miszmasz

KOBIETA W LESIE, czyli o survivalu i kobiecości cz. 2

Dziś Dzień Kobiet, więc należy napisać coś dla Pań, o Paniach…
Temat wybrałam już tydzień temu i pozornie nie łączy się on z Kobietami, a może jednak?
Myślę, że my kobiety do perfekcji opanowałyśmy sztukę survivalu. Dla mnie jest to umiejętność życia pełną parą, przez wielkie Ż. Nie znam mężczyzny, który opiekuje się dzieckiem, robi obiad, pisze maile, dzwoni i przygotowuje coś do pracy, gada z koleżanką. Kobieta łączy to wszystko i na koniec pijać kawę mówi do męża, który wrócił zmęczony z pracy, że w sumie nic takiego nie zrobiła.
Mój survival jest bardzo kobiecy. Nie jest to tylko rozpalanie ognia i hasanie z mapą i nożem, skubanie kory itp.. To dobre, pozytywne radzenie sobie w każdej sytuacji. Przyznam jednak, że tego nauczył mnie męski survival – zdobywanie szczytów, dźwiganie plecaka, spanie w lesie. Skoro dałam sobie radę i przetrwałam noc w dziczy to dam radę wejść na rozmowę kwalifikacyjną, zawalczyć o swoje dziecko w szpitalu, zrobić obiad z niczego…
To właśnie łączy survival z kobiecością. Sztuka przerwania w trudnych warunkach uczy nas dobrego przeżycia tych bardziej kobiecych, codziennych spraw.
Kobiecość nigdy nie istnieje bez męskości. W swoim życiu przeżyłam kompletny upadek kobiecości i nie uratował mnie survival, a może troszkę, ale mój mąż. Można być 100% kobietą w czerwonym polarze przewodnickim, butach trekingowych i bez makijażu… Ja zawsze jestem KOBIETĄ w oczach Tomka, również w lesie. Dziś z okazji Dania Kobiet życzę Wam właśnie takiego mężczyzny, który zawsze będzie widział w Was Kobietę.
PS: Ja dziś jestem chora, bez makijażu, z opuchniętymi oczami i wstałam z łóżka tylko, żeby napisać posta, a wcale nie czuje się brzydka i nieatrakcyjna…
IMG_1318

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *