chata

Pierwszy weekend w chacie i już wiemy jak jest wiosną…

DSC00928.JPGDSC00933.JPG
g%25C5%2582%25C3%25B3g2.jpg

i zimą…

IMG_3328.JPG

 

sniezyca2

Pierwszy weekend w chacie i pierwszy obiad (wstyd się przyznać, ale nie robiony przez nas 😛 – pierwszy obiad w Pałoszówce zrobili goście, a właściwie przyjaciele chaty)… Pierwsze porządki też zrobili, ale razem z nami.

obiad2.jpg

i kolacja… tym razem ja ugniatałam placki

placki1.jpg

Pierwszy prezent od ATOTO:

IMG_3296.JPG

Pierwszy spacer do sąsiadów, czyli na Cyrle:

DSC00927

 

DSC00930

i wiele innych pierwszych razów…

gospodarz

Dziękuję za wspaniały weekend gospodarzowi, czyli mojemu mężowi Tomaszowi i naszym przyjaciołom: Kasi, Bajerowi, Magdzie i Piotrowi 🙂

miszmasz

Znowu nie pojechaliśmy do chaty… Poszliśmy na spacer do lasu szukać Krakowa, który został pożarty przez smoka. Hanka cały czas się bawi mimo późnej godziny, a mnie wzięło na wspominania – pewnie przez zdjęcie harcerek na FB.
Wszystko co mam zawdzięczam harcerstwu, a harcerstwo zawdzięczam rodzicom. Wyrosłam z ZHR-u ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. To tam nauczyłam się kochać góry (przyrodę i las nauczyła mnie kochać mama – biolog z zamiłowania), to tam dostałam lekcję samodzielności, radzenia sobie w trudnych warunkach, w grupie, w samotności. W harcerstwie przeżyłam pierwsze przyjaźnie, miłości, zdrady i rozczarowania. Szefem Lackowej i przewodnikiem stałam się już wtedy, gdy byłam zastępową, przyboczną i drużynową.
Tęsknie za obozami, zbiórkami i mundurem, ale ja już mam swoje harcerstwo w moim życiu. Harcerką można być nie należąc do ZHR (ZHP itd..). Dla mnie harcerstwo to pewna życiowa postawa, która przestrzega 9 praw harcerskich 🙂 tych najtrudniejszych, czyli bycia pomocnym, pogodnym, obowiązkowym. O 10 celowo nie wspomniałam, bo bycie abstynentem nie świadczy o tym, że jest się dobrym człowiekiem.
Moja chata też będzie pełna harcerstwa, a o tej porze roku również nieharcerskiego grzanego wina.
ZHR
Byłam harcerką w czasach, gdy aparaty był analogowe, więc nie mam żadnych zdjęć z obozów, zbiórek na komputerze… a może mam??
Dzasti%2Bna%2Bbia%25C5%2582ym%2Bmarszu.jpg

Pewnie o harcerstwie będę jeszcze dużo pisać.

miszmasz

Dziś mieliśmy jechać odebrać klucze do chaty. Jak to w życiu bywa wszystko się poprzesuwało, poukładało inaczej i musimy poczekać jeszcze tydzień.
Postanowiłam skorzystać z wolnej chwili i napisać o tym, co już dawno chodzi mi po głowie. Dzisiejszym tematem będzie stwierdzenie, które można przeczytać w rzadko odwiedzanej przez nas galerii krakowskiej. Kilka lat temu zwrócił uwagę na nie mój kolega, który obecnie spełnia swoje marzenia i podróżuje po świecie (i na pewno nie pamięta tej rozmowy). Zdanie to brzmi „rzeczy po prostu dzieją się”. Myślę, że rzeczy po prostu dzieją się, ale nie wszystkim, albo inaczej te dobre rzeczy (bo zapewne tylko o te chodzi) po prostu dzieją się tym, którzy wiedzą co ma się stać i tego chcą. Ja od wielu lat wiem czego chce i dążę do tego i potem po prostu się dzieje. Trzeba tylko rozruszać mechanizm i dalej sam się potoczy tak jak tego pragniemy.
Po skończeniu studiów poczułam pewnie to co 99% studentów: i co dalej? Wiedziałam co chce robić, ale skąd wziąć na to pieniądze już nie. Pojechałam do Bristolu i je zarobiłam, a przy okazji poznałam wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłam trochę świata i bardzo, bardzo dużo się nauczyłam. To była niesamowita lekcja samodzielności, pewności siebie i odwagi. Dzięki tej nauce i celu, który zawsze miałam z tyłu głowy, wróciłam do Polski i zrobiłam wielki krok w realizacji mojego marzenia – założyłam firmę – Lackową. Obecnie to marzenie kontynuuje wspaniała i bliska mi osoba. Z nadzieją, że firma będzie lepiej funkcjonować poszłam na kurs przewodnika beskidzkiego. To również było moje marzenie od I roku studiów, ale teraz było mi łatwiej je realizować, bo byłam nakręcona i wiedziałam, że mam to zrobić, że nie ma wymówek.
Nagle rzeczy po prostu się stały:
– poznałam Tomka, który jest moim mężem
– zaprzyjaźniłam się z Kasią, dzięki której Lackowa ma coraz więcej klientów i się rozwija
– urodziła się Hanka
– zdałam egzamin na przewodnika
– razem z Tomkiem znaleźliśmy chatę i zdecydowaliśmy się na jej kupno.
Mamy wiele wymówek z Tomkiem, żeby się nie przenosić w góry, ale wiem, że w odpowiednim momencie rzeczy po prostu się staną. Nie mam jeszcze gotowych rozwiązań na koszenie łąki, dojeżdżanie do chaty, odśnieżanie, remonty, życie w lesie :P, kiedyś dojazdy dzieci do szkoły i jakiej szkoły? i za co będziemy tam żyć i ile razy w tygodniu schodzić po zakupy, a co jeśli mi się w środku nocy zachce zjeść czekoladę (żartuje!)… To wszystko samo przyjdzie, bo ja już tą maszynę dawno wprawiłam w ruch i cały czas ładuje tam węgiel, drewno, prąd – nie wiem na co ta maszyna – pewnie na moją energię wewnętrzną :). Rzeczy dzieją się, ale może nie tak po prostu…
uśmiech

i tak na zimowe wieczory jeszcze w Krakowie…

 

miłość

W ciągu ostatnich kilku lat udało mi się zrealizować bardzo wiele moich marzeń, jedno z większych to dom w górach. To takie marzenie, które zawsze mi towarzyszyło, gdy byłam samotna również. Na szczęście znalazłam człowieka, który pomaga mi je realizować i co najważniejsze to również jego marzenie.
Chce jednak napisać o czymś innym – o uczuciu, które towarzyszyło mi, gdy marzenie już zostało spełnione. Dom w górach jeszcze nie należy do tej kategorii, bo żeby był naszym wymarzonym miejscem do życia, potrzeba jeszcze wiele pracy, dobrych ludzi (których na szczęście nie brakuje), pieniędzy i czasu. Jednak trochę tego uczucia w sobie mam – zakończył się ważny etap realizacji marzenia i czuję pustkę?, nie wiem co robić, za co się zabrać, szczególnie, że większość pracy przy domu musimy odłożyć na wiosnę. To uczucie było jeszcze większe, gdy zdałam egzamin na przewodnika beskidzkiego – pomyślałam: i czego ja teraz będę się uczyć? 🙂 Jakiś czas temu Tomek pokazał mi filmik o wyznaczaniu i planowaniu celów Briana Tracy’ego i tam znalazłam wyjaśnienie tego uczucia. Gdy mamy cel, umysł działa lepiej i robi wszystko, żeby go zrealizować. Brak celu powoduje, że żyjemy jałowo, nie wiemy dokąd zmierzamy. Dlatego tak ważne jest ciągłe wyznaczanie celów. Najlepszy przykład na wyjaśnienie tego to para narzeczonych. Ślub, który jest ich celem daje im siłę, sprawia, że czują się lepiej, są zmotywowani. Po ślubie ani ona, ani on się nie zmieniają (jak to opowiada się w kawałach), tylko tracą cel… Dlatego muszą wyznaczyć sobie nowy, najlepiej wspólny.
Może receptą na udany związek są cele – u mnie i u Tomka się sprawdza :).
Na szczęście dom jest długoterminowym marzeniem i droga do osiągnięcia naszego celu jest bardzo długa, więc rozwód w najbliższym czasie nam nie grozi.
Justyna i Tomek 540

Ja i cel zdobyty – hura!! 🙂 Dobrze, że szybko wyznaczyliśmy sobie kolejny i kolejny…

DSC00809.JPG
i dom na koniec – zrealizowany etap marzenia