawilżająco na włosy.
  • olej kokosowym (można też dodać oliwę z oliwek, masło shea, inne oleje) – nawilża, odżywia i jest elementem płynnym, który spaja suche składniki
  • zapach: olejek eteryczny
  • kolor: może być barwnik spożywczy, ale ja mam lepszy pomysł i używam buraka w proszku (różowe kule) i młodego jęczmienia (zielone kule), można jeszcze dać przyprawę do piernika, kakao, kurkumę (pamiętajmy, że woda w kąpieli zafarbuje się nam na dany kolor i wanna niestety też)
  • ew. dodatki: suszone zioła – możemy się kąpać w lawendzie, nagietku, ja dodaje też czasami pyłek kwiatowy
  • możemy też dodać miód, sole np. himalajską – ogranicza nas jedynie wyobraźnia

Ponad to:

  • miska do mieszania składników
  • rękawiczki (kwasek cytrynowy może spowodować pieczenia przy popękanej skórze, ranach), bo miesza i lepi się najlepiej rękami
  • formy do kulek lub inne (ja używam sylikonowych lub takich plastikowych kulek do decoupage), można też lepić kształty w rękach

Do dzieła!

Po prosty wszystko mieszamy 🙂

Dobrze, pośpieszyłam się…

soda oczyszczona 2:1 kwasek cytrynowy i to jest najważniejsze… bo wszystko inne dodaję na oko i najczęściej to jest: szklanka sody, pół szklanki kwasku, 2 łyżki skrobi, 2 łyżki mleka w proszku, burak czy inny barwnik i olejek zapachowy dodajemy tak jak nam pasuje, czyli jaką intensywność koloru i zapachu chcemy uzyskać. Mieszam sypkie składniki i dodaję oleju kokosowego tyle, aby uzyskać konsystencje mokrego piasku. Sypkie dodatki dodaję na końcu i to najczęściej bezpośrednio do formy, żeby było je ładnie widać. Ugniatam masę w formach i czekam aż stwardnieje (zimą można na chwilę dać na balkon, latem do lodówki). Wyciągam kule i pakuję w folię spożywczą (mało ekologicznie, może przerzucę się na papierowe torebki).

Taką kulę lub inny kształt wrzucam Hani do kąpieli i naprawdę wolę to od różnych płynów dla dzieci (tak chętnie ostatnio reklamowanych na mamowych blogach – Nivea rzucił mamom nowe gratisy), bo mam pewność w czym moje dziecko się kąpię. Sama też czasem próbuje się zrelaksować w naszej małej wannie z musującą kulą. Skóra po takiej kąpieli nie potrzebuje już żadnego balsamu :).

Jeszcze jeden plus takiej robionej kuli to cena. Sprawdzicie sobie ceny gotowych kul do kąpieli na internecie. Za te kilkanaście złotych, które muszę dać za jeden gotowy produkt, w domu zrobię sobie naście takich kulek i ile mam przy tym radości i wiem co ładuję do swojej kuli.

kula z lawendą, barwiona burakiem
kula z pyłkiem kwiatowym, barwiona młodym jęczmieniem
domowa produkcja kul i kwiatów, motyli – wszystko zależy od formy, którą wybierzemy

Namawiam do domowej produkcji kul – super zajęcie na długie, zimowe wieczory!

 

 

 

chatkowe SPA

Ostatnio bardzo się zajawiłam na robienie swoich kosmetyków, a jeszcze bardziej na robienie tego razem z kimś 🙂 – czasem mam okazję poprowadzić różne warsztaty. Postanowiłam czasem z Wami się podzielić tym co robię (ma to też cel promocyjny i ułatwiający, bo zawsze mogę uczestników takich warsztatów odesłać na bloga). Mydełka glicerynowe są najprostsze, a ich robienie daje dużo radości i już w środę będziemy się bawić i eksperymentować z nimi. Dzięki takiemu wpisowi sama mogę sobie usystematyzować wiedzę.  Wpis będzie więc dla mnie :), a może trafią na niego mydełkowi eksperci i zwrócą mi na coś uwagę. Zapraszam!

MYDEŁKA GLICERYNOWE

PODSTAWA: baza glicerynowa (ja kupuje w różnych sklepach internetowych, ale chyba najbardziej lubię tą z Ecoflores – mają też bogaty asortyment dodatków)

DODATKI: ogranicza nas jedynie wyobraźnia i baza, która przy za dużej ilości dodatków mogłaby zmienić teksturę i konsystencję. Polecamy dodawać do 5% składników (jeśli nie zależy nam na twardości mydła można zwiększyć tą ilość do 10%)

GLICERYNA – bezbarwna, oleista ciecz o słodkawym zapachu, jej głównym źródłem są tłuszcze pochodzenia roślinnego. Jest higroskopijna, czyli posiada zdolność wiązania i zatrzymywania wody. Ma właściwości nawilżające, natłuszczające i zmiękczające. Stosuje się ją w kosmetyce, przemyśle spożywczym (np. do słodzenia syropów na kaszel czy likierów), medycynie i w przemyśle technicznym.

PRZEPIS NA MYDŁO GLICERYNOWE

Potrzebne nam będzie:

– baza glicerynowa

– dodatki odżywcze: olejki roślinne (np. avocado, olej kokosowy, oliwa z oliwek) masła roślinne (np. shea, kakaowe), miód, wyciągi ziołowe, witaminy (np. E)

– dodatki peelingujące: kawa, peeling z czarnuszki, nasion, glinki, płatki owsiane, mak, wiórki kokosowe

– zapach: olejki eteryczne

– kolor: barwniki spożywcze, przyprawy np. kurkuma, kakao, sproszkowany burak, młody jęczmień

– inne: suszone zioła np. lawenda, mięta, nagietek, tymianek, w takim mydle można też zatopić ziarna kawy, plasterek cytryny (zachęcamy do eksperymentów i zabawy)

– alkohol wysokoprocentowy do spryskania mydła

– formy do mydeł (najlepsze są sylikonowe)

Ponad to:

– ostry nóż do pokrojenia bazy, deska

– garnek do roztopienie bazy (lub garnek i miseczka do kąpieli wodnej)

– drewniany patyczek do mieszkania składników

i do dzieła!

1. Pokrojoną na małe kawałki bazę glicerynową topimy:

– w mikrofali

– w kąpieli wodnej

2. Do forem wsypujemy stałe składniki naszego mydła.

3. Zalewamy suche składniki bazą glicerynową (wcześniej można do bazy dodać składniki ciekłe, ale ja lubię robić różne mydełka naraz, dlatego robię to po wlaniu bazy do foremek).

4. Dodajemy substancje ciekłe – olejki, barwnik.

5. Mieszamy i czekamy aż mydło nam stwardnieje.

6. Wyciągamy mydełko z formy i cieszymy się swoim kosmetycznym wyrobem :).

Moje mydła – gwiazdowe prezenty, czyli kakao i piernik 🙂

ludzie

Miało być o pechowej 13, ale zaczynając pisać wróciłam do czasów 10 lat temu…

Dziś piątek – 13 stycznia 2016, więc skorzystam z okazji i złożę Anecie życzenia z okazji okrągłych urodzin: Aneta, życzę Ci abyś każdego dnia swojego życia czułą, że to co robisz jest tym do czego zostałaś stworzona, abyś była szczęśliwa, a powodem tego szczęścia było po prostu życie! Czy Ty wiesz, że poznałyśmy się już ponad 10 lat temu?

Właśnie przeglądam nasze zdjęcia i dużo tego było… już zapomniałam ile razem przeżyłyśmy. Wspólne wspominania pokrył kurz dnia codziennego, w którym każda ma swoje życie, swoje sprawy i teraz widujemy się kilka razy w roku. Mam kilka takich bliskich koleżanek, z którymi łączy mnie wspólna przeszłość i kilka rozmów i chwil w teraźniejszości. Te osoby zawsze są w moim sercu i wiem, że żadna z nich nie zdziwi się jak zadzwonię po miesiącach nieodzywania.

Z Anetą, która ma dziś urodziny – terenówki, 1 rok studiów, 06.2007 r. – Karkonosze
Beskid Żywicki – wyjazd sylwestrowy do Zawoi, chyba 2006/2007
Moje 21 urodziny, Klub Kulturalny
Z Judytą, Krynica Zdrój – 2007

To było 10 lat temu… i teraz rzeczywiście mi się udzieliło i poczułam, że 30 lat to nie żarty. Podobno jesteśmy dorosłe, a ja wciąż czuje się taka sama – młoda, pełna energii.

Wpis miał być dziś o czymś innym, musiałam nawet zmienić tytuł. Przez to oglądanie zdjęć zrobiło mi się na sercu ciepło i trochę smutno, tęskno. Studia to przedłużenie dzieciństwa, podczas którego możesz już robić to co dorośli – sam decydujesz o sobie, możesz sobie legalnie zarobić na swoje przyjemności, jechać gdzie chcesz, a jednak jeszcze nie musisz sam się utrzymywać, płacić rachunków (nie w każdym przypadku, ale piszę o sobie) i nie musisz jeszcze wiedzieć kim będziesz. Możesz być jeszcze nieodpowiedzialnym, popełniać błędy młodości i bawić się bezkarnie.

Co się stało, że z tego wyrosłam? Że już nie jadę gdzie chce, nie imprezuje do nocy, baaa nawet wyjście na piwo zdarza mi się raz na pół roku. To nie koniec studiów, to nie dorosłe życie, to bycie matką zmieniło mój sposób spędzania wolnego czasu i całego życia. A jak zmieniło? To nie na dziś, bo dziś jestem myślami na studiach :).

 

chata, ludzie

Zapowiada się piękny weekend i cudowny Sylwester – pomyślałam rano w piątek. Z oczywistym opóźnieniem opuściliśmy Kraków i pojechaliśmy moją ulubioną trasą przez Mszanę, Lubomierz w stronę Pałoszówki na sylwestra. Do góry podejście okazało się najłatwiejsze w tym roku – może to dlatego, że w Krakowie ciężko się oddycha, a tu można zaczerpnąć powietrza pełną piersią. Mimo świątecznego rozleniwienia podejście było bardzo miłe (widziałam, że kiedyś to poczuje).

Rozgrzaliśmy chatę i czekaliśmy… wieczorem przeszedł Tomek z Weroniką, a w nocy przyjechała reszta i zakupy (które cały czas były na dole, na szczęście od śmierci głodowej uratował nas makaron, który był w chacie).

Taka rozgrzana i przytulna chata czeka na strudzonych wędrowców, którzy przyjechali aż z Gdańska
Taka rozgrzana i przytulna chata czeka na strudzonych wędrowców, którzy przyjechali aż z Gdańska…
noc-na-przeleczy
noc z 30 na 31 grudnia… taki widok przywitał gości po wyjściu z auta
Rozgwieżdżone niebo nad chatą
Rozgwieżdżone niebo nad chatą
Sobota minęła bardzo ciekawie…

Uwielbiam przebywać w towarzystwie, które coś robi, jest aktywne. Zamiast zacząć imprezę sylwestrową o 10 rano poszliśmy na spacer na Makowicę po księdza, który co roku 31 grudnia po kolędzie odwiedza Makowicę i Kretówki. Po czym wszyscy w salonie przyjęliśmy księdza i razem pokolędowaliśmy. To była najmilsza kolęda w moim życiu: śpiew, ogień w kominie, promienia słońca, kot w oknie i bardzo wesoły ksiądz – proboszcz z Rytra.

Dzień bez wyjścia na przełęcz to dzień stracony.
Dzień bez wyjścia na przełęcz to dzień stracony.
Wracamy z Makowicy
Wracamy z Makowicy.

Po kolędzie przeszedł czas na grę terenową, dekorowanie chaty i przygotowania do imprezy sylwestrowej. Wieczór zaczęliśmy od emocjonującej loterii sylwestrowej, a niektórzy skończyli go rosłem o 6 rano w Nowy Rok. 2016 rok pożegnaliśmy na przełęczy śpiewając Te Deum i zrobiło się  bardzo uroczyście. Cieszę się, że wysławiając Boga mogłam pożegnać ten wspaniały rok i przywitać 2017 z nadzieją na jeszcze lepsze i piękniejsze niespodzianki od Niego i ludzi nas otaczających.

Ja i Tomasz przy ognisku.
Ja i Tomasz przy ognisku.
Najjaśniejsza noc na przełęczy, 00.00 - 1.01.2017
Najjaśniejsza noc na przełęczy, 00.00 – 1.01.2017

Nowy Rok zaczął się piękną niedzielą, dojadaniem resztek z imprezy, spacerem przez las do samochodu i dla nas powrotem do miasta. Szkoda było wracać, ale wiem, że jeszcze przed nami dużo takich dobrych chwil. Dziękuję wszystkim za wspaniały czas! Życzę Wam, aby Nowy Rok przyniósł realizację marzeń, pomysły na nowe marzenia i miłość, bo ona nakręca nas do życia i daje siłę, by wierzyć i zdobywać wyznaczone szczyty – cele.

Więcej zdjęć znajdziecie na FB.